„I ODPUŚĆ NAM NASZE WINY…” (Ewangelia Mateusza 6,12)

Każdego człowieka Bóg obdarzył sumieniem. Znający i nieznający żywego Boga, mają w sobie prawo wewnątrz pisane i to – między innymi – tak bardzo nas różni od innych, żyjących na ziemi, stworzeń. Poczucie winy jest objawem naturalnym i powszechnym, niezależnie od pochodzenia, stanowiska i warunków w jakich dany człowiek się znajduje. Wprawdzie bywają ludzie posiadający bardziej lub mniej wyczulone sumienie, ale nie ma ludzi pozbawionych całkowicie tego wewnętrznego głosu, który nas samych osądza: czy czynimy dobrze, czy źle. Można na pewien czas zagłuszyć ten głos, ale wcześniej czy później odezwie się jego wołanie i wtedy nikt nie zdoła uciec od wyrzutów własnego sumienia. W historii ludzkości są znane przypadki, gdy ludzie – wydawałoby się – całkowicie pozbawieni sumienia, nagle bez przyczyn zewnętrznych, właśnie pod wpływem wewnętrznego wołania, aby się uwolnić od ciężaru winy, przyznawali się do popełnionych czynów zbrodni.
Są sprawy, których mimo najlepszych chęci i starań nie da się naprawić, wynagrodzić, doprowadzić do stanu pierwotnego i wtedy pozostaje tylko jedno jedyne – odpuszczenie winy! Jest to w tym przypadku wymazanie, nie przekreślenie, ale wymazanie tego, co było w życiu człowieka niewłaściwe. Jak na każdy dzień potrzebujemy „chleba powszedniego” tak też każdego dnia potrzebujemy i tego: „odpuść nam nasze winy”!
W Modlitwie Pańskiej prośba „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”, podana jest bez specjalnie postawionego warunku. Bóg daje chleb wszystkim, bez różnicy i bez uzależnienia od spełnienia jakiegoś dodatkowego wymagania. Natomiast odpuszczenie naszych (moich) win jest uzależnione i wyrażone słowami „…jak i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Warunek ten, niejednokrotnie jest bardzo trudny do wykonania, a często nawet, w ogóle, nie jest brany pod uwagę, gdy – może tylko automatycznie – Modlitwę Pańską powtarzamy z przyzwyczajenia. Jeszcze bardziej niebezpieczny stan naszego życia występuje wówczas, gdy się nam wydaje, że warunek ten nas nie dotyczy, ponieważ my win nie mamy. Wtedy nie zwracamy się do Boga z prośbą o udzielenie nam łaski odpuszczenia naszych win, ponieważ jesteśmy bardzo zajęci sprawą wyjmowania źdźbła z oka brata naszego, a przy tej czynności wcale nam nie przeszkadza belka w naszym własnym oku (Ewangelia Mateusza 7,1-5). Tak, jest to prawdą, że leży w naszej ludzkiej naturze, dążenie do pomniejszania naszych własnych win, które jeśli nawet dostrzegamy staramy się samych siebie usprawiedliwić. Wtedy też oczywiście, nie możemy skorzystać z odpuszczenia win, przez Ojca naszego, który jest w niebie. Zdarza się też czasem inaczej: owszem, wykazujemy dobrą wolę, aby wypełnić postawiony warunek: „jak i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Ale jako znający Słowo Boże i wierzący, ze swej strony stawiamy warunek opierając się na słowach zapisanych w Ewangelii Łukasza 17,4: „A jeśliby siedmiokroć na dzień zgrzeszył przeciwko tobie, i siedmiokroć zwrócił się do ciebie, mówiąc: Żałuję tego, odpuść mu”. Wtedy słowa: „zwrócił się do ciebie” – bywają specjalnie podkreślane, nadaje się im szczególne znaczenie, stawia się pewne i wielkie wymagania, jak ma być dokonane to: „zwrócił się”. Nie wystarcza nam, że brat nasz powie, jak podał Jezus: „Żałuję tego!” Właśnie wtedy, o jakże często żądamy, bez chrześcijańskiej litości, aby nasz brat (może bliźni) przeszedł Canossę, jaką niegdyś przeszedł król niemiecki Henryk IV, gdy w dniach 25-28 stycznia 1077 przed bramami zamku, boso i w worze, jako pokutnik, oczekiwał na zdjęcie klątwy przez papieża Grzegorza VII.
Takie odpuszczenie winy nie jest zgodne z nauką Mistrza, Który nas umiłował i oczekuje z naszej strony miłości w stosunku do każdego człowieka. Słowo Boże zawiera w sobie wspaniałe przykłady, jak powinno odbywać się wykonanie odpuszczenia, przebaczenia bratu naszemu, bliźniemu człowiekowi, win, które w stosunku do nas były popełnione. Przyjrzyjmy się tym przykładom. W I Mojżeszowej 33,4 czytamy: „Ezaw wybiegł naprzeciw niego, objął go, rzucił mu się na szyję i ucałował go; i rozpłakali się”. Tak odpuścił Ezaw bratu swemu Jakubowi, chociaż winy te były bardzo wielkie. Nie wymagał żadnego zadośćuczynienia lub wyrównania wyrządzonych krzywd. Pierwszy zapominając o wszystkim, ujął w ramiona swoje brata swego, i pocałował go. W innym miejscu, w I Księdze Mojżeszowej 45,4-5 tak czytamy: „Józef zaś rzekł do braci swoich: Zbliżcie się, proszę, do mnie! A gdy się zbliżyli, rzekł: Jam jest Józef, brat wasz, którego sprzedaliście do Egiptu. Lecz teraz nie trapcie się ani nie róbcie sobie wyrzutów, żeście mnie tu sprzedali, gdyż Bóg wysłał mnie przed wami, aby was zachować przy życiu”. Józef wszystko braciom swym odpuścił. Poniewierkę, niewolę, więzienie – wszystko wymazał ze swojej pamięci, a nawet tych, którzy tyle mu zła wyrządzili pociesza słowami: „nie róbcie sobie wyrzutów”.
My, chrześcijanie, mamy odpuszczać bliźniemu naszemu, nawet i wtedy, gdy on do nas nie zwróci się ze słowami: „Żałuję tego”! Skoro stajemy do modlitwy i wymawiamy słowa: „i odpuść nam nasze winy”, mamy odpuścić z całego serca! Niechaj w tym będzie nam wzorem nieskończona miłość naszego Zbawiciela, gdy wzgardzony, udręczony i cierpiący na krzyżu modli się: „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią” (Ewangelia Łukasza 23,34). Pamiętajmy również Jego słowa: „Bo jeśli odpuścicie ludziom ich przewinienia, odpuści i wam Ojciec wasz niebieski. A jeśli nie odpuścicie ludziom, i Ojciec wasz nie odpuści wam przewinień waszych” (Ewangelia Mateusza 6,14-15). Każdy, który tego nie przestrzega, a mówi: „I odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom”, wyrok sam na siebie wydaje, a tym bardziej my, znający przykazania naszego Odkupiciela.
Dopomóż nam, i mnie, Panie Boże, byśmy byli nie tylko słuchaczami, ale też i wykonawcami Twojego Słowa!