JAK CHRZEŚCIJANIN MOŻE POMÓC OFIERZE PRZEMOCY

Osoby doświadczające przemocy to nierzadko członkowie rodzin chrześcijańskich. Wiara w Boga może zarówno ułatwiać jak i utrudniać ujawnianie przemocy na zewnątrz i szukanie pomocy. Zatem istotne jest, aby ci z nas, którzy zajmują się pomaganiem takim osobom lub chcą to robić w przyszłości bądź znaleźli się w sytuacji, gdy ktoś ze znajomych potrzebuje pomocy, respektowali system wartości chrześcijańskich ofiary przemocy, jej przekonania i postawy związane z wiarą w Boga i ufnością wobec Niego, które często przyczyniają się do hamowania procesu pomagania. Bardzo ważną sprawą jest, aby osoba zajmująca się pomaganiem potrafiła wyjaśnić, jakie jest stanowisko Słowa Bożego wobec przemocy i czego tak naprawdę pragnie Bóg dla osób, które jej doznają.

Bóg wobec przemocy

Stanowisko Boga wobec przemocy jest jasno i dobitnie wyrażone w Biblii: „Pan bada sprawiedliwego i bezbożnego, a nienawidzi tego, kto kocha bezprawie” (Psalm 11,5). „Gdy się łamie prawo człowieka przed obliczem Najwyższego, gdy się krzywdzi człowieka w spornej sprawie, czy Pan tego nie widzi?” (Treny 3,36). „U ciebie lekceważy się ojca i matkę, u ciebie dopuszczają się gwałtu nad obcym przybyszem, u ciebie krzywdzi się sieroty i wdowy” (Księga Ezechiela 22,7). Istotne okazuje się wskazanie osobom doświadczonym przemocą, że Bóg, do którego należą, patrzy na przemoc jako na grzech. Grzech, który powinien zostać nazwany po imieniu i potępiony, ponieważ ciało osoby wierzącej jest świątynią Ducha Świętego: „Jeśli ktoś niszczy świątynię Bożą, tego zniszczy Bóg, albowiem świątynia Boża jest święta, a wy nią jesteście” (I List do Koryntian 3,16).

Musimy także pamiętać o tym, że ofiara przemocy, czytając Pismo Święte, może wysnuwać niewłaściwe wnioski dotyczące stosunku Boga do przemocy. Wynika to często z dosłownego odczytywania Biblii pomijając Ducha Świętego, który ożywia Słowo i daje nam zrozumienie. Na skutek tego     w chrześcijanach mogą kształtować się fałszywe przekonania o stosunku Boga do przemocy.

 Ofiara przemocy jest wtedy w sytuacji podobnej do tej, w jakiej znaleźli się Adam i Ewa, kiedy szatan, posługując się słowem Boga, wypacza je i zniekształca rzeczywistość. Takie wypaczone rozumienie słów Pisma Świętego może utrudniać ofierze szukanie pomocy, gdyż nie pozwala odróżnić słowa Boga od słowa kłamliwego. Należy pamiętać o tym, że Słowo Boga zawsze jest prawdą, pomocą i wsparciem dla człowieka, ale szatan może posługiwać się nim działając przeciwko ludziom. Warto zatem zwrócić uwagę ofiar przemocy na to, że Bóg zawsze chce naszego dobra. „Oto Ja sam zatroszczę się o moje owce i będę ich doglądał. Jak pasterz troszczy się o swoją trzodę, gdy jest pośród swoich rozproszonych owiec, tak Ja zatroszczę się o moje owce i wyratuję je z wszystkich miejsc, dokąd zostały rozproszone w dniu chmurnym i mrocznym. (…) Ja sam będę pasł moje owce i Ja sam ułożę je na ich legowisku – mówi Wszechmocny Pan. Będę szukał zaginionych, rozproszone sprowadzę z powrotem, zranione opatrzę, chore wzmocnię, tłustych i mocnych będę strzegł, i będę pasł sprawiedliwie. Do was zaś, moje owce, mówi Wszechmocny Pan: Oto ja rozsądzę między owcą a owcą, między baranami i kozłami. Czy nie dość wam tego, że spasacie najlepsze pastwisko, ale jeszcze resztę waszego pastwiska depczecie swoimi nogami, pijecie czystą wodę, ale jeszcze pozostałą resztę mącicie swoimi nogami? I moje owce musiały paść się na tym, co zdeptały wasze nogi, i pić to, co zmąciły wasze nogi. Dlatego tak mówi do nich Wszechmocny Pan: Oto ja sam rozsądzę między owcami tłustymi a owcami chudymi. Ponieważ odepchnęliście wszystkie słabe bokiem i plecami i odtrąciliście je swoimi rogami, aż wypchnęliście je na zewnątrz, dlatego wyratuję moją trzodę i już nie będzie łupem. Rozsądzę między owcą a owcą (Księga Ezechiela 34,11-12.15-22).

Pamiętajmy zawsze o tym, że Bóg, jak siewca z przypowieści, zasiewa tylko dobre ziarno. Później natomiast przychodzi nieprzyjaciel-szatan i zatruwa nasze umysły kąkolem i chwastem zła, czyniąc Słowo Boga brzemieniem nie do uniesienia, wbrew temu, co Bóg powiedział: „Albowiem jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie” (Ewangelia Mateusza 11,30).

Biblia mówi, że Bóg okazuje nam dobro, gdy otaczają nas ludzie sprawiedliwi (por. Psalm 142,8). Ofiara przemocy może odczuć Bożą dobroć w konkretnych sytuacjach wsparcia i pomocy ze strony osób bliskich, przyjaciół i osób profesjonalnie zajmujących się pomaganiem w sytuacji przemocy, na przykład psychologów, prawników czy duchownych.

Niesienie krzyża a przemoc

Niektórzy chrześcijanie doświadczający przemocy, na skutek swojej wiary identyfikują się z Jezusem jako samopoświęcające się ofiary. Myślą, że wolą Bożą jest, aby cierpieli i dlatego rezygnują tym samym z przeciwstawienia się przemocy. Sądzą, że jeżeli zaczną szukać pomocy, to porzucą krzyż, który dał im Bóg, aby go nieśli. Konsekwencją takich przekonań jest uległość względem sprawcy, tłumienie uczuć i bierne poddanie się przemocy.

Kluczowe jest zatem rozróżnienie między cierpieniem z powodu przemocy a cierpieniem Zbawiciela. W tym celu warto osobom skrzywdzonym przypomnieć, jaka jest misja Jezusa. Jezus mówi kilka razy o celu przyjścia na świat: „Duch Pański nade mną, przeto namaścił mnie, abym zwiastował ubogim dobrą nowinę, posłał mnie, abym ogłosił jeńcom wyzwolenie, a ślepym przejrzenie, abym uciśnionych wypuścił na wolność, abym zwiastował miłościwy rok Pana. (…) Zaczął tedy mówić do nich: Dziś wypełniło się to Pismo w uszach waszych” (Ewangelia Łukasza 4,18-19.21). A w innym miejscu Jezus mówi: „Ja przyszedłem, aby (owce) miały życie i obfitowały” (Ewangelia Jana 10,10). Chrystus nie mówi: Ja na to zostałem posłany, aby dźwigać ciężki krzyż, aż do śmierci. Chrystus mówi przed Piłatem: „Ja się narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie” (Ewangelia Jana 18,37). Jakiej prawdzie? „Ja jestem droga i prawda, i żywot”– mówi Jezus (Ewangelia Jana 14,6). To Chrystus jest Królem Prawdy. On króluje w naszych sercach przez Swojego Ducha Świętego. To Jego Królestwo jest Królestwem Prawdy, a więc usunięcia wszelkiego fałszu, wszystkich podstępnych oszustw szatana, także przekonania, że broniąc siebie i zgłaszając przestępstwo na policję niszczę dobro rodziny. Jezus tłumaczy, że ci są jego uczniami, którzy są z prawdy (por. Ewangelia Jana 18,37). Słowo Boże mówi, żeby nie okłamywać samych siebie i innych:„Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem, którzy zamieniają ciemność w światłość, a światłość w ciemność, zamieniają gorycz w słodycz, a słodycz w gorycz” (Księga Izajasza 5,20).

Pamiętać należy, że krzyż Chrystusa niosą Ci, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, czyli na przykład walczą z przemocą i oszustwem. Treścią krzyża Jezusowego nie jest bycie okaleczanym, poniżanym, wyśmiewanym czy bitym. Taki krzyż nie przybliża nas do Boga. Krzyżem, jaki niosą dzieci Boże, ich trudem i cierpieniem jest kroczenie drogą sprawiedliwości, która może się wielu osobom nie podobać i podzielić nawet złączonych bliskimi więzami: „Odtąd bowiem pięciu w jednym domu będzie poróżnionych; trzej z dwoma, a dwaj z trzema” (Ewangelia Łukasza 12,51-53). Krzyż to przyznanie się do wstydliwej prawdy, to ryzyko zatelefonowania do pogotowia dla ofiar przemocy, to zgłoszenie przestępstwa na policję, to poszukiwanie pomocy u psychologa, to rozmowa z duszpasterzem, to zdecydowanie się na separację, to znoszenie niezrozumienia ze strony rodziny i znajomych. To wszystko jest trudne, jest drogą krzyżową, która jednak w konsekwencji prowadzi do wyzwolenia siebie i najbliższych ze spirali przemocy; z sideł, które zastawił szatan i z kłamstw wpajanych do umysłów  i serc ofiar.

Czego oczekuje Bóg od ofiar przemocy?

Bóg chce, byśmy Mu ufali bezgranicznie, ale On ma także oczekiwania względem nas. On pragnie, żebyśmy korzystali z Jego daru rozumu i dokonywania rozsądnych wyborów. Bóg oczekuje od chrześcijan aktywnej miłości: „Dzieci, miłujmy nie słowem ani językiem, lecz czynem i prawdą” (I List Jana 3,18).Co to oznacza w praktyce? Bóg pomoże nam zrobić to,co powinniśmy zrobić, jeżeli Go o to poprosimy, ale nie zrobi tego za nas. Musimy pamiętać, że kolejność we współpracy z Bogiem jest następująca: Gdy przychodzimy do Niego ze szczerym otwartym sercem, to On kształtuje naszą postawę na modlitwie, ale usuwanie jarzma zostawia nam. Bóg nie chce, by cierpienie w chrześcijańskich domach było spowite milczeniem. Sam przekonuje w Swoim Słowie: „Wołaj na całe gardło, nie powściągaj się, podnieś jak trąba swój głos i wspominaj mojemu ludowi jego występki,a domowi Jakuba jego grzechy!(…) Oto gdy pościcie, kłócicie się i spieracie,     i bezlitośnie uderzacie pięścią. Nie pościcie tak, jak się pości, aby został wysłuchany wasz głos z wysokości” (Księga Izajasza 58,1.4). Bóg nie chce, byśmy wierzyli, że ma On upodobanie w tym, aby człowiek umartwiał swoją duszę i zwiesił głowę jak sitowie (por. Księga Izajasza 58,5), ale pragnie rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli grzechu, wypuścić na wolno ciemiężonych i złamać każde jarzmo (por. 58,6-7). I właśnie to jest źródłem dobrego stanu fizycznego, psychicznego oraz duchowego człowieka: „Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza poranna i twoje uzdrowienie rychło nastąpi” (58,8).

Dlaczego Bóg pozwala na przemoc?

Osoby doświadczające przemocy nierzadko zadają sobie pytania: „Dlaczego mnie to spotkało? Gdzie byłeś Boże, dlaczego nic nie zrobiłeś, żeby mi pomóc? Dlaczego moja miłość nie zmieniła mojego męża, ojca, matki, brata, siostry?”. Bóg wysłuchuje naszych modlitw, posyła Swojego Ducha Świętego, który pomaga nam modlić się. Jednocześnie On szanuje nasze wybory. Gdyby Bóg nas zmuszał do miłości, to stosowałby wobec nas… tak, właśnie przemoc! Ale Bóg przemawia w Swoim Słowie:„Tylko to przykazanie dałem im, mówiąc: Słuchajcie mojego głosu, a ja będę waszym Bogiem, wy zaś będziecie moim ludem, postępujcie całkowicie tą drogą, którą wam nakazuję, aby się wam dobrze działo! Lecz oni nie usłuchali i nie nakłonili swojego ucha, ale postępowali według skłonności i uporu swojego złego serca i odwrócili się do mnie tyłem, a nie twarzą” (Księga Jeremiasza 7,23-24). Bóg stoi przed drzwiami ludzkiego serca i czeka na wybory, jakich dokona człowieka. Mówi: „Położyłem dziś przed Tobą życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierz przeto życie, abyś żył, ty i twoje potomstwo” (V Księga Mojżeszowa 30,19).

Sprawcy przemocy często wiedzą, że stosując przemoc postępują źle i mają wyrzuty sumienia. Jednak czynią to dalej, częstokroć zmagając się z pokusą i dokonując złych wyborów. Bóg nie może zdecydować za nich, żeby zaprzestali stosowania przemocy, ale może przekonywać ich do tego, żeby przestali źle czynić, może przekonywać ich o grzechu, w którym tkwią.

Prawdziwa miłość chrześcijańska

Jak stosować w praktyce słowa Jezusa: „Nie sprzeciwiajcie się złemu,a jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi?” (Ewangelia Mateusza 5,39). Czy miłość ofiary do sprawcy przemocy ma oznaczać dosłowne nadstawianie drugiego policzka, czy to oznacza, że ofiara ma biernie stać i czekać, aż sprawca przestanie się nad nią znęcać? Oczywiście, że nie! Jezus nienawidzi zła i przemocy. On pragnie dla człowieka tego, co najlepsze, On chce naszej wolności od każdej formy zła w naszych rodzinach. Problemem jest tylko forma sprzeciwu – Bóg nie chce, byśmy zwalczali zło złem, nie chce, byśmy kierowali się chęcią zemsty i odwetu. Dobrze wyjaśnia to fragment z Listu do Rzymian 12,17-21: „Nikomu złem za złe nie oddawajcie, starajcie się o to, co jest dobre w oczach wszystkich ludzi. Jeśli można, o ile to od was zależy, ze wszystkimi ludźmi pokój miejcie. Najmilsi! Nie mścijcie się sami, ale pozostawcie to gniewowi Bożemu, albowiem napisano: Pomsta do mnie należy, Ja odpłacę, mówi Pan. Jeśli tedy łaknie nieprzyjaciel twój, nakarm go; jeśli pragnie, napój go; bo czyniąc to, węgle rozżarzone zgarniesz na jego głowę. Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”.

W osobie doświadczającej przemocy pojawia się bardzo często uczucie gniewu i głęboki smutek. Są to naturalne uczucia w tej sytuacji i nie chodzi o to, by im zaprzeczać lub na siłę próbować się ich pozbyć. Ofiara źle interpretując słowa Jezusa: „błogosławieni cisi” może uważać, że musi cierpieć w milczeniu i tłumić gniew. Jednak bycie cichym i łagodnym nie oznacza, że sprawca przemocy może robić z ofiarą, co mu się podoba. Nie da się stale utrzymywać grzechu w tajemnicy. „Nie ma nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajnego, o czym by się dowiedzieć nie miano” (Ewangelia Mateusza 10,26).

Uczucie gniewu informuje nas między innymi o tym, że powinniśmy bronić swoich praw. Apostoł Paweł napisał:„Gniewajcie się, lecz nie grzeszcie” (List do Efezjan 4,26). Uczucie gniewu daje nam możliwość obrony przed złym traktowaniem przez innych ludzi. Gniew sam w sobie nie jest ani dobry ani zły. Złem staje się wtedy, gdy przeradza się w rozpamiętywanie krzywd, chęć zemsty i agresję: „Przeklęty ich gniew, bo jest gwałtowny, i zapalczywość ich, bo jest sroga” (I Księga Mojżeszowa 49,7).Pamiętać należy, że złem jest także nieużywanie gniewu, w sytuacji, gdy jest to konieczne. Pan Jezus pokazuje nam, jak powinien wyglądać uzasadniony gniew, na przykład wyganiając przekupniów ze świątyni (Ewangelia Jana 2,13-17).

Droga do przebaczenia

Uczucie gniewu i dążenie do sprawiedliwości nie są sprzeczne z odzyskaniem spokoju wewnętrznego i przebaczeniem sprawcy wyrządzonych krzywd. Oczywiście do przebaczenia nie można się zmusić. Przebaczenie nie oznacza też, że krzywdy już nie są ważne i że trzeba się zachowywać, jakby nic złego nigdy się nie stało. Gdyby Bóg zachowywał się tak wobec naszych grzechów oznaczałoby to, że nie jesteśmy za nie odpowiedzialni i w związku     z tym nie możemy ponieść w życiu żadnej kary za to, co złego zrobiliśmy. Nic bardziej mylnego! Boża miłość wobec nas jest wspaniała, ale Bóg jest Bogiem sprawiedliwości: „Pan również odpuścił twój grzech, nie umrzesz. Ponieważ jednak czynem tym zbeszcześciłeś Pana, przeto syn, który ci się urodził, musi umrzeć” (II Księga Samuela 12,13-14). Podobnie powinno wyglądać przebaczenie ofiary względem sprawcy. On dalej jest odpowiedzialny za to, co złego uczynił i dlatego musi ponieść zasłużoną karę, nawet jeżeli szczerze żałuje za to, co zrobił.

Z kolei odmawianie wybaczenia może dawać ofierze poczucie wymierzania sprawcy części kary. Może jej się wydawać, że sprawca też będzie cierpiał, jeśli się mu nie wybaczy. Ofiara nie widzi tego, że myśląc w ten sposób, w rzeczywistości karze samą siebie, ponieważ to ona jest dalej nieszczęśliwa. To ona rozpamiętuje wszystkie krzywdy, co nie daje jej spać spokojnie, co wzmaga w niej uczucia rozżalenia, złości, nienawiści. To ona zatruwa samą siebie, niszczy własne życie. Bez decyzji o wybaczeniu cierpiący z powodu przemocy pozostaje zamknięty w niewoli, w duchowym więzieniu. Należy pamiętać, że ofiara nie ma mocy kontrolowania sprawcy, nawet przez wybaczenie, ponieważ on jest odrębnym człowiekiem. Jednak może się nauczyć kontrolować myśli i działania w samej sobie. Wybaczenie nie powinno w żadnej mierze zależeć od tego, czy sprawca przemocy przyzna się do tego i czy weźmie odpowiedzialność za swoje czyny. Tak, oczywiście, wtedy przebaczenie może być o wiele łatwiejsze. Jednak należy pamiętać o tym, że tak naprawdę przebaczając ofiara doznaje uzdrowienia i uwolnienia. Uwolnienia z niewoli nienawiści, złości, lęku, smutku, żalu, bezsennych nocy, depresji i niszczenia samej siebie jadem… „Znosząc jedni drugich i przebaczając sobie nawzajem, jeśli kto ma powód do skargi przeciw komu: Jak Chrystus odpuścił wam, tak i wy” (List do Kolosan 3,13).

źródło: www.niebieskalinia.pl