ARTYKUŁ WSTĘPNY – Niewinny, który cierpiał za winnych

Przewodni fragment Biblii: „On grzechu nie popełnił ani nie znaleziono zdrady w ustach jego; On, gdy mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził, lecz poruczał sprawę temu, który sprawiedliwie sądzi; On grzechy nasze sam na ciele swoim poniósł na drzewo, abyśmy, obumarłszy grzechom, dla sprawiedliwości żyli; jego sińce uleczyły was. Byliście bowiem zbłąkani jak owce, lecz teraz nawróciliście się do pasterza i stróża dusz waszych” (I List Piotra 2,22-25).

Jezus zgładził nasze grzechy na krzyżu, byśmy już dłużej nie tkwili w nich i nie byli nimi zniewoleni. „Chrystus wykupił nas od przekleństwa zakonu, stąwszy się za nas przekleństwem, gdyż napisano: Przeklęty każdy, który zawisł na drzewie” (List do Galacjan 3,13). Bóg „tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił, abyśmy w nim stali się sprawiedliwością Bożą” (II List do Koryntian 5,21).

Tak – Ten, który nigdy nie popełnił grzechu, wziął na Siebie grzechy całego świata, aby wszyscy ludzie, którzy przychodzą do Niego, mogli zostać oczyszczeni z grzechu i żyć sprawiedliwie! „Lecz on zraniony jest za występki nasze, starty za winy nasze. Ukarany został dla naszego zbawienia, a jego ranami jesteśmy uleczeni. Wszyscy jak owce zbłądziliśmy, każdy z nas na własną drogę zboczył, a Pan jego dotknął karą za winę nas wszystkich. Znęcano się nad nim, lecz on znosił to w pokorze i nie otworzył swoich ust, jak jagnię na rzeź prowadzone i jak owca przed tymi, którzy ją strzygą, zamilkł i nie otworzył swoich ust. Z więzienia i sądu zabrano go, a któż o jego losie pomyślał? Wyrwano go bowiem z krainy żyjących, za występek mojego ludu śmiertelnie został zraniony. I wyznaczono mu grób wśród bezbożnych i wśród złoczyńców jego mogiłę, chociaż bezprawia nie popełnił ani nie było fałszu na jego ustach.” (Księga Izajasza 53,5-9). „Ale wy dzięki niemu jesteście w Chrystusie Jezusie, który stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i poświęceniem, i odkupieniem” (I List do Koryntian 1,30). „Byliście bowiem zbłąkani jak owce, lecz teraz nawróciliście się do pasterza i stróża dusz waszych” (I List Piotra 2,25). „Przeto i my, mając około siebie tak wielki obłok świadków, złożywszy z siebie wszelki ciężar i grzech, który nas usidla, biegnijmy wytrwale w wyścigu, który jest przed nami, patrząc na Jezusa, sprawcę i dokończyciela wiary, który zamiast doznać należytej mu radości, wycierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, i usiadł na prawicy tronu Bożego” (List do Hebrajczyków 12,1-2).

Zatem pamiętając o tym, że mamy „wielkiego arcykapłana, który przeszedł przez niebiosa, Jezusa, Syna Bożego, trzymajmy się mocno wyznania. Nie mamy bowiem arcykapłana, który by nie mógł współczuć ze słabościami naszymi, lecz doświadczonego we wszystkim, podobnie jak my, z wyjątkiem grzechu. Przystąpmy tedy z ufną odwagą do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej porze” (List do Hebrajczyków 4,14-16).

Przystąpmy więc z ufnością do Jezusa, „który został wydany za grzechy nasze i wzbudzony z martwych dla usprawiedliwienia naszego” (List do Rzymian 4,25). Przystąpmy, oddając Mu serca Swoje, aby nas zbawił od grzechu i prowadził przez Ducha Świętego, byśmy wydawali owoc życia w prawdzie i sprawiedliwości! „Bądźcie wszyscy jednomyślni, współczujący, braterscy, miłosierni, pokorni; nie oddawajcie złem za zło ani obelgą za obelgę, lecz przeciwnie, błogosławcie, gdyż na to powołani zostaliście, abyście odziedziczyli błogosławieństwo. Bo kto chce być zadowolony z życia i oglądać dni dobre, ten niech powstrzyma język swój od złego, a wargi swoje od mowy zdradliwej. Niech się odwróci od złego, a czyni dobre, niech szuka pokoju i dąży do niego. Albowiem oczy Pana zwrócone są na sprawiedliwych, a uszy jego ku prośbie ich, lecz oblicze Pańskie przeciwko tym, którzy czynią zło” (I List Piotra 3,10-12).

Estera Bednarska

[FMP].
[/FMP]




SŁOWO BOŻE MOJĄ POMOCĄ KAŻDEGO DNIA – CZ. XVI

Gdy ufam w moc modlitwy

 „A Ja wam powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują.”

(Ewangelia Mateusza 5,44)

„A gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy, gdyż oni lubią modlić się, stojąc w synagogach i na rogach ulic, aby pokazać się ludziom; zaprawdę powiadam wam: Otrzymali zapłatę swoją. Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie. A modląc się, nie bądźcie wielomówni jak poganie; albowiem oni mniemają, że dla swej wielomówności będą wysłuchani. Nie bądźcie do nich podobni, gdyż wie Bóg, Ojciec wasz, czego potrzebujecie, przedtem zanim go poprosicie.”

(Ewangelia Mateusza 6,5-8)

„Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje, a kto szuka, znajduje, a kto kołacze, temu otworzą. Czy jest między wami taki człowiek, który, gdy go syn będzie prosił o chleb, da mu kamień? Albo, gdy go będzie prosił o rybę, da mu węża? Jeśli tedy wy, będąc złymi, potraficie dawać dobre dary dzieciom swoim, o ileż więcej Ojciec wasz, który jest w niebie, da dobre rzeczy tym, którzy go proszą.”

(Ewangelia Mateusza 7,7-11)

„Nadto powiadam wam, że jeśliby dwaj z was na ziemi uzgodnili swe prośby o jakąkolwiek rzecz, otrzymają ją od Ojca mojego, który jest w niebie. Albowiem gdzie są dwaj lub trzej zgromadzeni w imię moje, tam jestem pośród nich.”

(Ewangelia Mateusza 18,19-20)

„Dlatego powiadam wam: Wszystko, o cokolwiek byście się modlili i prosili, tylko wierzcie, że otrzymacie, a spełni się wam. A gdy stoicie i zanosicie modlitwy, odpuszczajcie, jeśli macie coś przeciwko komu, aby i Ojciec wasz, który jest w niebie, odpuścił wam wasze przewinienia. Bo jeśli wy nie odpuścicie, i Ojciec wasz, który jest w niebie, nie odpuści przewinień waszych.”

(Ewangelia Marka 11,24-26)

„Czuwajcie i módlcie się, abyście nie popadli w pokuszenie; duch wprawdzie jest ochotny, ale ciało mdłe.”

(Ewangelia Marka 14,38)

„Anioł zaś rzekł do niego: Nie bój się, Zachariaszu, bo wysłuchana została modlitwa twoja, i żona twoja, Elżbieta, urodzi ci syna i nadasz mu imię Jan.”

(Ewangelia Łukasza 1,13)

„I była wdową do osiemdziesiątego czwartego roku życia, i nie opuszczała świątyni, służąc Bogu w postach i w modlitwach dniem i nocą.”

(Ewangelia Łukasza 2,37)

„I o cokolwiek prosić będziecie w imieniu moim, to uczynię, aby Ojciec był uwielbiony w Synu. Jeśli o co prosić będziecie w imieniu moim, spełnię to.”

(Ewangelia Jana 14,13-14)

„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: O cokolwiek byście prosili Ojca  w imieniu moim, da wam. Dotąd o nic nie prosiliście w imieniu moim; proście, a weźmiecie, aby radość wasza była zupełna.”

(Ewangelia Jana 16,23-24)

„I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach.”

(Dzieje Apostolskie 2,42)

„I rzekł: Korneliuszu, wysłuchana została modlitwa twoja i jałmużny twoje zostały wspomniane przed Bogiem.”

(Dzieje Apostolskie 10,31)

„Proszę was tedy, bracia, przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa, i przez miłość Ducha, abyście wespół ze mną walczyli w modlitwach, zanoszonych za mnie do Boga.”

(List do Rzymian 15,30)

„Nie przestaję dziękować za was i wspominać was w modlitwach moich.”

(List do Efezjan 1,16)

„W każdej modlitwie i prośbie zanoście o każdym czasie modły w Duchu i tak czuwajcie z całą wytrwałością i błaganiem za wszystkich świętych.”

(List do Efezjan 6,18)

„W modlitwie bądźcie wytrwali i czujni z dziękczynieniem, a módlcie się zarazem i za nas, aby Bóg otworzył nam drzwi dla Słowa w celu głoszenia tajemnicy Chrystusowej, z powodu której też jestem więźniem.”

(List do Kolosan 4,2-3)

„Pozdrawia was Epafras, który pochodzi spośród was, sługa Chrystusa Jezusa, który nieustannie toczy za was bój w modlitwach, abyście byli doskonali  i trwali we wszystkim, co jest wolą Bożą.”

(List do Kolosan 4,12)

„Dziękujemy Bogu zawsze za was wszystkich, wspominając was w modlitwach naszych nieustannie.”

(I List do Tesaloniczan 1,2)

„Na ostatek, bracia, módlcie się za nas, aby Słowo Pańskie krzewiło się i rozsławiało wszędzie, podobnie jak u was, i abyśmy byli wybawieni od ludzi przewrotnych i złych; albowiem wiara nie jest rzeczą wszystkich.”

(II List do Tesaloniczan 3,1-2)

„Dziękuję Bogu, któremu z czystym sumieniem służę, tak jak przodkowie moi, gdy nieustannie ciebie wspominam w modlitwach moich, we dnie i w nocy.”

(II List do Tymoteusza 1,3)

„Przystąpmy tedy z ufną odwagą do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej porze.”

(List do Hebrajczyków 4,16)

„Wyznawajcie tedy grzechy jedni drugim i módlcie się jedni za drugich, abyście byli uzdrowieni. Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego. Eliasz był człowiekiem podobnym do nas i modlił się usilnie, żeby nie było deszczu i nie było deszczu na ziemi przez trzy lata i sześć miesięcy. Potem znowu modlił się i niebo spuściło deszcz, i ziemia wydała swój plon.”

(List Jakuba 5,16-18)

„Umiłowani, jeżeli nas serce nie oskarża, możemy śmiało stanąć przed Bogiem i otrzymamy od niego, o cokolwiek prosić będziemy, gdyż przykazań jego przestrzegamy i czynimy to, co miłe jest przed obliczem jego.”

(I List Jana 3,21-22)

„Taka zaś jest ufność, jaką mamy do niego, iż jeżeli prosimy o coś według jego woli, wysłuchuje nas. A jeżeli wiemy, że nas wysłuchuje, o co prosimy, wiemy też, że otrzymaliśmy już od niego to, o co prosiliśmy. Jeżeli ktoś widzi, że brat jego popełnia grzech, lecz nie śmiertelny, niech się modli, a Bóg da mu żywot, to jest tym, którzy nie popełniają grzechu śmiertelnego. Wszak jest grzech śmiertelny; nie o takim mówię, żeby się modlić.”

(I List Jana 5,14-16)

[FMP].[/FMP]




JEGO GRÓB JEST PUSTY!

Okres Wielkanocy wprawia wierzących w stan szczególnie wzniosłej radości. Dlatego właściwe jest zadać sobie pytanie: skąd ta radość, jakie jest jej źródło? Niech mi będzie wolno wyrazić nadzieję, że radość z okazji Zmartwychwstania Pańskiego przeżywana w naszych domach nie wynika z tradycyjnego, bezdusznego i rutynowego obchodzenia kolejnej zborowej uroczystości i że wielkanocna radość jest głębsza i nieporównywalna do emocji, jakie przeżywa uczestnik urodzinowego przyjęcia u krewnych. Radość, o której piszę, wzbudzana jest przez Ducha Świętego, a odnaleźć ją można pod warstwą powierzchownej religijności, często w wyniku zadania sobie trudu żmudnego  i samodzielnego przemyślenia prawdy o Zmartwychwstaniu i jego skutkach. Żyjemy przecież około dwóch tysięcy lat od tamtych wydarzeń, dlatego jeśli nawet ktoś w pełni świadomie nie czerpie ze źródła radości Zmartwychwstania, to intuicyjnie wyczuwa głębię zawartą w słowach: Alleluja, Pan Zmartwychwstał!

Zachęcam do zadania sobie trudu poszukania odpowiedzi na pytanie: jaki związek ma Zmartwychwstanie ze mną? Zdaję sobie sprawę z tego, że tempo życia codziennego nie sprzyja refleksji, a już na pewno komplikowaniu sobie życia pytaniami z dziedziny „dlaczego”. Przytłoczeni sprawami domagającymi się załatwienia i poczuciem rosnącego zakresu powinności, niechętnie dajemy się namówić na luksus zastanawiania się nad najbardziej oczywistymi pytaniami. One zawsze sprawiają najwięcej kłopotów. Wymagają koncentracji i… szczerości. Refleksji nie sprzyja rytm i gwar życia rodzinnego czy pokusa „czaru”, jaki roztacza srebrny ekran, który ze złośliwą przewrotnością satyra kradnie czas, tak bardzo potrzebny dla medytacji, dając w zamian niesmak przeżuwanych plew. Może więc czas świąt stworzy okazję do oderwania się od codzienności, aby poszukać odpowiedzi na pytanie o znaczenie i sens przesłania Wielkanocy?

Zmartwychwstanie

Sam fakt Zmartwychwstania jest trudny dla intelektu, a już na pewno przekracza zakres naszego doświadczenia. Jest to główny powód, dla którego „oświeceni” odrzucają prawdę Zmartwychwstania. Czy ma ona z tego powodu pozostać jedynie w sferze wiary? Nie, bo też jest to niemożliwe! Wiara bez dowodu i poznania przestaje stanowić fenomen nazywany wiarą. Wiara nie jest i nie może być przeciwstawiana wiedzy, nie jest niespójna z intelektem. Ktokolwiek próbuje prawdę wiary oddzielić od władz poznawczych, stawia się w opozycji do słów Jezusa: „poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi” (Ewangelia Jana 8,32). Bez refleksji i argumentu prawdy wiara staje się fanatyzmem lub chorobliwą skłonnością do naiwności.

Jak się to stało, że Jezus wstał z grobu pomimo zadania Mu bestialskich psychicznych i fizycznych tortur, po zawieszeniu Go na krzyżu i straszliwej agonii, przebiciu Jego boku włócznią dla upewnienia się o Jego zgonie? Okazało się, że cyniczni naśmiewcy, którzy przechodzili obok miejsca kaźni i urągali wiszącemu (Ewangelia Mateusza 27,39-44) byli w błędzie. On Siebie uratował, wstał z grobu! Jego grób jest pusty! Z perspektywy czasu widać, jak urągający Jezusowi ludzie zostali ośmieszeni Jego triumfalnym Zmartwychwstaniem. W takim samym stopniu ośmiesza się dzisiaj każdy, kto pod wpływem uprzedzeń kpi z prawdy pustego grobu. Uprzedzenie lub zła wola, które poprzedzają rzetelne badania tego, co działo się w Wielką Noc, prowadzą wprost w szeregi ludzi urągających pod Krzyżem. W tym samym tłumie znajduje się też każdy, kto przyjmuje prawdę Zmartwychwstania, aby na nowo odkryć tkwiące w nim niewyczerpalne źródło radości. Po prześledzeniu zdarzeń wielkanocnych okaże się, że istnieje szeroki wachlarz argumentów i dowodów na to, że pusty grób Jezusa mógł oznaczać tylko jedno – Zmartwychwstanie! Nie chcę tu przedstawiać dowodów Zmartwychwstania, ponieważ nie jest to przedmiotem moich rozważań. Nie chcę ponadto powielać argumentów prezentowanych w literaturze. W tym artykule chciałbym się ograniczyć do jednego dowodu Zmartwychwstania, którym jest powołanie i istnienie Kościoła oraz doszukać się przyczyn, dlaczego Zmartwychwstanie jest powodem do radości.

Rezultat  Zmartwychwstania

Istnienie Kościoła jest przede wszystkim dowodem historyczności Jezusa i historyczności Jego Zmartwychwstania. Jest też dowodem na istnienie Kościoła w sensie duchowym, dzięki pomocy otrzymanej od Zmartwychwstałego.

Apostołowie zaczęli głosić prawdę o pustym grobie w Jerozolimie, czyli w mieście, w którym najłatwiej ją można było porównać z rzeczywistością. Rozpowszechnianie faktów nieprawdziwych dałoby wrogom okazję do udowodnienia kłamstwa podawanego przez uczniów Pańskich. Władze mogły wystawić ciało Jezusa na widok publiczny i byłby to ostatni dzień istnienia zboru w Jerozolimie i Kościoła jako takiego. Ówczesne władze nie były w stanie tego udowodnić! Dlaczego?

Niezwykła radość chrześcijan spowodowana Zmartwychwstaniem stała się (z ludzkiego punktu widzenia) siłą motoryczną ich nieustępliwości wobec nacisków i zakazów „przemawiania i nauczania” w imię (Zmartwychwstałego) Jezusa (Dzieje Apostolskie 4,18; por. 2,32; 3,15.26; 4,10). On żyje i co więcej – dalej działa. Po Zmartwychwstaniu oddelegował ich do głoszenia ewangelii (Ewangelia Mateusza 28,18-20) dokładnie tak samo, jak przed ukrzyżowaniem. Czy mogli więc przestraszyć się swoich wrogów i zamilknąć? Władzom bardzo zależało na „uspokojeniu” apostołów. Gdyby mieli jakiekolwiek możliwości skompromitowania prawdy głoszonej przez rodzący się Kościół, nie omieszkaliby z tego skorzystać (por. Dzieje Apostolskie 4,2 – kapłani, dowódca straży świątynnej oraz saduceusze byli… oburzeni, że apostołowie nauczają lud   i głoszą Zmartwychwstanie umarłych w Jezusie). Władze nie miały też wpływu – bo i nie mogły – na powstrzymanie równie ważnego zdarzenia, choć innej natury: na zesłanie Ducha Świętego, które stało się widzialnym i konkretnym następstwem Zmartwychwstania, inicjującym istnienie Kościoła. To Zmartwychwstały kazał przelęknionym i zrezygnowanym po ukrzyżowaniu ich Mistrza uczniom (por. np. uczniowie na drodze do Emaus, Ewangelia Łukasza 24,13-35) pozostać w Jerozolimie wbrew temu, co Galilejczykom mógłby nakazywać zdrowy rozsądek czy instynkt samozachowawczy. Oni niezłomnie trwali w tym mieście, ponieważ w czasie jednej z chrystofanii otrzymali nakaz: „…pozostańcie w mieście, aż zostaniecie przyobleczeni mocą z wysokości…” (Ewangelia Łukasza 24,49; por. Dzieje Apostolskie 1,5; 2,1-13).

I tak ich wiara po wylaniu Ducha Świętego w dzień Pięćdziesiątnicy została oparta o argument historyczny fizykalny oraz podbudowana mocą z góry. Oba te nierozerwalne zdarzenia stanowią o prawdziwości, historyczności i trwałości Kościoła. Bez Zmartwychwstania Jezusa i wypływającego z niego zesłania Jego Ducha, zamiary i akty historycznego Jezusa stanowiące o założeniu Kościoła (tj. ustanowienie apostołów, głoszenie nauk… itp.) nie doszłyby do skutku.   Zmartwychwstanie i  zesłanie Ducha Świętego dały impuls do życia rodzącemu się Kościołowi. Zmartwychwstanie jest nie tylko przyczyną zaistnienia Kościoła, ale także warunkiem trwania. Gdyby nie było Zmartwychwstania, nie byłoby zesłania Ducha (Ewangelia Jana 16,7) i Kościół stałby się reliktem zabiegów i możliwości organizacyjnych apostołów w oparciu o wspomnienia nauki i czynów Jezusa z Nazaretu. Przede wszystkim nie posiadałby swego potężnego duchowego wymiaru.

Czy nie jest powodem do radości fakt, że żyjący, Zmartwychwstały Jezus jest wieczny? To właśnie jest przyczyną i warunkiem wieczności Kościoła. O istnieniu i trwaniu Kościoła nie decyduje fakt przynależności do niego ludzi czy liczba jego członków, lecz to, że Zmartwychwstały jest jego Głową. To wyróżnia Kościół od innych zbiorowości.

Ostateczną przyczyną istnienia i trwania Kościoła – jak powiedzieliśmy – jest Chrystus, który mocą Zmartwychwstania ubogaca boskimi darami (II List Piotra 1,3) każdego członka Kościoła (List do Galacjan 2,20) i dzięki temu umożliwia człowiekowi uczestnictwo w Kościele przez włączenie do niego (I List do Koryntian 12,18), jak do żywego organizmu. Symbolicznie manifestujemy to w chrzcie (List do Rzymian 6,3-5), aby żyć nowym jakościowo życiem (Ewangelia Jana 1,12) w nadziei Zmartwychwstania  i wiecznego życia (Dzieje Apostolskie 4,2; I List do Koryntian roz. 15). To, w jaki sposób obecność Zmartwychwstałego realizuje się w Kościele  i w każdym z wierzących, jest innym zagadnieniem i przekracza ramy tego artykułu.

Zmartwychwstanie pomimo tego, że wielu nie chce go uznać, jest FAKTEM. Jego konsekwencje trudno jest ogarnąć myślą, dotyczą one jednak każdego, kto wierzy. Warunkują wewnętrzną radość w doświadczaniu mocy Ducha Świętego.

Z.K.

[FMP].[/FMP]




MIĘDZY ANNASZEM A PIŁATEM

„Wtedy oddział żołnierzy i dowódca, i słudzy żydowscy pojmali Jezusa i związali go. I zaprowadzili najpierw do Annasza… I odesłał go Annasz związanego do arcykapłana Kaifasza… Prowadzili więc Jezusa od Kaifasza    na zamek; a było rano; ale sami nie weszli na zamek, aby się nie skalać, by móc spożyć wieczerzę paschalną” (Ewangelia Jana 18,12.13.24.28).

W ostatnim tygodniu Swego ziemskiego życia Jezus znalazł się  w wyjątkowej sytuacji. Zresztą to dziwnie nieprzychylne ustosunkowanie otoczenia towarzyszyło Mu przez całe życie, a teraz jedynie dochodziło do punktu kulminacyjnego. Jak to się stało?

Religijny Annasz

Przytoczony na początku tekst biblijny mówi, że zaraz po aresztowaniu zaprowadzono Jezusa do Annasza. Dlaczego właśnie do Annasza, a nie na przykład do urzędującego arcykapłana Kaifasza?

Z braku własnego przywódcy politycznego wzrastała u Żydów po niewoli babilońskiej rola przywódcy religijnego czyli arcykapłana. Najpierw było to stanowisko dziedziczne, później rządzący ustanawiali arcykapłanów według własnego uznania. I tak w 6. roku po Chrystusie cesarz rzymski Kwiryniusz mianował na stanowisko arcykapłana Annasza. Chociaż był on arcykapłanem tylko 9 lat, to jednak później funkcję tę sprawowali jego synowie i zięć Kaifasz. A więc wszędzie tam, gdzie Ewangelie mówią o arcykapłanach, prócz Kaifasza zawsze był jego teść Annasz – sprężyna wszelkich poczynań i decydujący głos przy podejmowaniu każdej decyzji. Oto jego krótka  charakterystyka:

„Był to nie tylko jeden z najzdolniejszych polityków żydowskich tego okresu o filo-rzymskiej orientacji, co wpłynęło na jego wybór przez Kwiryniusza, ale również człowiek bez skrupułów, rozporządzający olbrzymimi bogactwami, zapewniającymi jemu i jego rodzinie decydujące wpływy w narodzie na długie lata. Źródłem tych bogactw był handel świątynny, czego echa przechowały się w literaturze rabinistycznej. Wspomniane są tam tzw. bazary synów Annasza, mieszczące się początkowo na Górze Oliwnej, a później w najbliższym sąsiedztwie świątyni. Sprzedawano w nich głównie zwierzęta i ptactwo nadające się do ofiar świątynnych, które w Prawie mojżeszowym musiały odpowiadać określonym warunkom. Jeśli się ma na uwadze liczbę pielgrzymów i ofiar składanych w świątyni, to nie trudno zdać sobie sprawę, jak wielkie dochody zapewniało to tej arcykapłańskiej rodzinie. A ta tworzyła po prostu dynastię Annanidów w ostatnich dziesięcioleciach przed zburzeniem świątyni, dynastię – dodajmy – wspominaną z pogardą przez tradycję rabinistyczną z powodu denuncjacji politycznych, intryg i nadużyć wszelkiego rodzaju. Cena gołębi i synogarlic ofiarnych była podobno w Jerozolimie niewspółmiernie wysoka,co wywoływało głośne narzekania pielgrzymów. Annasz nie liczył się wszakże z tymi głosami niezadowolenia. Widocznie w działalności swojej odznaczał się niemałą chytrością, jeśli pisma rabinistyczne wspominają o „syku wężowym” jego rodu. Bo też niepodobna nie przyznać Annaszowi szczególnych uzdolnień dyplomatycznych, które mu pozwoliły ustalić wpływy swego rodu w trudnym okresie politycznym Palestyny, i to na długie lata. Można śmiało powiedzieć, że w Palestynie wieku pierwszego po Chrystusie nie działo się nic wbrew woli Annanidów”.

A więc mimo zejścia ze sceny Annasz w rzeczywistości nadawał ton życiu religijnemu. Był faktycznym władcą świątyni i najwyższym autorytetem religijnym. Jako saduceusz nie wierzył w zmartwychwstanie i życie pozagrobowe, był więc w pełnym tego słowa znaczeniu materialistą. Nie wahał się przed morderstwem, byleby utrzymać swoje wpływy i środki materialne. Wykorzystując religijne i narodowe uczucia ludu, niby bronił depozytu jego wiary, chociaż sam tej wiary nie podzielał. Wykorzystując sytuację raz bronił tego ludu przed jego okupantem, potem zaś stawał po stronie tego okupanta (Ewangelia Jana 19,15). Był wcielonym demonem władzy przykrytym płaszczykiem religijności.

Tego typu religijność dobrze jest nam znana. Przez wieki na dobre zadomowiła się ona również w kościołach uchodzących za chrześcijańskie. Jest to religijność stale domagająca się władzy, dóbr materialnych, licząca się tylko z doczesnością i stąd dążąca do wygód życiowych, nie rozumiejąca czym jest odrodzenie serca, przebaczenie, naśladowanie Pana Jezusa w codziennym życiu i upodabnianie się do Niego w swoim charakterze i stylu życia. Jeżeli ktoś nazwałby to mądrością życiową, to jest to mądrość przyziemna, zmysłowa, demoniczna (List Jakuba 3,15), mądrość Annasza skazującego Jezusa na krzyż Golgoty.

Niewierzący Piłat

Gdy w 6. roku po Chrystusie Archelaus, syn Heroda Wielkiego, został przez cesarza rzymskiego złożony z urzędu, Judea, Idumea i Samaria zostały oddane pod zarząd namiestników rzymskich zwanych prokuratorami (dwaj bracia Archelausa utrzymali się na swoich tronach jako tetrarchowie: Antypas – Galilea i Perea i Filip – Paneas, Trachonityda, Batanea).

Piłat był piątym z kolei prokuratorem rzymskim rezydującym w Jerozolimie. Niewiele wiemy o jego pochodzeniu czy przekonaniach religijnych. W czasie sprawowania swojej funkcji (w latach 26-35) kilka razy popadał w zatarg z Żydami. Na pewno nie był postacią pozytywną, gdyż reprezentował rzymski styl życia i panowania.

Jednak w opisach ewangelicznych Piłat nie jawi się nam jako człowiek przewrotny, chytry czy obłudny. Wszystkie te cechy raczej odnosiły się  do religijnych Żydów i dlatego w obecności ich przedstawicieli Jezus przeważnie milczał. Natomiast z Piłatem rozmawiał. Piłat szczerze zadawał pytania, gdyż zauważył w Jezusie coś zupełnie nowego w porównaniu z dyplomatyczną religijnością przywódców żydowskich. Nie widział w Nim swego wroga czy rywala. Spokój i zdecydowanie Jezusa wywarły pozytywny wpływ na Piłata, dlatego na przekór Żydom, a może nawet kierując się odrobiną ludzkiego współczucia, starał się uwolnić niewinnego więźnia. Jednak niestety, gdy arcykapłani sięgnęli do najcięższego zarzutu nielojalności wobec cesarza, Piłat ustąpił. I znowu może na przekór oskarżycielom czy też z sympatii do Jezusa, umieścił na krzyżu napis: „Jezus Nazareński, król żydowski” (Ewangelia Jana 19,19).

W pierwotnym chrześcijaństwie postać Piłata wzbudzała uczucie żalu, a nawet szacunku, zaś Kościół Koptyjski zaliczył Piłata i jego żonę Klaudię Prokulę w poczet swoich świętych.

Trudna  droga  Jezusa

Szczególny ból sprawiła Jezusowi postawa tłumu, ludzi zdezorientowanych, a później oszukanych. Przyszedł, aby im pomóc i dobrze się wśród nich czuł, mieli ze sobą wspólny język, ale nie zgodził się na ich warunki. Odwrócił się od ich patriotycznych zapędów, nie chciał zasiadać za jednym stołem z duchowieństwem pokroju Annasza. I nie tylko to, bo wyrzucając handlarzy ze świątyni całemu rodowi Annasza rzucił wyzwanie. Zamiast zaszyć się w galilejskich wioskach, coraz częściej przybywał do świątyni jerozolimskiej; zamiast nauczać wyłącznie przykładem własnego postępowania, coraz częściej otwierał usta i wypowiadał jakże bardzo kontrowersyjne stwierdzenia! Wzbudzał coraz większe uznanie, a jednocześnie coraz większy sprzeciw. Linia podziału między Jego zwolennikami i przeciwnikami zarysowywała się coraz wyraźniej. Arcykapłani obawiali się podziału narodu i przez to jego osłabienia w walce z obcą okupacją. Przy tym walcząc o interesy swego ludu mieli też na uwadze interes własny. Chodziło o utrzymanie się na stanowiskach i dalsze zwiększenie swojej fortuny. Dlatego mimo różnic dogmatycznych saduceusze i faryzeusze podali sobie ręce, ba – nawet stanęli    po stronie okupanta, byleby pozbyć się niebezpiecznego rodaka. Niebezpiecznego, bo domagającego się odnowy moralnej zarówno wśród świeckich jak i duchownych; wewnętrznego odnowienia przez nawrócenie do Boga i radykalne posłuszeństwo Jego Słowu. Ogół nie przyjął takiego programu odnowy moralnej. Nawet uczniowie nie bardzo orientowali się o co chodzi. Wszyscy mówili o sprawach bytowych, gospodarczych, politycznych i religijnych; fala tych zagadnień i ich pochłonęła. Zagubili się w gąszczu spraw doczesnych i nie potrafili odnaleźć własnej drogi, która – o zgrozo! – prowadziła na Golgotę.

Czy w okresie dzisiejszych napięć i zamieszania, jako naśladowcy Jezusa Chrystusa potrafimy odnaleźć tę drogę i wraz z nieliczną gromadką Jego wyznawców stanąć pod krzyżem Golgoty? Jest to droga poniżenia i pogardy, ale droga pewna, prowadząca do społeczności z naszym Zbawicielem. Jeżeli cierpimy razem z Nim, także razem z Nim zostaniemy uwielbieni.

K.W.

[FMP].[/FMP]




ZMARTWYCHWSTANIE – PRZYODZIANIE SIĘ W SZATY WIECZNOŚCI

Wiedza medyczna dużo uczyniła w dziedzinie przedłużenia naszego ziemskiego życia. Dokonuje się skomplikowanych operacji serca, unieszkodliwia niebezpieczne komórki rakowe, oczyszcza się krew, zamienia zniszczone organy. Szczepienia ochronne prawie wyeliminowały wiele chorób, które w przeszłości były tak niebezpieczne. Nikt jednak nie wynalazł szczepionki zabezpieczającej przed śmiercią. Nikt nie zagwarantuje, że nasze ciało w ciągu 70 lat życia będzie funkcjonowało bez zakłóceń. Jest ono podatne na choroby i zepsucie. Jeżeli mamy żyć wiecznie, potrzebujemy całkowicie nowego modelu. Biblia mówi, że w czasie zmartwychwstania otrzymamy nowe ciało. Wtedy „przyodziejemy się w wieczność”. Aby lepiej zrozumieć, co Biblia mówi o zmartwychwstaniu, postarajmy się odpowiedzieć na pięć zasadniczych pytań.

  1. Czym jest zmartwychwstanie?

Śmierć fizyczna jest oddzieleniem ciała od duszy. Tworzy to pewien problem, ponieważ bez ciała nie stanowimy pełnej osobowości. Zmartwychwstanie będące połączeniem ciała z duszą jest rozwiązaniem tego problemu. Nie jest ono jedynie przywróceniem do życia martwego ciała, lecz jego przetworzeniem i dostosowaniem do warunków wieczności.

  • Dlaczego zmartwychwstanie jest konieczne?

Czy nie moglibyśmy wiecznie istnieć jako duchy? Jeżeli w zasadzie człowiek jest istotą duchową, to dlaczego potrzebne jest nam ciało? Pytanie „dlaczego ludzie potrzebują ciał” jest podobne do pytań typu: dlaczego ryby potrzebują skrzeli? lub: dlaczego ptaki potrzebują skrzydeł? Ciało jest podstawą naszej ludzkiej natury.

Nasze choroby i umieranie nie są spowodowane tym, że posiadamy ciała. Powodem tego jest skażenie naszych ciał grzechem. Bóg zaplanował nas jako istoty fizyczne i duchowe, przeznaczone do wypełnienia fizycznych  i duchowych zadań. Tak jak posiadanie tylko fizycznej natury bez natury duchowej zdegradowałoby człowieka do poziomu zwierzęcia, tak również posiadanie tylko duchowego wymiaru bez fizycznej osłony upodobniłoby go bardziej do anioła niż ludzkiej istoty.

Nowe ciała są również potrzebne do wypełnienia doskonałej sprawiedliwości Bożej. Bogacz z przypowieści z Ewangelii Łukasza 16. rozdziału przeżywał zarówno duchowe jak i fizyczne cierpienia. Ponieważ Biblia mówi o tymi, że Bóg wzbudzi z martwych całą ludzkość i dla wielu przeznaczy fizyczne cierpienia w piekle, sprawiedliwości stanie się zadość tylko wtedy, gdy za czyny popełnione w ciele ludzie ci zostaną poddani fizycznej karze.

  • Jak mogę upewnić się o istnieniu zmartwychwstania?

Czy istnieje ku temu jakiś precedens? Na jakiej podstawie możemy wierzyć w to, że wszyscy ludzie powstaną z martwych i otrzymają nowe ciała?

Apostoł Paweł porusza to zagadnienie, ponieważ niektórzy z chrześcijan nie wierzyli w zmartwychwstanie. „A jeśli się o Chrystusie opowiada, że został z martwych wzbudzony, jakże mogą mówić niektórzy między wami, że zmartwychwstania nie ma?… A jednak Chrystus został wzbudzony z martwych i jest pierwiastkiem tych, którzy zasnęli. Skoro bowiem przyszła przez człowieka śmierć, przez człowieka też przyszło zmartwychwstanie. Albowiem jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy zostaną ożywieni” (I List do Koryntian 15,12.20-22).

Paweł dowodzi, że nasza wiara w Boga i nadzieja zmartwychwstania całkowicie opierają się na prawdziwości zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Jeżeli Chrystus nie powstał z martwych, wtedy nie ma dla nas żadnej nadziei, a Jego czeka taki sam los, jak nas wszystkich. A jednak Chrystus zmartwychwstał. Pusty grób, setki tych, którzy widzieli zmartwychwstałego Chrystusa, całkowicie zmienione życie Jego uczniów i samo istnienie chrześcijańskiego Kościoła niezbicie świadczą o powstaniu Chrystusa z martwych. Ponieważ On powstał z martwych, możemy wierzyć Jego zapewnieniu, że wszyscy powstaną z martwych (Ewangelia Jana 5,28-29). Zanim Chrystus wyraźnie mówił o zmartwychwstaniu, Stary Testament zakładał ten fakt i pokrótce wspominał o nim (Księga Joba 19,25-26).

  • Kto i kiedy powstanie z martwych?

Wszyscy zmartwychwstaną, ale nie w tym samym czasie. Mówiąc o zmartwychwstaniu sprawiedliwych i niesprawiedliwych nieraz Biblia nie wspomina o ich czasie, ale są to dwa różne zmartwychwstania.

Pierwsze zmartwychwstanie odnosi się do wierzących. Przy końcu tej epoki Jezus Chrystus powróci, aby zabrać do Siebie z tego świata Swoich – żywych i umarłych. Wydarzenie to określane jako pochwycenie, będzie miało miejsce przed wylaniem gniewu Bożego na niewierzących Żydów i pogan  w czasie wielkiego ucisku. Umarli w Chrystusie powstaną najpierw, otrzymają oni nowe, chwalebne ciała. Wierzący, którzy będą jeszcze przy życiu, pójdą  za nimi, a ich ciała zostaną przemienione. Obydwie grupy spotkają Pana   w powietrzu. Wydarzenie to dokona się nagle, niespodziewanie. „…Wszyscy będziemy przemienieni w jednej chwili, w oka mgnieniu, na odgłos trąby ostatecznej; bo trąba zabrzmi i umarli wzbudzeni zostaną jako nie skażeni, a my zostaniemy przemienieni” (I List do Koryntian 15,51-52). „Gdyż sam Pan na dany rozkaz, na głos archanioła i trąby Bożej zstąpi z nieba; wtedy najpierw powstaną ci, którzy umarli w Chrystusie, potem my, którzy pozostaniemy  przy życiu, razem z nimi porwani będziemy w obłokach w powietrze, na spotkanie Pana; i tak zawsze będziemy z Panem” (I List do Tesaloniczan 4,16-17).

Święci Starego Testamentu i męczennicy nadchodzącego ucisku powstaną z martwych w czasie powrotu Chrystusa na ziemię po zakończeniu okresu ucisku (Księga Daniela 12,1-3; Objawienie Jana 20,4).

Wstępny etap pierwszego zmartwychwstania nastąpi więc w czasie spotkania wierzących z Chrystusem w powietrzu. Drugi etap nastąpi siedem lat później, po wylaniu gniewu Bożego na zbuntowane narody i po powrocie Chrystusa do Swego Królestwa.

Drugie zmartwychwstanie nastąpi tysiąc lat po pierwszym zmartwychwstaniu (Objawienie Jana 20,1-15). Uczestnicy tego zmartwychwstania, wszyscy niewierzący całych dziejów ludzkich, przybędą z hadesu, miejsca czasowego cierpienia. Otrzymają oni ciała, w których staną przed sądem Bożym i Jego ostatecznym werdyktem.

  • Jakie będę miał ciało?

Czy po zmartwychwstaniu nasze ciała będą podobne do obecnych czy też zupełnie inne? Pod pewnymi względami będą one podobne do teraźniejszych, ale pod innymi względami będą się od nich różnić. Również ciała wierzących będą nieco różnić się od ciał niewierzących. Zmartwychwstałe ciało człowieka wierzącego zostało przedstawione w następujący sposób:

  • Ciało i kości, ale jakże radykalnie zmienione (Ewangelia Łukasza 24,39; I List do Koryntian 15,50).
  • Podobne do zmartwychwstałego ciała Chrystusa (I List do Koryntian 15,49; List do Filipian 3,21; I List Jana 3,2).
  • Nieskażone (I List do Koryntian 15,42.50).
  • Chwalebne,  wzbudzające  podziw (I List do Koryntian 15,43).
  • Posiada nowe możliwości (I List do Koryntian 15,43).
  • Odpowiada   niebiańskim   warunkom (I List do Koryntian 15,47-49).
  • Jest to ciało duchowe (I List do Koryntian 15,44).

Ostatnia cecha może wzbudzać w naszych umysłach pytania. W jaki sposób fizyczne ciało może być nazwane ciałem „duchowym”? Określenie to wskazuje na niezniszczalność i doskonałą naturę nowego ciała. Będzie ono mogło kontaktować się z Bogiem, który jest Duchem. Jest to ciało przeznaczone do życia w niebie przez całą wieczność.

A co z ciałami niewierzących, którzy będą musieli stanąć przed sądem i piekłem? Biblia nic nam o tym nie mówi. Nie są im przyobiecane ciała podobne do chwalebnego ciała Chrystusa. Chociaż oni nigdy nie umrą, ich ciała będą w stanie odczuwać ból Bożego sądu nad grzechem.

Zarówno wierzący, jak i niewierzący powstaną z martwych i przez to Bóg wymierzy doskonałą sprawiedliwość całej ludzkości. Czy jesteś przygotowany na to wydarzenie? Czy wiesz, jakie ciało otrzymasz? Kiedy nastąpi Twoje zmartwychwstanie? Czy oczekujesz na swoje zmartwychwstałe ciało?

K. De Haan, tł. K. W.

[FMP].[/FMP]




DYNAMIKA ŻYCIA CHRZEŚCIJAŃSKIEGO

Przy lekturze książki niewiele dowiadujemy się o jej autorze wówczas, gdy odwołuje się on do wielu źródeł, przytacza liczne cytaty, referuje czyjeś poglądy. Zupełnie inaczej, wyraźniej i ciekawiej ukazuje się nam z kart książki postać jej autora wtedy, gdy przedstawia on w niej wyniki własnych przemyśleń, gdy prezentuje własny punkt widzenia. Tylko bowiem własne wnioski autora, sposób w jaki prezentuje zawarte w książce treści, mogą coś o nim samym powiedzieć czytelnikowi.

Ewangelista Łukasz czynił to samo, co inni, współcześni mu pisarze. Tworzył w okresie, kiedy nieznany był jeszcze papier, druk i książki. W jego czasach pisano na papirusie, który był wówczas najpopularniejszym, a jednocześnie dość trwałym materiałem piśmiennym. Papirus wyrabiano z łodyg rośliny o tej samej nazwie (Papirus cyperus), błotnej trawy (o wysokości do 4 metrów), zarastającej okolice delty Nilu. Łodygę tej trawy cięto wzdłuż na wąskie paski o długości około 60 centymetrów. Paski te układano równolegle tak, aby zachodziły na siebie. Po ułożeniu jednej warstwy na deskach – układano na niej drugą, prostopadle do pierwszej; następnie zaś, po zwilżeniu wodą, całość prasowano. Sok rośliny sklejał w jedną całość obie warstwy. Po wysuszeniu otrzymywano gotowy produkt, przypominający wyglądem gruby brązowy papier pakowy. Taką kartę papirusową (o wymiarach – w przybliżeniu – 25,5 cm na 20,4 cm) wygładzano jeszcze odpowiednio, a następnie sklejano w długie wstęgi, te zaś nawijano na drewniane pałeczki. Warto tu dodać, że najdłuższy z takich zachowanych do naszych czasów zwojów papirusowych ma 40 metrów długości. Jest to jednak wymiar „rekordowy”; najdłuższe zwoje miały bowiem do 9 metrów długości. W naszych czasach książka może mieć dowolny format i objętość; cena druku i papieru jest stosunkowo niewysoka. Pamiętać jednak musimy o tym, że papier znany jest w Europie dopiero od X wieku, zaś druk wynaleziono dopiero w XV wieku. Pisarza doby Łukasza ograniczała zarówno cena, jak i forma materiału, na którym utrwalał swe myśli.  Tak więc zapewne i Łukasz nie mógł zapisać tego wszystkiego, co chciał zachować dla potomności. Musiał dokonać selekcji materiału, musiał wybrać to, co uważał za najważniejsze.

Zasługuje na uwagę fakt, że Łukasz – jako jedyny ewangelista – czytelnikowi swego dzieła siedmiokrotnie ukazuje modlącego się Jezusa. Jezus modli się nad Jordanem, przy chrzcie (Ewangelia Łukasza 3,21), modli się po uzdrowieniu trędowatego (5,16), modli się przed wybraniem dwunastu apostołów (6,12), modli się przed wyznaniem Piotra i zapowiedzią Swojej śmierci i zmartwychwstania (9,18), modli się w momencie przemienienia (9,29), modli się przed nauczeniem Swoich uczniów modlitwy do Ojca (11,1), modli się na krzyżu (23,34), modli się w chwili śmierci (23,46). Tylko Łukasz przekazuje nam dwie nauki Jezusa o modlitwie: przypowieść o przyjacielu o północy (11,5-8) i podobieństwo o wdowie i niesprawiedliwym sędzi (18,1-8). Ewangelista  pragnął  zapewne  specjalnie  podkreślić, jakie znaczenie miała modlitwa w życiu Jezusa – i jakie znaczenie powinna mieć modlitwa również   i w naszym życiu.

Kilkakrotnie ukazuje nam Łukasz Jezusa, odchodzącego na pustkowie albo w góry, aby tam pogrążyć się w modlitwie (5,16; 6,12; 9,28). Jezus odłącza się od innych, aby modlić się w samotności, w ciszy i skupieniu. Znakomitego kaznodzieję, Aleksandra Whyte’a zagadnął kiedyś przyjaciel: „Głosiłeś dziś kazanie w taki sposób, że wydawało się, iż dopiero co wróciłeś od Jezusa”. A Whyte odpowiedział wówczas cicho: „A może istotnie tak było?” Jezus zawsze szedł do ludzi dopiero po modlitwie, po spotkaniu z Ojcem. Wiedział –   i pragnął przekazać to uczniom – że kontakt z ludźmi musi być poprzedzony wcześniejszym spotkaniem z Bogiem.

Jedynym powodem, dla którego nie słyszymy głosu Bożego jest to, że nie słuchamy uważnie. Nie umiemy czekać cierpliwie i spokojnie w ciszy, nie pozwalamy Bogu, aby do nas przemówił. Kto ludziom chce mówić o Chrystusie powinien najpierw sam – jak Jezus – usłyszeć Boga. Ale Boga można usłyszeć tylko w spokoju. Spójrzmy, jak modlił się Jezus.

1. Modlił się w godzinie decyzji.

Chrzest był dla Niego godziną decyzji, oznaczającą podjęcie misji (Ewangelia Łukasza 3,21). Kto pragnie naśladować Jezusa, nie może uczynić nic bez Bożej rady i kierownictwa. „Co mam czynić, Panie?” – oto nieustające pytanie chrześcijanina (Dzieje Apostolskie 22,10).

2. Modlił się przed godziną konfliktu (Ewangelia Łukasza 5,16).

Wiedział, że na Swojej drodze zetknie się niechybnie z establishmentem, z ortodoksyjnymi przywódcami Żydów; modlił się więc, bo zdawał  sobie sprawę z tego, że konflikt jest nieuchronny. Wszyscy natrafiamy na przeciwności. Każdy z nas może znaleźć się w sytuacji konfliktowej. Jedynie wówczas, gdy nasze sprawy przedłożymy Bogu, będziemy umieli rozróżnić, co jest jedynie nieporozumieniem czy zwadą, a co ma poważniejszy charakter. Bóg rozstrzygnie czy racja jest po naszej stronie, czy właściwszą rzeczą będzie nieustępliwość – czy też ugoda. Każda sytuacja konfliktowa może być rozstrzygnięta, jeżeli poddamy się woli Bożej.

3. Modlił się  przez  całą noc, poprzedzającą wybór apostołów (Ewangelia Łukasza 6,12).

Dobrze zrobimy, jeżeli w modlitwie poprosimy Boga o radę przed podjęciem ważnej decyzji czy przed zawarciem nowej przyjaźni. Pragniemy mieć takich przyjaciół, na  których bez zastrzeżeń moglibyśmy polegać, którym moglibyśmy ufać. Bóg pomoże nam wybrać właściwych  ludzi. Charles Kingsley, który przez całe życie dążył do prawdy i piękna, mówił zawsze, że zawdzięcza to wpływowi F.D. Maurice’a i określił go słowami: „Miałem przyjaciela”. Robert Burns, zastanawiając się nad swoim zmarnowanym życiem, wspomniał człowieka,  którego w latach młodości poznał w Irvine i powiedział o nim: „Jego przyjaźń była moim nieszczęściem”. Przyjaciel, który pomaga wznieść się na wyżyny – i przyjaciel, który niszczy życie! Spróbujmy nasze przyjaźnie przedłożyć do osądzenia Bogu.

4. Modlił się przed chwilą prawdy (Ewangelia Łukasza 9,18).

Modlił się, zanim zapytał uczniów czy wiedzą kim On jest – i zanim otwarcie im powiedział, że czeka Go cierpienie i śmierć, a później zmartwychwstanie (9,18-22). Jezus modlił się, bo wiedział, że zostanie skonfrontowany z prawdą; bo zdawał sobie sprawę, że będzie musiał innym dopomóc w przyjęciu tej prawdy. Spotkać Prawdę, przyjąć ją szczerze i mówić o niej z odwagą – możemy jedynie w obcowaniu z Bogiem.

5. Modlił się w obliczu śmierci.

Modlił się na krzyżu (Ewangelia Łukasza 23,34.46). Modlił się o przebaczenie   dla Swych nieprzyjaciół, chociaż tak bardzo ludzie Go nienawidzili i męczyli. Pragnął jednak połączyć się z Ojcem, nie zachowując w sercu cienia żalu do któregokolwiek ze Swych prześladowców. Jedyną drogą, umożliwiającą współżycie z ludźmi w zgodzie, jest modlitwa za nich. Nie możemy przecież odczuwać nienawiści do człowieka, za którego się modlimy! Ostatnia modlitwa Jezusa brzmiała: „Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mego” (Ewangelia Łukasza 23,46). Są to słowa Psalmu 31 (werset 6). Ten właśnie werset był modlitwą, którą odmawiało każde żydowskie dziecko przed udaniem się na spoczynek. Jezus umarł ze słowami dziecięcej modlitwy wieczornej na ustach. Dodał tylko jedno słowo: „Ojcze”. W Getsemane również użył tego słowa (Ewangelia Łukasza 22,42), które – według przekazu Marka – brzmiało „Abba” (Ewangelia Marka 14,36). Tym słowem i my możemy wzywać Boga (List do Rzymian 8,15; List do Galacjan 4,6). Nikt na ziemi nie zwracał się dotąd w ten sposób do Boga. To nie jest zwyczajne: „Ojcze”. To jest  to słowo, jakim małe żydowskie dziecko wzywało swego ojca: „Tatusiu”! Z taką ufnością modlił się Jezus – podobnie i my powinniśmy się modlić.

6. Przykład Jezusa  sprawił, że inni też odczuwali potrzebę modlitwy.

„A gdy On w pewnym miejscu modlił się i zakończył modlitwę, ktoś z jego uczniów rzekł do niego: Panie, naucz nas modlić się” (Ewangelia Łukasza 11,1). Uczniowie wiedzieli czym jest dla Jezusa modlitwa. Niektórzy z nich znali przecież Jana Chrzciciela i widzieli, że on też się modlił. Dlatego i oni zapragnęli się modlić. Przykład szczerej modlitwy bardziej wzrusza serca ludzkie, niż słowa najdoskonalszego kaznodziei. Jedynie ten, kto sam przeżywa tajemnicę obcowania z Bogiem, może u innych wzbudzić pragnienie spotkania   z Panem.

7. W modlitwie doznał Jezus dwóch wielkich przeżyć.

Podczas chrztu w Jordanie zstąpił na Niego Duch Święty (Ewangelia Łukasza 3,21), a w momencie przemienienia miał wizję (Ewangelia Łukasza 9,29). Duch Święty zstępuje tylko wtedy, gdy nauczymy się trwać w oczekiwaniu  i wyzbędziemy się niecierpliwości i niepokoju wewnętrznego. Podczas przemienienia ujrzał Jezus w Swej wizji Mojżesza, największego prawodawcę i Eliasza, największego proroka. Ci dwaj najwybitniejsi mężowie Boży przeszłości dodawali Mu otuchy do dalszej drogi. W modlitwie jednoczymy się z tym tłumem świadków Bożych, którzy nas niewidzialnie otaczają. Modlitwa  daje  nam  doświadczenie przeszłości i siłę na przyszłość.

8. Jezus modlił się za przyjaciół, których wiara była zagrożona.

 Modlił się za Piotra, gdy wiedział, że jego wiara musi przejść ogniową próbę (Ewangelia Łukasza 22,31-32). Jeżeli szczerze kochamy naszych przyjaciół, to modlimy się za nich – podobnie jak Jezus modlił się za tych, których ukochał. Modlimy się za nich zwłaszcza wtedy, gdy dotknie ich jakieś nieszczęście.

9. Jezus dwukrotnie nauczał o modlitwie.

W przypowieści o przyjacielu o północy (Ewangelia Łukasza 11,5-8) i w podobieństwie o wdowie i niesprawiedliwym sędzi (Ewangelia Łukasza 18,1-8). Rzecz dziwna – nie ma bodaj w Ewangeliach przykładów równie mylnie rozumianych i interpretowanych, jak właśnie te dwa. Często bowiem zapomina się o tym, że są to porównania. Pierwsze z nich mówi o pewnym ojcu rodziny, nie odznaczającym się życzliwością ani uczynnością, który wszakże, mimo długich oporów, musiał usłużyć przyjacielowi, wytrwale i wręcz natrętnie nalegającemu. Drugie porównanie mówi o sędzi, którego niechęć do ferowania sprawiedliwych wyroków została przełamana zdeterminowanym uporem pewnej biednej, acz konsekwentnej w postępowaniu wdowy. Bardzo często z porównań tych wyciąga się niewłaściwą naukę, jakoby można było osiągnąć, co się chce, jeżeli tylko długo i uporczywie będziemy błagać Boga, aby przychylił się do naszych życzeń i próśb. Tłumaczenie tego rodzaju jest w gruncie rzeczy bardzo niestosowne, bo trudno przecież sobie wyobrazić, żeby Jezus przyrównywał Boga do leniwego przyjaciela lub niesprawiedliwego sędziego! Chodzi tu o coś zupełnie innego: o przeciwstawienie stosunku Boga do człowieka tego rodzaju postawom. Jeżeli trzeba zmuszać przyjaciela do tego, aby zechciał nam dopomóc w kłopocie, jeżeli trzeba zmuszać reprezentującego sprawiedliwość ludzką sędziego, aby wydał rzeczywiście sprawiedliwy wyrok – to jak bardzo kontrastuje z tym postawa Boga, naszego dobrego i wspaniałego Ojca, który potrzebom ludzkim wychodzi naprzeciw! I tu dodaje Łukasz: „Jeśli więc wy, którzy jesteście źli, umiecie dobre dary dawać dzieciom swoim, o ileż bardziej Ojciec niebieski da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą” (Ewangelia Łukasza 11,9-13). Bóg może nam dać o wiele więcej, niż jesteśmy to sobie w stanie wyobrazić; więcej, niż kiedykolwiek moglibyśmy wyprosić.

Ewangelia Łukasza jest Ewangelią modlitwy. Jest to Ewangelia  dla posłańców Jezusa, którzy muszą być mężami modlitwy.

(Powyższy artykuł pochodzi z książki Williama Barclaya pt. „Jezus Chrystus dzisiaj”)

[FMP].[/FMP]




DARY DUCHA ŚWIĘTEGO – cz. XIII

Dar czynienia cudów

„Jeden bowiem otrzymuje przez Ducha mowę mądrości, drugi przez tego samego Ducha mowę wiedzy, inny wiarę w tym samym Duchu, inny dar uzdrawiania w tym samym Duchu. Jeszcze inny dar czynienia cudów…” (I List do Koryntian 12,8-10).

Dar czynienia cudów jest to dana przez Ducha Świętego szczególna zdolność czynienia Bożą mocą rzeczy wykraczających poza prawa naturalne, czyli niemożliwych z punktu widzenia ludzkiego. Sam Jezus bowiem powiedział: „Co niemożliwego jest u ludzi, możliwe jest u Boga” (Ewangelia Łukasza 18,27).

W Piśmie Świętym mamy opisanych wiele przykładów cudów dokonanych Bożą mocą. Cuda czynili zarówno starotestamentowi prorocy, jak nowotestamentowi uczniowie, a także oczywiście Sam Pan Jezus. Dar ten wiąże się z gorliwą modlitwą pełną wiary, która poprzedza z reguły cudowne wydarzenia.

„I gdy przyszli do ludu, przystąpił do niego człowiek, upadł przed nim na kolana, i rzekł: Panie, zmiłuj się nad synem moim, bo jest epileptykiem i źle się ma; często bowiem wpada w ogień i często w wodę. I przywiodłem go do uczniów twoich, ale nie mogli go uzdrowić. A Jezus odpowiadając, rzekł: O rodzie bez wiary i przewrotny! Jak długo będę z wami? Dokąd będę was znosił? Przywiedźcie mi go tutaj. I zgromił go Jezus; i wyszedł z niego demon, i uzdrowiony został chłopiec od tej godziny. Wtedy przystąpili uczniowie do Jezusa na osobności i powiedzieli: Dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić? A On im mówi: Dla niedowiarstwa waszego. Bo zaprawdę powiadam wam, gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, to powiedzielibyście tej górze: Przenieś się stąd tam, a przeniesie się, i nic niemożliwego dla was nie będzie. Ale ten rodzaj nie wychodzi inaczej, jak tylko przez modlitwę i post” (Ewangelia Mateusza 17,14-21).

„A Jezus podniósłszy oczy i ujrzawszy, że mnóstwo ludu przychodzi doń, rzekł do Filipa: Skąd kupimy chleba, aby mieli co jeść? A mówił to, wystawiając go na próbę; sam bowiem wiedział, co miał czynić. Odpowiedział mu Filip: Za dwieście denarów nie wystarczy dla nich chleba, choćby każdy tylko odrobinę otrzymał. Rzekł do niego jeden z uczniów jego, Andrzej, brat Szymona Piotra: Jest tutaj chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest na tak wielu? Rzekł Jezus: Każcie ludziom usiąść. A było dużo trawy na tym miejscu. Usiedli więc mężczyźni w liczbie około pięciu tysięcy. Jezus wziął więc chleby i podziękowawszy rozdał uczniom, a uczniowie siedzącym, podobnie i z ryb tyle, ile chcieli. A kiedy się nasycili, rzekł do uczniów swoich: Pozbierajcie pozostałe okruchy, aby nic nie przepadło! Pozbierali więc,  i z pięciu chlebów jęczmiennych napełnili dwanaście koszów okruchami, pozostawionymi przez tych, którzy jedli. Wtedy ludzie ujrzawszy cud, jaki uczynił, rzekli: Ten naprawdę jest prorokiem, który miał przyjść na świat” (Ewangelia Jana 6,5-14).

„A gdy zostali zwolnieni, przyszli do swoich i opowiedzieli wszystko, co do nich mówili arcykapłani i starsi. Ci zaś, gdy to usłyszeli, podnieśli jednomyślnie głos do Boga i rzekli: Panie, Ty, któryś stworzył niebo i ziemię, i morze, i wszystko, co w nich jest, któryś powiedział przez Ducha Świętego ustami ojca naszego Dawida, sługi twego: Czemu wzburzyły się narody, a ludy myślały o próżnych rzeczach? Powstali królowie ziemscy i książęta zebrali się społem przeciw Panu i przeciw Chrystusowi jego. Zgromadzili się bowiem istotnie w tym mieście przeciwko świętemu Synowi twemu, Jezusowi, którego namaściłeś, Herod i Poncjusz Piłat z poganami i plemionami izraelskimi, aby uczynić wszystko, co twoja ręka i twój wyrok przedtem ustaliły, żeby się stało.  A teraz, Panie, spójrz na pogróżki ich i dozwól sługom twoim, aby głosili z całą odwagą Słowo twoje, gdy Ty wyciągasz rękę, aby uzdrawiać i aby się działy znaki i cuda przez imię świętego Syna twego, Jezusa. A gdy skończyli modlitwę, zatrzęsło się miejsce, na którym byli zebrani, i napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i głosili z odwagą Słowo Boże” (Dzieje Apostolskie  4,23-31).

„Niezwykłe też cuda czynił Bóg przez ręce Pawła, tak iż nawet chustki   lub przepaski, które dotknęły skóry jego, zanoszono do chorych i ustępowały od nich choroby, a złe duchy wychodziły. A niektórzy z wędrownych zaklinaczy żydowskich próbowali wzywać imienia Pana Jezusa nad tymi, którzy mieli złe duchy, mówiąc: Zaklinam was przez Jezusa, którego głosi Paweł. A było siedmiu synów niejakiego Scewy, arcykapłana żydowskiego, którzy to czynili. A odpowiadając zły duch, rzekł im: Jezusa znam i wiem, kim jest Paweł, lecz wy coście za jedni? I rzucił się na nich ów człowiek, w którym był zły duch, przemógł ich i pognębił, tak iż nadzy i poranieni uciekli z owego domu. I stało się to wiadome wszystkim Żydom jak i Grekom, którzy mieszkali w Efezie, i padł strach na nich wszystkich, a imię Pana Jezusa było wielbione” (Dzieje Apostolskie 19,11-17).

„A gdy nadeszła pora składania ofiary z pokarmów, prorok Eliasz przystąpił i rzekł: Panie, Boże Abrahama, Izaaka i Izraela! Niech się dziś okaże, że Ty jesteś Bogiem w Izraelu, a ja twoim sługą i że według twego słowa uczyniłem to wszystko. Odezwij się, Panie, odpowiedz mi, a niech ten lud pozna, że Ty, Panie, jesteś Bogiem prawdziwym i że Ty odmienisz ich serca. Wtedy spadł ogień Pana i strawił ofiarę całopalną i drwa, i kamienie, i ziemię, a wodę, która była w rowie, wysuszył. Gdy to cały lud zobaczył, padł na twarz, mówiąc: Pan jest Bogiem, Pan jest Bogiem!” (I Księga Królewska 18,36-39).

„A gdy Elizeusz wszedł do domu, oto chłopiec leżał martwy na jego łożu. Wszedł więc tam, zamknął drzwi przed nimi obojgiem i zaczął się modlić do Pana. Potem wszedł na łóżko i położył się na dziecku, przykładając swoje usta do jego ust, swoje oczy do jego oczu i swoje dłonie do jego dłoni, i przytulał się do niego tak, iż rozgrzało się ciało dziecka. Potem cofnął się i chodził  po domu tam i z powrotem, następnie wszedł znów na łóżko i przytulał się  do niego; wtem chłopiec kichnął siedem razy i otworzył oczy. Wtedy on przywołał Gehaziego i rzekł do niego: Zawołaj tę Szunamitkę. A gdy ją przywołał i ona przyszła do niego, rzekł: Zabierz swego syna. Gdy weszła, padła do jego nóg i pokłoniła mu się aż do ziemi, potem zabrała swego syna i wyszła (II Księga Królewska 2,32-37).

Zatem wyznajmy z bojaźnią w naszych sercach: Pan „bowiem jest Bogiem żywym i trwa na wieki, a jego królestwo jest niezniszczalne i władza jego jest nieskończona. On wybawia i wyzwala, i czyni znaki i cuda na niebie  na ziemi” (Księga Daniela 6,27-28). „Ach, Wszechmocny Panie! Oto Ty uczyniłeś niebo i ziemię wielką swoją mocą i swoim wyciągniętym ramieniem; nie ma nic niemożliwego dla ciebie” (Księga Jeremiasza 32,17).    

                                             Estera Bednarska

[FMP].[/FMP]




MODLITWY JEZUSA CHRYSTUSA

Wiemy, że Pan Jezus wiele się modlił, przede wszystkim nocą, na samotnych górach. Modlił się przed każdą ważną decyzją, np. przed wybraniem uczniów, przed dokonywaniem uzdrowień, a przede wszystkim przed Swoją drogą krzyżową.

„A gdy rozpuścił lud, wstąpił na górę, aby samemu się modlić. A gdy nastał wieczór, był tam sam” (Ewangelia Mateusza 14,23). „A wczesnym rankiem, przed świtem, wstał, wyszedł i udał się na puste miejsce, i tam się modlił” (Ewangelia Marka 1,35). „A gdy ich odprawił, odszedł na górę, aby się modlić” (Ewangelia Marka 6,46). „Sam zaś oddalił się na pustkowie i modlił się” (Ewangelia Łukasza 5,16). „I stało się w tych dniach, że wyszedł na górę, aby się modlić, i spędził noc na modlitwie do Boga” (Ewangelia Łukasza 6,12;). „Usunęli więc kamień, gdzie leżał umarły. A Jezus, wzniósłszy oczy w górę, rzekł: Ojcze, dziękuję ci, żeś mnie wysłuchał. A Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz, ale powiedziałem to ze względu na lud stojący wkoło, aby uwierzyli, żeś Ty mnie posłał” (Ewangelia Jana 11,41-42).

Do najważniejszych modlitw Jezusa wymienionych w Piśmie Świętym należą:

1. Modlitwa dziękczynna: „W tym czasie odezwał się Jezus i rzekł: Wysławiam cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi  i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Zaprawdę, Ojcze, bo tak się tobie upodobało” (Ewangelia Mateusza 11,25-26). „W owej godzinie rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: Wysławiam cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom; zaprawdę, Ojcze, bo tak się tobie upodobało. Wszystko jest mi przekazane przez Ojca mojego i nikt nie wie, kto to Syn, jak tylko Ojciec, a kto Ojciec, jak tylko Syn,  i ten, komu Syn zechce to objawić” (Ewangelia Łukasza 10,21-22).

2. Modlitwa arcykapłańska: „To powiedział Jezus, a podniósłszy oczy swoje ku niebu, rzekł: Ojcze! Nadeszła godzina; uwielbij Syna swego, aby Syn uwielbił ciebie; jak mu dałeś władzę nad wszelkim ciałem, aby dał żywot wieczny tym wszystkim, których mu dałeś. A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś. Ja cię uwielbiłem na ziemi; dokonałem dzieła, które mi zleciłeś, abym je wykonał;  a teraz Ty mnie uwielbij, Ojcze, u siebie samego tą chwałą, którą miałem u ciebie, zanim świat powstał. Objawiłem imię twoje ludziom, których mi dałeś  ze świata; twoimi byli i mnie ich dałeś, i strzegli słowa twojego. Teraz poznali, że wszystko, co mi dałeś, od ciebie pochodzi; albowiem dałem im słowa, które mi dałeś, i oni je przyjęli i prawdziwie poznali, że od ciebie wyszedłem,  i uwierzyli, że mnie posłałeś. Ja za nimi proszę, nie za światem proszę, lecz za tymi, których mi dałeś, ponieważ oni są twoi; i wszystko moje jest twoje, a twoje jest moje i uwielbiony jestem w nich. I już nie jestem na świecie, lecz oni są na świecie, a Ja do ciebie idę. Ojcze święty, zachowaj w imieniu twoim tych, których mi dałeś, aby byli jedno, jak my. Dopóki byłem z nimi na świecie, zachowywałem w imieniu twoim tych, których mi dałeś, i strzegłem, i żaden  z nich nie zginął, prócz syna zatracenia, by się wypełniło Pismo. Ale teraz do ciebie idę i mówię to na świecie, aby mieli w sobie moją radość w pełni. Ja dałem im słowo twoje, a świat ich znienawidził, ponieważ nie są ze świata, jak Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich wziął ze świata, lecz abyś ich zachował od złego. Nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Poświęć ich  w prawdzie twojej; słowo twoje jest prawdą. Jak mnie posłałeś na świat, tak i ja posłałem ich na świat; i za nich poświęcam siebie samego, aby i oni byli poświęceni w prawdzie. A nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy przez ich słowo uwierzą we mnie. Aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a Ja w tobie, aby i oni w nas jedno byli, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś. A Ja dałem im chwałę, którą mi dałeś, aby byli jedno, jak my jedno jesteśmy. Ja  w nich, a Ty we mnie, aby byli doskonali w jedności, żeby świat poznał, że Ty mnie posłałeś i że ich umiłowałeś, jak i mnie umiłowałeś. Ojcze! Chcę, aby ci, których mi dałeś, byli ze mną, gdzie Ja jestem, aby oglądali chwałę moją, którą mi dałeś, gdyż umiłowałeś mnie przed założeniem świata. Ojcze sprawiedliwy!  I świat cię nie poznał, lecz Ja cię poznałem i ci poznali, że Ty mnie posłałeś;   i objawiłem im imię twoje, i objawię, aby miłość, którą mnie umiłowałeś, w nich była, i Ja w nich” (Ewangelia Jana 17,1-26).

3. Modlitwa Jezusa w  Ogrodzie Getsemane: „Potem postąpił nieco dalej, upadł na oblicze swoje, modlił się i mówił: Ojcze mój, jeśli można, niech mnie ten kielich minie; wszakże nie jako Ja chcę, ale jako Ty. I wrócił do uczniów, i zastał ich śpiących, i mówił do Piotra: Tak to nie mogliście jednej godziny czuwać ze mną? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie popadli w pokuszenie; duch wprawdzie jest ochotny, ale ciało mdłe. Znowu po raz drugi odszedł i modlił się, mówiąc: Ojcze mój, jeśli nie może mnie ten kielich minąć, żebym go pił, niech się stanie wola twoja. I przyszedł znowu, i zastał ich śpiących, albowiem oczy ich były obciążone. I zostawił ich, znowu odszedł i modlił się     po raz trzeci tymi samymi słowami” (Ewangelia Mateusza 26,39-44). „Potem postąpił nieco dalej, padł na ziemię i modlił się, aby, jeśli to możliwe, ominęła go ta godzina. I mówił: Abba, Ojcze! Ty wszystko możesz, oddal ten kielich ode mnie; wszakże nie co Ja chcę, ale co Ty” (Ewangelia Marka 14,35-36).

4. Modlitwy Jezusa na Krzyżu: „A około dziewiątej godziny zawołał Jezus donośnym głosem: Eli, Eli, lama sabachtani! Co znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Ewangelia Mateusza 27,46). „A Jezus rzekł: Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią. A przy dzieleniu się jego szatami rzucali losy” (Ewangelia Łukasza 23,34).

Jakie znaczenie miała dla uczniów modlitwa „Ojcze nasz”?

W modlitwie tej Pan Jezus daje uczniom wskazówkę, o co mają się modlić będąc jeszcze w stanie oczekiwania na Królestwo ziemskie. Jeśli tak to ujmiemy, to nie mamy tu do czynienia z modlitwą Pańską, ale z modlitwą, którą odmawiać mieli uczniowie (Ewangelia Mateusza 6,9-13; Ewangelia Łukasza      11,2-4).

Trzy pierwsze prośby:

Święć się imię Twoje,

Przyjdź Królestwo Twoje,

Bądź wola Twoja, jak w niebie, tak i na ziemi

mówią o oddawaniu czci Bogu i o Jego prawach.

Dopiero czwarta prośba:

Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj

jest jedyną prośbą mówiącą o potrzebach cielesnych.

Dalej następują trzy prośby dotyczące znowu potrzeb duchowych:

I odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom;

I nie wódź nas na pokuszenie,

ale nas zbaw ode złego.

Widzimy, że modlitwa „Ojcze  nasz” całkowicie odpowiadała potrzebom uczniów. Poza tym modlitwa ta w czasach ucisku nabierze zapewne szczególnego znaczenia dla tak zwanej „wierzącej resztki” Izraela.

Jakie znaczenie ma modlitwa „Ojcze nasz” dla nowotestamentowego zboru Bożego?

Modlitwa ta jest dla nas i dziś częścią Bożego Słowa i jako Słowo naszego Pana ma dla nas wielkie znaczenie. Jest przykładem właściwej kolejności naszych próśb. Najpierw chodzi zawsze o sprawy Boże i oddanie Bogu czci, a potem dopiero o nasze zewnętrzne i wewnętrzne potrzeby.

[FMP].[/FMP]




JAKICH MODLITW BÓG WYSŁUCHUJE?

Bóg wysłuchuje tylko tych modlitw, które zgodne są z Jego wolą i nie pochodzą z samolubnego serca. Wysłuchuje też naszych modlitw tylko wtedy, gdy rzeczywiście wierzymy, że nasze modlitwy będą wysłuchane i nie wątpimy w to.

„Nadto powiadam wam, że jeśliby dwaj z was na ziemi uzgodnili swe prośby o jakąkolwiek rzecz, otrzymają ją od Ojca mojego, który jest w niebie” (Ewangelia Mateusza 18,19). „I wszystko, o cokolwiek byście prosili   w modlitwie z wiarą, otrzymacie” (Ewangelia Mateusza 21,22). „A w owym dniu o nic mnie pytać nie będziecie. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam:   O cokolwiek byście prosili Ojca w imieniu moim, da wam. Dotąd o nic nie prosiliście w imieniu moim; proście, a weźmiecie, aby radość wasza była zupełna (Ewangelia Jana 16,23-24). „Umiłowani, jeżeli nas serce nie oskarża, możemy śmiało stanąć przed Bogiem i otrzymamy od niego, o cokolwiek prosić będziemy, gdyż przykazań jego przestrzegamy i czynimy to, co miłe jest  przed obliczem jego” (I List Jana 3,21-22). „Taka zaś jest ufność, jaką mamy do niego, iż jeżeli prosimy o coś według jego woli, wysłuchuje nas. A jeżeli wiemy, że nas wysłuchuje, o co prosimy, wiemy też, że otrzymaliśmy już od niego to, o co prosiliśmy” (I List Jana 5,14-15).

Bóg natomiast nie wysłuchuje takich modlitw, które sprzeciwiają się Jego świętej woli, a więc nie są kierowane przez Ducha Bożego, które pochodzą z nieszczerego i nieprzejednanego serca, które recytowane są lekkomyślnie oraz mówione w niewierze.

 „A modląc się, nie bądźcie wielomówni jak poganie; albowiem oni mniemają, że dla swej wielomówności będą wysłuchani. Nie bądźcie do nich podobni, gdyż wie Bóg, Ojciec wasz, czego potrzebujecie, przedtem zanim go poprosicie” (Ewangelia Mateusza 6,7-8). „Bo jeśli odpuścicie ludziom ich przewinienia, odpuści i wam Ojciec wasz niebieski. A jeśli nie odpuścicie ludziom, i Ojciec wasz nie odpuści wam przewinień waszych” (Ewangelia Mateusza 6,14-15). „Dlatego powiadam wam: Wszystko, o cokolwiek byście się modlili i prosili, tylko wierzcie, że otrzymacie, a spełni się wam. A gdy stoicie i zanosicie modlitwy, odpuszczajcie, jeśli macie coś przeciwko komu, aby i Ojciec wasz, który jest w niebie, odpuścił wam wasze przewinienia. Bo jeśli wy nie odpuścicie, i Ojciec wasz, który jest w niebie, nie odpuści przewinień waszych” (Ewangelia Marka 11,24-26). „Ale niech prosi z wiarą, bez powątpiewania; kto bowiem wątpi, podobny jest do fali morskiej,  przez wiatr tu i tam miotanej. Przeto niechaj nie mniema taki człowiek, że coś od Pana otrzyma” (List Jakuba 1,6-7).

[FMP].[/FMP]




TYLKO SIEDEM DNI – CH. SHELDON

OPOWIADANIE Z XIX WIEKU. RZECZ DZIEJE SIĘ W AMERYCE

Rozdział V – Dzień drugi

Pan Gardy był człowiekiem dość silnej woli, lecz ta scena – widok pijanego syna – skruszyła go i złamała do głębi. Przy całym swym egoizmie i zadowoleniu z siebie, pan Gardy prowadził porządne życie. Brzydkie wady zawsze wzbudzały w nim odrazę. On nigdy nie mógł zrozumieć, jak  w niektórych rodzinach tolerują pijanych, a nawet ich żałują. Uważał to za słabość godną pożałowania i jakby za aprobatę złego nałogu.

Nieszczęsna matka najpierw dziko krzyknęła ze strachu, nie wierząc własnym oczom, potem rzuciwszy się naprzód, chwyciła Georga za ręce i prawie wciągnęła go do domu. Pan Gardy ochłonął z pierwszego ciosu, groźnie spojrzał na kolegów jego syna, z obrzydliwością odsunął ich ręką i zamknął drzwi. Ta noc była nocą zmartwienia i wstydu dla całej rodziny. Smutek z powodu śmierci bez porównania był mniejszy niż smutek z powodu ginącego młodzieńca. Lecz przyszedł poranek.

Przez resztę nocy pan Gardy spał mało i niespokojnie. Obudziwszy się, by zacząć swój drugi z pozostałych dni, wspomniał Georga. Przez moment miał wrażenie, że to był brzydki, przykry sen. Upewnił się jednak, że to, co się zdarzyło z jego synem, nie było snem. Jego syn, jego George, pije. On, ojciec, nie mógł się z tym pogodzić, a tymczasem syn leżał w sąsiednim pokoju, nie otrzeźwiał jeszcze zupełnie, spał pod działaniem resztek alkoholu po spędzonej na hulance nocy. Cierpiący z tego powodu ojciec, osunął się na kolana prosząc o miłosierdzie: „Wszechmogący Boże, dopomóż mi zużyć pozostałe dni mego życia jak najbardziej rozsądnie i mądrze”.

Następnie ogromnym wysiłkiem woli zapanował nad sobą i wstał przygotowany do znoszenia wszystkich ciężarów bieżącego dnia na tyle mężnie, na ile tylko stać jest człowieka w takich warunkach. Po rodzinnej naradzie, na której nowe zmartwienie jeszcze bardziej zbliżyło do siebie rodzinę, pan Gardy nakreślił plan drugiego dnia. Najpierw zobaczy się z Jamesem Kakstonem i porozmawia z nim w sprawie swojej córki Clary. W biurze zajmie się najbardziej nie cierpiącymi zwłoki sprawami. W południe postara się przyjść do domu na obiad. Około godziny drugiej musi zdążyć na pogrzeb biednego Skowiłła; żona wyraziła chęć pójścia z nim razem na pogrzeb. Miał również zamiar porozmawiać z Georgem, a wieczór spędzić w domu i zatroszczyć się o wiele rzeczy na wypadek swojej śmierci. Zdecydowany już, pożegnał się delikatnie z żoną i dziećmi i wyszedł z domu.

George spał ciężkim snem do południa i obudził się z silnym bólem głowy. Bessie kilka razy skradała się do brata, czekając na jego obudzenie  i kiedy wreszcie otworzył on oczy, ujrzał stojącą przy łóżku kochającą go siostrzyczkę. Zastękał, przypomniawszy sobie minioną noc i spojrzenie swojej matki. Bessie ze strachem dotknęła jego czoła:

– George, tak mi szkoda ciebie. Źle się czujesz?

– Zdaje mi się, że głowa moja chce pęknąć. Boli tak, jakby ktoś rąbał w niej drzewo.

– Dlaczego tak źle się czujesz? – naiwnie zapytała Bessie. – Może  za dużo jadłeś u Bramleyów w czasie kolacji? – Bessie nigdy z bliska nie widziała ludzi nietrzeźwych i kiedy wczoraj ojciec z matką układali Goerga do łóżka, ona nie rozumiała jego stanu. Bessie zawsze kochała swego brata, ale naturalnie nie miała pojęcia, jak i gdzie spędza czas. George z ciekawością spojrzał na swą siostrę, następnie powodowany nie wyjawionymi uczuciami, przygarnął ją bliżej do siebie i rzekł:

– Bessie, ja jestem niedobry. Wczoraj byłem pijany, pijany, rozumiesz ty to? Ja niemal zabiłem tym mamę.

Bessie była oszołomiona tym wyznaniem; znowu wyciągnęła rękę:

– O, nie, nie! George! Nie! – za tym nagłym porywem uczuć cofnęła się, mówiąc:

– Jak tym mogłeś… w tym czasie, gdy tatuś jest w takim nastroju?…

Mała Bessie była bardzo porywcza. Żałośnie zapłakała i usiadła na czymś, co uważała za poduszkę na stołku. Poduszka głucho klapnęła pod nią. Był to bowiem wysoki kapelusz Georga, który on położył na krześle i przykrył swoim szalikiem. Bessie była stworzeniem pulchnym… Zerwała się z krzesła trzymając w ręku zgnieciony kapelusz. George zdenerwowany krzyknął:

– Ty wiecznie psujesz moje rzeczy! – w następnej chwili pożałował swych słów.

Bessie odsunęła się ku drzwiom, oburzona niesłusznym oskarżeniem. Tu się zatrzymała. Czasem była podobna do Clary z nadzwyczajną porywczością charakteru i natychmiast dała to odczuć Georgowi nie patrząc na to, że była młodsza i kochała brata:

– George Gardy! Jeżeli dla ciebie stara rura jest ważniejsza od siostry, to dobrze! Ty sobie to przypomnisz! Ja nie będę ci więcej oddawać swoich pieniędzy. A jeśli psuję twoje rzeczy, to przecież nie wracam do domu w nocy w stanie pijanym i nie łamię matce serca! Ona tak o to płakała dzisiaj rano! O tym i o dziwnym postępowaniu tatusia wciąż myśli… Oj, oj, oj! Ja nie chcę dalej żyć! W życiu tak wiele jest niedoli. – Maleńka Bessie rozpłakała się z niepodrabianą rozpaczą.

George widząc to natychmiast zapomniał o bólu głowy.

– Dosyć, dosyć, Bessie! Chodź tutaj, pogódźmy się i pocałujmy. Słowo honoru, powiedziałem to bezmyślnie. Kupię tuzin kapeluszy i pozwolę ci posiedzieć na każdym, abyś się zabawiła trochę. Nie odchodź ode mnie zagniewana. Ja jestem taki nieszczęśliwy!… – Opadł na poduszkę i tym razem on zapłakał. Cały gniew Bessie roztajał i podbiegła do brata:

– Nie płacz, George! Może ci przynieść lekarstwo od bólu głowy? Dostanę coś dla ciebie do zjedzenia, cokolwiek smacznego. Mama poleciła przygotować dla ciebie śniadanie. Prawda, mamusiu? – Bessie zwróciła się z tym do matki wchodzącej do pokoju.

Pani Gardy podeszła do Georga i położyła mu dłoń na głowie, jak to uczyniła przed nią Bessie. Młodzieniec poruszył się, zażenowany. Widział na twarzy matki ślady głębokiej troski, ale niestety! Nie przemówił do niej ani słowem, aby wyrazić żal i skruchę za hańbę uczynioną przez siebie rodzicom i rodzinie. Nasze ciało jest tak związane z naszą naturą, że krew Georga, zatruta alkoholem, już źle wpływa na jego rozsądek i serce. Głęboko zmartwiona matka zrozumiała z wielkim bólem serca, jak bardzo zmienił się jej chłopak. Stłumiwszy westchnienie, zwróciła się do córki:

– Bessie, moja córeczko, przynieść Georgowi śniadanie.

Jak tylko dziewczynka wyszła, matka zwróciła się do syna ze słowami:

– George, czy ty mnie kochasz? – Wzruszenie przemogło jej siły, głos jej drżał, krtań ścisnęła się wielkim bólem. George oczekiwał wręcz czegoś innego. Już przygotował się na jakąś niegodziwą, kłamliwą wymówkę, uparcie chcąc udowadniać, że znowu nie tak bardzo jest winien, jak się mogło wydawać. Jednak gdy spojrzał na matkę i zobaczył, że łzy spływają po jej twarzy, był pokonany żalem – skruchą. Wszystko, co w nim pozostało dobrego, wzburzyło się przeciwko jego zwierzęcym instynktom. W tym momencie sumienie zwyciężyło. Głos jego wroga umilkł na chwilę. Syn ujął rękę matki, podniósł   do swych warg, ucałował z wielkim szacunkiem i zniżając głos, rzekł:

– Mamo, ja nie jestem wart twej miłości… Gdybyś ty wiedziała! – Przerwał na samym początku swoją spowiedź. Zły duch niełatwo wypuszczał swą zdobycz. Matka z trwogą i drżeniem oczekiwała dalszego wyznania i dlatego chcąc mu pomóc, powiedziała:

 – Opowiedz mi wszystko. To ci ulży i uratuje cię od powtórzenia takiego postępowania.

– Nie, nie, mamo, ja nie mogę! Ja siebie za to nienawidzę, że zasmuciłem ciebie i tatusia, ale nie pytajcie… Ja nie mogę!

George drgnął odwracając swoją twarz od smutnego wzroku matki. W tej chwili weszła Bessie, niosąc na tacy koktajl, jajka i kawę. Pani Gardy pozostawiła ich, a sama, prawie gwałtownie, wyszła z pokoju, zraniona głęboko w serce. Zrozumiała bowiem, że George nie dokończył swego wyznania, ponieważ umiłował grzech zamiast tego, aby go znienawidzić i odrzucić od siebie, przyznając się we wszystkim bez zatajenia. (Przeważnie śpieszymy oddać rzecz obrzydłą nam, niepotrzebną i nużącą, ale chowamy i ochraniamy przed drugimi to, co jeszcze może nam się przydać, i co mamy nadzieję jeszcze puścić w obieg). George zrozumiał uczucie matki i wyglądał na zawstydzonego. Usiłował niby jeść, ale nie mógł i poprosił Bessie, aby sprzątnęła śniadanie. Widząc, jak siostra zasmuciła się, powiedział jej:

– Nie smuć się, moja droga, ja nie mogę jeść, zapewniam cię, nie jestem głodny. Oprócz tego, nie jestem wart całej waszej troski. Powiedz mi, Bessie, czyżby tatuś był zupełnie pod wpływem tego wrażenia albo snu, albo jak to nazwać, co jemu się przywidziało?

– O tak, tak! – odpowiedziała Bessie bardzo poważnie – on teraz zrobił się taki dobry, całuje mamę i wszystkich nas, gdy się wita i gdy się żegna; w ogóle stał się taki przemiły i łaskawy. Wcale nie uważam, że jest nie  w porządku na umyśle. Willie powiedział, że nasz tatuś „non campus meantus”. To jest po łacinie. Willie nie mówi, co to znaczy, ale ja się domyślam, że Willie także myśli, że tatuś trochę nie jest w porządku na umyśle. – Gdy Bessie udawało się zapamiętać jakieś mądre słówko, wówczas używała je przy każdej okazji, słusznie czy niesłusznie. Tak i teraz powtórzyła dwukrotnie „na umyśle”, i George uśmiechnął się, ale to był niedobry uśmiech i gorzki, jakim nie powinni w tym wieku młodzieńcy się śmiać. Odwrócił się do ściany i leżał rozmyślając. Ponowił prośbę, aby Bessie sprzątnęła śniadanie.  Po pewnym czasie powiedział głośno:

– Chciałbym wiedzieć, czy on da mi trochę pieniędzy, dopóki jest taki dobry i łaskawy.

– Kto? – spytała zdziwiona Bessie. – Tatuś?

– Jak to, ty jeszcze ciągle jesteś tutaj, Miss Ciekawość? Po co tu pozostałaś? Lepiej wynieś to wszystko precz!

George mówił tonem „bólu głowy”, jak przezwała Clara jego rozdrażniony ton. Nie sprzeciwiając się już bratu, Bessie zabrała całe śniadanie na tacę i wyszła, a George w swoim umyśle, nie całkiem jeszcze wytrzeźwiałym, rozważał czy ojciec da mu pieniądze na hulankę z towarzyszami, u których zadłużył się wielce i dużo przegrał.

Obok jego pokoju matka trwała na kolanach w wielkiej rozpaczy i lęku o swego pierworodnego, wołając do Boga zbolałym sercem:

– O Boże, to doświadczenie jest ponad moje siły. Widzę syna oddalającego się od matki, żyjącego tak źle, że on nawet o swoim życiu nie może opowiedzieć matce. O, ja tego nie mogę znieść. Zlituj się nade mną, Panie! Naucz, jak ratować mego chłopaka. On był tak łatwowierny, szczery i nienawidził skrytości lub zatajania. Wróć go do życia, jakim on poprzednio żył! Jak radośnie i przyjemnie było mi widzieć go w męstwie i uczciwości, nie ukrywającego swojego postępowania, nawet przestępstwa i winy! A teraz! Teraz! On nie znajduje w sobie tyle męstwa, aby przyznać się do swego trybu życia. Ukrywa je dlatego, że pociąga go zło. O, miłosierny Ojcze! Jeśli istotnie jesteś miłosierny – wysłuchaj mnie! Nie dopuść złemu demonowi, nie pozwól mu zgubić mego dziecka poprzez zapanowanie nad jego ciałem. Ratuj mego syna, póki nie jest jeszcze za późno! Ile Twoich stworzeń służy szatanowi, odrzucając Twoją miłość! I oto zły duch przyszedł do mnie, do mojej rodziny, aby zgubić czystą duszę mego dziecka. Słyszałam westchnienia innych matek  i nie rozumiałam ich cierpień, a teraz spadło to na mnie. Oszczędź mnie, Wielki, Wszechmogący Boże! Ratuj mego chłopaka, mój skarb! Serce moje wygłodniało z tęsknoty za nim – za dawnym, łatwowiernym, szczerym dzieckiem. Lżej byłoby widzieć mi go martwym, niżeli takim jak wczoraj. Oszczędź, oszczędź, o Boże!

Tak modliła się matka z suchymi oczyma, prawie z rozpaczą. A ten, o którego płynęła ta modlitwa z rozbitego matczynego serca? Ten stawał się coraz bardziej oziębły i na chłodno rozważał możliwość wyciągnięcia od ojca jak najwięcej pieniędzy na swe nikczemne życie.

O, ta pożądliwość złego! To dążenie do pijaństwa i rozrywek! Dwa demony-bliźnięta, gubiące tych młodzieńców: ujmują ich pod ramię, aby wlec na drogę do piekła, zaznaczoną szkieletami poprzednich ofiar. A u nas jeszcze dotychczas mędrkujący ludzie mówią, że nie ma specjalnej szkody, jeśli młodzi ludzie „się bawią”, „oddają daninę swego wieku” i „trochę sieją kąkol”… Trochę! – O, ślepcy i głupcy! Pokażcie mi jednego z tych, którzy wstąpiwszy     na śliską ścieżkę pokus, znalazł w sobie siłę zatrzymania się i podniesienia z powrotem na poprzedni poziom życia? Jeśli nawet i są tacy, to tylko dlatego, że w Niebie żyje Bóg, miłujący podobnych grzeszników; dla nich zesłał Syna Swego Jednorodzonego, aby On zbawił ich Swoją śmiercią na krzyżu i dał im nowe, czyste serce przez odrodzenie.

Przeważnie rodzice niczego nie podejrzewają i z pewnością sobie mówią: „Mój chłopiec nie postępuje tak źle”. A ilu rodziców jest świadomych tego, z kim spędza swój wolny czas ich dorastający syn? „On jest z kolegami” – mówią zaślepieni, słabi rodzice.

Ale czyż wy wiecie, że jeden zły kolega może zepsuć setki takich, jak wasz syn? Czy wielu młodzieńców może, nie rumieniąc się ze wstydu, powiedzieć swoim matkom i ojcom jakie miejsca oni odwiedzają, jakich rozrywek już zakosztowali i na co tracą pieniądze? Obecnie tak wiele się rozprawia o Bogu, o służbie Jemu, o różnych systemach wychowawczych młodzieży, a jednocześnie całe współczesne życie jest tak ułożone, że w teatrach, w literaturze, w gazetach, na ulicy, na każdym kroku, wszystko oddziałuje na wyobraźnię i złe skłonności, na szkodliwą ciekawość, zbyt pobudzającą nerwy. Jedno tylko może uratować młodzież naszą: przyjęcie Chrystusa Zbawiciela i napełnienie Duchem Świętym.

Czy często nam się zdarza po przeczytaniu gazety lub książki odłożyć je z błogim uczuciem spokoju od opisanej w nich dobrej sprawy, wzniosłego pobudzenia i odświeżającej myśli? Czy można odczuwać chęć wzorowania się na widzianym lub przeczytanym, aby żyć lepiej, uczciwiej i spokojniej? Jak mało takich książek, szczególnie dla młodzieży!

Dwa tysiące lat temu Pan Jezus Chrystus napominał ludzi, aby mając oczy, widzieli, a mając uszy, słyszeli. Starajcie się i wy sami żyć w Chrystusie i pokazujcie dzieciom waszym dobre i piękne przykłady, aby przy pokusie rozrywek i przyjemności rozumiały, że to wszystko nie jest prawdziwe, rzeczywiste szczęście, że jest inne, lepsze, piękniejsze, bardziej trwałe i wieczne, o którym mówi Ewangelia.

Troszczymy się, aby dzieciom dać świetne wykształcenie, co im w przyszłości zapewni doskonałe posady i stanowiska. Chrystus, postawiwszy ponad wszystko duszę człowieka, przykazał zachowywać ją w czystości.

George nie był do gruntu zepsuty, ale w swojej słabej woli nie znalazł sprzeciwu wobec otaczających go ze wszystkich stron pokus i złych przykładów. U samolubnego ojca nie znajdował oparcia, ojcu zawsze brakowało czasu, dawał synowi tylko rozkazy. Teraz dopiero zrozumiał owoce tego wszystkiego.

Pan Gardy, zgodnie ze swą obietnicą, poszedł do swych sąsiadów Kakstonów. Ostatnio poróżnił się z nimi i teraz obawiał się widzenia z dumnym i surowym Kakstonem-ojcem. Jednakże w ciągu tych dwóch dni nauczył się patrzeć na wszystko inaczej i czynić to, co należało, a nie to, co mu się chciało. Stał się nowym człowiekiem w Jezusie Chrystusie. Zadzwoniwszy do drzwi, w myślach prosił Boga o nauczenie go zachowania rozsądku i skromności. Na głos dzwonka wyszedł młody James, ubrany w płaszcz i kapelusz; było widoczne, że prawdopodobnie szykował się do wyjścia z domu. Młody człowiek drgnął, poznawszy pana Gardy.

– Wychodzisz gdzieś? – zapytał pan Gardy – w takim razie nie wejdę do domu, ale przejdziemy się razem. – James zamknął drzwi i obydwaj milcząc szli obok siebie. Pan Gardy spokojnie zapytał:

– James, proszę cię, czy to prawda, że ty i Clara jesteście zaręczeni?

– Nie, panie, to jest… nie zupełnie tak; zaręczynami tego nazwać nie można. Oboje z Clarą pragnęlibyśmy tego. – Pan Gardy niechcąco uśmiechnął się. James pośpiesznie dodał: – My byśmy pragnęli tego, jeśli pan pozwoli.

Pan Gardy przeszedł kilka kroków w zupełnym milczeniu i zamyślaniu i uważnie popatrzył na Jamesa. James był rosły; pięknym go nie można było nazwać, jak to słusznie zauważyła mała Bessie, ale miał dobre i szczere oblicze. Jego jasne, błękitne oczy patrzyły stanowczo i uczciwie, dając pewność, że na tym człowieku można polegać we wszystkim. Czuło się, że on sam utoruje sobie drogę bez postronnych kłopotów i poparcia. Można było się domyślić, że ten młodzieniec – pracowity, miłujący pracę i umiejący dopiąć wyznaczonego sobie celu, jest silnym charakterem. Pan Gardy zrozumiał to wszystko – jakby dokonawszy oceny tej silnej natury. Ścisnęło mu się serce, gdy dokonał porównania Jamesa ze swoim własnym, przedwcześnie rozpitym, synem Georgem. I tu znowu nie mógł się powstrzymać od wewnętrznego lęku, bo wspomniał, że jego głupia pycha zamykała drzwi jego domu takiemu wartościowemu człowiekowi jak James Kakston tylko dlatego, że James był ubogi, a jego ojciec otrzymał podczas wyborów więcej głosów niż pan Gardy i inna wysoko stojąca osobistość. To przemknęło błyskawicznie przez jego głowę. Ponownie spojrzał na młodego człowieka poważnym i badawczym wzrokiem.

– Przypuśćmy, że ja się zgodzę na wasze zaręczyny, to co masz na widoku, aby mojej córce zapewnić to wszystko, do czego przyzwyczajona jest od dzieciństwa w domu rodzinnym? Ona jest wychowana w dobrobycie  i według swego usposobienia nie umie oszczędzać. Cóż więc możesz jej dać?

Pytanie było chłodne i suche. Jednak tylko ton brzmiał poważnie, lecz już bez namiętności. Oczy Jamesa błysnęły, ale spokojnie odpowiedział:

– Mam teraz pracę dobrze płatną, a od wiosny na tym miejscu otrzymam podwyżkę wynagrodzenia. Oprócz tego mam poboczne zajęcie, zarabiam bowiem pisząc artykuły do prasy.

Pan Gardy nie odpowiedział na to nic, a po chwili zapytał:

– Czy wiesz, jaki swawolny i wybuchowy charakter ma Clara?

– Ja od dzieciństwa niemal rosłem razem z nią, panie Gardy. Czuję, że znam ją tak jak i pan.

– Możliwe, że znacie ją nawet lepiej ode mnie… Niestety, nie byłem tak bliski dzieciom, jakby się ktoś spodziewał – odparł nie bez goryczy i ze smutkiem pan Gardy.

James dziwił się obejściu i mowie pana Gardy. Przyjrzał się temu mężczyźnie i zauważył bladość oraz pewne zmieszanie na zbyt zatroskanej twarzy. Toteż ciepło i prosto odezwał się:

– Panie Gardy, pan jest czymś zatrwożony. Ja chciałbym, jeśli tylko bym mógł…

– Dziękuję ci – przerwał mu pan Gardy ze słabym uśmiechem – mnie nie możesz w niczym pomóc. Jedynie w rozwiązaniu waszego problemu z Clarą.            A w tym znajduję pewne przeszkody.

– Między nami nie ma żadnych przeszkód, proszę pana – szczerze zaoponował James. – Proszę być pewnym, że ja Clarę już dawno kocham i że mogę jej zapewnić byt i uczynić szczęśliwą. Czy pan nie wyrazi mimo to swojej zgody? Nie jesteśmy już dziećmi, wiemy do czego dążymy.

James mówił bardzo przekonywująco. Zrodziła się w nim nadzieja, że ten surowy zarozumialec, który jeszcze nie tak dawno bezwzględnie odrzucił go, obecnie z niewiadomych powodów zaczyna mięknąć i jakby zgadzać się na jego prośbę. Pan Gardy dosyć długo milczał, wreszcie prawie szorstko zapytał:

– James, powiedz prawdę, czy pijesz?

– O, nie, panie! Nie piłem, nie piję i nie będę pić.

– A grasz może w karty?

– Pan zapomina, panie Gardy, o naszej rodzinie, szczególnie o mojej matce. Ja zawsze byłem zajęty i wszystkie zarobione pieniądze oddawałem matce. Nigdy niczego nie ukrywam przed nią – odpowiedział James prawie surowo. Po tym wybuchu młodzieńca pan Gardy przypomniał sobie, że wujek Jamesa, rodzony brat jego matki, zubożał przez nałóg gry. Pewnego razu wieczorem odwiedził Kakstonów, błagając siostrę o ratunek w niefortunnej spekulacji na giełdzie. Wiedział, że siostra ma pewne oszczędności. Pani Kakston stanowczo odmówiła, a nierozumny brat rzucił się na nią z pistoletem. James, ryzykując swym życiem, rzucił się ku wujowi, wyrwał mu broń i uratował matkę. Pani Kakston była tak silnie wstrząśnięta wydarzeniem, że zachorowała nerwowo. Nie umarła wprawdzie, ale i nie wyzdrowiała całkowicie i zdrowie jej zawsze budziło obawy, było zachwiane na resztę życia. James był wówczas młodym chłopcem, ale nie było dnia, aby nie wspomniał o tych okropnych skutkach żądzy gry. Bardzo kochał swoją matkę i każdego dnia z miłością wpatrywał się w jej cierpiącą twarz, pamiętając do jakich okropności może doprowadzić zła żądza. Pan Gardy znał to wydarzenie  i pośpieszył powiedzieć:

– Przebacz mi, James, zapytałem o to niepotrzebnie – po czym ciągnął dalej:  – czy nie wyda ci się dziwnym ważne pytanie, na które szczerze proszę mi odpowiedzieć: – czy jesteś chrześcijaninem? To znaczy, chcę zapytać, czy wierzysz w Objawienie Boga ludziom przez Jezusa Chrystusa? Czy się starasz żyć według nauki Zbawiciela, miłując Boga, osądzającego nasze życie? Czy żyjesz tak, jakby każdy twój dzień był ostatnim dniem twojego życia?

James był oszołomiony. Czy pan Gardy jest aby przy zdrowych zmysłach? – błysnęło mu w myśli. Czy nie stracił on rozumu, nagle wyobraziwszy sobie, że jest kaznodzieją? Takich rozmów nie przydarzyło mu się prowadzić dotąd z nikim. Najmniej, z pewnością, mógł oczekiwać tego tematu rozmowy od pana Gardy, takiego dumnego, świeckiego, szczycącego się swoim bogactwem pana! Czyżby to było możliwe, że jest on ciekaw religijnych przekonań swego przyszłego zięcia? Nie odpowiadając na pytanie, popatrzył badawczo na pana Gardy i ze zdziwieniem zauważył w nim wielką zmianę. To spostrzeżenie zmusiło Jamesa do poważnego podejścia wobec postawionych pytań, a poza tym wywołały one w nim duże zaniepokojenie: oto był opanowany, skromny, bardzo pracowity, stronił od nałogów, był surowych obyczajów, lecz nie był głęboko religijny.

– Czy jestem chrześcijaninem? – spytał siebie wewnętrznie, powtarzając pytanie pana Gardy. – Czy jestem gotów iść na męki za moją wiarę? Czy się wyrzeknę dla Chrystusa wszystkich swoich nałogów, nawyków, swego majątku, Clary i swego życia? – Nie, tego nie mógł o sobie powiedzieć. Mówiąc prawdę, on nigdy nie zastanawiał się nad podobnym zagadnieniem. Szczerze i krótko odparł więc panu Gardy:

– Nie, proszę pana. Nie mogę siebie nazwać chrześcijaninem w pełnym znaczeniu tego słowa. Pan mnie pytał, czy ja tak żyję, jakby dzień dzisiejszy był moim ostatnim dniem życia… ale czyżby pan przypuszczał, że to jest możliwe?

Pan Gardy nie odpowiedział nic. Doszli już do rogu ulicy, gdzie pracował James i zatrzymali się.

– Muszę jeszcze z tobą porozmawiać – powiedział pan Gardy. – Dzisiaj jest wtorek, wyznaczmy sobie spotkanie na jutro. Muszę też zobaczyć się  z twoim ojcem i… – pan Gardy chciał powiedzieć, że musi prosić o przebaczenie starego Kakstona, ale powstrzymał się, nie dokończył słów. James z zapałem zawołał:

– To pan nie zabrania mi zobaczyć się z Clarą i pozwala mieć nadzieję, że pan mi nie odmówi? – Zniżył głos i przekonywująco dodał: – Pan nie zapomniał młodości i warunków, w jakich pan sam się żenił.

Pan Gardy nie odpowiedział na to ani pół słowem, ale popatrzył  na Jamesa z takim wyrazem twarzy, że ten nie zapomniał o nim przez cały dzień. Uścisnął rękę Jamesa, szybko pożegnał się i tak samo szybkim krokiem ruszył w swoją drogę. James popatrzył za nim i gdy pan Gardy zniknął w tłumie ulicznym, zamyślony poszedł do pracy z iskierką nadziei w młodym sercu. Odczuwał zakłopotanie, widząc dziwną zmianę u pana Gardy. Inne, silniejsze wrażenie, wysnuł z pytania, czy jest chrześcijaninem. Nawet po pracy,  po powrocie do domu, szczególnie przy wieczornej modlitwie, to wspomnienie prześladowało go i nie dawało mu spokoju. Stał się teraz bardziej poważny, aniżeli kiedykolwiek przedtem, ponieważ zbliżyło się wypełnienie jego marzeń i miał wkrótce rozpocząć nowe rodzinne życie.

 (ciąg dalszy w następnym numerze)

[FMP].[/FMP]




Mądrze wykorzystuj swój czas!

ARTYKUŁ WSTĘPNY

„Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy posiedli mądre serce!”

(Psalm 90,12).

Powyższy werset Pisma Świętego zachęca nas do właściwego wykorzystania czasu, jaki nam dał Bóg do życia na tej ziemi. Może nam się wydawać, że zostało nam jeszcze dużo lat do przeżycia. Być może, Ty, który czytasz te słowa, jesteś jeszcze młody i nie myślisz o wieczności. Jednak „przecież człowiek nie zna nawet swojego czasu, podobnie jak ryby, które się łowi zdradliwą siecią, i jak ptaki, które się łapie w sidła: Tak synowie ludzcy zostają uwikłani w złym czasie, który nagle na nich przypada” (Księga Kaznodziei Salomona 9,12). Skąd wiesz, że właśnie ten „zły czas” nie przyjdzie na Ciebie? Nie możesz mieć pewności, że zdążyć zrealizować w życiu to, co odkładasz na później – uporządkowanie Twojej relacji z Bogiem „Kto zważa na wiatr, nigdy nie będzie siał; a kto patrzy na chmury, nie będzie żął” (Księga Kaznodziei Salomona 11,4). Zawsze znajdziesz jakiś „pretekst”, żeby odłożyć sprawy wieczności na później! Dlatego już w młodości, „z rana siej swoje nasienie, a niech nie spoczywa twoja ręka do wieczora, bo nie wiesz, czy uda się to czy tamto, lub czy jedno i drugie jednakowo wypadną” (Księga Kaznodziei Salomona 11,6). Lecz jeżeli lekceważysz Bożą przestrogę, to wiedz, co mówi Biblia: „Raduj się, młodzieńcze, w swojej młodości i bądź dobrej myśli, póki jesteś młody. Postępuj tak, jak każe ci serce, i używaj, czego pragną twoje oczy. Lecz wiedz, że za to wszystko pozwie cię Bóg na sąd” (Księga Kaznodziei Salomona 11,9). „Kto czyni nieprawość, niech nadal czyni nieprawość, a kto brudny, niech nadal się brudzi, lecz kto sprawiedliwy, niech nadal czyni sprawiedliwość, a kto święty, niech nadal się uświęca. Oto przyjdę wkrótce, a zapłata moja jest ze mną, by oddać każdemu według jego uczynku” (Objawienie Jana 22,11-12). Zatem „pamiętaj o swoim Stwórcy w kwiecie swojego wieku, zanim nadejdą złe dni i zbliżą się lata, o których powiesz: Nie podobają mi się” (Księga Kaznodziei Salomona 12,1).

„Wszystko ma swój czas i każda sprawa pod niebem ma swoją porę: Jest czas rodzenia i czas umierania; jest czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono. Jest czas zabijania i czas leczenia; jest czas burzenia i czas budowania. Jest czas płaczu i czas śmiechu; jest czas narzekania i czas pląsów. Jest czas rozrzucania kamieni i czas zbierania kamieni; jest czas pieszczot i czas wstrzymywania się od pieszczot. Jest czas szukania i czas gubienia; jest czas przechowywania i czas odrzucania. Jest czas rozdzierania i czas zszywania; jest czas milczenia i czas mówienia. Jest czas miłowania i czas nienawidzenia; jest czas wojny i czas pokoju. Jaki pożytek ma pracujący z tego, że się trudzi? Widziałem żmudne zadania, które Bóg zadał ludziom, aby się nimi trudzili. Wszystko pięknie uczynił w swoim czasie, nawet wieczność włożył w ich serca; a jednak człowiek nie może pojąć dzieła, którego dokonał Bóg od początku do końca” (Księga Kaznodziei Salomona 3,1-11).

Zatem mądrze wykorzystuj każdy czas, pamiętając o wieczności, którą Bóg włożył w Twoje serce! „Baczcie, a wystrzegajcie się wszelkiej chciwości, dlatego że nie od obfitości dóbr zależy czyjeś życie. I powiedział im podobieństwo: Pewnemu bogaczowi pole obfity plon przyniosło. I rozważał w sobie: Co mam uczynić, skoro nie mam już gdzie gromadzić plonów moich?      I rzekł: Uczynię tak: Zburzę moje stodoły, a większe zbuduję i zgromadzę tam wszystko zboże swoje i dobra swoje. I powiem do duszy swojej: Duszo, masz wiele dóbr złożonych na wiele lat; odpocznij, jedz, pij, wesel się. Ale rzekł mu Bóg: Głupcze, tej nocy zażądają duszy twojej; a to, co przygotowałeś, czyje będzie? Tak będzie z każdym, który skarby gromadzi dla siebie, a nie jest w Bogu bogaty” (Ewangelia Łukasza 12,15-21). Gromadź więc skarby w niebie, a nie na ziemi, bądź bogaty w Bogu! „A teraz wy, którzy mówicie: Dziś albo jutro pójdziemy do tego lub owego miasta, zatrzymamy się tam przez jeden rok    i będziemy handlowali i ciągnęli zyski, wy, którzy nie wiecie, co jutro będzie.    Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika. Zamiast tego, winniście mówić: Jeżeli Pan zechce, będziemy żyli i zrobimy to lub owo” (List Jakuba 4,13-15).

Tak więc uporządkuj swoje życie już teraz, nie czekaj do jutra! Prorok Izajasz przyszedł do króla Hiskiasza, gdy ten miał zaledwie 39 lat i powiedział mu z rozkazu Boga: „Tak mówi Pan: Uporządkuj swój dom, gdyż umrzesz, a nie będziesz żył. Wtedy Hiskiasz obrócił się swoją twarzą do ściany i modlił się do Pana tymi słowy: Ach, Panie! Wspomnij, proszę, że postępowałem wobec ciebie wiernie i szczerze i czyniłem to, co dobre w twoich oczach. Następnie Hiskiasz wybuchnął wielkim płaczem. A zanim jeszcze Izajasz wyszedł  ze środkowego podwórca, doszło go słowo Pana następującej treści: Wróć się i powiedz Hiskiaszowi, księciu mojego ludu, tak: Tak mówi Pan, Bóg Dawida, twojego praojca: Słyszałem twoją modlitwę, widziałem twoje łzy. Otóż, uleczę cię, trzeciego dnia wstąpisz do świątyni Pana. Dodam też do twojego życia piętnaście lat” (II Księga Królewska 20,1-6).

Życzę Wam wszystkim, drodzy Czytelnicy, abyście weszli w ten Nowy Rok z uporządkowanym życiem i każdego dnia mądrze wykorzystywali czas, który daje nam Bóg. „Baczcie więc pilnie, jak macie postępować, nie jako niemądrzy, lecz jako mądrzy, wykorzystując czas, gdyż dni są złe. Dlatego nie bądźcie nierozsądni, ale rozumiejcie, jaka jest wola Pańska. I nie upijajcie się winem, które powoduje rozwiązłość, ale bądźcie pełni Ducha, rozmawiając z sobą przez psalmy i hymny, i pieśni duchowne, śpiewając i grając w sercu swoim Panu, dziękując zawsze za wszystko Bogu i Ojcu w imieniu Pana naszego, Jezusa Chrystusa” (List do Efezjan 5,15-20).

Estera Bednarska

[FMP].
[/FMP]




SŁOWO BOŻE MOJĄ POMOCĄ KAŻDEGO DNIA – CZ. XV

Gdy oczekuję powtórnego przyjścia Jezus Chrystusa

„Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego z aniołami swymi,  i wtedy odda każdemu według uczynków jego.”

(Ewangelia Mateusza 16,27)

„A zaraz po udręce owych dni słońce się zaćmi i księżyc nie zajaśnieje swoim blaskiem, i gwiazdy spadać będą z nieba, i moce niebieskie będą poruszone. I wtedy ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego, i wtedy biadać będą wszystkie plemiona ziemi, i ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach nieba z wielką mocą i chwałą, i pośle aniołów swoich z wielką trąbą, i zgromadzą wybranych jego z czterech stron świata z jednego krańca nieba aż po drugi.”

(Ewangelia Mateusza 24,29-31)

„A o tym dniu i godzinie nikt nie wie; ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko sam Ojciec. Albowiem jak było za dni Noego, takie będzie przyjście Syna Człowieczego. Bo jak w dniach owych przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali, aż do tego dnia, gdy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, że nastał potop i zmiótł wszystkich, tak będzie i z przyjściem Syna Człowieczego. Wtedy dwóch będzie na roli, jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony. Dwie mleć będą na żarnach, jedna będzie wzięta, a druga zostawiona. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, którego dnia Pan wasz przyjdzie.  A to zważcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której porze złodziej przyjdzie, czuwałby i nie pozwoliłby podkopać domu swego. Dlatego i wy bądźcie gotowi, gdyż Syn Człowieczy przyjdzie o godzinie, której się nie domyślacie.”

(Ewangelia Mateusza 24,36-44)

„A gdy przyjdzie Syn Człowieczy w chwale swojej i wszyscy aniołowie   z nim, wtedy zasiądzie na tronie swej chwały. I będą zgromadzone przed nim wszystkie narody, i odłączy jedne od drugich, jak pasterz odłącza owce od kozłów. I ustawi owce po swojej prawicy, a kozły po lewicy. Wtedy powie król tym po swojej prawicy: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mego, odziedziczcie Królestwo, przygotowane dla was od założenia świata. Albowiem łaknąłem, a daliście mi jeść, pragnąłem, a daliście mi pić, byłem przychodniem, a przyjęliście mnie, byłem nagi, a przyodzialiście mnie, byłem chory, a odwiedzaliście mnie, byłem w więzieniu, a przychodziliście do mnie. Wtedy odpowiedzą mu sprawiedliwi tymi słowy: Panie! Kiedy widzieliśmy cię łaknącym, a nakarmiliśmy cię, albo pragnącym, a daliśmy ci pić? A kiedy widzieliśmy cię przychodniem i przyjęliśmy cię albo nagim i przyodzialiśmy cię? I kiedy widzieliśmy cię chorym albo w więzieniu, i przychodziliśmy  do ciebie? A król, odpowiadając, powie im: Zaprawdę powiadam wam, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, mnie uczyniliście. Wtedy powie i tym po lewicy: Idźcie precz ode mnie, przeklęci,     w ogień wieczny, zgotowany diabłu i jego aniołom. Albowiem łaknąłem, a nie daliście mi jeść, pragnąłem, a nie daliście mi pić. Byłem przychodniem, a nie przyjęliście mnie, nagim, a nie przyodzialiście mnie, chorym i w więzieniu i nie odwiedziliście mnie. Wtedy i oni mu odpowiedzą, mówiąc: Panie! Kiedy widzieliśmy cię łaknącym albo pragnącym, albo przychodniem, albo nagim, albo chorym, albo w więzieniu i nie usłużyliśmy ci? Wtedy im odpowie tymi słowy: Zaprawdę powiadam wam, czegokolwiek nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, i mnie nie uczyniliście. I odejdą ci na kaźń wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego.”

(Ewangelia Mateusza 25,31-46)

„Ale w owe dni, które nastaną po tej udręce, zaćmi się słońce i księżyc nie zajaśnieje swoim blaskiem, i gwiazdy spadać będą z nieba, i moce niebieskie będą poruszone. A wtedy ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach z wielką mocą i chwałą. I wówczas pośle aniołów, i zgromadzi wybranych swoich z czterech stron świata, od krańca ziemi aż po kraniec nieba.”

(Ewangelia Marka 13,24-27)

„Ale o tym dniu i godzinie nikt nie wie: ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec. Baczcie, czuwajcie; nie wiecie bowiem, kiedy ten czas nastanie. Jest to tak, jak u człowieka, który odjechał, zostawił dom swój, dał władzę sługom swoim, każdemu wyznaczył jego zadanie, a odźwiernemu nakazał, aby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: czy wieczorem, czy o północy, czy gdy kur zapieje, czy rankiem. Aby gdy przyjdzie, nie zastał was śpiącymi. To, co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!”

(Ewangelia Marka 13,32-37)

„Rzekł też do uczniów: Przyjdą czasy, kiedy będziecie pragnęli widzieć jeden z dni Syna Człowieczego, a nie ujrzycie. I będą mówić do was: Oto tam, oto tu. Nie chodźcie, ani się tam nie udawajcie. Bo jak błyskawica, gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca nieba aż po drugi, tak będzie i Syn Człowieczy w dniu swoim. Lecz przedtem musi wiele cierpieć i być odrzucony przez to pokolenie. A jak było za dni Noego, tak będzie i za dni Syna Człowieczego. Jedli, pili, żenili się i za mąż wychodzili aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki i nastał potop, i wytracił wszystkich. Podobnie też było za dni Lota: Jedli, pili, kupowali, sprzedawali, szczepili, budowali; a w dniu kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba ogień z siarką i wytracił wszystkich. Tak też będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi.”

(Ewangelia Łukasza 17,22-30)

„I będą znaki na słońcu, księżycu i na gwiazdach, a na ziemi lęk bezradnych narodów, gdy zahuczy morze i fale. Ludzie omdlewać będą z trwogi w oczekiwaniu tych rzeczy, które przyjdą na świat, bo moce niebios poruszą się. I wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłoku z mocą i wielką chwałą. A gdy się to zacznie dziać, wyprostujcie się i podnieście głowy swoje, gdyż zbliża się odkupienie wasze.”

(Ewangelia Łukasza 21,25-28)

„Baczcie na siebie, aby serca wasze nie były ociężałe wskutek obżarstwa i opilstwa oraz troski o byt i aby ów dzień was nie zaskoczył niby sidło; przyjdzie bowiem znienacka na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc, modląc się cały czas, abyście mogli ujść przed tym wszystkim, co nastanie, i stanąć przed Synem Człowieczym.”

(Ewangelia Łukasza 21,34-36)

„Aby serca wasze były utwierdzone, bez nagany, w świątobliwości przed Bogiem i Ojcem naszym na przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa,  ze wszystkimi jego świętymi.”

(I List do Tesaloniczan 3,13)

„Gdyż sam Pan na dany rozkaz, na głos archanioła i trąby Bożej zstąpi z nieba; wtedy najpierw powstaną ci, którzy umarli w Chrystusie.”

(I List do Tesaloniczan 4,16)

„A o czasach i porach, bracia, nie ma potrzeby do was pisać. Sami bowiem dokładnie wiecie, iż dzień Pański przyjdzie jak złodziej w nocy. Gdy mówić będą: Pokój i bezpieczeństwo, wtedy przyjdzie na nich nagła zagłada, jak bóle na kobietę brzemienną, i nie umkną.”

(I List do Tesaloniczan 5,1-3)

„Gdyż sprawiedliwa to rzecz u Boga odpłacić uciskiem tym, którzy was uciskają, a wam, uciskanym, dać odpocznienie wespół z nami, gdy się objawi Pan Jezus z nieba ze zwiastunami mocy swojej, w ogniu płomienistym, wymierzając karę tym, którzy nie znają Boga, oraz tym, którzy nie są posłuszni ewangelii Pana naszego Jezusa. Poniosą oni karę: zatracenie wieczne, oddalenie od oblicza Pana i od mocy chwały jego, gdy przyjdzie w owym dniu, aby być uwielbionym wśród świętych swoich i podziwianym przez wszystkich, którzy uwierzyli, bo świadectwu naszemu uwierzyliście.”

(II List do Tesaloniczan 1,6-10)

„Co się zaś tyczy przyjścia Pana naszego Jezusa Chrystusa i spotkania naszego z nim, prosimy was, bracia, abyście nie tak szybko dali się zbałamucić i nastraszyć, czy to przez jakieś wyrocznie, czy przez mowę, czy przez list, rzekomo przez nas pisany, jakoby już nastał dzień Pański. Niechaj was nikt  w żaden sposób nie zwodzi; bo nie nastanie pierwej, zanim nie przyjdzie odstępstwo i nie objawi się człowiek niegodziwości, syn zatracenia, przeciwnik, który wynosi się ponad wszystko, co się zwie Bogiem lub jest przedmiotem boskiej czci, a nawet zasiądzie w świątyni Bożej, podając się za Boga. Czy nie pamiętacie, że jeszcze będąc u was, o tym wam mówiłem? A wiecie, co go teraz powstrzymuje, tak iż się objawi dopiero we właściwym czasie. Albowiem tajemna moc nieprawości już działa, tajemna dopóty, dopóki ten, który teraz powstrzymuje, nie zejdzie z pola. A wtedy objawi się ów niegodziwiec, którego Pan Jezus zabije tchnieniem ust swoich i zniweczy blaskiem przyjścia swego.”

(II List do Tesaloniczan 2,1-8)

„Gdyż oznajmiliśmy wam moc i powtórne przyjście Pana naszego, Jezusa Chrystusa, nie opierając się na zręcznie zmyślonych baśniach, lecz jako naoczni świadkowie jego wielkości.”

(II List Piotra 1,16)

„Wiedzcie przede wszystkim to, że w dniach ostatecznych przyjdą szydercy z drwinami, którzy będą postępować według swych własnych pożądliwości i mówić: Gdzież jest przyobiecane przyjście jego? Odkąd bowiem zasnęli ojcowie, wszystko tak trwa, jak było od początku stworzenia. Obstając przy tym, przeoczają, że od dawna były niebiosa i była ziemia, która z wody i przez wodę powstała mocą Słowa Bożego przez co świat ówczesny, zalany wodą, zginął. Ale teraźniejsze niebo i ziemia mocą tego samego Słowa zachowane są dla ognia i utrzymane na dzień sądu i zagłady bezbożnych ludzi. Niech to jedno, umiłowani, nie uchodzi uwagi waszej, że u Pana jeden dzień jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień. Pan nie zwleka z dotrzymaniem obietnicy, chociaż niektórzy uważają, że zwleka, lecz okazuje cierpliwość względem was, bo nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz chce, aby wszyscy przyszli do upamiętania. A dzień Pański nadejdzie jak złodziej; wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ziemia i dzieła ludzkie  na niej spłoną.”

(II List Piotra 3,3-10)

„O nich też prorokował Henoch, siódmy potomek po Adamie, mówiąc: Oto przyszedł Pan z tysiącami swoich świętych, aby dokonać sądu nad wszystkimi i ukarać wszystkich bezbożników za wszystkie ich bezbożne uczynki, których się dopuścili, i za wszystkie bezecne słowa, jakie wypowiedzieli przeciwko niemu bezbożni grzesznicy.”

(List Judy 1,14-15)

„Pamiętaj więc, czego się nauczyłeś i co usłyszałeś, i strzeż tego, i upamiętaj się. Jeśli tedy nie będziesz czujny, przyjdę jak złodziej, a nie dowiesz się, o której godzinie cię zaskoczę.”

(Objawienie Jana 3,3)

„Oto przychodzę jak złodziej; błogosławiony ten, który czuwa i pilnuje szat swoich, aby nie chodzić nago i aby nie widziano sromoty jego.”

(Objawienie Jana 16,15)

[FMP].
[/FMP]




DLACZEGO PAN JEZUS PRZYJDZIE POWTÓRNIE?

„I usłyszałem donośny głos z tronu mówiący: Oto przybytek Boga między ludźmi! I będzie mieszkał z nimi, a oni będą ludem jego, a sam Bóg będzie z nimi” (Objawienie Jana 21,3).

Kiedy Pan Jezus przyszedł przed dwoma tysiącami lat na ziemię, to Jego przyjście miało specjalny cel. Pan Jezus sam to powiedział. Posłuchajmy: „Przyszedł bowiem Syn Człowieczy, aby szukać i zbawić to, co zginęło” (Ewangelia Łukasza 19,10). „Nie przyszedłem bowiem wzywać sprawiedliwych, lecz grzeszników” (Ewangelia Mateusza 9,13). „Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służył i oddał życie swoje na okup za wielu” (Ewangelia Mateusza 20,28). „Ja jestem dobry pasterz. Dobry pasterz życie swoje kładzie za owce” (Ewangelia Jana 10,11).

Powtórne przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa jest nie mniej ważne    i posiada szczególne znaczenie. Posłuchajmy, co na ten temat mówi Pismo Święte: „Albowiem jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy zostaną ożywieni. A każdy w swoim porządku: jako pierwszy Chrystus, potem ci, którzy są Chrystusowi w czasie jego przyjścia” (I List do Koryntian 15,22-23). „Gdyż sam Pan na dany rozkaz, na głos archanioła i trąby Bożej zstąpi z nieba; wtedy najpierw powstaną ci, którzy umarli w Chrystusie, potem my, którzy pozostaniemy przy życiu, razem z nimi porwani będziemy w obłokach w powietrze, na spotkanie Pana; i tak zawsze będziemy z Panem. Przeto pocieszajcie się nawzajem tymi słowy” (I List do Tesaloniczan 4,16-18). „To jest pierwsze zmartwychwstanie. Błogosławiony i święty ten, który ma udział     w pierwszym zmartwychwstaniu; nad nimi druga śmierć nie ma mocy, lecz będą kapłanami Boga i Chrystusa i panować z nim będą przez tysiąc lat” (Objawienie Jana 20,5-6). Obietnice Boże wypełnią się. Błogosławiona chwila zmartwychwstania nadejdzie. A kiedy tu i tam otworzy się grób, to ci, którzy zasnęli w Chrystusie, zmartwychwstaną w nowym przemienionym ciele na głos trąby Bożej. A wraz z nimi, w tym samym ułamku sekundy, przemienieni zostaną wszyscy żyjący na ziemi, którzy przyjęli Pana Jezusa Chrystusa jako swojego osobistego Zbawiciela.

Zmartwychwstanie to jest potwierdzeniem zwycięstwa nad śmiercią, dokonanego przez Syna Bożego. Pierwsze zmartwychwstanie i przemienienie dotyczy ludzi prawdziwie wierzących. Niepojednani z Bogiem pozostaną  w grobach i zmartwychwstaną dopiero na Sąd Ostateczny po tysiącletnim Królestwie założonym przez Pana Jezusa Chrystusa. Ci, którzy zasnęli pojednani z Bogiem, zmartwychwstaną i w przemienionych ciałach wyjdą na spotkanie z Panem. Nastąpi spotkanie Oblubienicy z Oblubieńcem. Wówczas nastąpi wypełnienie obietnicy, darowanej nam przez samego Pana. Posłuchajmy: „A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli” (Ewangelia Jana 14,3).

I wreszcie Kościół Jezusa Chrystusa wszystkich czasów i ziem po raz pierwszy połączy się razem. Nastąpi wielka radość ze spotkania z Jezusem i ze swoimi bliskimi. Pan Jezus przyjdzie i zabierze Swój Kościół przed panowaniem „antychrysta” i przed nastaniem wielkiego ucisku. Z chwilą zabrania Kościoła z ziemi, potwierdzą się słowa Pana Jezusa: „Dana mi jest wszelka moc na niebie i na ziemi” (Ewangelia Mateusza 28,17). Po wielkim ucisku, po wypełnieniu się Bożych planów, Syn Boży przyjdzie znowu, ażeby założyć tysiącletnie Królestwo pokoju na ziemi. Tysiącletnie Królestwo na ziemi nie jest wytworem ludzkiej fantazji, lecz potwierdzeniem biblijnych prawd i obietnic. W Biblii czytamy w wielu miejscach o tym Królestwie. Anielskie posłannictwo, mówiące o pokoju na ziemi, wypełni się całkowicie. Powstanie tego Królestwa będzie błogosławieństwem dla umęczonej ziemi  i stanie się odczuwalne w całej naturze. Posłuchajmy, co na ten temat piszą prorocy, Izajasz i Zachariasz: „Niech się rozweseli pustyni i spieczona ziemia; niech się rozraduje i zakwitnie step!” (Księga Izajasza 35,1). „Zamiast głogu wyrośnie cyprys, zamiast pokrzywy wyrośnie mirt. I będzie to dla Pana chlubą, znakiem wiecznym, który nie zniszczeje” (Księga Izajasza 55,13). „I będzie wilk gościem jagnięcia, a lampart będzie leżał obok koźlęcia, cielę i lwiątko, i tuczne bydło będą razem, a mały chłopiec je poprowadzi. Krowa będzie się pasła z niedźwiedzicą, ich młode będą leżeć razem, a lew będzie karmił się słomą jak wół. Niemowlę bawić się będzie nad jamą żmii, a do nory węża wyciągnie dziecię swoją rączkę. Nie będą krzywdzić ani szkodzić na całej mojej świętej górze, bo ziemia będzie pełna poznania Pana jakby wód, które wypełniają morze” (Księga Izajasza 11,6-9). „I będzie Pan królem całej ziemi. W owym dniu Pan będzie jedyny i jedyne będzie jego imię” (Księga Zachariasza 14,9).   A my Jego wybrani, będziemy Jego kapłanami i będziemy z Nim współrządzić. Będzie to błogosławiony czas. I wypełnią się w pełni słowa modlitwy Pańskiej, Królestwo Jego stanie się na Ziemi faktem dokonanym. Imię Jego będzie w pełni uświęcone. Dziać się będzie Jego wola. Owego błogosławionego pokoju szatan nie będzie zakłócał. Potwierdza to św. Jan w swoim Objawieniu: „I widziałem anioła zstępującego z nieba, który miał klucz od otchłani i wielki łańcuch w swojej ręce. I pochwycił smoka, węża starodawnego, którym jest diabeł i szatan, i związał go na tysiąc lat. I wrzucił go do otchłani, i zamknął ją, i położył nad nim pieczęć, aby już nie zwodził narodów, aż się dopełni owych tysiąc lat. Potem musi być wypuszczony na krótki czas” (Objawienie Jana     20,1-3).

I wówczas szatan w krótkim okresie czasu spowoduje doświadczenie tych wszystkich, którzy na ziemi przeżywali owe błogosławione tysiąc lat w Królestwie pokoju. Po tym doświadczeniu, zostanie ponownie pochwycony  i wrzucony zostanie w ognisty piec i znajdzie w nim zapłatę za swoje postępowanie. A potem przyjdzie Sąd Ostateczny. I zmartwychwstaną i staną przed Bożą sądową stolicą wszyscy umarli od początku świata i wszyscy wówczas jeszcze żyjący. I otwarte będą tam księgi i żaden grzech nie będzie tam zapomniany,

Ci, którzy nie pojednali się już tu, na ziemi z Bogiem, skazani zostaną na wieczne potępienie i odejdą do miejsca przeznaczonego dla szatana i jego aniołów. Pan Jezus powiedział: „Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie” (Ewangelia Jana 14,6). Kto w okresie łaski nie przyjął Go jako swojego osobistego Zbawiciela, ten spotka się z Nim na Sądzie Ostatecznym. Natomiast ten, którego imię zostało zapisane w Księdze Życia, wejdzie do Królestwa chwały Bożej i pozostanie z Nim na wieki.

                                                                           K. M.

[FMP].
[/FMP]




PAN POWRÓCI!

Powrót Pana Jezusa jest wspomniany 318 razy w 260 rozdziałach Nowego Testamentu, czyli średnio co 25 wersetów. Pierwszym, który to zwiastował był Henoch, siódmy potomek po Adamie (I Księga Mojżeszowa 5,21; List Judy 1,14), a ostatnie słowa Pana Jezusa Chrystusa w Nowym Testamencie dotyczą Jego powrotu (Księga Objawienia 22,20). Prawie każda z 27 ksiąg Nowego Testamentu o tym wspomina. Jest to zatem bardzo ważny temat.

Pan Jezus Chrystus powróci osobiście, zanim zacznie tysiącletnie panowanie nad Ziemią.

Nowy Testament dzieli się na cztery części: Ewangelie, Dzieje Apostolskie, Listy Apostolskie i Objawienie. Popatrzmy na wersety zawarte w poszczególnych częściach Nowego Testamentu.

Chrystus obiecał, że powróci

Chrystus powiedział do Swoich uczniów, że idzie przygotować im miejsce, a jeśli pójdzie i przygotuje im miejsce, przyjdzie znowu i weźmie ich do Siebie (Ewangelia Jana 14,2-3). Tę obietnicę dał w noc przed Swoją śmiercią, aby dodać im otuchy. Niektórzy wierzą, że ta obietnica odnosi się do Dnia Pięćdziesiątnicy; inni mówią, że oznacza ona, że Pan przychodzi do każdego wierzącego w chwili śmierci. Zapytajmy więc: skąd wiemy, że Chrystus nie miał na myśli Dnia Pięćdziesiątnicy?

Przeczytaj Dzieje Apostolskie 3,20; I List do Koryntian 1,7 i odpowiedz na dwa pytania:

1)      Kto pośle Pana Jezusa z powrotem na ziemię?

2)      Kto będzie wówczas objawiony?

Pan Jezus nie miał również na myśli śmierci, kiedy mówił o Swoim powrocie. Śmierć jest przeciwieństwem Jego powrotu. Przyjście Chrystusa zmieni wszystko to, co śmierć robiła z ciałami Bożego ludu minione 6000 lat!

Nasz Pan musi powrócić! Obiecał to i nie może złamać Swojego słowa.

Ten, który powraca

Wróćmy znowu do Dziejów Apostolskich – jedynej księgi historycznej Nowego Testamentu. W wierszach 9-11 pierwszego rozdziału widzimy Tego, który przyjdzie znowu. Pan Jezus powróci w ten sam sposób, w jaki został wzięty do nieba. Izaak wyszedł na spotkanie Rebeki, swojej oblubienicy (I Księga Mojżeszowa 24,63) i Pan Jezus Chrystus przyjdzie znowu po Swój Kościół. Właśnie to jest nadzieją i oczekiwaniem Kościoła (List do Tytusa 2,13).

Dlaczego Chrystus powróci

Z trzech powodów:

             1)  aby pokazać, że Jego deklaracje były prawdziwe;

             2)  aby zabrać wierzących do nieba;

             3)  aby panować nad ziemią.

1) Aby pokazać, że Jego deklaracje były prawdziwe. Podczas rozprawy sądowej, gdy arcykapłan zaklinał Go na Boga, Pan Jezus powiedział, że jest Synem Bożym, że będzie siedział po prawicy mocy Bożej i przyjdzie znowu na obłokach nieba (Ewangelia Mateusza 26,64). Mówił o tym kilka razy, kiedy był na ziemi i powróci, aby pokazać, że mówił prawdę.

2) Aby zabrać wierzących do nieba, zarówno starotestamentowych świętych, jak i tych z czasów Kościoła. Więcej szczegółów dotyczących tego zagadnienia znajdziesz w I Liście do Koryntian 15,51-58; Liście do Filipian 3,20-21; i I Liście do Tesaloniczan 4,13-18. Upewnij się czy przeczytałeś te wersety, które wyjaśniają obietnicę Zbawiciela z Ewangelii Jana 14 rozdziału. To wydarzenie nazywa się „pochwyceniem” i odbędzie się w tajemnicy i nagle. Pan Jezus zabierze Swój lud, a pozostałych ludzi zostawi tutaj na ziemi.

3) Aby panować nad światem. Powtórne przyjście Chrystusa składa się z dwóch części. Najpierw przyjdzie w sposób ukryty, a później w sposób jawny.

Jego pierwsze przyjście również składało się z dwóch części: pierwszej ukrytej i drugiej publicznej. Przyszedł skrycie do Betlejem i był witany tylko przez pasterzy, mędrców i kilku innych ludzi. Przyszedł jawnie, kiedy wszedł do Jerozolimy jako Król i zobaczyły Go tysiące ludzi (Ewangelia Mateusza 21,1-9).

W ukrytej części Jego powtórnego przyjścia, wszyscy umarli święci powstaną z martwych, a wszyscy żyjący święci będą przemienieni. Pan Jezus spotka ich w powietrzu i weźmie ze Sobą do nieba (I List do Tesaloniczan 4,17). Później, kiedy przyjdzie jawnie, przyjdzie nie tylko na powietrze, ale także na ziemię i stanie na Górze Oliwnej (Księga Zachariasza 14,4).

Pewnego dnia, gdy Pan Jezus był na Górze Oliwnej, powiedział do Swoich uczniów, że przyjdzie znowu na obłokach niebieskich razem ze wszystkimi aniołami i całym Swoim ludem (Ewangelia Mateusza 24,30; 25,31; I List do Tesaloniczan 3,13). Stanie się to przy końcu Wielkiego Ucisku. Nikczemni władcy tego świata będą musieli przerwać prześladowania małej grupy wierzących Żydów, ponieważ Chrystus zbawi Swój lud.

Wtedy Chrystus będzie sądził wszystkie narody ziemi (Ewangelia Mateusza 25,31-46). Wszyscy ci, którzy buntowali się przeciwko Bogu, będą posłani na wieczną karę razem z szatanem, ich przywódcą. Wówczas to Chrystus założy Swoje Tysiącletnie Królestwo z Jerozolimą jako stolicą i będzie rządzić nad ziemią przez co najmniej 1000 lat (Księga Objawienia 20,1-6). Potem szatan zostanie wypuszczony na krótko ze swojego więzienia – Księga Objawienia 20,7. Przeczytaj także Księgę Izajasza 2,1-5; 4,2-6; 11,1-9; 35,1-10; Księgę Amosa 9,13-15; Księgę Micheasza 4,3. Te wersety powiedzą ci więcej na temat Tysiącletniego Królestwa (Millenium).

Jak możemy być gotowi na powrót Chrystusa

Powinniśmy zawsze pamiętać, że Pan Jezus może przyjść w każdej chwili. To pomoże nam żyć czystym i świętym życiem (I List Jana 3,3). Mamy nadzieję, że Pan nasz przyjdzie wkrótce. Ta nadzieja sprawi, że będziemy bardziej wytrwali (List Jakuba 5,7-8) i pomoże nam modlić się (I List Piotra 4,7). Pomoże nam w staraniu, aby zasłużyć na wieniec  (II List do Tymoteusza 4,5-8), napełni nasze serca pokojem (List do Filipian 4,5-7) i będzie pobudzać do stałego zwiastowania poselstwa o Panu Jezusie Chrystusie (II List do Tymoteusza 4,1-2). Powinniśmy być stale zajęci pracą dla Pana, bo On przyjdzie wkrótce, zbada nas i nagrodzi za naszą służbę (I List do Koryntian 15,58).

[FMP].
[/FMP]




JEZUS CHRYSTUS JAKO PAN

Wierzę, że stwierdzenie: „Jezus jest Panem” to główna fasada doktryny chrześcijańskiej. Jeśli widzimy i uznajemy Jezusa jako Pana, to cała nasza chrześcijańska doktryna, postępowanie i doświadczenie zazębiają się i znajdujemy sekret scalający życie chrześcijańskie. Panowanie Jezusa jest doktryną wyzwalającą w cudowny sposób. Gdy Jezus jest Panem, my jesteśmy cali i wolni.

Kiedy uznajemy Jezusa jako Pana, nasza relacja względem Niego jest właściwa (List do Rzymian 14,7-9). Całość naszych ludzkich doświadczeń koncentruje się na Jezusie Chrystusie. Jeżeli jesteśmy ludźmi wierzącymi, nic nie pozostaje poza sferą Jego władzy (panowania). „Na to bowiem Chrystus umarł i ożył, aby…” (List do Rzymian 14,9). Aby co zrobić? Przypuśćmy, że nie znasz tego wersetu i powiedziałeś – „aby zaspokoić pustkę”. 99 procent chrześcijan powiedziałoby – „aby zbawić”. Czyż nie umarł i nie zmartwychwstał, żeby być naszym Zbawicielem? A jednak Paweł mówi co innego: „aby… panować” (List do Rzymian 14,9).

W niektórych chrześcijańskich środowiskach wciąż pokutuje takie myślenie: można przyjąć Jezusa jako Zbawiciela i na nieokreślony czas odkładać kwestię Jego panowania. Nowy Testament nie zna takiego podrabianego chrześcijaństwa. Jest tylko jeden Jezus Chrystus, jest to nasz Pan i Zbawiciel Jezus Chrystus, a odpowiedź dana Jezusowi jest odpowiedzią udzieloną Jezusowi – tak naszemu Zbawicielowi, jak i Panu. On tylko dlatego może być naszym Zbawicielem, że On jest Panem. Z tej pozycji, jaką zajmuje po prawicy Ojca, usprawiedliwia grzesznika, który wierzy, i udziela nam Ducha Świętego, ponieważ ma władzę (autorytet), aby to uczynić.

Wierzący człowiek, kiedy znajdzie się w niebie, nie będzie wyrażał niechętnie zgody na to, że Jezus jest Panem. Ale Jezus umarł i zmartwychwstał po to, by być nie tylko Panem umarłych, lecz i żywych. Nasze chrześcijańskie życie na ziemi ma być zbliżone jak najbardziej do uwielbionego życia wierzącego człowieka w Niebie. To oznacza całkowite poddanie się panowaniu Jezusa, ofiarowanie Mu całkowitego i radosnego, a nie niechętnego posłuszeństwa.

Po drugie, kiedy uznajemy Jezusa jako Pana, nasze relacje z innymi ludźmi są właściwe. Czy znasz 14 rozdział Listu do Rzymian? Mówi on głównie o „słabszych braciach”. Słabszy brat to wierzący o słabo rozwiniętym lub nadwrażliwym sumieniu. W zborze czy w zborach Rzymu byli chrześcijanie o słabszym sumieniu i tacy, których sumienie było mocne. Niektórzy uważali, że pewne dni są lepsze i ważniejsze od pozostałych, inni wszystkie dni traktowali jednakowo.

Oczywiście, musimy być zgodni co do głównych doktryn i wszystkich zasad wiary. Ale nie ma powodu, żebyśmy nie mieli się różnić w sprawach o mniejszym znaczeniu. Nie będziemy całkowicie zgodni, dopóki nie pójdziemy do Nieba, więc musimy uczyć się wzajemnej tolerancji w chrześcijańskiej rodzinie.

Tym, co niepokoiło apostoła Pawła, było nie tyle istnienie różnic, ile nastawienie, jakie wierzący mieli do siebie nawzajem z powodu spraw, które ich różniły. Gardzili sobą i osądzali się wzajemnie.

Ale nie jest naszą sprawą pogardzać kimkolwiek ani wydawać sąd o sługach Chrystusa. Paweł dobrowolnie mógł ograniczyć własną wolność sumienia ze względu na słabość brata czy siostry, aby nie byli zmuszeni w jakiejkolwiek sprawie postąpić wbrew swemu sumieniu.

Sekret naszych relacji z innymi w Kościele Chrystusa, zwłaszcza gdy różnimy się między sobą, polega na tym, że Jezus Chrystus jest Panem. Wzgardzenie czy wydanie sądu o współwierzących to nie tylko naruszenie społeczności. Jest to zaprzeczenie faktu, że Jezus jest Panem. Muszę zadać sobie pytanie, kim ja jestem, że biorę na siebie rolę pana i sędziego w stosunku do innego wierzącego. Muszę pragnąć, aby Jezus Chrystus był nie tylko moim Panem i Sędzią, ale też Panem i Sędzią mojego brata w Chrystusie. Oni są przed Nim odpowiedzialni i nie wolno mi wtrącać się w sferę panowania Chrystusa nad innymi wierzącymi.

Po trzecie, jeśli uznajemy Jezusa jako Pana, to właściwe są także nasze relacje ze światem, tak, właśnie z tym świeckim, niewierzącym, odrzucającym Chrystusa światem. Przeczytaj 11 werset 14. rozdziału Listu do Rzymian. Kontekstem (14,10-12) jest tu sąd. Każdy z nas będzie musiał zdać sprawę przed Chrystusem-Panem i Chrystusem-Sędzią, i dlatego nie wolno nam być panami i sędziami dla siebie nawzajem. Jednakże te słowa wywołują dalsze skojarzenia.

W Liście do Filipian 2,9-11 czytamy, że Bóg wywyższył Jezusa, aby na Jego imię „zginało się wszelkie kolano… i aby wszelki język wyznawał, że Jezus Chrystus jest Panem”. Co więc jest najwyższą motywacją misji? Uniwersalne panowanie Jezusa. Bóg wywyższył Jezusa  i posadził Go na tronie po Swojej prawicy. Bóg dał Mu władzę nad wszystkimi ludźmi, aby każde kolano ugięło się przed Nim i każdy język wyznał Go jako Pana.

Bóg uczynił Jezusa Panem wszystkiego przez akt stworzenia, ale też przez Jego śmierć i zmartwychwstanie, i wniebowstąpienie, i intronizację po prawicy Bożej. On umarł i zmartwychwstał, by „nad umarłymi i nad żywymi panować” (List do Rzymian 14,9). Chcę więc zapytać, czy Jezus umarł i zmartwychwstał nadaremnie?

Ta kluczowa doktryna, doktryna o panowaniu Jezusa, jest jak ostatni element układanki, zwornik łuku architektonicznego, ostatnia cyfra otwierająca zamek sejfu. Jeśli uznajemy Jezusa jako Pana, wszystko inne znajduje się na swoim miejscu. Nasze relacje z Nim, ze sobą nawzajem i ze światem są właściwe.

Czy Jezus Chrystus jest Twoim Panem? Czy też w jakiś sposób zaprzeczasz Jego panowaniu? Odrzucać Jego nauczanie, być nieposłusznym Jego moralnym przykazaniom, buntować się przeciw Jego opatrznościowej woli – wszystko to oznacza zaparcie się faktu, że Jezus jest Panem. Kontrolować innych chrześcijan, gardzić bratem czy osądzać go – to tyle, co zaprzeć się prawdy o Jezusie jako Panu. Nie robić nic na rzecz chrześcijańskiej misji na terenach, gdzie On nie jest uznawany – to znaczy wyprzeć się Jego panowania. A zapierać się władzy Jezusa pod jakimkolwiek względem – to stanąć w sprzeczności z celem, dla którego On umarł i zmartwychwstał.

Czy poddasz Mu to wszystko, co ukrywałeś przez lata, bez względu na to, ile Cię to będzie kosztowało?

John R. W. Stott

[FMP].
[/FMP]




CZAS JEST KRÓTKI

„I rzecze do mnie: Nie pieczętuj słów proroctwa tej księgi! Albowiem czas bliski jest” (Objawienie Jana 22,10).

Biblia uczy nas, że czas jest krótki. Uczeni atomiści przepowiadają koniec dziejów. Media pełne są pesymistycznych przewidywań. Coś wewnątrz nas również mówi, że czas jest krótki. Czy kiedykolwiek myśleliście o końcu dziejów ludzkości? Od czasów Pana Jezusa do – mniej więcej – roku 1830 człowiek nie podróżował szybciej od galopującego konia. W roku 1961 człowiek wyleciał w przestrzeń okołoziemską latając z szybkością ok. 40 tys. kilometrów na godzinę. Jak szybko przybliżyliśmy się do końca dziejów?!

Współczesny człowiek „stawia”, przede wszystkim na technikę. Technika jednak nie ma zasad moralnych, a bez hamulców moralnych człowiek wcześniej czy później sam siebie zniszczy. Tylko Bóg może dać człowiekowi siłę moralną i moralne hamulce. Podczas gdy świat trzęsie się i kurczy, musimy pamiętać, że Bóg nigdy się nie zmienia. On jest Ten sam, jakim był tysiące lat temu i będzie taki sam za tysiące lat w przyszłości. Jesteśmy podobni do koników polnych. Pojawiamy się, poskaczemy trochę na ziemi i przemijamy. „Ale Ty, Panie, trwasz na wieki” (Psalm 102,13). „Od wieków na wieki Tyś jest, o Boże!” (Psalm 90,2).

To, co się jednak obecnie dzieje na świecie, bynajmniej nie zadziwia Boga. Bóg ma Swój plan dla tego świata i chce umieścić Ciebie i mnie w Swoim planie. Jednak diabeł ma również plan dla tego świata. Od Ciebie więc zależy, w którym planie chcesz być ujęty. Ty musisz wybrać, do którego planu chcesz być włączony.

Biblia powiada, że  życia nasze trwa 70 lat, a czasami lat 80. Pierwszych piętnaście lat spędzamy na dzieciństwie i wczesnej młodości. Przeciętnie dwadzieścia lat spędzamy w łóżku (na spanie). W ostatnich pięciu latach zaczynają pojawiać się pierwsze zjawiska fizyczne ograniczające naszą sprawność fizyczną. Pozostaje nam 30 lat życia jako dorośli ludzie. Z tego musimy odjąć czas na jedzenie i załatwianie różnych formalności, na pracę zawodową. Pozostaje nam 15 lat. Z tych 15 lat niektórzy przeznaczają 7 lat na oglądanie telewizji i czytanie gazet. Zostaje nam właściwie ok. 7-8 lat do swobodnego dysponowania. Nasz czas jest strasznie krótki! Czas, który możemy zużyć dla Boga w twórczym działaniu, w zdobywaniu innych dla Chrystusa jest przerażająco krótki! Biblia pyta: „Czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika” (List Jakuba 4,14).

Codzienne wydarzenia mówią nam, w jakich okolicznościach płynie nasze życie. Na każdym kroku spotykamy się z grzechem we wszelkiej postaci. Sami często jesteśmy nim tak owładnięci, że wydaje się nam, iż tak być musi. Pismo Święte mówi, że mamy „wykupywać czas”. Jeśli mamy wykupywać czas dla Boga, musimy coś za to zapłacić. Jak spędzasz ten krótki czas, który masz na tej ziemi? Czy chodzisz według ciała, to znaczy według swoich egoistycznych pragnień i zamiarów, czy też według Ducha, to znaczy według woli Bożej i pod kierownictwem Ducha Świętego? Jezus miał codziennie dokładnie taką samą ilość czasu, jak my. Nie miał wielu lat do wykonania Swojej misji, a jednak chodził w pokoju i bez pośpiechu. Byli ludzie, którzy mieli być uzdrowieni, nakarmieni, nauczeni, którym musiała być głoszona Ewangelia. Miał tylko 3 lata, aby to wszystko wykonać. A jednak nie widzimy Go śpieszącego się lub biegnącego.

Robert Moffat, wielki misjonarz w Afryce, powiedział: „Mamy całą wieczność do świętowania naszych zwycięstw, lecz tylko krótką godzinę przed zachodem słońca, w której możemy odnieść te zwycięstwa”. Tak, mamy godzinę przed zachodem słońca do zdobycia naszego pokoju z Bogiem. Czas jest bliski.

Jezus powiedział: „Musimy wykonywać dzieła tego, który mnie posłał, póki dzień jest; nadchodzi noc, gdy nikt nie będzie mógł działać” (Ewangelia Jana 9,4). Przy końcu Swego życia Jezus powiedział: „Dokonałem dzieła, które mi zleciłeś, abym je wykonał” (Ewangelia Jana 17,4).

Krótkość czasu wymaga od nas natychmiastowego działania. Biblia mówi: „Oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia” (II List do Koryntian 6,2).

Czas nie tylko dopinguje, czas również ostrzega! Któregoś dnia będzie   za późno dla naszych dusz. Nie będzie czasu na zastanawianie się  i niezdecydowanie. Diabeł powiada: zrobisz to w innym czasie, w innym miejscu, nie teraz… O, nie! Czas jest krótki! Bank, nazywający się „czasem” – codziennie otwiera nam nowy kredyt, ale niewykorzystany kredyt przepada. Diabeł daje nam tysiące wymówek i to nawet takich, które przedtem w ogóle nie przychodziły nam do głowy.

Zapraszam cię do przyjścia do Pana – dzisiaj! Do oddania Mu swego serca, życia, talentów i sił. Jeśli przyjmiesz Go, będziesz naśladował Go potem w posłuszeństwie. Czy jednak zechcesz przyjść?

Billy Graham

[FMP].
[/FMP]




MŁODOŚĆ I STAROŚĆ Z PUNKTU WIDZENIA CHRZEŚCIJANINA

Człowiek młody ma przed sobą wielką szansą, a młodość jest wspaniałym okresem życia. Jest to czas rozwoju, marzeń, aktywności i silnej woli dążenia naprzód, czas dojrzewania i przygotowania do życia. Jeżeli człowiek już w młodości jest chrześcijaninem i zdaje sobie sprawę ze swojego osobistego stosunku do Pana Jezusa, to jest to szczególnym błogosławieństwem. Wtedy bowiem można wiele zrobić dla Pana. Ma się przed sobą całe życie z Nim i dla Niego, co jest wielką szansą, którą jednak bardzo łatwo można zmarnować. Młodzi chrześcijanie nie powinni przy tym zapominać, że i oni również będę kiedyś starzy.

Lata starsze i starość mogą być także piękne. Wielu, a raczej zapewne większość ludzi żałuje, że są już starzy. Tak samo wielu młodych chciałoby już mieć nieco więcej lat. Im bowiem człowiek jest starszy, tym jest dojrzalszy, mądrzejszy i bardziej doświadczony. Na starości, jak zresztą na młodości również, spoczywa nielada obowiązek. Jej zadaniem jest bowiem być wzorem i przewodnikiem, służyć pomocą i radą, gdy ktoś o nią prosi, a czasem nawet gdy nie prosi. Oznaką mądrości i zdolności wczuwania się w położenie innych jest umiejętność rezygnacji i wycofania się w razie potrzeby.

Trudna sytuacja powstaje wtedy, gdy pokolenia nie mogą się zrozumieć, gdy zamiast zgodnego współżycia występują ostre przeciwieństwa. Pewne spięcia są rzeczą naturalną. Natomiast przerost napięć występuje, nawet w środowisku chrześcijan, wszędzie tam, gdzie zasada miłości i zrozumienia ustępuje miejsca zarozumiałości i samozadowoleniu. Doprowadzenie do harmonijnego współżycia pokoleń jest zatem zadaniem obu stron. Jeżeli tu właśnie udowodnią wyraźnie, że są chrześcijanami, będzie to wspaniałym świadectwem danym przed światem.

Cytaty z Biblii:

Księga Joba 12,12: „U sędziwych jest mądrość, a w długim życiu nabywa się roztropności”.

Psalm 90,12: „Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy posiedli mądre serce!”

Psalm 148,12-13: „Młodzieńcy, a także dziewice, starcy razem z dziećmi. Niech chwalą imię Pana, bo samo jego imię jest wzniosłe, chwała jego jest nad ziemią i niebem!”.

Księga Kaznodziei Salomona 11,9: „Raduj się, młodzieńcze, w swojej młodości i bądź dobrej myśli, póki jesteś młody. Postępuj tak, jak każe ci serce, i używaj, czego pragną twoje oczy. Lecz wiedz, że za to wszystko pozwie cię Bóg na sąd”.

Księga Kaznodziei Salomona 12,1: „Pamiętaj o swoim Stwórcy w kwiecie swojego wieku, zanim nadejdą złe dni i zbliżą się lata, o których powiesz: Nie podobają mi się”.

I List Piotra 5,5: „Podobnie, młodsi, bądźcie ulegli starszym; wszyscy zaś przyobleczcie się w szatę pokory względem siebie, gdyż Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje”.

CHRZEŚCIJANIN A KRYZYSY ŻYCIOWE

Chrześcijanie, żyjąc na tym świecie, również przeżywają chwile kryzysu. Jednakże postawa ich pochodząca z innych niż ziemskie obszarów, mająca swój fundament w Jezusie, ich Panu, sprawia, że patrzą na to inaczej. Naturalnie i oni również ulegają pokusie, żeby wytrwale pełnić obowiązki jedynie ze strachu przed konsekwencjami ucieczki. Natomiast tam, gdzie inni ludzie stają u kresu sił, chrześcijanie – bezpieczni w Bogu – wiedzą, że w każdej chwili mają możliwość zacząć na nowo – z Nim. Przede wszystkim jednak znają sens i cel życia. Siły swoje czerpią z niewyczerpanego źródła. Wielkość brzemienia, jakie mogą unieść, określa ich Pan. Oczywiście poznanie takie dane jest tylko tym, którzy obcują na co dzień ze Słowem Bożym, trwając w modlitwie.

W sytuacji, z której inni ludzie nie widzą wyjścia, my jako chrześcijanie, szukamy pomocy wyłącznie w niewidzialnym obcowaniu z naszym osobistym Panem. Przytłoczeni brzemieniem i atakowani chwilami przez strach, mamy uzasadnioną i wspaniałą szansę przezwyciężenia każdego kryzysu pod kierownictwem Zbawiciela, który dokładnie zna granice wytrzymałości każdego człowieka.

Cytaty z Biblii:

 V Księga Mojżeszowa 8,17-18: „Abyś nie mówił  w swoim sercu: Moja moc i siła mojej ręki zdobyła mi to bogactwo. Pamiętaj, że to Pan, Bóg twój, daje ci siłę do zdobywania bogactwa”.

Psalm 139,5.23-24: „Ogarniasz mnie z tyłu i z przodu i kładziesz na mnie rękę swoją. Badaj mnie, Boże, i poznaj serce moje, doświadcz mnie i poznaj myśli moje! I zobacz, czy nie kroczę drogą zagłady, a prowadź mnie drogą odwieczną!”.

Psalm 138,3: „W dniu, gdy cię wzywałem, wysłuchałeś mnie, dodałeś mocy duszy mojej”.

List do Kolosan 3,23-24: „Cokolwiek czynicie, z duszy czyńcie jako dla Pana, a nie dla ludzi, wiedząc, że od Pana otrzymacie jako zapłatę dziedzictwo, gdyż Chrystusowi Panu służycie”.

[FMP].
[/FMP]




NA ZMIANĘ ROKU

„Przeklęty mąż, który na człowieku polega i z ciała czyni swoje oparcie, a od Pana odwraca się jego serce!” (Księga Jeremiasza 17,5).

Jeśli i Twoje plany życiowe oparte są na człowieku, to i Ciebie może spotkać gorzkie rozczarowanie. Pismo Święte przypomina nam, że czas łaski Bożej jeszcze trwa i że droga do Boga jest jeszcze otwarta, lecz z czasem zamknie się dla tych, którzy nie wierzą. Dlatego psalmista powiedział w Psalmie 145, że szczęśliwi są ci, którzy w Bogu pokładają swoją nadzieję. Mieć nadzieję w Bogu na życie wieczne w Bożej chwale z Nim, to wielki przywilej i radość.

Częstymi gośćmi na dworze Fryderyka Wielkiego byli znani ówcześni filozofowie. Jeden z nich podczas opowiadania bezbożnego dowcipu powiedział: „Sprzedam za pokaźną sumę swój udział w niebie”. Nikt na tę ofertę nie odpowiedział. Ale po pewnym czasie znajdujący się tam wierzący radca prawny tak mu wyjaśnił: „Każdy, który oferuje jakąś własność do sprzedaży musi w jakiś sposób udowodnić, że jest właścicielem lub mieć dokumenty upoważniające go do sprzedaży. Przedstaw więc, jakie masz uprawnienia na miejsce w niebie”. Żartowniś nie umiał dać żadnej odpowiedzi. A jaką Ty byś dał odpowiedź?

Człowiekowi wierzącemu najlepiej opierać się na słowach Pana Jezusa, który tak modlił się: „Ojcze! Chcę, aby ci, których mi dałeś, byli ze mną, gdzie Ja jestem” (Ewangelia Jana 17,24). Dlatego wiara i społeczność z Panem Jezusem uprawnia nas do miejsca w niebie. Miejmy wiarę, zachowajmy ją w sercu i z nią bez bojaźni idźmy w tym Nowym Roku, a Boże Błogosławieństwo będzie z nami.                                                                      

K. M.

[FMP].
[/FMP]