NAWRÓCENIE I POWOŁANIE SAULA

„A Saul, dysząc jeszcze groźbą i chęcią mordu przeciwko uczniom Pańskim, przyszedł do arcykapłana i prosił go o listy do synagog w Damaszku, aby mógł, jeśliby znalazł jakich zwolenników drogi Pańskiej, zarówno mężczyzn jak i kobiety, uwięzić ich i przyprowadzić do Jerozolimy. I stało się w czasie drogi, że gdy się zbliżał do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba, a gdy padł na ziemię, usłyszał głos mówiący do niego: Saulu, Saulu, czemu mnie prześladujesz? I rzekł: Kto jesteś, Panie? A On: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz; ale powstań i idź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić. A mężowie, którzy z nim byli w drodze, stanęli oniemiali, głos bowiem słyszeli, ale nikogo nie widzieli. I podniósł się Saul z ziemi, lecz gdy otworzył oczy swoje, nic nie widział; wiodąc go tedy za rękę, zaprowadzili go do Damaszku. I przez trzy dni nie widział i nie jadł, i nie pił. A był w Damaszku pewien uczeń, imieniem Ananiasz. I rzekł Pan do niego w widzeniu: Ananiaszu! On zaś rzekł: Otom ja, Panie. Pan zaś do niego: Wstań i idź na ulicę Prostą, i zapytaj w domu Judy o Saula z Tarsu; oto właśnie się modli. I ujrzał w widzeniu męża, imieniem Ananiasz, jak wszedł, i ręce na niego włożył, aby przejrzał. Ananiasz zaś odpowiedział: Panie, słyszałem od wielu o tym mężu, ile złego wyrządził świętym twoim w Jerozolimie; ma także upoważnienie od arcykapłanów, aby tutaj uwięzić wszystkich, którzy wzywają imienia twego. Lecz Pan rzekł do niego: Idź, albowiem mąż ten jest moim narzędziem wybranym, aby zaniósł imię moje przed pogan i królów, i synów Izraela; Ja sam bowiem pokażę mu, ile musi wycierpieć dla imienia mego. I poszedł Ananiasz, i wszedł do domu, włożył na niego ręce i rzekł: Bracie Saulu, Pan Jezus, który ci się ukazał w drodze, jaką szedłeś, posłał mnie, abyś przejrzał i został napełniony Duchem Świętym. I natychmiast opadły z oczu jego jakby łuski i przejrzał, wstał i został ochrzczony. A gdy przyjął pokarm, odzyskał siły (Dzieje Apostolskie 9,1-19a).

(Wersety 1 i 2). Doprowadził więc Łukasz czytelników Dziejów Apostolskich aż do chwili rozpoczęcia misji wśród pogan. Spojrzenie czytelników sięga nie tylko z Jerozolimy do Samarii, ale o wiele dalej, do odległej Nubii, do której wraca nawrócony Etiopczyk z rozdziału 8. Czy my udamy się też w dalszą podróż? Czy nastąpi teraz relacja o tym, jak Piotr dotarł do prawdziwych pogan i jak przeżył tam gwałtowne działanie łaski Boga? W takim przypadku początek rozdziału 10 dokładnie pasowałby do końca rozdziału 8! Łukasz jednak każe zatrzymać się czytelnikom jeszcze i spojrzeć ku Jerozolimie. Nie wolno, radując się z powodu Etiopczyka, zapominać, że Saul dyszy „jeszcze groźbą i chęcią mordu”. Jezus prowadzi dalej swoją pracę, ale być chrześcijaninem – to niebezpieczna rzecz.
W Jerozolimie ludzie cierpią, a i nad dalej położonymi obszarami zawisła groźba. Saul bowiem „przyszedł do arcykapłana i prosił go o listy do synagog w Damaszku, aby mógł, jeśliby znalazł jakich zwolenników drogi Pańskiej, zarówno mężczyzn jak i kobiety, uwięzić ich i przyprowadzić do Jerozolimy”. Damaszek był miastem o dużym znaczeniu, leżącym na wschodnim stoku Antylibanu. W Starym Testamencie wymieniony jest już w I Księdze Mojżeszowej 15,2 – Eliezer, sługa Abrahama, pochodzi z Damaszku. Również Naaman sławi rzeki damasceńskie Abana i Parpar jako lepsze od wszelkich wód Izraela (II Księga Królewska 5,12). Damaszek był stolicą państwa syryjskiego, nader niebezpiecznego dla Izraela (Księga Izajasza 9,10 i nast., jak również 7,3-9). Można przypuszczać, że między Żydami z Damaszku i Jerozolimy istniały szczególnie żywe i ścisłe związki, skoro Paweł spodziewał się znaleźć chrześcijan właśnie w Damaszku, a arcykapłan z pewnością liczył, że jego zarządzenia nie znajdą tam posłuchu. Również wypowiedź Ananiasza w wersecie 13, który o działalności Saula i wypadkach w Jerozolimie słyszał od „wielu”, wskazywałaby na prawdziwość tego przypuszczenia. Saul nie miał całkowitej pewności czy w Damaszku zastanie już chrześcijan, prosi bowiem o listy na wypadek, „jeśliby znalazł jakich zwolenników drogi Pańskiej”. Zgadza się to z faktami, bo rzeczywiście apostołowie nie przeprowadzili tam dotąd bezpośredniej misji. Damaszek, podobnie jak inne miasta o dużym znaczeniu – Antiochia lub Rzym – należał do tych miejsc, w które Ewangelia „wnikała” bez udziału znanych ewangelistów. Dlaczego Saul po zniszczeniu zboru w Jerozolimie skierował uwagę właśnie na to miasto, nie wiemy. Płonie jednak żądzą wytępienia chrześcijan i tu. Dlatego chce wtrącić do więzień nie tylko mężczyzn, ale i kobiety. Widać z tego wyraźnie, że od samego początku chrześcijaństwa kobietom nadano inną rolę niż w Izraelu lub w religiach pogańskich. Saul, chcąc zniszczyć do końca chrześcijaństwo, musi więc zniszczyć również wierzące kobiety.
Apostoł Paweł nazywany jest w Dziejach Apostolskich aż do rozdziału 13,9 tylko swoim hebrajskim imieniem „Saul”. Ponieważ od urodzenia posiadał obywatelstwo rzymskie (por. Dzieje Apostolskie 22,28), więc zapewne od początku używał obok żydowskiego imienia „Saul” również rzymskiego „Paweł” (tzn. mały). W Dziejach Apostolskich natrafiamy niejeden raz na podwójne imiona, na przykład Józef zwany Barnabą i noszący przydomek Just (1,23), Jan Marek (12,12), Sylas i Sylwan (Dzieje Apostolskie 15,40; I List do Tesaloniczan 1,1). Mężowie żydowscy żyjący w otoczeniu greckim chętnie przybierali greckie imiona. Teraz jednak Saul prowadzi pośród swego żydowskiego ludu namiętną działalność jako „Saul”, tak jak później Paweł będzie prowadził swoją misję wśród pogan jako „Paweł”.

(Wersety 1-6). Znamienne jest to sformułowanie: „dysząc (…) groźbą i chęcią mordu przeciwko uczniom Pańskim”. Cała namiętna natura Saula pała śmiertelną nienawiścią wobec chrześcijan. Odpowiada to jego własnemu późniejszemu opisowi w Liście do Galacjan 1,13. Saul, będąc uczniem Gamaliela (Dzieje Apostolskie 22,3) różni się jednak radykalnie od swego nauczyciela. Naturalne skłonności i temperament też odgrywają tu rolę. Czemu mielibyśmy nie doceniać tych sił? Kształtująca dzieło ręka Twórcy ma decydujące znaczenie, ale Twórca jednak wie dobrze, jakiego materiału ma użyć do jakiego dzieła! Siła przebicia i namiętność są nieodzownymi składnikami każdego historycznego wydarzenia, w Zborze Bożym również. Filip Melanchton zrobił wiele dla Reformacji jako nauczyciel, nie mógł jednak zostać reformatorem, który wstrząsnął by światem. Saul z Tarsu był i pod tym względem „narzędziem wybranym”. Z takim Gamalielem, nawet gdyby się szczerze nawrócił, Jezus nie zrobiłby tego, co z Pawłem. Gamaliel, zgodnie ze swoją naturą, widział tylko jedną stronę prawdy: woli Bożej trzeba się poddać, nie przejawiając żadnej inicjatywy – ani pozytywnej, ani negatywnej. Saul natomiast widział i drugą stronę prawdy: wykonywaniu woli Bożej trzeba aktywnie oddać wszystkie swoje siły! Czci Boga należy bronić przeciwko bluźniercom wszystkimi środkami. Saul uważał, że jest to wystarczająco jasno powiedziane w Starym Testamencie (III Księga Mojżeszowa 24,10-16; II Księga Mojżeszowa 32,26-28; IV Księga Mojżeszowa 25,1-5). Widział przy tym nieuniknione „albo – albo”: albo Jezus był rzeczywiście Mesjaszem Izraela i wtedy trzeba Mu służyć do ostatniej kropli krwi, albo był Mesjaszem fałszywym, bluźniercą słusznie powieszonym na drzewie klątwy i wtedy wszystkich, którzy głosili Go jako Mesjasza, należało karać śmiercią, aż do ostatecznego wytępienia. Chodziło przecież o synów Izraela, podążających drogą wiodącą na manowce. Dlatego Saul-faryzeusz zwraca się bez wahania do arcykapłana-saduceusza. W pragnieniu zniszczenia chrześcijan są ze sobą zgodni.
I ten oto Saul zostaje nawrócony. W jaki sposób? Przez co? Człowiek współczesny lubi szukać psychologicznych przesłanek: może Paweł przeczuł już wtedy niedostatki zakonu, które później tak jasno i ostro osądza? Nie! Paweł nie był Lutrem! Jego autobiografią jest nie List do Rzymian 7,1 i nast., ale List do Filipian 3,3 i nast.: „Co do sprawiedliwości, opartej na zakonie, człowiek bez nagany” – takim widział siebie faryzeusz Saul i dlatego w ostatnim zdaniu mowy Szczepana zobaczył zasługujące na śmierć bluźnierstwo. A może śmierć Szczepana wywarła na nim głębokie wrażenie? Czy nie ogarnęły go wtedy wątpliwości? W Dziejach 8,1 oraz 9,1 Łukasz dowodzi czegoś wręcz odwrotnego, udaremniając nam, i słusznie, tego rodzaju spekulacje. Nawrócenie Saula jest wyłącznie dziełem Jezusa, dokonanym przez Jego nagłe wtargnięcie w życie wroga. Jeżeli chcemy właściwie zrozumieć relację Biblii i całą teologię Pawła, musimy zdać sobie sprawę, że wydarzenie to było jak najbardziej realne i konkretne. Nawrócenie Saula nie przejawiło się w wybuchu nowych myśli; całkowity przewrót w świecie jego pojęć i budowanie nowej teologii nastąpi dopiero później, już w wyniku nawrócenia. Nie towarzyszył mu tam również nawał głębokich uczuć; uczucia są tu – jak zawsze w Biblii – tylko marginesowo zaznaczone jako zjawisko towarzyszące właściwemu wydarzeniu. Zasadniczemu przekonaniu Saula, że Jezus Chrystus, Jezus Mesjasz – to bluźnierstwo przeciwko Bogu, Jezus po prostu przeciwstawił rzeczowy dowód faktyczny: Jezus Chrystus, Jezus Mesjasz – to rzeczywistość Boża. Tym samym egzystencja Saula została doszczętnie zniszczona. Jednakże ten sam Jezus zarekwirował tę zrujnowaną egzystencję i włączył ją do swojej służby. I Saul posłuchał: „I stało się w czasie drogi, że gdy się zbliżał do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba, a gdy padł na ziemię, usłyszał głos mówiący do niego: Saulu, Saulu, czemu mnie prześladujesz? I rzekł: Kto jesteś, Panie? A On: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz; ale powstań i idź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić”.

(Werset 7). „A mężowie, którzy z nim byli w drodze, stanęli oniemiali, głos bowiem słyszeli, ale nikogo nie widzieli”. W rozdziale 22,9 powiedziane jest odwrotnie: „A ci, którzy byli ze mną, światłość wprawdzie widzieli, ale głosu tego, który rozmawiał ze mną, nie słyszeli”. Tak oto jedno i to samo zdarzenie mogło być w pierwotnym chrześcijaństwie opowiadane szczerze i naturalnie z dużą różnicą w szczegółach. Jakże pewni swego i bez trwogi byli ci ludzie! W obydwu wypadkach złożone zostało świadectwo o tym samym fakcie: objawienie się Jezusa (we właściwym znaczeniu tego słowa) odebrał tylko Saul, ale nie miało ono formy czysto wewnętrznego widzenia. Było wydarzeniem tak konkretnym, że towarzyszące Saulowi osoby również je zauważyły i stanęły bezradnie, nie rozumiejąc. Sam Paweł odróżniał to spotkanie z Jezusem od innych swoich wizji i zaliczał je do rzędu wydarzeń wielkanocnych, jako niezwykłe i ostatnie po wniebowstąpieniu (I List do Koryntian 15,8). W ten sposób wszedł w szeregi „świadków zmartwychwstania” i na tym budował swój apostolski autorytet (Dzieje Apostolskie 1,22; I List do Koryntian 9,1).

(Werset 4). „Saulu, Saulu, czemu mnie prześladujesz?” Dobitne zwrócenie się do danej osoby przez dwukrotne wymienianie jej imienia odnajdujemy i w innych miejscach Biblii (np. I Księga Mojżeszowa 22,11; II Księga Mojżeszowa 3,4). Pełne wyrzutu pytanie Jezusa nie oznacza tylko, że Jezus identyfikuje się ze swoim zborem i odczuwa jego cierpienia tak, jakby były zadawane Jemu samemu. Pytanie to trafia w sam środek działalności Saula, który, atakując chrześcijan, ma na myśli tylko i wyłącznie Jezusa. W głębi serca walczy jedynie z samym Jezusem. Dlatego gorliwość, z jaką działa, zawiera w sobie tę sprzeczność, która i dziś charakteryzuje wiele prześladowań: namiętna nienawiść kierowana jest przeciwko Bogu i przeciwko Chrystusowi, których rzekomo w ogóle nie ma, a których istnienie – przez fakt tej nienawiści – uznaje się za rzeczywistość. – Mnie chcesz zabić i zniszczyć, Saulu, dlaczego? Co ci uczyniłem? Używając tego starego hebrajskiego imienia biblijnego, Jezus łączy się jednocześnie mocnymi więzami ze swoim wrogiem. Ty mnie nienawidzisz, ja ciebie nie; ja wzywam cię twoim imieniem. W poprzednich rozdziałach była mowa już o ścisłym związku imienia z osobą.

(Werset 5). W odpowiedzi Saul może tylko wyjąkać: „Kto jesteś, Panie?” Prześladowca nie może rozpoznać Jezusa, jak rozpoznał Go natychmiast uczeń i świadek – Szczepan (Dzieje Apostolskie 7,55). Saul jest oślepiony blaskiem światła, ale w jego pytaniu słychać już podtekst: – Jezu, czy to rzeczywiście Ty? Więc jednak jesteś Panem? I oto z ust zmartwychwstałego i wywyższonego Pana słyszy Saul potężne: „Ja jestem”! Jeszcze na ziemi Jezus powiedział swoim przeciwnikom – faryzeuszom: „Jeśli bowiem nie uwierzycie, że to Ja jestem, pomrzecie w swoich grzechach” (Ewangelia Jana 8,24). Saulu, uwierz, że to „Ja jestem” i bądź uratowany! Tym samym Jezus odniósł już zwycięstwo nad swoim prześladowcą i tak jest tego zwycięstwa pewny, że natychmiast wydaje polecenie, stawiające Pawła w sytuacji decydującej o przyszłym kształcie całego jego życia.

(Werset 6). Jezus rozporządza osobą Pawła: „Powstań i idź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić”. Paweł opisując to (Dzieje Apostolskie 26,16-17) opowiada w skrócie, że Jezus jednocześnie ustanowił go sługą i swoim świadkiem. Tu jednak dowiadujemy się, że Jezus tylko posłał swego sługę do miasta, aby dopiero tam się dowiedział, co ma dalej czynić. Z jednej strony jest to ćwiczenie w posłuszeństwie, tak potrzebnym temu silnemu i samowolnemu człowiekowi, a z drugiej strony, jest to okazanie miłosierdzia; Saul musiał mieć trochę czasu, aby przestawić się wewnętrznie po przeżyciu całkowitego zburzenia dotychczasowego życia.

(Wersety 8 i 9). „Podniósł się Saul z ziemi, lecz gdy otworzył oczy swoje, nic nie widział; wiodąc go tedy za rękę, zaprowadzili go do Damaszku”. Należałoby może przetłumaczyć początek tego zdania następująco: „Saul został podniesiony z ziemi”, gdyż mógł nie być w stanie sam się podnieść. U wszystkich ludzi wstrząs psychiczny odbija się również na fizycznej kondycji, bo ciało i dusza są ściśle ze sobą złączone. „I przez trzy dni nie widział i nie jadł, i nie pił”. Nastąpiło tu nawrócenie, które radykalnie i aż do samych korzeni – jak rzadko się to zdarza – odmieniło życie człowieka. Nie chodziło przy tym o człowieka, którego życie nosiłoby wyraźne piętno grzechu i z tego względu on sam w głębi serca wiedziałby, że jest zgubiony. Przeciwnie, za grzech i wrogość wobec Jezusa uznano tu nagle to, co dotychczas poczytywano za najwyższą sprawiedliwość, prawdziwą pobożność i bezwzględną gorliwość w służbie Boga. Saul z Tarsu musiał doświadczyć tego, co później opisał Rzymianom: właśnie z nienagannej sprawiedliwości, którą – jak mu się zdawało – osiągnął, grzech przez przykazanie „okazał ogrom swojej grzeszności” (List do Rzymian 7,13), a najpobożniejszy mąż Izraela stał się „pierwszym z grzeszników” (I List do Tymoteusza 1,15). W tej nocy żałoby ostał się Saulowi tylko jeden zdumiewający fakt: Jezus nie zniszczył go, ani nie porzucił! W Jego wołaniu nie było właściwie gniewu ani zapowiedzi sądu, ale miłosierdzie i miłość.
Jezus powiedział o Saulu w dniach, gdy ten nie widział: „Oto (…) się modli”. Saul, modląc się i poszcząc, usiłuje zorientować się w tym, co zaszło. I natychmiast atakują go dwa naglące pytania: dlaczego Mesjasz został ukrzyżowany? I: jakie znaczenie ma zakon? Pytania te nie noszą teologicznego charakteru, ani nie rozważa ich śmiały, lecz chłodno myślący, pochylony nad swoim biurkiem uczony. Są to pytania decydujące o podstawie egzystencji, ściśle ze sobą związane i wymagające jednoczesnego rozwiązania. Ponieważ nasza własna sprawiedliwość właśnie przez zakon staje się śmiertelnym grzechem, Mesjasz umiera na drzewie klątwy i tworzy przez to zupełnie nową, prawdziwą i uznaną przez Boga sprawiedliwość: sprawiedliwość przez wiarę. A ponieważ my mamy być doprowadzeni do tej prawdziwej, ważnej przed Bogiem sprawiedliwości, więc zakon „wkroczył, aby się upadki pomnożyły” (List do Rzymian 5,20).

(Wersety 10-12). Teraz Jezus zaczyna oddziaływać na Saula przez Ananiasza, jak zwykle posługując się więc do Ananiasza w formie określonej w Dziejach jako „widzenie”. Nie należy jednak rozumieć tego jako widzenie senne, bowiem Ananiasz od razu udaje się do Saula, a w nocy nie mógłby wejść do cudzego domu. W tym samym czasie Saul też ma widzenie, które przygotowuje go na przybycie Ananiasza. Było to konieczne ze względu na pobyt Saula w domu, położonym przy ulicy Prostej, znanej jako ulica wspaniała i szeroka. Żydzi musieli być w tym mieście bogaci i poważani, skoro taki człowiek jak Juda mógł mieszkać przy takiej ulicy.

(Wersety 13-16). Ananiasz mimo woli sprzeciwia się Jezusowi, przy czym Łukasz nie chce powiedzieć, że Ananiasz nie chce tam iść, bo się boi. W rozmowie Ananiasza z Jego Panem chodzi o „imię” Jezusa. Ananiasz ma zastrzeżenie: Czy ten człowiek zasługuje na względy i łaskę, skoro ,,ma (…) upoważnienie od arcykapłanów, aby tutaj uwięzić wszystkich, którzy wzywają imienia twego”. Ananiasz również widzi, że atakując chrześcijan Saul myśli tylko o imieniu Jezusa. I teraz właśnie odpowiedź Jezusa nabiera mocy i wielkości: „Idź, albowiem mąż ten jest moim narzędziem wybranym, aby zaniósł imię moje przed pogan i królów, i synów Izraela”. Właśnie ten, który imię Jezusa chciał zetrzeć z powierzchni ziemi, poniesie je teraz w świat jak nikt inny. Kazał cierpieć chrześcijanom za to, że wymawiali to imię, a teraz ,,ja sam (…) pokażę mu, ile musi wycierpieć dla imienia mego”. Widzimy więc, jak nieustannie powraca ten zwrot: „imię Jezusa”. Odpowiada to w pełni roli, jaką odgrywało ono w rozdziałach 3-5, w działaniu, walce i cierpieniach apostołów i pierwotnego zboru.
Cierpienie dla imienia Jezusa nie jest stanem przypadkowym, towarzyszącym działaniu. Cierpienie jest koniecznym i istotnym składnikiem działania. Nie osłabia „wybranego narzędzia”, nie jest dla niego przeszkodą, ale przeciwnie – dopiero przez cierpienie narzędzie staje się narzędziem. Paweł miał na ten temat takie samo zdanie i potwierdził je w swoich wypowiedziach (I List do Koryntian 4,9-13; II List do Koryntian 4,7-11; 11,23-30 i List do Filipian 3,10). Łukasz zaś okazał się tu znowu prawdziwym paulinistą, gdy wielokrotnie podkreślał, jak Paweł cierpiąc, działa i zwycięża.
Należy zwrócić uwagę na fakt, że Saul nie został wybrany wyłącznie na „apostoła pogan”, miał nieść imię Jezusa również „przed (…) synów Izraela”. Podział terenu działania między Pawła i trzech mężów z Jerozolimy uważanych za filary (List do Galacjan 2,9) – jest tylko umową między ludźmi, tylko wytyczeniem ram, ale wcale nie oznacza, że Pawłowi nie wolno mówić o Jezusie do swych izraelskich braci. Jakżeby zresztą mógł przejść obok nich milcząco, nie przekazując Izraelowi wieści o ukrzyżowanym Mesjaszu (List do Rzymian 9,1-4)! Słowa Jezusa wypowiedziane przy powołaniu Pawła dawały mu pewność, że z czystym sumieniem może w obcych krajach odwiedzać najpierw synagogi i dopiero gdy tam zostanie odrzucony, ma zacząć swoją misję wśród pogan. Tak też opisuje to sam w swoim Liście do Rzymian 11,11-15).

(Werset17). Ananiasz jest więc posłuszny. Wykonuje Jezusowe polecenie wkładając w nie całe serce. Wroga i prześladowcę nazywa bratem: „Włożył na niego ręce i rzekł: Bracie Saulu, Pan Jezus (…) posłał mnie, abyś przejrzał i został napełniony Duchem Świętym”. Jasne stają się tu dwie sprawy. Po pierwsze – uzdrowienie ze ślepoty i wypełnienie Duchem Świętym następuje wraz z włożeniem rąk przez brata. Tak wielką uwagę przywiązuje Jezus do braterstwa wśród swoich! Po drugie – jednoznacznie jasne staje się dla nas działanie Jezusa; zyskujemy pewność, że uzdrawianie nie jest sprawą przypadku czy natury, ale darem pochodzącym od Jezusa, a przekazanym przez ręce brata. I wcale nie trzeba do tego rąk samego apostoła, może to uczynić zwyczajny chrześcijanin, na przykład Ananiasz. Wyjaśnienie to zapobiega fałszywemu rozumieniu tekstu Dzieje Apostolskie 8,15-17, wiemy już bowiem, że wkładanie rąk nie ma nic wspólnego z sakramentem lub hierarchią.

(Werset 18). „Natychmiast opadły z oczu jego jakby łuski i przejrzał, wstał i został ochrzczony”. Pod wpływem włożenia rąk przez Ananiasza Saul nie tylko został uzdrowiony, ale otrzymał również Ducha Świętego. Czy nie otrzymał więc wszystkiego, czego potrzebował? A jednak było dla niego oczywiste, że ma być ochrzczony – widocznie od razu, na miejscu, przez Ananiasza, skoro „wstał i został ochrzczony”. Chrzest nie przedstawiał dla Saula problemu teologicznego. Po prostu udokumentował w ten sposób przynależność do Jezusa i do Jego zboru, jakkolwiek nie sądził, by dopiero teraz, przez chrzest, stał się chrześcijaninem i otrzymał łaskę Jezusa i Ducha Świętego; już był „narzędziem wybranym”. Nie zlekceważył jednak chrztu, gdyż przezeń pogrzebane zostało w śmierci Pańskiej całe jego dawne życie (List do Rzymian 6,3 i nast.) i przypieczętowany fakt, iż z Chrystusem jest ukrzyżowany (List do Galacjan 2,20). Przez chrzest Saul zostaje wreszcie włączony do zboru.

(Wiersz 19a) Skończył się okres żałobny. Od chrztu Saul przestaje pościć: „Gdy przyjął pokarm, odzyskał siły”. Ten posiłek spożywał Saul zapewne tak, jak pierwsi chrześcijanie w Jerozolimie: z weselem i w prostocie serca, chwaląc Boga (Dzieje Apostolskie 2,46). Można przyjąć, że i dla niego ów pokarm stał się pierwszą uroczystą Wieczerzą Pańską, gdyż „odzyskanie sił” było odzyskaniem sił fizycznych i duchowych, było wzmocnieniem całego człowieka – w jedności posiłku i uroczystości Wieczerzy Pańskiej – przed ogromną pracą w służbie, do której natychmiast przystąpił.

Werner de Boor