CO MAM, TO CI DAJĘ

„A Piotr i Jan wstępowali do świątyni w godzinie modlitwy, o dziewiątej. I niesiono pewnego męża, chromego od urodzenia, którego sadzano codziennie przy bramie świątyni, zwanej Piękną, aby prosił wchodzących do świątyni o jałmużnę; ten, ujrzawszy Piotra i Jana, gdy mieli wejść do świątyni, prosił o jałmużnę. A Piotr wraz z Janem, wpatrzywszy się uważnie w niego rzekł: Spójrz na nas. On zaś spojrzał na nich uważnie, spodziewając się, że od nich coś otrzyma. I rzekł Piotr: Srebra i złota nie mam, lecz co mam, to ci daję: W imieniu Jezusa Chrystusa Nazareńskiego, chodź! I ująwszy go za prawą rękę, podniósł go; natychmiast też wzmocniły się nogi jego i kostki, i zerwawszy się, stanął i chodził, i wszedł z nimi do świątyni, przechadzając się i podskakując, i chwaląc Boga. A cały lud widział go, jak chodził i chwalił Boga; poznali bowiem, że to był ten, który dla jałmużny siadywał przy Bramie Pięknej świątyni; i ogarnęło ich zdumienie i oszołomienie z powodu tego, co mu się przydarzyło. A gdy się on trzymał Piotra i Jana, zbiegł się do nich cały lud zdumiony do przysionka, zwanego Salomonowym” (Dzieje Apostolskie 3,1-11).

Powyższy tekst biblijny opisuje człowieka, który od dziecka jest kulawy na obie nogi, i każdego dnia żebrze u drzwi świątyni. Uzdrowienie tego człowieka jest wypełnieniem się obietnicy Pańskiej, którą dał Swoim uczniom. Wydarzenie to nie jest dla nas czymś niezrozumiałym, ale przypomina nam, że moc Boża rzeczywiście przejawia się w Jego uczniach. Ktoś wątpiący powiedział, że dziś ów cud nie ma już żadnego znaczenia, ponieważ nasi nieuleczalnie chorzy nie bywają uzdrawiani, i nawet jeśli za nich zanoszone są gorliwe modlitwy, to i tak cierpienie przygniata ich do końca życia.
Cud uzdrowienia, który się wówczas wydarzył u bramy świątyni bardzo utwierdził wiarę członków nowo powstałych zborów. Kaleki człowiek, przesiadujący przed drzwiami świątyni, był tylko jednym z wielu znajdujących się w tym mieście niepełnosprawnych. Jego przyjaciele lub krewni spełniali dobry uczynek, wynosząc go codziennie przed drzwi wejściowe świątyni. Człowiek ten był więc znany wchodzącym tam i wychodzącym ludziom. Dlatego wybierano mu miejsce przy świątyni, ponieważ każdy wchodzący czy wychodzący stamtąd Izraelita był szczególnie nastawiony do spełnienia jakiegoś dobrego uczynku. Ale jakby na gorzką ironię, ułomnemu człowiekowi nie wolno było wejść do świątyni, zawsze musiał pozostawać na zewnątrz niej. W znaczeniu praktycznym odizolowany był od wszystkich, przebywających w świątyni ludzi, biednych czy bogatych i traktowany był jako człowiek niższej klasy. Był tylko obiektem, wobec którego ci religijni ludzie mogli okazywać swe miłosierdzie.
Zdajemy sobie sprawę, że tego rodzaju nieszczęśliwi żyją i w naszych środowiskach. Czy zajęci własnym życiem, troskami i problemami dnia codziennego nie zapominamy o nich? A może niektórzy z nas rozumują podobnie, jak niektórzy za czasów Pana Jezusa, że tacy nieszczęśliwi ludzie cierpią za swoje grzechy lub za grzechy popełnione przez ich rodziców? Powinniśmy pamiętać, że nie tylko w szpitalach i domach opieki są cierpiący ludzie, ale także i w wielu domach. Dlatego też pamięć o nich jest dla nas wielkim obowiązkiem. Do naszych obowiązków należy również niesienie pomocy, która sprawiałaby im widoczną ulgę, w chorobie i cierpieniu.
Pan nie ocenia człowieka według jego zewnętrznego wyglądu i stanowiska, ale według jego serca i postępowania. Piotr i Jan, uczniowie i naśladowcy Pana Jezusa działali w Jego Imieniu, a On wypełniał ich serca mocą Ducha Świętego. I dlatego nie mogli obojętnie przejść obok nieszczęśliwego człowieka, lub dać mu tylko jałmużnę, jak to czynili obywatele Jerozolimy. Kiedy zauważyli niepełnosprawnego od razu wczuli się w jego sytuację i postanowili go w imieniu Pana Jezusa uzdrowić.
Prawdziwie wierzący człowiek zawsze powinien widzieć potrzeby bliźnich. Duch Święty otwiera nam oczy, wskazując zawsze na te potrzeby. Osobiste modlitwy i częste, regularne przebywanie w świątyni niewiele pomoże, jeśli nie będziemy pomagali potrzebującym. Piotr i Jan zrozumieli, że tragedii i potrzeby chorego człowieka nie da się rozwiązać tylko pieniędzmi. Oni wiedzieli, jak należy pomóc, ponieważ znali Pana Jezusa. On zawsze jest z tymi, którzy w Niego wierzą i Jemu wiernie służą. I dlatego uczniowie świadomi tego mogli wypowiadać słowa w imieniu Pana Jezusa i w mocy i w imieniu Pana Jezusa mogli dokonać cudu uzdrowienia.
Uzdrowiony człowiek przestał więc być obiektem, któremu daje się tylko jałmużnę. Został zintegrowany z otaczającym go społeczeństwem i zaczął być traktowany na równi. Piotr podał kulawemu rękę i pomógł powstać na nogi. Dzięki łasce Bożej chory, ułomny człowiek otrzymał zdrowie i przestał być zależnym od innych. Zarysowała się przed nim nowa przyszłość, lepsze życie.
Pismo Święte mówi nam, że Pan Jezus jest ten sam wczoraj, dziś i na wieki. Ktoś mógłby zapytać: „A gdzie jest ten Pan Jezus? Gdzie można Go znaleźć?” Wiadomo jest, że jeżeli kogoś szukamy, to powinniśmy najpierw wiedzieć, gdzie go można znaleźć. Inaczej poszukiwanie nie ma sensu.
I Ty, drogi Czytelniku, jeśli chcesz znaleźć i poznać Pana Jezusa, musisz wiedzieć gdzie Go można znaleźć, aby nie szukać Go tam, gdzie Go nie ma. Pan Jezus narodził się w Betlejem, ale tam Go już nie ma. Nie wystarczy tylko wiedzieć, że się tam w żłobku narodził. Pan Jezus po to przyszedł na świat, ażeby ratować ludzi zgubionych, grzeszników podobnych do mnie i do Ciebie. Pan Jezus został ukrzyżowany, ale krzyż Golgoty pozostał pusty. Tam też już Go nie ma. Pan Jezus cierpiał na krzyżu, obciążony grzechami, ażeby tych, którzy w Niego uwierzą uratować od sądu i wiecznej śmierci. „On grzechy nasze sam na ciele swoim poniósł na drzewo, abyśmy, obumarłszy grzechom, dla sprawiedliwości żyli” (I List Piotra 2,24).
Grób Pana Jezusa też jest pusty. Prawdą jest, że istnieją dwa miejsca w Jerozolimie, które przedstawione są jako grób Pana Jezusa. Ale w tym przypadku i to nie ma znaczenia. One oba są puste. Chrystus zmartwychwstał! Kiedy niektóre kobiety szukały Pana Jezusa w grobie, przystąpili do nich dwaj mężowie w lśniących szatach i spytali dlaczego szukają żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tu, ale wstał z martwych!
Gdzie jest Pan Jezus? W Ewangelii Marka czytamy, że po rozmowie z uczniami „został wzięty w górę do nieba i usiadł po prawicy Boga” (Marka 16,19). Tam jest Pan Jezus, ale nie tylko tam. Prorok Izajasz podaje w rozdziale 57,15: „Bo tak mówi Ten, który jest Wysoki i Wyniosły, który króluje wiecznie, a którego imię jest “Święty”: Króluję na wysokim i świętym miejscu, lecz jestem też z tym, który jest skruszony i pokorny duchem, aby ożywić ducha pokornych i pokrzepić serca skruszonych”. Z tych Bożych słów wynika, że jeśli jesteś w doświadczeniu, chorobie i potrzebie, jeśli uginasz się pod ciężarem grzechu, to wołaj w modlitwie do Niego, a On Cię wysłucha. On jest blisko Ciebie. On gotów jest pomóc Tobie w każdej sytuacji Twojego życia.
Z przeczytanego na początku tekstu dowiedzieliśmy się, że uzdrowiony człowiek wstał i odszedł z radością, chwaląc Boga. Marzenie jego życia spełniło się. Mógł sam wejść do świątyni i wraz z innymi chwalić Boga. Sprawiła to Boża łaska, która uczyniła go zdrowym. Pan Jezus i dzisiaj miłuje chorych, cierpiących lub będących w osamotnieniu ludzi. Nie bądźmy więc zmęczeni czy ociężali, kiedy w Imieniu Pana Jezusa możemy im pomóc. Bo wtedy radosne: „Alleluja” stanie się znów głośne i razem z nami będą oni dziękować Bogu i uwielbiać Jego Imię.
K. M.