Osoba i dzieło Jezusa Chrystusa

ARTYKUŁ WSTĘPNY

„On jest obrazem Boga niewidzialnego, pierworodnym wszelkiego stworzenia, ponieważ w nim zostało stworzone wszystko, co jest na niebie i na ziemi, rzeczy widzialne i niewidzialne, czy to trony, czy panowania, czy nadziemskie władze, czy zwierzchności; wszystko przez niego i dla niego zostało stworzone. On też jest przed wszystkimi rzeczami i wszystko na nim jest ugruntowane, On także jest Głową Ciała, Kościoła; On jest początkiem, pierworodnym z umarłych, aby we wszystkim był pierwszy, ponieważ upodobał sobie Bóg, żeby w nim zamieszkała cała pełnia boskości i żeby przez niego wszystko, co jest na ziemi i na niebie, pojednało się z nim dzięki przywróceniu pokoju przez krew krzyża jego. I was, którzy niegdyś byliście mu obcymi i wrogo usposobionymi, a uczynki wasze złe były, teraz pojednał w jego ziemskim ciele przez śmierć, aby was stawić przed obliczem swoim jako świętych i niepokalanych, i nienagannych, Jeśli tylko wytrwacie w wierze, ugruntowani i stali, i nie zachwiejecie się w nadziei, opartej na ewangelii, którą usłyszeliście, która jest zwiastowana wszelkiemu stworzeniu pod niebem, a której ja, Paweł, zostałem sługą.” (List do Kolosan 1,15-23).

Powyższy fragment Pisma Świętego opisuje we wspaniały sposób Osobę i dzieło naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Widzimy, że Chrystus jest doskonałym obrazem niewidzialnego Boga. On nie został stworzony na Boży obraz i podobieństwo jak my, ludzie – On jest tym obrazem, jest dosłownie taki jak Bóg. „On, który jest odblaskiem chwały i odbiciem jego istoty” (List do Hebrajczyków 1,3). Chrystus objawił nam Boga. „Kto mnie widział, widział Ojca” (Ewangelia Jana 14,9). „Boga nikt nigdy nie widział, lecz jednorodzony Bóg, który jest na łonie Ojca, objawił go” (Ewangelia Jana 1,18).

Jezus jest też pierworodnym wszelkiego stworzenia nie dlatego, że został stworzony jako pierwszy, ponieważ istniał zawsze („Ja jestem alfa i omega, pierwszy i ostatni, początek i koniec – Objawienie Jana 22,13); lecz dlatego, że wszystko zostało stworzone przez Niego i dla Niego. Wszystko zostało stworzone dla Niego, ponieważ na Bożą chwałę (na chwałę Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego) został stworzony świat i wszystko co na nim. Wszystko też zostało stworzone przez Niego, ponieważ udział w stworzeniu miał Bóg Ojciec, Bóg Syn i Bóg Duch Święty. Możemy to zobaczyć już na początku Biblii: „Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię. A ziemia była pustkowiem i chaosem; ciemność była nad otchłanią, a Duch Boży unosił się nad powierzchnią wód. I rzekł Bóg: Niech stanie się światłość. I stała się światłość” (I Księga Mojżeszowa 1,1-3). W tym fragmencie możemy wyraźnie zobaczyć udział w stworzeniu Boga Ojca, Ducha Świętego (nazywanego tu Duchem Bożym) oraz udział Słowa Bożego (czyli Boga Syna). Jezus przed Swoim ziemskim wcieleniem istniał jako Słowo Boże. Aczkolwiek jest to sprawa trudna do zrozumienia dla człowieka, jednak Bóg nam to objawił, a wyraźnie jest o tym napisane w Ewangelii Jana 1,1-3: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez nie powstało, a bez niego nic nie powstało, co powstało”. Dalej w tym samym rozdziale jest napisane: „A Słowo ciałem się stało…” (w. 14). Widzimy więc, że wszystko co powstało zostało stworzone przy udziale Słowa Bożego (Jezusa). Także gdy Bóg stwarza człowieka, używa przy tym liczby mnogiej: „Potem rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na obraz nasz, podobnego do nas” (I Księga Mojżeszowa 1,26).

Jezus jest także Głowa Ciała, jakim jest Kościół Boży: „Chrystus Głową Kościoła, ciała, którego jest Zbawicielem” (List do Efezjan 5,23), a wszyscy wierzący ludzie na całym obliczu ziemi są członkami Ciała Chrystusowego. „Lecz abyśmy, będąc szczerymi w miłości, wzrastali pod każdym względem w niego, który jest Głową, w Chrystusa, z którego całe ciało spojone i związane przez wszystkie wzajemnie się zasilające stawy, według zgodnego z przeznaczeniem działania każdego poszczególnego członka, rośnie i buduje siebie samo w miłości” (List do Efezjan 4,15-16). „Wy zaś jesteście ciałem Chrystusowym, a z osobna członkami” (I List do Koryntian 12,27). „Albowiem jak ciało jest jedno, a członków ma wiele, ale wszystkie członki ciała, chociaż ich jest wiele, tworzą jedno ciało, tak i Chrystus” (I List do Koryntian 12,12).

Chrystus jest także pierworodnym z umarłych, ponieważ On jako jedyny pokonał śmierć. Faktem jest, że On Sam będąc na tej ziemi miał moc, by przywracać ludzi do życia, a także Jego uczniowie mają tę moc, by w Jego imieniu wskrzeszać z martwych. Faktem jest też, że On jako jedyny po zmartwychwstaniu ponownie nie umarł (wszyscy ludzie wskrzeszeni z martwych zmarli ponownie). „On jako pierwszy, który powstał z martwych, będzie zwiastował światłość ludowi i poganom” (Dzieje Apostolskie 26,23). „A jednak Chrystus został wzbudzony z martwych i jest pierwiastkiem tych, którzy zasnęli” (I List do Koryntian 15,20). Wiemy, że wszyscy ludzie zmarli zmartwychwstaną, gdy Jezus przyjdzie powtórnie. „A nie chcemy, bracia, abyście byli w niepewności co do tych, którzy zasnęli, abyście się nie smucili, jak drudzy, którzy nie mają nadziei. Albowiem jak wierzymy, że Jezus umarł  i zmartwychwstał, tak też wierzymy, że Bóg przez Jezusa przywiedzie z nim tych, którzy zasnęli” (I List do Tesaloniczan 4,13-14).

Dalej możemy zobaczyć, że Bóg upodobał sobie, aby w Jezusie została objawiona cała pełnia boskości. „Gdyż w nim mieszka cieleśnie cała pełnia boskości” (List do Kolosan 2,9). „A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy. A z jego pełni myśmy wszyscy wzięli, i to łaskę za łaską” (Ewangelia Jana 1,14.16). Bóg „wszystko poddał pod nogi jego, a jego samego ustanowił ponad wszystkim Głową Kościoła, który jest ciałem jego, pełnią tego, który sam wszystko we wszystkim wypełnia” (List do Efezjan 1,22-23).

Począwszy od wersetu 20. możemy zobaczyć, jak wspaniałym dziełem Jezusa Chrystusa jest dzieło pojednania człowieka z Bogiem dokonane dzięki Jego krwi przelanej na krzyżu. „Ale teraz wy, którzy niegdyś byliście dalecy, staliście się w Chrystusie Jezusie bliscy przez krew Chrystusową” (List do Efezjan 2,13). „Jeśli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani  z Bogiem przez śmierć Syna jego, tym bardziej, będąc pojednani, dostąpimy zbawienia przez życie jego” (List do Rzymian 5,10).

„Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe. A wszystko to jest z Boga, który nas pojednał z sobą przez Chrystusa i poruczył nam służbę pojednania, to znaczy, że Bóg w Chrystusie świat z sobą pojednał, nie zaliczając im ich upadków, i powierzył nam słowo pojednania. Dlatego w miejsce Chrystusa poselstwo sprawujemy, jak gdyby przez nas Bóg upominał; w miejsce Chrystusa prosimy: Pojednajcie się z Bogiem. On tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił, abyśmy w nim stali się sprawiedliwością Bożą” (II List do Koryntian 5,17-21).

Tak więc nie zapominajmy o sprawowaniu naszej służby dla Pana każdego dnia, głosząc poselstwo o pojednaniu z Bogiem przez krew naszego drogiego Pana Jezusa Chrystusa i zbawieniu przez życie Jego.

Estera Bednarska

[FMP].
[/FMP]




SŁOWO BOŻE MOJĄ POMOCĄ KAŻDEGO DNIA – CZ. XIV

Gdy odczuwam lęk przed śmiercią

„Ogarnęły mnie fale śmierci, nurty groźne przeraziły mnie, więzy grobu spętały mnie, pochwyciły mnie sidła śmierci. Gdy jestem w niedoli, wzywam Pana i Boga mojego wzywam, a On wysłuchuje z świątyni swojej głosu mojego. I wołanie moje dociera do uszu jego.”

(II Księga Samuela 22,5-7)

„Nie poniosą śmierci ojcowie za synów ani synowie nie poniosą śmierci za ojców, lecz każdy za swój grzech śmierć poniesie.”

(II Księga Królewska 14,6)

„W czasie głodu wybawi cię od śmierci, a na wojnie z mocy miecza.”

(Księga Joba 5,20)

„Wszak Bóg przemawia raz i drugi, lecz na to się nie zważa: We śnie, w nocnym widzeniu, gdy głęboki sen pada na ludzi i oni śpią na swym łożu. Wtedy otwiera ludziom uszy, niepokoi ich i ostrzega, aby odwieść człowieka od złego czynu i uchronić męża od pychy. Zachowuje jego duszę od grobu, a jego życie od śmiertelnego pocisku. Smaga go też cierpieniem na łożu i dreszczem ustawicznym w jego kościach tak, że jego życiu obrzydł chleb, a jego duszy nawet ulubiony pokarm. Jego ciało niszczeje do niepoznania, a jego kości wystają, choć dawniej były niewidoczne. I tak jego dusza zbliża się do grobu, a jego życie do aniołów śmierci. Jeżeli potem oręduje za nim jaki anioł, pośrednik, jeden na tysiąc, aby objawić człowiekowi jego obowiązek, i zmiłuje się nad nim: Wybaw go od zejścia do grobu, otrzymałem zań okup, to jego ciało odzyskuje młodzieńczą siłę, wraca do dni swojej młodości. Gdy modli się do Boga, ten jest dla niego łaskawy, pozwala mu oglądać z radością swoje oblicze i tak przywraca człowiekowi jego sprawiedliwość. Śpiewa przed ludźmi, mówiąc: Zgrzeszyłem i złamałem prawo, lecz mi za to nie odpłacono, odkupił moją duszę od zejścia do grobu, a moje życie mogło oglądać światło. Oto Bóg czyni to wszystko z człowiekiem dwa razy, trzy razy, aby wywieść jego duszę z grobu, oświecić światłem żyjących.”

(Księga Joba 33,14-30)

„Zmiłuj się nade mną, Panie, spojrzyj na utrapienie moje spowodowane przez tych, którzy mnie nienawidzą! Ty, który mnie podnosisz z bram śmierci, abym głosił wszelką chwałę twoją w bramach córki Syjonu, radować się będę wybawieniem twoim.”

(Psalm 9,14-15)

 „Wejrzyj! Wysłuchaj mnie, Panie, Boże mój! Rozjaśnij oczy moje, abym nie zasnął snem śmierci!”

(Psalm 13,4)

„Oto oko Pana jest nad tymi, którzy się go boją, nad tymi, którzy spodziewają się łaski jego, aby ocalić od śmierci dusze ich i podczas głodu zachować przy życiu.”

(Psalm 33,18-19)

„Tobie, Boże, spełnię śluby, Tobie złożę ofiary dziękczynne, boś od śmierci ocalił duszę moją, nogi moje od upadku, abym chodził przed Bogiem w światłości życia.”

(Psalm 56,13-14)

„Bóg jest nam Bogiem zbawienia, Pan wszechmocny wybawia od śmierci.”

(Psalm 68,21)

„Wróć, duszo moja, do spokoju swego, bo Pan był dobry dla ciebie! Albowiem uchroniłeś duszę moją od śmierci, oczy moje od łez, nogi moje od upadku. Będę chodził przed Panem w krainie żyjących. Wierzę nawet wtedy, gdy mówię: Jestem bardzo utrapiony.”

(Psalm 116,7-10)

„Skarby zdobyte bezprawnie nic nie pomogą, lecz sprawiedliwość ratuje od śmierci.”

(Przypowieści Salomona 10,2)

„Bojaźń Pana jest krynicą życia, dzięki niej można uniknąć sideł śmierci.”

(Przypowieści Salomona 14,27)

„Kto gromadzi skarby językiem kłamliwym, ugania się za marnością i wpada w sidła śmierci.”

(Przypowieści Salomona 21,6)

„Człowiek, który grzeszy, umrze. Syn nie poniesie kary za winę ojca ani ojciec nie poniesie kary za winę syna. Sprawiedliwość będzie zaliczona sprawiedliwemu, a bezbożność spadnie na bezbożnego. Lecz gdy bezbożny odwróci się od wszystkich swoich grzechów, które popełnił, i będzie przestrzegał wszystkich moich przykazań, i będzie wykonywał prawo i sprawiedliwość, na pewno będzie żył, nie umrze. Nie będzie mu się przypominać żadnych jego przestępstw, które popełnił, będzie żył przez sprawiedliwość, którą się kierował. Czy rzeczywiście mam upodobanie w śmierci bezbożnego – mówi Wszechmocny Pan – a nie raczej w tym, by się odwrócił od swoich dróg i żył? A gdy sprawiedliwy odwróci się od swojej sprawiedliwości i popełnia bezprawie, i czyni wszystkie te ohydne rzeczy, których dopuszcza się bezbożny, czy ma żyć? Nie będzie mu się przypominało tych wszystkich sprawiedliwych czynów, które spełnił; z powodu niewierności, której się dopuścił, i z powodu swojego grzechu, który popełnił, umrze!”

(Księga Ezechiela 18,20-24)

 „Dlatego każdego według jego postępowania będę sądził, domu izraelski – mówi Wszechmocny Pan. Nawróćcie się i odwróćcie od wszystkich waszych przestępstw, aby się wam nie stały pobudką do grzechu! Odrzućcie od siebie wszystkie swoje przestępstwa, które popełniliście przeciwko mnie, i stwórzcie sobie nowe serce i nowego ducha! Dlaczego macie umierać, domu izraelski? Gdyż nie mam upodobania w śmierci śmiertelnika, mówi Wszechmocny Pan. Nawróćcie się więc, a żyć będziecie.”

(Księga Ezechiela 18,30-32)

„Lud, pogrążony w mroku, ujrzał światłość wielką, i tym, którzy siedzieli w krainie i cieniu śmierci, rozbłysła jasność.”

(Ewangelia Mateusza 4,16)

„Aby dać ludowi jego poznanie zbawienia przez odpuszczenie grzechów ich, przez wielkie zmiłowanie Boga naszego, dzięki któremu nawiedzi nas światłość z wysokości, by objawić się tym, którzy są w ciemności i siedzą w mrokach śmierci, aby skierować nogi nasze na drogę pokoju.”

(Ewangelia Łukasza 1,77-79)

„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto słucha słowa mego i wierzy temu, który mnie posłał, ma żywot wieczny i nie stanie przed sądem, lecz przeszedł ze śmierci do żywota.”

(Ewangelia Jana 5,24)

„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, jeśli kto zachowa słowo moje, śmierci nie ujrzy na wieki.”

(Ewangelia Jana 8,51)

„Jeśli tedy umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że też z nim żyć będziemy, wiedząc, że zmartwychwzbudzony Chrystus już nie umiera, śmierć nad nim już nie panuje. Umarłszy bowiem, dla grzechu raz na zawsze umarł, a żyjąc, żyje dla Boga. Podobnie i wy uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, a za żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. Niechże więc nie panuje grzech w śmiertelnym ciele waszym, abyście nie byli posłuszni pożądliwościom jego, i nie oddawajcie członków swoich grzechowi na oręż nieprawości, ale oddawajcie siebie Bogu jako ożywionych z martwych, a członki swoje Bogu na oręż sprawiedliwości.”

 (List do Rzymian 6,8-13)

„Przeto teraz nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie. Bo zakon Ducha, który daje życie w Chrystusie Jezusie, uwolnił cię od zakonu grzechu i śmierci. Albowiem czego zakon nie mógł dokonać, w czym był słaby z powodu ciała, tego dokonał Bóg: przez zesłanie Syna swego w postaci grzesznego ciała, ofiarując je za grzech, potępił grzech w ciele, aby słuszne żądania zakonu wykonały się na nas, którzy nie według ciała postępujemy, lecz według Ducha. Bo ci, którzy żyją według ciała, myślą o tym, co cielesne; ci zaś, którzy żyją według Ducha, o tym, co duchowe. Albowiem zamysł ciała, to śmierć, a zamysł Ducha, to życie i pokój. Dlatego zamysł ciała jest wrogi Bogu; nie poddaje się bowiem zakonowi Bożemu, bo też nie może. Ci zaś, którzy są w ciele, Bogu podobać się nie mogą. Ale wy nie jesteście w ciele, lecz w Duchu, jeśli tylko Duch Boży mieszka w was. Jeśli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten nie jest jego. Jeśli jednak Chrystus jest w was, to chociaż ciało jest martwe z powodu grzechu, jednak duch jest żywy przez usprawiedliwienie. A jeśli Duch tego, który Jezusa wzbudził z martwych, mieszka w was, tedy Ten, który Jezusa Chrystusa z martwych wzbudził, ożywi i wasze śmiertelne ciała przez Ducha swego, który mieszka w was. Tak więc, bracia, jesteśmy dłużnikami nie ciała, aby żyć według ciała. Jeśli bowiem według ciała żyjecie, umrzecie; ale jeśli Duchem sprawy ciała umartwiacie, żyć będziecie.”

(List do Rzymian 8,1-13)

 „A powiadam, bracia, że ciało i krew nie mogą odziedziczyć Królestwa Bożego ani to, co skażone, nie odziedziczy tego, co nieskażone. Oto tajemnicę wam objawiam: Nie wszyscy zaśniemy, ale wszyscy będziemy przemienieni w jednej chwili, w oka mgnieniu, na odgłos trąby ostatecznej; bo trąba zabrzmi i umarli wzbudzeni zostaną jako nie skażeni, a my zostaniemy przemienieni. Albowiem to, co skażone, musi przyoblec się w to, co nieskażone, a to, co śmiertelne, musi przyoblec się w nieśmiertelność. A gdy to, co skażone, przyoblecze się w to, co nieskażone, i to, co śmiertelne, przyoblecze się w nieśmiertelność, wtedy wypełni się słowo napisane: Pochłonięta jest śmierć w zwycięstwie! Gdzież jest, o śmierci, zwycięstwo twoje? Gdzież jest, o śmierci, żądło twoje? A żądłem śmierci jest grzech, a mocą grzechu jest zakon; ale Bogu niech będą dzięki, który nam daje zwycięstwo przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa.”

(I List do Koryntian 15,50-57)

„Nie chcemy bowiem, abyście nie wiedzieli, bracia, o utrapieniu naszym, jakie nas spotkało w Azji, iż ponad miarę i ponad siły nasze byliśmy obciążeni tak, że nieomal zwątpiliśmy o życiu naszym; doprawdy, byliśmy już całkowicie pewni tego, że śmierć nasza jest postanowiona, abyśmy nie na sobie samych polegali, ale na Bogu, który wzbudza umarłych, który z tak wielkiego niebezpieczeństwa śmierci nas wyrwał i wyrwie; w nim też nadzieję pokładamy, że i nadal wyrywać będzie, przy waszym także współdziałaniu przez modlitwę za nas, aby za udzielony nam dar łaski składane były z ust wielu dzięki za nas.”

(II List do Koryntian 1,8-11)

„Lecz Bogu niech będą dzięki, który nam zawsze daje zwycięstwo w Chrystusie i sprawia, że przez nas rozchodzi się wonność poznania Bożego po całej ziemi; zaiste, myśmy wonnością Chrystusową dla Boga wśród tych, którzy są zbawieni i tych, którzy są potępieni; dla jednych jest to woń śmierci ku śmierci, dla drugich woń życia ku życiu. A do tego któż jest zdatny?”

(II List do Koryntian 2,14-16)

 „Mamy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby się okazało, że moc, która wszystko przewyższa, jest z Boga, a nie z nas. Zewsząd uciskani, nie jesteśmy jednak pognębieni, zakłopotani, ale nie zrozpaczeni, prześladowani, ale nie opuszczeni, powaleni, ale nie pokonani, zawsze śmierć Jezusa na ciele swoim noszący, aby i życie Jezusa na ciele naszym się ujawniło. Zawsze bowiem my, którzy żyjemy, dla Jezusa na śmierć wydawani bywamy, aby i życie Jezusa na śmiertelnym ciele naszym się ujawniło. Tak tedy śmierć wykonuje dzieło swoje w nas, a życie w was. Mając zaś tego samego ducha wiary, jak to jest napisane: Uwierzyłem, przeto powiedziałem, i my wierzymy, i dlatego też mówimy, wiedząc, że Ten, który wzbudził Pana Jezusa, także i nas z Jezusem wzbudził i razem z wami przed sobą stawi. Wszystko to bowiem dzieje się ze względu na was, aby, im więcej jest uczestników łaski, tym bardziej obfitowało dziękczynienie ku chwale Bożej. Dlatego nie upadamy na duchu; bo choć zewnętrzny nasz człowiek niszczeje, to jednak ten nasz wewnętrzny odnawia się z każdym dniem. Albowiem nieznaczny chwilowy ucisk przynosi nam przeogromną obfitość wiekuistej chwały, nam, którzy nie patrzymy na to, co widzialne, ale na to, co niewidzialne; albowiem to, co widzialne, jest doczesne, a to, co niewidzialne, jest wieczne.”

 (II List do Koryntian 4,7-18)

„Wiemy bowiem, że jeśli ten namiot, który jest naszym ziemskim mieszkaniem, się rozpadnie, mamy budowlę od Boga, dom w niebie, nie rękoma zbudowany, wieczny. Dlatego też w tym doczesnym wzdychamy, pragnąc przyoblec się w domostwo nasze, które jest z nieba, jeśli tylko przyobleczeni, a nie nadzy będziemy znalezieni. Dopóki bowiem jesteśmy w tym namiocie, wzdychamy, obciążeni, ponieważ nie chcemy być zewleczeni, lecz przyobleczeni, aby to, co śmiertelne, zostało wchłonięte przez życie. A tym, który nas do tego właśnie przysposobił, jest Bóg, który nam też dał jako rękojmię Ducha. Więc też zawsze jesteśmy pełni ufności i wiemy, że dopóki przebywamy w ciele, jesteśmy oddaleni od Pana; gdyż w wierze, a nie w oglądaniu pielgrzymujemy. Jesteśmy więc pełni ufności i wolelibyśmy raczej wyjść z ciała i zamieszkać u Pana.”

(II List do Koryntian 5,1-8)

 „Skoro zaś dzieci mają udział we krwi i w ciele, więc i On również miał w nich udział, aby przez śmierć zniszczyć tego, który miał władzę nad śmiercią, to jest diabła, i aby wyzwolić wszystkich tych, którzy z powodu lęku przed śmiercią przez całe życie byli w niewoli.”

(List do Hebrajczyków 2,14-15)

„Bracia moi, jeśli kto spośród was zboczy od prawdy, a ktoś go nawróci, niech wie, że ten, kto nawróci grzesznika z błędnej drogi jego, wybawi duszę jego od śmierci i zakryje mnóstwo grzechów.”

(List Jakuba 5,19-20)

„Nie dziwcie się, bracia, jeżeli was świat nienawidzi. My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do żywota, bo miłujemy braci; kto nie miłuje, pozostaje w śmierci. Każdy, kto nienawidzi brata swego, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie ma w sobie żywota wiecznego. Po tym poznaliśmy miłość, że On za nas oddał życie swoje; i my winniśmy życie oddawać za braci. Jeśli zaś ktoś posiada dobra tego świata, a widzi brata w potrzebie i zamyka przed nim serce swoje, jakże w nim może mieszkać miłość Boża? Dzieci, miłujmy nie słowem ani językiem, lecz czynem i prawdą.”

(I List Jana 3,13-18)

„Kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów. Zwycięzca nie dozna szkody od drugiej śmierci.”

(Objawienie Jana 2,11)

„I usłyszałem donośny głos z tronu mówiący: Oto przybytek Boga między ludźmi! I będzie mieszkał z nimi, a oni będą ludem jego, a sam Bóg będzie z nimi. I otrze wszelką łzę z oczu ich, i śmierci już nie będzie; ani smutku, ani krzyku, ani mozołu już nie będzie; albowiem pierwsze rzeczy przeminęły. I rzekł Ten, który siedział na tronie: Oto wszystko nowym czynię. I mówi: Napisz to, gdyż słowa te są pewne i prawdziwe. I rzekł do mnie: Stało się. Jam jest alfa i omega, początek i koniec. Ja pragnącemu dam darmo ze źródła wody żywota. Zwycięzca odziedziczy to wszystko, i będę mu Bogiem, a on będzie mi synem.”

(Objawienie Jana 21,3-7)

[FMP].
[/FMP]




W ZACISZU NAZARETU

„A gdy wykonali wszystko według zakonu Pańskiego, wrócili do Galilei, do miasta swego Nazaretu. A dziecię rosło i nabierało sił, było pełne mądrości, i łaska Boża była nad nim (…) I poszedł z nimi, i przyszedł do Nazaretu, i był im uległy. A matka jego zachowywała wszystkie te słowa w sercu swoim” (Ewangelia Łukasza 2,39-52).

Tak powrócił pewnego dnia Józef, skromny cieśla, ze swoją małżonką Marią, do Nazaretu. Jezus wzrastał, z małego dziecka stał się dorastającym chłopcem. A im bardziej rozwijało się życie umysłowe dziecka, tym silniej objawiało się i życie Boże w Nim. Czynności, ruchy, objawy życia i myśli, właściwe w równej mierze wszystkim dzieciom, ulegają w toku rozwoju różnym zmianom, robią niejednokrotnie wrażenie szukania, błądzenia. U chłopca Jezusa zaznaczał się silnie stopniowy rozwój szczególnej, Jemu tylko właściwej, jedynej, nie mającej sobie równej, indywidualności. Matka przede wszystkim musiała zauważyć te tajemnicze przemiany, cudowne przejawy życia wewnętrznego, przenikające i ujawniające się w całym Jego wewnętrznym zachowaniu. Cudem nad wszystkie cuda bywa i to, zwłaszcza u chłopców, że w czasie, gdy zmienia się ich zewnętrzny wygląd i zachowanie, wychodzą równocześnie na jaw i zdolności umysłowe, skłonności, wady i zalety charakteru.

Od chwili, gdy zbudzi się w człowieku ta tajemnicza siła wewnętrzna, jest on naprawdę kimś, sobą, stanął u progu wędrówki do naznaczonego mu przez Boga celu, wędrówki, w której inni nie potrafią za nim nadążyć. A chwila ta jest pełna boleści i goryczy dla człowieka, który tego chłopca nade wszystko ukochał – dla matki. Dziecko odłącza się od niej niejako duchem, odchodzi, przerasta ją. Ten dojmujący ból stał się również udziałem matki Jezusa; i jej dziecko oddalało się od niej – ona zaś mogła pójść za Nim, ale nadążyć nie dała rady.

Tekst Ewangelii podaje nam, że chłopiec Jezus udał się do świątyni z radością, napełniając ją wonią Swojej świętości. Był już tutaj niegdyś jako niemowlę, teraz wraca jako kwitnący młodzieniec. On lubi przebywać  w świątyni. Jego dusza doświadczała, tego że: ,,…miłe są przybytki Twoje, Panie Zastępów!” (Psalm 84,2). Tęskniła do pałaców Pańskich. Raduje się, kocha, obejmuje ołtarz Swego Ojca. Tu czuł się w domu Ojcowskim, tu zażywał szczęścia tych, którzy mieszkają w domu Pana.

W drodze Jezus odłączył się od rodziny. My stąd bierzmy przestrogę, żebyśmy Pana Jezusa nie utracili. O, jakże często bywa utracony! Jedni gubią Go przez niedbalstwo, bo więcej się starają o rzeczy ziemskie aniżeli o niebieskie. Drudzy tracą Go przez odpadnięcie od społeczności z Nim i od Jego nauki. O tych mówi Słowo Boże, że „kto się za daleko zapędza i nie trzyma się nauki Chrystusowej, nie ma Boga” (II List Jana 1,9). Jeszcze inni tracą Go przez rozliczne grzechy, bo kto grzeszy, stracił Jezusa. Z duszą złośliwą Pan Bóg nie chce mieszkać. O tym świadczy również prorok Izajasz, mówiąc: „Wasze winy są tym, co was odłączyło od waszego Boga, a wasze grzechy zasłoniły przed wami jego oblicze, tak że nie słyszy” (Księga Izajasza 59,2). Jezusa tracimy niekiedy i w ten sposób, iż nie daje nam odczuwać Swej słodkiej obecności, kiedy przychodzą na nas godziny utrapienia i oschłości duchowej. Czasem może sami przyczyniamy się do tego małodusznością, niewiernością, oziębłością. Nieraz są to tylko chwile próby. Jeśli tak jest, wytrwajmy cierpliwie w tych próbach, a łaska Boża odnowi nas wewnętrznie.

Z jakim usposobieniem powinniśmy szukać Jezusa? Z pokorą. Niegodni jesteśmy sami z siebie Jego niepojętego zniżenia się ku nam. On jest Panem, przychodzi i odchodzi, kiedy chce. Z bezkresnych światów przychodzi do mnie, nic więc dziwnego, iż dusza moja, podobna do mola, traci czasem Jego jasny promień. Szukać też należy z cierpliwością. Grunt życia jest taki kamienisty. W naszej ograniczonej naturze jest wiele nieświadomych błędów, wiele rozdwojenia woli i uczuć. Dusza nasza nie zawsze goreje płomieniem, czasami jest mdła, znużona. Trzeba szukać z gorliwością.

Myśl, wola i uczucie Józefa i Marii były zwrócone do jednego celu: gdzie jest Jezus? Szukali Jego śladów, chodzili tu i tam, rozpytywali się, nie żałowali trudu. Oto jak nawracający się, a niemniej i wierzący człowiek powinien szukać Jezusa. Ani pokrewieństwo, ani ciało i krew, ani ulica i wir zajęć nie dają nam Zbawiciela, tylko miejsce święte, cisza i samotność. Oni „znaleźli Go w świątyni”. Tam Go szukaj! Na drogach skruchy, w głębi własnej duszy,w odwróceniu się od grzechu.

W Swej niepojętej miłości Pan Bóg ustanowił nam Swego Syna jako Nauczyciela, jako Niebieskiego Lekarza. Bo to cudowne wydarzenie, kiedy chłopiec Jezus uczył w jeruzalemskiej świątyni; stało się nie tylko dla owej świątyni, która teraz jest zburzona, ale się to stało najpierw dla duchowego Jeruzalemu, którym jest żywy Kościół chrześcijański. W tym Kościele On Sam tylko chce być Nauczycielem przez Swoje Słowo i Ducha Świętego, a potem dla świątyni naszego serca, w której też chce nauczać, cieszyć, oświecać, pytać    i odpowiadać, bo to jest Jego praca nauczycielska w naszym sercu.

„I ujrzawszy Go, zdziwili się. I rzekła do Niego matka Jego: Synu, cóżeś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja bolejąc szukaliśmy Ciebie. I rzekł do nich: Czemuście mnie szukali? Czyż nie wiedzieliście, że w tym, co jest Ojca mego, Ja być muszę?” Oto usposobienie cechujące Jezusa – dusza Jego zespolona z Ojcem we wszystkich położeniach życia. Tym zjednoczeniem karmi Swą duszę jako młodzieniec w Nazarecie, jako mężczyzna w Jerozolimie, na górze Tabor i na Golgocie.

Chrześcijaństwo nie tylko nie uwalnia nas od czynności codziennego życia, ale uważa ich wykonywanie za nieodzowny warunek do noszenia miana uczniów Jezusa. Uczcimy Go należycie, gdy będziemy sumiennie i ochoczo wykonywać skromną pracę, którą nam powierzył. Obowiązki wykonywane na najbardziej niepozornym stanowisku, o ile będziemy ożywieni pragnieniem podobania się naszemu Panu, staną się służbą Bożą. Wszyscy chrześcijanie – bez względu na to czy ich okoliczności wysunęły na szeroką widownię, czy też pozostawiły w cichym ustroniu – są zobowiązani wnosić w swą pracę tę samą powagę i pilność, tę samą gorliwość, szczerość i radość, jakie zawsze były udziałem Pana Jezusa.

Te pierwsze znane nam słowa Jezusa w świątyni jeruzalemskiej  i komentarz do nich – trzydzieści lat życia w Nazarecie – rzucają na tę sprawę promień światła Bożego: Czyż nie wiedzieliście, że powinienem być w tych rzeczach, które są mojego Ojca? To uroczyste oświadczenie tłumaczy nam tajemnicę długich – zdawałoby się, że nieważnych – lat Jego ukrytego życia.

Dzięki przyjściu Pana Jezusa w ciele, wszystko stało się Boże. Wpływ Boga na nowo przenika całe stworzenie, wymykające się Bogu przez grzech człowieka. Życie ludzkie odzyskało sens. Praca chrześcijanina jest dalszym ciągiem pracy Chrystusa, powtarza Jego czynności. Człowiek posila się i to przy tym samym stole, przy którym siedział jego Pan, i do którego został zaproszony przez Niego. Pozostał nadal człowiekiem, ale przez łaskę może należeć do rodziny Bożej. Sam z siebie jest tylko latoroślą chwiejącą się na wietrze, ale ożywioną przez soki życia Bożego, by rodzić czyny, które są owocem Samego Zbawiciela. Ziemia przestaje być ziemią nieprzyjacielską, po której błąkał się wygnaniec z raju. Staje się na nowo domem Bożym i bramą niebieską. Dla chrześcijanina bowiem każda sprawa staje się wieczną i Bożą.

Słowa powyższych wierszy Ewangelii ilustrują nam życie powszednie w rozumieniu Bożym. Nazaret, to miejsce i wzór życia dla tych, co chcieliby prowadzić życie miłe Bogu, lecz niezdolni są do wielkich czynów. To dla dusz skromnych, które żyją życiem spokojnym i cichym. To jest strefa, w której dusza się nie starzeje. To prawdziwy złoty dom, w którym wszystko oddycha najczystszym weselem. Tak było w Nazarecie: Bóg w Swój cudowny sposób czuwał nad tą Jemu oddaną rodziną. Tutaj pracą codzienną trzeba było zarabiać na chleb powszedni. Żółtego i czerwonego piasku spiekłej pustyni nie zamienia Bóg od razu w kwitnący ogród. Życie dla najświętszych nawet dusz bywa nieraz szare i powszednie, lecz za tą szarą powszedniością ukrywa się kraina wiary, życie duchowe, które upływa w stanie łaski, kierujące się prawami Bożymi i pobudkami wiary. Taki stan życia powinniśmy stale pielęgnować.

Nie możemy jednak ciągle pozostawać dziećmi, ale powinniśmy zawsze zachować pewne rysy twarzy dziecięcej: delikatność, prostotę i pokorę. „Jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebios”(Ewangelia Mateusza 18,3) – mówi nasz Pan i Zbawiciel.

A. W.

[FMP].
[/FMP]




DLACZEGO WIERZYMY W PANA JEZUSA?

„I nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni” (Dzieje Apostolskie 4,12).

Gdybyśmy zapytali przeciętnego chrześcijanina, dlaczego wierzy w Chrystusa, odpowiedziałby zapewne, że wierzy dlatego, że urodził się i wychował się w rodzinie chrześcijańskiej i został ochrzczony w kościele. Gdybyśmy z kolei zapytali człowieka niewierzącego, dlaczego nie wierzy w Chrystusa, odpowiedziałby prawdopodobnie, że dlatego, ponieważ nie widzi potrzeby lub przyczyn dla których miałby wierzyć. Dla jednych i drugich chciałbym więc podać uzasadnienie powodów, dla których warto i powinniśmy wierzyć w Pana Jezusa. Gdy czytamy Słowo Boże, znajdujemy aż pięć takich przyczyn. Każda z tych przyczyn lub inaczej mówiąc powodów wystarczyłaby, aby uwierzyć z całego serca w Pana Jezusa, a jest ich – jak powiedzieliśmy – aż pięć. W niniejszym artykule omówimy tylko pierwszą przyczynę.

Wierzymy w Pana Jezusa, ponieważ jest Bogiem. Są, co prawda, takie wyznania, których członkowie nawet chodzą z Pismem Świętym i przekonują ludzi, że Jezus nie był i nie jest Bogiem, ale taka nauka jest herezją. Apostoł Paweł wyraźnie ostrzega nas w Liście do Galacjan 1,8 powiadając: „Ale choćbyśmy nawet my albo anioł z nieba zwiastował wam ewangelię odmienną od tej, którą myśmy wam zwiastowali, niech będzie przeklęty!” Bardzo mocne i stanowcze słowa, lecz gdy chodzi o zachowanie czystej nauki Ewangelii nic nie jest za mocne, zwłaszcza w ustach apostoła Chrystusowego. Cóż bowiem Nowy Testament mówi nam o bóstwie Chrystusa?

Wielu z nas zapewne pamięta wstęp do Ewangelii Jana zaczynający się od słów: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo”. W tym samym rozdziale w wierszu 18 czytamy: „Boga nikt nigdy nie widział, lecz jednorodzony Bóg, który jest na łonie Ojca, objawił go”.

Apostoł Tomasz wątpiący w zmartwychwstanie Pana Jezusa, gdy staje twarzą w twarz ze zmartwychwstałym Panem, woła: „Pan mój i Bóg mój” (Ewangelia Jana 20,28). Czyż on mógł się pomylić?

A co mówi apostoł Paweł w Liście do Rzymian 9,5: „Do których należą ojcowie i z których pochodzi Chrystus według ciała; Ten jest ponad wszystkim, Bóg błogosławiony na wieki. Amen”. Czy apostoł Paweł się mylił?

A co mówi z kolei apostoł Jan, ten umiłowany uczeń Pański? W I Liście Jana 5,20 czytamy: „Wiemy też, że Syn Boży przyszedł i dał nam rozum, abyśmy poznali tego, który jest prawdziwy. My jesteśmy w tym, który jest prawdziwy, w Synu jego, Jezusie Chrystusie. On jest tym prawdziwym Bogiem i życiem wiecznym”. Czyżby apostoł Jan się mylił?

„O, tak” – mówią niektórzy – „Jezus był może Bogiem, ale nie był równy Bogu Ojcu, nie był Wszechmogący”. W takim razie czytajmy dalej. Ten sam apostoł, w I rozdziale Objawienia w wierszu 8 pisze: „Jam jest [a mówi tesłowa do Jana – Sam Pan Jezus!] alfa i omega (początek i koniec), mówi Pan, Bóg, Ten, który jest i który był, i który ma przyjść, Wszechmogący”.

Komu więc wierzysz, Drogi Czytelniku: apostołom, Chrystusowi, Duchowi Świętemu – autorowi Pisma Świętego, czy też jakiemuś człowiekowi? Niektórzy z ludzi odmawiających Chrystusowi Jego boskości mówią, że On sam powiedział: „Ojciec większy jest niż Ja”. Owszem, święta prawda! Tylko musimy wiedzieć i nie zamykać oczu na fakt, że kiedy Pan Jezus to mówił, był w ludzkim ciele! To znaczy przez ciało ludzkie był ograniczony w Swej boskości, zresztą tylko na małą chwilę – jak mówi Słowo Boże w Liście do Hebrajczyków (rozdział 2). Będąc Bogiem nie mógł z powodu ograniczenia przez ciało przebywać jednocześnie w różnych miejscach, tak samo jak każdy człowiek odczuwał pragnienie picia, jedzenia, snu, zmęczenie, itp. Bóg Ojciec będąc Duchem tego nie odczuwa. Z tych i innych powodów Pan Jezus był mniejszy od Ojca, ale kiedy zmartwychwstał, wstąpił do nieba i siedzi  na prawicy Boga Ojca i kiedy przyjdzie ponownie na ziemię, aby być Królem i Panem, jest i będzie Wszechmogącym!

Inni z kolei ludzie uważają, że Jezus był dobrym, moralnym człowiekiem, założycielem jednej z większych religii świata, uznają Go nawet za proroka, ale również odmawiają Mu boskości, dodając jeszcze, że byli przecież inni, podobni do Niego założyciele wielkich religii i Jezus jest podobny do tamtych wybitnych ludzi. Pan Jezus powiedział, że „wszyscy, ilu przede mną przyszło, to złodzieje i zbójcy” (Ewangelia Jana 10,8). Możemy powiedzieć, że żaden z tak zwanych wielkich ludzi żyjących zarówno przed, jak i po Chrystusie nigdy nie może się równać z Jezusem. On bowiem zasadniczo różnił się od nich, był wcielonym Synem Bożym, Bogiem, i takiego Jezusa opisuje Pismo Święte, takiego Jezusa znamy i takiego Jezusa głosimy, i przez takiego Jezusa, a ściśle mówiąc – jak czytamy w Dziejach Apostolskich 4,12 – przez Jego Imię –  dostępujemy zbawienia. Nikt więc nie może mówić, że przez jakieś inne imię bywamy zbawieni. Owszem, Bóg w Starym Testamencie często, ale nie zawsze objawiał się pod imieniem Jahwe, ale w Nowym Testamencie, a więc dla nas obecnie żyjących ludzi objawia się pod Imieniem i w osobie Jezusa. Jeśli więc ktoś chce naprawdę być zbawiony, musi całym sercem, dziecięcą wiarą oddać się Chrystusowi, pojednać się z Bogiem Ojcem przez Niego, a dokładnie mówiąc przez Jego ofiarę na Krzyżu Golgoty poniesioną za każdego człowieka. Pan Jezus powiedział, a zapisane jest to w Ewangelii Jana 14,6: „Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie”.

Tak, Drogi Czytelniku! Jeśli naprawdę pragniesz pojednać się z Bogiem Ojcem, jeśli naprawdę chcesz mieć życie wieczne, jeśli naprawdę chcesz być chrześcijaninem według Pisma Świętego – istnieje dla Ciebie tylko jedna droga: przez Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, ucieleśnionego Boga.

Pan Jezus jest Bogiem. Przytoczyliśmy na dowód tej wielkiej i wspaniałej prawdy kilka wersetów z Pisma Świętego, choć wystarczyłoby tylko jeden, bowiem każde słowo, każdy wiersz z Pisma Świętego jest Słowem Bożym i nie wymaga dodatkowego poparcia. Nie wierz więc różnym naukom ludzkim, często na pierwszy rzut oka wyglądającym na prawdziwe, ale w rzeczywistości będącym przekręconą, a więc inną Ewangelią… Strzeż się „innej”, to znaczy wywróconej Ewangelii. Weź Pismo Święte do ręki i czytaj je z modlitwą, a Duch Święty otworzy Ci oczy duchowe i zrozumiesz prawdy Boże bez pomocy ludzkiej. Niech Ci Bóg w tym dopomoże!

J. T.

[FMP].
[/FMP]




KAFARNAUM

„I opuściwszy Nazaret, przyszedł i zamieszkał w Kafarnaum.” (Ewangelia Mateusza 4,13)

Pan Jezus opuścił miasto, w którym spędził Swoją młodość i zatrzymał się w miasteczku położonym nad brzegiem jeziora Genezaret. W Kafarnaum dokonał też najwięcej znanych cudów. Tam przedstawił Swą naukę i posłannictwo. Działalność tę, jak podaje nam ewangelista Łukasz, Jezus rozpoczyna w wieku około trzydziestu lat. Dłuższa Jego obecność i okresowe powroty do tego miasteczka były dla Kafarnaum wyróżnieniem. Pisze o tym ewangelista Mateusz (4,16): „Lud, pogrążony w mroku, ujrzał światłość wielką, i tym, którzy siedzieli w krainie i cieniu śmierci, rozbłysła jasność”. Ale ludzie w Kafarnaum nie przyjęli Jezusa jako Mesjasza, zlekceważyli Jego naukę, poniżali Go tam podobnie jak w innych miastach. Dlatego pod adresem Kafarnaum i innych miejscowości, które Go nie przyjmowały, Jezus wypowiedział te niezwykle srogie i znamienne słowa. Posłuchajmy ich, a zawarte są one w Ewangelii Mateusza (11,20-23): „Biada tobie, Chorazynie, biada tobie, Betsaido; bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się te cuda, które u was się stały, dawno by w worze i popiele pokutowały. Ale powiadam wam: Lżej będzie Tyrowi i Sydonowi w dniu sądu aniżeli wam. A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba wywyższone będziesz? Aż do piekła zostaniesz strącone, bo gdyby się w Sodomie dokonały te cuda, które się stały u ciebie, stałaby jeszcze po dzień dzisiejszy”. Wiadomo dziś, że tak jak po starotestamentowej Sodomie, tak i po Kafarnaum nie pozostało śladu i archeolodzy nie potrafią ustalić dokładnego miejsca, gdzie się to miasto znajdowało.

Drodzy Czytelnicy! Ze Słowa Bożego wynika, że nie mniej srogi los spotka tych wszystkich, którzy znają świadectwo prawdy zawarte w Ewangelii, ale jej nie przyjęli. Odejście od Ewangelii zwiastującej łaskę dla każdego grzesznika, to przeciwstawienie się działalności Ducha Świętego. W Liście do Hebrajczyków (10,30-31) zawarte są słowa, które wypowiedział Pan Jezus: „Pomsta do mnie należy, Ja odpłacę; oraz: Pan sądzić będzie lud Swój. Straszna to rzecz wpaść w ręce Boga żywego”.

Kafarnaum było ośrodkiem Jego służby w Galilei i po wykonaniu wielu Swoich prac wracał On do tego miasteczka. W Kafarnaum i jego okolicach powołał Pan większość Swoich uczniów. Zostawili oni wszystko i szli z Nim. Szymon i Andrzej zostawili swoje sieci. Jakub i Jan pozostawili swego ojca z łodzią rybacką. Lewi nazywany później Mateuszem, pozostawił stanowisko celne. Wszyscy oni dobrowolnie przyjęli zadania, które przed nimi postawił. Ale zanim owych dwunastu uczniów, których powołał mogło pójść i działać samodzielnie, musieli przebywać z Nim i uczyć się u Niego. Bo nie ma owocnej służby dla Jezusa bez prawdziwej społeczności z Nim. W Ewangelii Łukasza (14,25-35) Pan Jezus przedstawia warunki, które obowiązują Jego uczniów  i naśladowców. Zwróćmy uwagę na niektóre z nich: „Kto nie dźwiga krzyża swojego, a idzie za mną, nie może być uczniem moim”. „Każdy z was, który się nie wyrzeknie wszystkiego, co ma, nie może być uczniem moim. Dobrą rzeczą jest sól; jeśli jednak sól zwietrzeje, czym ją przyprawić? Nie nadaje się ani do ziemi, ani do nawozu; precz ją wyrzucają. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”.

Taka jest cena prawdziwego uczniostwa. Apostoł Paweł w Liście  do Rzymian (12,2) przypomina każdemu wierzącemu, aby się nie upodabniał do tego świata, aby umiał rozróżniać co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe  i doskonałe. W Dziejach Apostolskich (20,24) mówi, że nie przywiązuje nadmiernej wagi do swego życia, byleby tylko dokonał swego biegu i służby, którą przyjął od Pana Jezusa, aby składać świadectwo o Ewangelii łaski Bożej. Kto chce być prawdziwie wierzącym człowiekiem, członkiem żywego Kościoła, ten nie może odchodzić od Jego nauki i zawartych w niej prawd.

Posiadanie pewności zbawienia to rzecz, która powinna być najcenniejsza dla każdego człowieka, a korzystanie z Jego darów łaski może dać wewnętrzne zadowolenie i pokój. Pan Jezus Swoich słów wzywających do naśladowania Go nie kieruje do misjonarzy, ale do każdego człowieka pragnącego pojednania z Bogiem i życia wiecznego w Bożej chwale. Dlatego uporządkuj drogę swojego życia wiodącą do Jego chwały.

Kiedy po raz pierwszy znalazłem się w Holandii i miałem okazję wraz z pewnym kaznodzieją podróżować samochodem przez ten kraj, podobało mi się wiele rzeczy: ładne, czyste domki, ogrody, kwiaty, kanały, wiatraki i inne. Ale przypominam sobie, jak przy wjeździe do pewnego wielkiego miasta zaabsorbował nas wypisany na czarnej asfaltowej trasie białymi literami napis oznaczający w naszym języku: „uwaga, uporządkuj swoją jazdę”. Napis ten znowu za chwilę powtórzył się, napisany na jakiejś tablicy przed wielkim skrzyżowaniem dróg przed miastem. Zorientowaliśmy się potem, że biedni byli ci kierowcy, którzy nie potrafili w porę znaleźć się przed skrzyżowaniem na właściwym pasie. Nieprzerwany strumień samochodów pociągnął ich w niewłaściwym kierunku.

Drodzy Czytelnicy! W Piśmie Świętym jest zawartych wiele słów mówiących o uporządkowaniu drogi, którą idziesz. I ty zbliżasz się do wielkiego skrzyżowania na drodze swego życia, które zmierza do końca. Dokąd chcesz iść: czy masz zamiar skręcić w lewo, czy w prawo? Jeśli w odpowiednim czasie nie zmienisz prawidłowo swego kierunku, to później będzie to bardzo trudne lub wręcz niemożliwe. Uporządkowania życia najlepiej dokonać już w okresie młodości, to jest czas najwłaściwszy. Zejście z fałszywej drogi w okresie późniejszym  jest o wiele trudniejsze. Wielkie skrzyżowanie na drodze naszego życia zbliża się; kiedy ono nastąpi, nie wiemy. Dlatego tak ważne jest uporządkowanie życia z Bogiem. Boże Słowo mówi (Objawienie Jana 1,3), że czas jest bliski. Dziś jest czas pokuty i nawrócenia. Dlatego w każdej sytuacji życiowej Jemu, Zbawicielowi grzeszników należy oddać pierwsze miejsce. Niech naszą codzienną lekturą będzie czytanie i studiowanie Pisma Świętego. Boże Słowo daje odpowiedź na wszystkie trudne problemy życiowe. Ono ukazuje cel życia w Panu Jezusie. Skarbnica Bożego Słowa jest niewyczerpana. On i dziś zaprasza, a Jego zaproszenie jest niezmiernie ważne. Ono brzmi: „Tego, który do mnie przychodzi, nie wyrzucę precz” (Ewangelia Jana 6,37).

Apostoł Jan napisał, że wiele jeszcze innych cudów uczynił Jezus wobec uczniów, które nie są zapisane w tej księdze. Szczególnie w Kafarnaum i jego okolicach Pan Jezus dokonał wiele cudów. Na Jego Słowo uleczony został sługa setnika (Ewangelia Mateusza 8,13). Tam też uzdrowił teściową Piotra, która wstała i usługiwała Mu (8,14-15). W Kafarnaum przynoszono do Niego ludzi opętanych i cierpiących na różne dolegliwości, którzy zostawali uzdrowieni (8,16-17). Przed drzwiami Jego mieszkania gromadziła się ludność  z miasteczka (Ewangelia Marka 1,32). Pewnego razu z powodu tłoku panującego w pomieszczeniu, w którym znajdował się Jezus, czterech ludzi przez dach spuściło przed Niego sparaliżowanego człowieka. Pan Jezus z powodu ich wiary uzdrowił chorego (Ewangelia Łukasza 5,17-26). Również w Kafarnaum polecił zapłacić obowiązujący podatek za siebie i Piotra, wyrażając w ten sposób swoją subordynację i posłuszeństwo wobec władzy (Ewangelia Mateusza 17,24-27). Aby być lepiej zrozumianym, w przemówieniach do ludzi stosował przykłady z życia. Inaczej przemawiał do dzieci, a inaczej do ludzi dorosłych. Dobry przykład naśladowania Go daje nam apostoł Paweł. On inaczej przemawiał do Ateńczyków, inaczej do Żydów. Pan Jezus mówił też o Sobie jako o Chlebie Żywota zstępującym z nieba: kto do Niego przyjdzie, ten nigdy nie będzie głodny. Apostoł Jan przypomina, że już w Starym Testamencie prorok Izajasz widział w swoim widzeniu chwałę Jezusa, jako chwałę Syna Bożego, przed którym cherubowie zakrywali swoje twarze, oglądając Jego Boskość.

Potrzebą każdego człowieka powinno być uchwycenie się Jezusa w wierze, naśladowanie Jego postępowania i pokory wobec bliźnich. Apostoł Jan w I Liście i 1. rozdziale napisał, że to, co widzieliśmy naszymi oczami,na co patrzyliśmy i to, czego dotykały się nasze ręce, o tym świadczymy „i wam zwiastujemy, abyście i wy społeczność z nami mieli.  A społeczność nasza jest społecznością z Ojcem i z Synem Jego, Jezusem Chrystusem. A to piszemy, aby radość nasza była pełna”. Nie możemy  tak jak apostołowie oglądać Go ani mieć bezpośredniej społeczności z Nim, ale możemy Jego Słowa przyjmować z wiarą do serc i mieć nadzieję na spotkanie i wieczne przebywanie z Nim w Jego chwale.

W Dziejach Apostolskich czytamy świadectwo Piotra, który tak o Nim mówi (10,39-43): „A my jesteśmy świadkami tego wszystkiego, co uczynił  w ziemi żydowskiej i w Jerozolimie; ale Bóg wzbudził Go trzeciego dnia  i dozwolił Mu się objawić. Przykazał nam też, abyśmy ludowi głosili i składali świadectwo, że On jest ustanowionym przez Boga sędzią żywych i umarłych. O Nim to świadczą wszyscy prorocy, iż każdy, kto w Niego wierzy, dostąpi odpuszczenia grzechów przez imię Jego”.

I Ty możesz wyznać Mu swoje grzechy. On nikogo, kto przyjdzie do Niego z wiarą, nie odrzuci. Jezus nie ma względu na osobę, pochodzenie, rasę czy kolor skóry. Jego ofiara na krzyżu Golgoty jest doskonała. On mocą Swojej krwi może oczyścić Twój grzech.

 Wszyscy wiemy, że czarny człowiek nie może być białym i odwrotnie. Żadne środki kosmetyczne lub wielogodzinne opalanie tu nie pomogą. O tym przypomina nam też i Pismo Święte (Księga Jeremiasza 13,23): „Czy Murzyn może odmienić swoją skórę a pantera swoje pręgi? A czy wy, przywykli do złego, możecie dobrze czynić?” Człowiek nie może wyjść ze swojego ciała i wejść w inne. Podobnie i pantera nie może zmienić swoich pręg. Nie można też wymagać od ludzi, którzy od dzieciństwa czynili źle, ażeby nagle zaczęli czynić dobrze. Żaden też człowiek nie może sam z własnych uczynków usprawiedliwić się przed Bogiem. Ale Bogu niech będzie chwała i dziękczynienie, że dla wszystkich, którzy wyznają swój grzeszny stan darowana jest Boża łaska. Prorok Izajasz tak ją określa (Księga Izajasza 1,18): „Choć wasze grzechy będą czerwone jak szkarłat, jak śnieg zbieleją; choć będą czerwone jak purpura, staną się białe jak wełna”. Chciałbym tu wspomnieć pewnego Murzyna, który na nabożeństwie ewangelizacyjnym tak powiedział do siedzących przed nim słuchaczy: „Mam czarną twarz, ale białe serce oczyszczone mocą krwi Pana Jezusa. Wy macie białe twarze, ale większość z was zapewne ma czarne serca. Pozwólcie je omyć krwią Chrystusa, a staną się białe. Błogosławieni ci, którzy są czystego serca, albowiem oni oglądać będą Boga”.

Dzieło Pana Jezusa na ziemi posiada niezwykłą wagę, choć zasmucić może każdego wierzącego fakt, że na końcu Jego wędrówki opuścili Go najbliżsi, uciekli, zdradzili, zaparli się Go. Ale On znał Bożą, Ojcowską odpowiedź, którą tak dobrze przedstawił prorok Izajasz (49,4). Trud Jego nie jest daremny… On stał się światłością i wybawieniem narodów.

Psalmista zaś w 126 Psalmie przypomina: „Ci, którzy siali ze łzami, niech zbierają z radością! Kto wychodzi z płaczem, niosąc ziarno siewne, będzie wracał z radością, niosąc snopy swoje”.

 Chwała naszemu Panu!

K.M.

[FMP].
[/FMP]




ŚMIERĆ – NAJWIĘKSZY WRÓG

Żyjemy w czasach, w których ludzie starają się zapominać o śmierci. Nasza obecna filozofia życia usiłuje negować fakt istnienia śmierci. Staramy się przezwyciężyć problem śmierci przez ignorowanie faktu jej istnienia. Młodzi ludzie na ogół nie lubią chodzić na pogrzeby. Nie chcą nawet myśleć o śmierci. Wydaje się im, że wszyscy inni umrą, tylko nie oni. Myślą sobie: „To tylko on lub oni mieli takiego ‘pecha’, że zginęli w wypadku, ja jestem w innej, lepszej sytuacji, mnie to nie spotka”. Jednakże wszyscy umierają. Od momentu narodzenia się zaczynamy powoli umierać. Śmierć jest najbardziej „demokratycznym” przeżyciem na ziemi: wszyscy mamy w niej udział. Gdy odwiedzałem kiedyś szpital, przez około pół godziny obserwowałem drzwi wejściowe do tego szpitala. Co chwilę przywożono kogoś: jednego rannego w wypadku samochodowym, drugiego w bójce, trzeciego z powodu zawału serca, itd.

Pomyślałem wtedy sobie: jak szybko przychodzi śmierć, jak kiwnięcie palca… Jednakże zawsze myślimy o niej jako o czymś, co spotkało tylko innych ludzi. Nie lubimy starzeć się i umierać. Nasza cywilizacja nie może uporać się z naturalnym procesem starzenia się i umierania. Gdybyśmy jednak zrozumieli znaczenie śmierci i przyjrzeli się jej z odpowiedniej perspektywy, pomogłoby to nam lepiej żyć. Chciałbym więc, abyśmy przyjrzeli się śmierci oczami Biblii i dowiedzieli się, co Biblia ma do powiedzenia na temat śmierci.

Biblia uczy przede wszystkim, że śmierć jest nieprzyjacielem człowieka i Boga. Nie mówię w tej chwili o słabości, strachu i rozpaczy, mówię o samej śmierci. Śmierć jako zjawisko jest naszym wrogiem. Zmiata ludzi z ziemi często u szczytu ich twórczych sił, wtedy, kiedy jeszcze są potrzebni w rodzinie, w miejscu pracy, w narodzie. Zostawia po sobie pogrążoną w smutku wdowę i osierocone dzieci. Bóg jednak nigdy nie miał w swoich zamiarach zsyłać śmierć na człowieka. W ogrodzie Eden nie było śmierci, nie było bólu, łez i cierpień. Nie były potrzebne siły porządkowe i wojskowe, człowiek był doskonały i żył w doskonałym pod każdym względem środowisku przyrodniczym. Jednakże człowiek mający wolną wolę zbuntował się przeciwko Bogu. Ten bunt nazywa się grzechem. Biblia uczy, że jako wynik grzechu pojawiała się na ziemi śmierć i dzisiaj panuje ona nad całym rodzajem ludzkim. Śmierć jest karą zesłaną na człowieka za jego grzech. My jako grzesznicy jesteśmy wszyscy pod wyrokiem śmierci. Starzejemy się i więdniemy dlatego, że jesteśmy grzesznikami i śmierć w pewnym sensie jest błogosławieństwem. Ona bowiem uwolniła świat od wielu takich ludzi jak Hitler… Ona daje każdemu pokoleniu szansę nowego początku. Biblia jednak uczy również, że ten największy wróg człowieka – śmierć, będzie ostatecznie zniszczony. Przychodzi dzień, kiedy Jezus Chrystus będzie panował jako Król królów, Pan panów. Wszystko, co się sprzeciwia woli Bożej będzie zniszczone, a ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony, będzie śmierć. Ci, którzy są w Jezusie Chrystusie, będą mieli udział w zmartwychwstaniu i otrzymają nowe ciała. Nowe ciała będą chwalebne (uwielbione), silne, duchowe, nieśmiertelne, nie psujące się, odporne na grzech, starzenie się i śmierć. Będziemy mieli ciała podobne do ciała Pana Jezusa. Biblia uczy, że ten wróg – śmierć, został  już pokonany. Został pokonany w krzyżu i zmartwychwstaniu Pana Jezusa. Ostateczne jednak zniszczenie śmierci należy do przyszłości, a walka ze śmiercią trwa jeszcze, choć – jak wyżej powiedziałem – złamanie jej mocy nastąpiło już na krzyżu i w zmartwychwstaniu Chrystusa. Dzisiaj jednakże nie widać tego, aby śmierć była zwyciężona. Przypominają nam o tym nekrologi    w gazetach i jadące ulicami miast i wsi karawany pogrzebowe. A jednak apostoł Paweł pisze, że śmierć jest jak żądło jadowitego insekta, które zostało złamane…

Jedną z przyczyn, dla której boimy się śmierci, jak uczy Biblia, jest to, że po śmierci następuje sąd. Boimy się jednak sądu, ponieważ wszyscy mamy poczucie winy. Wiemy, że obraziliśmy naszego Boga. To jest przyczyna, dla której w każdej religii lub kulturze jest pojęcie i praktyka jakiejś formy odkupienia przez krew. Bodajże we wszystkich religiach świata było lub nadal istnieje pojęcie i praktyka odkupienia przez krew. Pismo Święte mówi, że bez rozlania krwi nie ma przebaczenia i dla tej przyczyny Jezus umarł na krzyżu.W I Liście Jana czytamy, że „krew Jezusa Chrystusa, Syna Jego, oczyszcza nas od wszelkiego grzechu” (1,7). Bez krwi nie ma oczyszczenia, bez śmierci nie ma zwycięstwa nad śmiercią. Jezus musiał umrzeć, abyśmy żyli i stępił żądło śmierci przez usunięcie strachu przed sądem. Tak jak Pismo Święte uczy, że „nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie” (List do Rzymian 8,1).

Chwała niebios

Gdy czasami przemawiam na pogrzebie, mówię do zasmuconej rodziny: „nie wstydźcie się płaczu”. Nie ma bowiem nic niewłaściwego w ronieniu łez nad grobem umiłowanych, którzy odeszli od nas, lecz Pismo Święte mówi, abyśmy nie smucili się jak ci, którzy nie mają nadziei. Błogosławieniu są ci, którzy w Panu umierają. Ci, którzy poszli do nieba i są z Chrystusem, są szczęśliwsi od nas i za nic w świecie nie chcieliby do niego powrócić. Słyszałem, jak pewien kaznodzieja mówił o Łazarzu, który został wskrzeszony z martwych: „on nie chciał wrócić. Dlatego Jezus musiał zawołać go donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź!”. Łazarz zakosztował już coś z chwały niebios i dlatego nie chciał wrócić na ziemię.

Śmierć człowieka niewierzącego jest opisana przez Samuela Johnsona, który tak opisuje stratę swego przyjaciela: „doznawałem nieznanego mi dotąd uczucia zakłopotania, pasji (cierpienia), przerażającej ciszy, smutku, ciemnej, bezimiennej, terroryzującej siły”. Sommerset Maugham, nowelista, powiada, że „umieranie jest piekielnym przeżyciem”. Co się jednak dzieje z wierzącym, z człowiekiem żywej wiary? Przede wszystkim śmierć przynosi trwałe uwolnienie od zła. My, którzy skosztowaliśmy Bożej sprawiedliwości, mamy pragnienie być całkowicie czyści. Pragniemy żyć w społeczeństwie czystym,w którym nie ma kłamstwa, zazdrości, nienawiści lub przestępstwa. Tak długo, jak żyjemy na tej ziemi, nie osiągniemy tego, ponieważ nie można zbudować doskonałego społeczeństwa na chwiejnych fundamentach ludzkiej natury. Gdy umrę w Chrystusie – mówi Biblia – idę natychmiast przed oblicze Chrystusa,   do nowego świata, wolnego od mocy grzechu, bólu i niepokoju. Paweł używa słowa „odejść” (odjechać) zawierającego w sobie myśl odpłynięcia na statku, uwolnienia z niewolnictwa, rozwiązania wielkiego problemu lub powrotu do domu.  To jest część tego, co śmierć przynosi wierzącemu.

Ukoronowany sprawiedliwością

Oznacza to również, że wierzący będzie podobny do Jezusa. Śmierć ostatecznie zamyka proces udoskonalania naszego uświęcenia, które zaczyna się w ziemskim życiu wierzącego człowieka. Apostoł Paweł nazywa to wieńcem (w innych tłum. „korona”) „sprawiedliwości, który mi w owym dniu da Pan, sędzia sprawiedliwy” (II List do Tymoteusza 4,8). To jest dla mnie myśl zapierająca dech! Ukoronowany sprawiedliwością! Tutaj tylko skosztowaliśmy tego. Z niecierpliwością czekam tego momentu, kiedy będę miał przywilej być ukoronowany sprawiedliwością. Będziemy podobni do Chrystusa w poznaniu. W mojej bibliotece są setki książek, ale przeczytałem z nich tylko kilka. Chciałbym wiedzieć, co jest w nich wszystkich, ale nie dowiem się, dopóki nie dostanę się do nieba.

Tutaj widzimy i poznajemy tylko częściowo. Historia jest dla nas zagadką, nie możemy jej dokładnie zrozumieć. Gdy bierzemy do ręki i patrzymy na przezrocza, widzimy niedokładny obraz, dopiero gdy rzucamy go przez światło projektora na ekran, widzimy go w szczegółach. Podobnie dzieje się z naszą wiedzą o Bogu i człowieku. Tutaj tak mało wiemy, lecz pewnego dnia zobaczymy to wszystko przez potężne Boże światło. Będziemy podobni również do Chrystusa w miłości. Tutaj na ziemi w wielu rzeczach, które czynimy, angażujemy nasze własne „ja”, lecz pewnego dnia w Chrystusie będziemy mieli doskonałą miłość. Co to będzie za chwalebny dzień, gdy znajdziemy się w niebiosach! Nowym niebie; nowej ziemi!

W pojednaniu z Bogiem

Kiedyś pewien felietonista radził czytelnikom zrobić pięć rzeczy na wypadek śmierci. Powiedział tak: po pierwsze – pogódź się z faktem swojej śmierci. Po drugie – jeśli przekroczyłeś pięćdziesiątkę, przygotuj sposób umierania. Po trzecie – zabezpiecz materialnie tych, których zostawisz na ziemi (przede wszystkim ubezpiecz się). Po czwarte – napisz testament. Piąte – pojednaj się z Bogiem, ale szczerze mówiąc, nie umiem Ci poradzić, jak to zrobić.

A więc ja chciałbym zaproponować Ci, jak to zrobić: Pokutuj ze swoich grzechów i przyjmij Jezusa Chrystusa jako swego Zbawiciela i Pana. Możesz to uczynić teraz w tej chwili. Chodzi tu o coś więcej niż tylko „pojednanie” się z Bogiem. Ty potrzebujesz osobistego poznania Jezusa Chrystusa. Tu chodzi     o coś więcej niż przynależność do kościoła, chrzest lub moralne życie. Chodzi o osobisty, intymny stosunek do Jezusa Chrystusa, w którym jesteś gotów wziąć swój krzyż i naśladować Go, gotów zaprzeć się samego siebie i uczynić Go swoim Panem, Mistrzem i Zbawicielem.

Zapraszam Cię, abyś upewnił się czy Jezus Chrystus jest w Twoim sercu   i czy jesteś gotowy do spotkania ostatniego wielkiego wroga ludzkości – śmierci? Czy jesteś gotowy przejść przez dolinę cienia śmierci i nie bać się złego? Czy Jego laska i kij pocieszają Ciebie? Czy znasz Go? Czy Chrystus jest Twoją własnością? Czy będzie On z Tobą w tym miejscu, gdzie nadejdzie Twoja ostatnia chwila?

Billy Graham

[FMP].
[/FMP]




BOŻY SĄD

Ktoś powiedział, że śmierć jest najbardziej demokratyczną instytucją na ziemi. Przychodzi ona do wszystkich ludzi bez względu na kolor skóry, wykształcenie, bogactwo czy pozycję społeczną. Nie dyskryminuje nikogo, nie robi żadnych wyjątków. Stawka śmiertelności ludzkości jest taka sama na całym świecie: jedna śmierć na osobę. Jednym wyjątkiem, o którym wiemy (podaje to Pismo Święte) są Henoch i Eliasz przeniesieni przed oblicze Boże bez umierania oraz ci wierzący, którzy – żyjąc jeszcze w chwili powtórnego przyjścia Chrystusa – zostaną przemienieni bez konieczności spotkania śmierci. „Postanowione jest ludziom raz umrzeć”. Od tego biblijnego orzeczenia nie ma odwołania. Po tym oświadczeniu Listu do Hebrajczyków (9,27) następuje inne: „a potem sąd”. Pojęcie Sądu Ostatecznego, przed którym wszyscy ludzie muszą stanąć i na którym zapadnie wyrok odnośnie do ich wiecznego przeznaczenia, nie powstało, oczywiście, w wyobraźni średniowiecznych malarzy i pisarzy. Pojęciu temu towarzyszy zgodne świadectwo Pisma Świętego: Starego i Nowego Testamentu. Kiedy więc autor Listu do Hebrajczyków mówi o pośmiertnym Sądzie, to nie wprowadza tu żadnej nowej nauki. W poprzednich rozdziałach Listu umieszcza Sąd Wieczny w katalogu podstawowych nauk biblijnych, które obejmują: nawrócenie od martwych uczynków, wiarę w Boga, chrzty, wkładanie rąk, zmartwychwstanie  (6,1-2). Skoro więc Sąd Wieczny stanowi jeden z sześciu podstawowych artykułów wiary chrześcijańskiej, przeto nic dziwnego, że raz po raz mówi o nim Pismo Święte.

W Starym Testamencie bardzo często Bóg jest określany jako Bóg sądu, który jako „Sędzia całej ziemi” stosuje prawo (I Księga Mojżeszowa 18,25), „będzie sądził świat sprawiedliwie, a ludy według swej wierności” (Psalm 96,13), i „odbędzie sąd nad każdym czynem, nad każdą rzeczą tajną – czy dobrą, czy złą” (Księga Kaznodziei Salomona 12,14). Ten Sąd dokona wiecznego podziału wśród ludzi, albowiem „wielu z tych, którzy śpią w prochu ziemi, obudzą się, jedni do żywota wiecznego, a drudzy na hańbę i wieczne potępienie” (Księga Daniela 12,2).

Te prorockie wzmianki znajdują swój pełny i ostateczny wyraz  w Nowym Testamencie, w nauce Jezusa Chrystusa i Jego apostołów. Jezus ostrzegał przed przyszłym Sądem. W dwunastu ze wszystkich trzydziestu sześciu przypowieści Jezusa mowa jest o ludziach osądzonych, ukaranych i potępionych za swoje grzechy! Także w historii o bogaczu i Łazarzu ukazuje Pan warunki, w jakich znajdują się ludzie po śmierci. Widzimy tam bogacza w mękach, którym nie ma ulgi i nie ma końca. Nie ma także możliwości opuszczenia tego miejsca mąk (patrz Ewangelia Łukasza 16,19-31). Naukę  o Bożej odpłacie mamy także w Kazaniu Na Górze. Mówiąc o konsekwencji nienawiści, gniewu, Pan ostrzega przed Sądem (Ewangelia Mateusza 5,22). Następnie, mówiąc o cudzołożnym, pożądliwym spojrzeniu, nawołuje ludzi do złożenia wszelkiej ofiary, by uniknąć piekła (5,27-30). Dalej, porównując życie człowieka z drzewem, powiada: „Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, wycina się i rzuca w ogień” (7,19). Gdzie indziej  w Ewangeliach, w nauce Jezusa Chrystusa dźwięczy ta sama nuta. Terminy, którymi Jezus posługuje się mają oczywiście charakter obrazowy, symboliczny, to jednak nie mniej są one straszliwie realne. Mówi On o nieugaszonym ogniu, ciemności zewnętrznej, nieumierającym robaku, o płaczu i zgrzytaniu zębów, o zmartwychwstaniu na Sąd, o piekle, o potępieniu. W Swoim ostatnim publicznym nauczaniu, na Górze Oliwnej, Jezus podał niektóre szczegóły dotyczące Sądu w przypowieści o owcach i kozłach. Do jednej grupy ludzi, tych po lewicy, Syn Człowieczy mówi: „Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny, zgotowany diabłu i jego aniołom” (Ewangelia Mateusza 25,41). A kończąc tą przypowieść, Jezus powiedział: „I odejdą ci na kaźń wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego” (25,46).

Chciałbym jednak to, co powiedziałem wyżej zakończyć słowem pociechy dla ludzi prawdziwie wierzących, bojących się Boga. Pan Jezus Chrystus powiedział: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto słucha słowa mego i wierzy temu, który mnie posłał, ma żywot wieczny i nie stanie przed sądem, lecz przeszedł z śmierci do żywota” (Ewangelia Jana 5,24).

E.C.

[FMP].
[/FMP]




ŚMIERĆ… I CO DALEJ?

Czym jest śmierć?

Śmierć jest oddzieleniem ducha i duszy od ciała. Przynosi ludzkości nieskończenie wiele cierpienia, ale wierzącym otwiera wejście do bytu doskonałego.

Księga Kaznodziei Salomona 12,7 „Wróci się proch do ziemi, tak jak nim był, duch zaś wróci do Boga, który go dał”.

 I Księga Mojżeszowa 3,19 „W pocie oblicza twego będziesz jadł chleb, aż wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz”.

List do Rzymian 6,23 „Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, lecz darem łaski Bożej jest żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym”.

List do Filipian 1,21 „Albowiem dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem”.

I List do Koryntian 15,55-57 „Gdzież jest, o śmierci, zwycięstwo twoje? Gdzież jest, o śmierci, żądło twoje? A żądłem śmierci jest grzech, a mocą grzechu jest zakon; ale Bogu niech będą dzięki, który nam daje zwycięstwo przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa”.

List do Rzymian 5,12 „Przeto jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, tak i na wszystkich ludzi śmierć przyszła, bo wszyscy zgrzeszyli”.

I List do Koryntian 15,42-44 „Tak też jest ze zmartwychwstaniem. Co się sieje jako skażone, bywa wzbudzone nieskażone; sieje się w niesławie, bywa wzbudzone w chwale; sieje się w słabości, bywa wzbudzone w mocy; sieje się ciało cielesne, bywa wzbudzone ciało duchowe. Jeżeli jest ciało cielesne, to jest także ciało duchowe”.

Gdzie znajdują się zmarli?

Pismo Święte naucza, że dusza człowieka idzie po śmierci do krainy umarłych. Są tam dwa miejsca.

Pierwsze z nich to miejsce pobytu dla bezbożnych:

List do Hebrajczyków 10,27 „…straszliwe oczekiwanie sądu i żar ognia, który strawi przeciwników”.

Objawienie Jana 14,11 „A dym ich męki unosi się w górę na wieki wieków…”

Ewangelia Marka 9,43 „A jeśli cię gorszy ręka twoja, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie wejść kaleką do żywota, niż mieć dwoje rąk, a pójść do piekła,      w ogień nieugaszony…” (i dalej do 48 wersetu)

(zobacz także Ewangelia Łukasza 16,19-31 – podobieństwo o bogaczu i Łazarzu)

Drugie z nich to miejsce pobytu  dla  zmarłych  wierzących:

Księga Izajasza 57,2 „…na swoich łożach odpoczywają ci, którzy postępowali godziwie”.  

Objawienie Jana 14,13 „Błogosławieni są odtąd umarli, którzy w Panu umierają. Zaprawdę, mówi Duch, odpoczną po pracach swoich; uczynki ich bowiem idą za nimi”.   

List do Hebrajczyków 4,10 „Kto bowiem wszedł do odpocznienia jego, ten sam odpoczął od dzieł swoich, jak Bóg od swoich”.

Ewangelia Łukasza 23,43 „Zaprawdę powiadam ci, dziś będziesz ze mną w raju”.

 W miejscu swojego pobytu zmarli oczekują albo powstania na Sąd (niewierzący), albo powstania do życia (wierzący):

List do Hebrajczyków 9,27 „…postanowione jest ludziom raz umrzeć, a potem sąd”.

Ewangelia Jana 5,29 „I wyjdą ci, co dobrze czynili, by powstać do życia; a inni, którzy źle czynili, by powstać na sąd”.

 Ewangelia Jana 3,36 „Kto wierzy w Syna, ma żywot wieczny, kto zaś nie słucha Syna, nie ujrzy żywota, lecz gniew Boży ciąży na nim”.

Ewangelia Jana 11,25 „Rzekł jej Jezus: Jam jest zmartwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie”.

(zobacz także II List do Koryntian 4,16-5,10)

[FMP].
[/FMP]




DARY DUCHA ŚWIĘTEGO – cz. XI

Dar wiary

„Jeden bowiem otrzymuje przez Ducha mowę mądrości, drugi przez tego samego Ducha mowę wiedzy, inny wiarę w tym samym Duchu…” (I List do Koryntian 12,8-9).

„Wiara jest pewnością tego, czego się spodziewamy, przeświadczeniem o tym, czego nie widzimy” (List do Hebrajczyków 11,1). Innymi słowy, jest to stuprocentowa pewność, że wydarzy się to, o co się modlimy, że Bóg nas wysłucha. Prawdziwa wiara wiąże się też ze zdolnością rozróżniania czy modlitwa, którą zanosimy do Boga, jest zgodna z Jego wolą, bowiem nie można wierzyć w coś, co jest niezgodne z Bożym planem. Jezus powiedział: „Bo zaprawdę powiadam wam, gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, to powiedzielibyście tej górze: Przenieś się stąd tam, a przeniesie się, i nic niemożliwego dla was nie będzie” (Ewangelia Mateusza 17,20). Tak więc nie ma żadnych ograniczeń dla prawdziwej wiary, dosłownie – wiara będąca Bożym darem może WSZYSTKO, gdyż dla Boga żadne ograniczenia nie istnieją. Osoby obdarzone darem wiary podejmują się wielkich zadań dla budowania Królestwa Bożego, często wręcz niemożliwych do wykonania z punktu widzenia człowieka. Więcej – one często nie wiedzą, w jaki sposób mają doprowadzić do realizacji swoich zamierzeń, ale wierzą, że Bóg im w tym pomoże. Podejmując te zadania muszą mieć na uwadze w pierwszej kolejności Bożą chwałę i pożytek dla ludzi, zgodnie ze słowami Jezusa: „Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane” (Ewangelia Mateusza 6,33). Jeżeli w tym, co czynimy, na pierwszym miejscu stawiamy Boga i Jego Królestwo, to nasze dokonania wynikające z wiary będą niezwykłe. We wspaniały sposób cudowne sprawy będące wynikiem wiary opisuje autor Listu do Hebrajczyków w 11. rozdziale. Zachęcam do przeczytania całego rozdziału, natomiast tutaj ze względu na objętość artykułu przytoczę jedynie wersety 32-34: „I cóż powiem jeszcze? Zabrakłoby mi przecież czasu, gdybym miał opowiadać o Gedeonie, Baraku, Samsonie, Jeftem, Dawidzie i Samuelu, i o prorokach, którzy przez wiarę podbili królestwa, zaprowadzili sprawiedliwość, otrzymali obietnice, zamknęli paszcze lwom, zgasili moc ognia, uniknęli ostrza miecza, podźwignęli się z niemocy, stali się mężni na wojnie, zmusili do ucieczki obce wojska”.

Zatem wierzmy Bogu, wierzmy Jego Słowu, a wówczas nasza wiara w sposób niezwykły przemieni nasze życie! Zanośmy do Niego prośby z wiarą, „bez powątpiewania; kto bowiem wątpi, podobny jest do fali morskiej, przez wiatr tu i tam miotanej. Przeto niechaj nie mniema taki człowiek, że coś od Pana otrzyma” (List Jakuba 1,6-7). Patrzmy na ludzi wiary wymienionych w 11. rozdziale Listu do Hebrajczyków, rozważajmy ich życie, a przede wszystkim wzorujmy się na najdoskonalszym przykładzie wiary, „patrząc na Jezusa, sprawcę i dokończyciela wiary, który zamiast doznać należytej mu radości, wycierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, i usiadł na prawicy tronu Bożego” (List do Hebrajczyków 12,2). „Przystąpmy tedy z ufną odwagą do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej porze” (List do Hebrajczyków 4,16).

Pamiętajmy też, abyśmy nigdy nie odstąpili od prawdziwej wiary! „Baczcie, bracia, żeby nie było czasem w kimś z was złego, niewierzącego serca, które by odpadło od Boga żywego, ale napominajcie jedni drugich każdego dnia, dopóki trwa to, co się nazywa „dzisiaj”, aby nikt z was nie popadł  w zatwardziałość przez oszustwo grzechu. Staliśmy się bowiem współuczestnikami Chrystusa, jeśli tylko aż do końca zachowamy niewzruszenie ufność, jaką mieliśmy na początku” (List do Hebrajczyków 3,12-14).

                                                Estera Bednarska  

[FMP].[/FMP]     




TYLKO SIEDEM DNI – CH. SHELDON

OPOWIADANIE Z XIX WIEKU. RZECZ DZIEJE SIĘ W AMERYCE

Rozdział III – Pierwszy dzień

Gdy Pan Gardy obudził się pierwszego dnia z siedmiu pozostawionego mu życia, według zwyczaju rozmyślał o swoich sprawach, ale w pamięci szybko powstał obraz rzeczy widzianych ubiegłej nocy i przeraził się myśli, że natychmiast musi rozstrzygnąć, co w pierwszym rzędzie powinien robić. Nie było to łatwe zadanie, gdy się miało świadomość, że pozostało tylko siedem dni, i nic więcej.

Dawniej bywało, że milczał, pośpiesznie spożywał śniadanie i szybko wychodził. Dzieci zbierały się leniwie, kiedy które chciało i rodzina rzadko zasiadała razem przy stole.

Dzisiaj pan Gardy zaczekał, aż wszyscy się zebrali i podczas śniadania przeprowadził niby rodzinną naradę. Widział podniecenie żony, ale jej było bardzo przyjemnie odczuwać, gdy mąż zwracał się do niej z dawną delikatnością i miłością. To zadowolenie odbiło się na jej twarzy i wróciło odbicie minionej urody, jakie ją dawno opuściło wśród zgryzot. Dzieci odczuwały nagłą, wielką zmianę w swym ojcu, co dało się u nich zauważyć – różnie: Rozpieszczony George był nadąsany i cały czas milczał; Wille – zdenerwowany i także zamyślony; starsza córka Alice – dziewczyna o stanowczym charakterze i samodzielnie myśląca, ucałowała ojca tak znacząco, jakby starając się przekazać mu, że ona go całkowicie rozumie i ceni jego nowe podejście do nich; Clara wyglądała na przerażoną, zalęknioną, jakby śmierć już wkroczyła do ich domu; kilka razy zaczynała płakać, wreszcie wyszła z pokoju; Bessie, jak zwykle siedziała przy ojcu i była ze wszystkich najweselsza, spokojna i filozoficznie rozważała, niczym osoba dorosła, aż ojciec dwukrotnie uśmiechnął się do niej, gdy mu podawała swe rady.

Pan Gardy zachowywał spokój, ale na jego twarzy malowała się bladość oraz widoczne było, że wrażenia minionej nocy już się w nim utrwaliły i wzmocniły. Nie można w żaden sposób uważać go za obłąkanego. Żona jego widziała i wiedziała, że nigdy nie był bardziej rozsądny i tak spokojnie nie rozmawiał. Zawsze odznaczał się wrodzoną silną wolą. Obecnie hamował te pożądliwości, którym poprzednio lekko się poddawał. Nigdy dotąd nie przydarzyło się panu Gardy tak siebie pokonywać i tak stanowczo opanowywać swą nerwowość! Wszystko to odbywało się tak lekko, jakby samo od siebie przychodziło, a to dlatego, że teraz żył w światłości Wieczności. Wszystkie zasoby jego rozumu i serca zatrzymały się na myśli o krótkości zostawionego mu okresu życia. Wzruszony do głębi, modlił się w myślach:

– Wszechmogący Boże, naucz mnie użyć tych siedmiu dni najbardziej mądrze i w najlepszy sposób.

– Robercie, co dzisiaj będziesz robił? – zapytała żona.

– Myślałem właśnie o tym, moja miła; sądzę, że naszym pierwszym obowiązkiem jest Bóg; tak dawno wszyscy razem nie modliliśmy się rano wspólnie. Po rodzinnej modlitwie, gdy cała nasza rodzina stanie przed Bogiem, na kolanach, ja myślę, że On wskaże mi, co robić, co jest najbardziej ważne dla mnie.

Naiwna Bessie pośpieszyła oznajmić:

– Ja myślę, że tatuś powinien pozostać stale w domu i być razem z nami.

– Robercie – powiedziała pani Gardy, która podobnie jak Bessie, nie mogła pojąć całego zajścia – opuścisz swoją pracę? Jak będziesz ją mógł wykonywać w takim stanie? Starczy ci siły i cierpliwości pod wpływem tego wszystkiego, co się z tobą dzieje?

– Myślałem o tym i postanowiłem pracować nadal. Nie widzę, dlaczego miałoby być lepiej, gdybym pracę porzucił.

– I powiesz w pracy, że ci pozostało żyć tylko… – pani Gardy nie mogła wymówić następnego słowa, ugrzęzło jej w gardle.

– A co ty byś zrobiła, Alice? – spytał ojciec swą starszą córkę. Wprawdzie była kaleką, lecz już niejeden raz wykazywała w rodzinie niemały rozsądek i stanowczość.

– Ja nic bym nie powiedziała – odparła Alice, trochę pomyślawszy.

– Tak i ja sądzę – powiedział pan Gardy, skinąwszy głową. – Wszystko jedno, oni by nie zrozumieli moich przeżyć. Moim następcą, według wszelkiego prawdopodobieństwa, będzie nowo mianowany młody Welman, zupełnie przygotowany i nadający się do tej pracy. Dawniej nie chciałem rozmawiać z wami o tych sprawach, a teraz wydaje mi się, że moja praca jest cząstką mego rodzinnego życia. Naturalnie, uporządkuję wszystkie moje papiery. George ofiaruje mi pół dnia, aby wszystko dokładnie i szczegółowo opracować. Ty wiesz, Mary, że zawsze miałem swoje sprawy w takim porządku, żeby nic nie zakłóciło ich w razie mojej niespodziewanej śmierci. Dzięki Bogu, nie mam teraz potrzeby tracić wiele czasu na to, a mogę zająć się o wiele poważniejszymi problemami i im poświęcę swoje siły.

Rzeczywiście, szanujący się i stanowczy pan Gardy lubił mieć sprawy w porządku. Na swoim stanowisku dyrektora kolejowego był zmuszony bardzo często jeździć koleją i podobnie jak wielu kolejarzy, liczył się z możliwością różnych nieszczęść i niespodziewanej śmierci w czasie tych częstych podróży. Jednakże myśl o niebezpieczeństwie nie uczyniła go mniej pewnym siebie. Jak wszyscy ludzie, myślał w głębi duszy, że będzie żył długo. W razie katastrofy ulegnie wypadkowi maszynista, pomocnik palacza, konduktorzy, a on się uratuje.

Niespodziewanie Wille począł mówić:

 – Tatusiu, czy zabierzesz mnie i Georga ze szkoły?

– O, nie, gołąbku. Do czego by to doprowadziło? Ja chcę, abyście się dalej uczyli, jakbym miał żyć jeszcze pół wieku.

George milczał, patrzył przy tym na ojca z powątpiewaniem, czy jest przy zdrowych zmysłach. Ojciec zauważył to spojrzenie i zrozumiał je. Fala ogromnej tęsknoty zalała jego serce, dlatego iż przypomniał sobie jeden fragment snu, w którym syn dał mu się widzieć w domu gry. Ponownie szukał ulgi w cichej modlitwie: –  Miłosierny Boże, naucz mnie przeżyć te siedem dni jak można najlepiej, także w ustosunkowaniu się do mojej rodziny.

– Tatusiu! – nieoczekiwanie zawołała Bessie – a co zrobisz z Clarą i Jamesem? Czy wiesz, że oni są już zaręczeni?

– Bessie! – nagle z dziwną porywczością zawołała wracająca do pokoju Clara. Zauważywszy jednak, że ojciec się nachmurzył, jakoś się skuliła, bojąc się jego gniewu.

Pan Gardy patrzył dzisiaj na życie inaczej. Dobę wstecz postąpiłby wobec Bessie tak, jak zwykle ustosunkowywał się do jej dziwnych wyjaśnień rodzinnych tajemnic. Trochę by się pośmiał, a następnie stanowczo nakazałby Clarze zerwać zaręczyny, o ile takowe się odbyły; musiałaby wykonać to niezwłocznie i z tej przyczyny, że on w ogóle nie życzy sobie wejścia do rodziny Jamesa Kakstona. Brał pod uwagę fakt, że James jest biedny. Poza tym, co gorsza, ojciec Jamesa zwyciężył pana Gardy w miejskich wyborach, gdy chodziło o zaszczytne i intratne miejsce. Pan Gardy nigdy nie zapomniał tej urazy i nie przebaczył ujmy. Gdy zauważył, że jego dzieci przyjaźnią się z Kakstonami, zabronił im chodzić tam, co wreszcie doprowadziło, jak wszelki nie obmyślany zakaz, do niepożądanego rezultatu, to jest do zaręczyn Clary z Jamesem. Pan Gardy uważnie popatrzył na Clarę i bardzo czule powiedział do niej:

– Claro, dziecko drogie, trzeba koniecznie o tym szczegółowo porozmawiać. Ty wiesz, że twój ojciec kocha cię i pragnie twego szczęścia – głos mu się urwał ze wzruszenia, a Clara znów się rozpłakała i wyszła z pokoju.

– No, dosyć już, dosyć – zaoponował pan Gardy, widząc, że nikt nie jest w stanie mówić. – Zawołamy do Pana, On nas wszystkich zrozumie.

George wstał z niechętną miną, aby odejść.

– George – cicho zawołał ojciec – czy nie zostaniesz z nami? – George usiadł zmieszany. Alice i Clara również wróciły.

Ojciec otworzył Pismo Święte i przeczytał znany rozdział Listu do Efezjan, zaczynający się od słów: „Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom swoim w Panu”. Następnie w krótkiej, ale serdecznej modlitwie prosił o Boże błogosławieństwo i pomoc na cały dzień. W ten sposób rozpoczął dzień niosąc brzemię odpowiedzialności, którą odczuwał dopiero teraz. Nie doszedłszy jeszcze do drzwi, wrócił, usiadł obok żony i objął ją, a Bessie wdrapała się również na kanapkę, całując to ojca, to matkę. Synowie stali niezdecydowani i zdziwieni; oni tak mało przyzwyczajeni byli do pieszczot ojcowskich, że teraz czuli się skrępowani w jego obecności. Matka była zupełnie przygnębiona.

– Robercie! Nie mogę pojąć tego, jak możesz taką wagę przywiązywać do snu? W ten sposób szkodzisz sobie i nam. Bóg przecież nie żąda, abyśmy wszyscy się zasmucali do tego stopnia. Wierz mi, to był tylko sen. Będziemy żyć lepiej, żyć dla Pana, ale błagam cię, przestań już myśleć o tym, że po siedmiu dniach zabraknie ciebie wśród nas. To jest niemożliwe! Wybacz, to jest nawet nieładnie. Sam pozbawiasz się odwagi ducha.

– Mary, moja droga, chciałbym, aby Bóg dał mi siedem lat, żebym zlikwidował swój egoizm i niedbały stosunek do ciebie. Jednak jestem przekonany, że zostało mi danych tylko siedem dni. Muszę pracować nieustannie myśląc o tym. Niech mi w tym Bóg dopomoże! Dzieci, nie spóźnijcie się! Dzisiejszy wieczór spędzimy razem. Alice, rozwesel i zabaw mamę. Ty jesteś dobrą dziewczynką, a ja…

Znów pan Gardy nie mógł opanować się dręczony myślą, że nigdy do tej pory nie poświęcał uwagi ani troski tej silnej i dzielnej córce, która nigdy nie uskarżała się na swoje kalectwo. Żal i wyrzuty sumienia boleśnie rozdzierały jego serce, bowiem dotychczas nieprzerwanie oblewał zimną wodą wszystkie marzenia Alice, aby zostać artystą-malarzem. Teraz patrzył za nią, jak kulejąc szła w stronę matki i dopiero teraz zauważył, jak pięknie wyglądała jej wzruszona twarz. Uświadomił sobie, że z powodu jej kalectwa zaniedbywał ją więcej niż pozostałe dzieci; spostrzegł, że w jej mądrych oczach zalśniły łzy z nieoczekiwanej jego pochwały.

– O, jak wiele straciłem i odepchnąłem od siebie, podczas gdy mogłem dać tyle szczęścia innym! – ze smutkiem wyrzucał sobie. Ta myśl zupełnie rozbiła jego serce. Zdawało mu się, że nie jest w stanie podnieść się z miejsca i wyjść z domu. Ale to trwało tylko chwilę. Opanował się, szybko wyszedł do przedpokoju i ubierając się, rzekł:

– Idę przede wszystkim odwiedzić biednego Skowiła. Na obiad nie przyjdę, bo będę zajęty, a wrócę do domu o szóstej godzinie na kolację. Do zobaczenia!

Płacząca żona podbiegła do niego. Pocałował ją i córki, które nigdy nie pamiętały takich pieszczot – ostatni raz całował je, kiedy były jeszcze dziećmi. Synom podał rękę i wyszedł, jakby na stracenie, a w jego oczach mimowolnie błyszczały łzy.

Wy, wszyscy mężczyźni – ojcowie, mężowie i synowie! Chociaż wytrwale pracujecie na utrzymanie drogich waszych, to jednak dlaczego odzwyczailiście się od okazywania niewiastom miłości i czułości, które są im tak potrzebne? Dlaczego oduczyliście się być uważnymi i uprzejmymi, tak że jeśliby wam teraz, wychodząc z domu, przypomniało się, aby pocałować matkę, żonę czy siostrę, wtedy pomyślałyby, że z wami stało się coś niezwykłego i niespodziewanego, że przygotowujecie się na jakieś niebezpieczeństwo, względnie już przydarzył się wam jakiś wypadek?

Was, mężczyzn jeszcze nie było na świecie, kiedy matki już myślały o was, cierpiały z powodu was, gotowe były oddać za was wszystko, a jeśli trzeba, nawet swoje życie. W czasie dzieciństwa, wieku chłopięcego, okresu młodzieńczego i dojrzałości, a również w latach późnej starości, niewiasty usługują wam niezależnie od swego stanu zdrowia, znoszą bez narzekania i szemrania wasze kaprysy, niesprawiedliwości, brzydkie charaktery i gniewy.

Jesteśmy w każdej chwili otoczeni czułą opieką, baczną troską i nieustanną pracą niewiast, a wy nie chcecie powiedzieć im ani jednego słowa wdzięczności, zachęty lub pochwały.

Wszystkie te dowody ich opieki traktujecie jako coś, co się wam należy! Dlaczego uważacie, że te wierne serca nie pragną jakiegokolwiek sposobu wyrażenia waszej sympatii i przywiązania? A jeśliby nawet niewiasty nie przywiązywały wagi do tego, to jednak dlaczego nie czynicie tego? Powodem jest wasze niedbalstwo i oziębłość wobec nich.

To właśnie wy, mężczyźni, wypędzacie z grona rodzinnego zwyczaj łagodnego i delikatnego obchodzenia się. Nie nazywajcie tego błahostkami. Z takich drobnostek składa się Niebo, to jest Raj, którego ziemskim podobieństwem powinna być miłująca się, szczęśliwa rodzina. O rodzinie, w której wszystko osnute jest na „drobnostkach”, słusznie powiada się: Miłość tu panuje, a zły nie może się tam wedrzeć, aby nieczystą nogą zgnieść najsłodszą rzecz na ziemi.

Pan Gardy śpieszył do domu Skowiła snując plany dla ułożenia bardziej wygodnego i szczęśliwego życia poszkodowanego.

– Podaruję mu to miejsce, gdzie mieszka i urządzę je jakoś, aby mógł leczyć się w domu, a nie w szpitalu. Dla niego to będzie najważniejsze. Biedak! Aż mi wstyd, że wczoraj go nie odwiedziłem. Żona mi mówiła, że starsze dziecko liczy tylko cztery lata, a żona Skowiła jest nieuleczalną kaleką. Należało ich wczoraj odwiedzić.

Zbliżając się do domu Skowiła, był zaskoczony widokiem grupki ludzi stojących przy wejściu. Wszyscy byli smutni i o czymś żywo rozmawiali.

Gdy pan Gardy przechodził obok, oni niechętnie się usunęli i niemal niegrzecznie. Poznawszy jednego z robotników, pan Gardy zwrócił się do niego:

– No cóż, Stewens, jak się dzisiaj czuje Skowił?

– On zmarł…

Pan Gardy odsunął się, jakby ktoś mocno uderzył go w piersi.

– Umarł? Czy tak powiedziałeś?

– Zmarł przed godziną – dodał drugi robotnik. – Chirurg przyszedł późno, a po amputacji obu nóg okazało się, że to nie wszystko, bo Skowił miał kilka innych silnych uszkodzeń.

– Czy był przytomny przed zgonem? – spytał pan Gardy odruchowo, cały nękany wyrzutami sumienia.

– Tak, do ostatniej chwili – poinformowano go.

Pan Gardy zbliżył się do drzwi i zapukał. Otworzyła mu sąsiadka Skowiłów. Widok, jaki ukazał się jego oczom, wstrząsnął nim. Zmarłego wyniesiono do innego pokoju, a żona jego leżała zupełnie tak samo, na tejże zniszczonej leżance, w tym samym stanie, jak to widział we śnie pan Gardy. Nad nią pochylał się lekarz. Pokój zapełniony był przez sąsiadów.

Chirurg podniósł się od chorej i rzekł spokojnie, lecz stanowczo:

– Otóż, dobrzy ludzie. Proszę pójść na pewien czas do swoich domów. Może weźmiecie ze sobą te dzieci? Niczym jej teraz pomóc nie możecie, wasza obecność denerwuje chorą…

– Ach, panie Gardy! – zawołał lekarz, gdy zobaczył zarządzającego – pan tutaj… Jakie smutne wydarzenie! No, no, proszę wszystkie panie wyjść! – Tym razem wszyscy posłuchali i wyszli, oprócz siostry chorej kobiety. Pan Gardy odprowadził doktora do okna i począł wypytywać o szczegóły. Był tak wstrząśnięty i zdenerwowany, że mocno się trząsł.

– Pan widzi – wyjaśnił doktor – Skowił był jakby już martwy w momencie wybuchu. Miał wewnętrzne uszkodzenia i nic go już nie mogło uratować. W czasie, gdy zdarzyło się to nieszczęście, byłem w B. pomagając tym, którzy ucierpieli podczas pierwszej katastrofy w ubiegłą sobotę. Telefonowałem, że przyjadę natychmiast, ale w drodze mnie zatrzymano i zdążyłem tutaj dopiero teraz. Do mojego przybycia udzielono mu wszelkiej pomocy, co tylko można było uczynić. Nic, oczywiście, nie mogło biedaka uratować. Ten cios zabije i jego żonę.

– Cóż więc będzie z dziećmi? – zapytał pan Gardy, znowu czując konieczność postanowienia, jak byłoby najlepiej. Chirurg wzruszył ramionami. On już w swej praktyce przyzwyczaił się do scen nieszczęść i cierpień.

– Dzieci prawdopodobnie ulokują w Domu Dziecka – stwierdził lakonicznie.

Chora poruszyła się niespokojnie i zajęczała. W tejże chwili lekarz był przy niej. Pan Gardy zamyślił się, a następnie podszedł cicho do lekarza i spytał, czy można przejść do pokoju i popatrzeć na zmarłego. Zdziwiony lekarz skinął głową na znak zgody. Pan Gardy przeszedł wobec tego do tylnego pokoju i przymknął za sobą drzwi. Uniósł prześcieradło z twarzy Skowiła i przypatrywał się zmarłemu. Głęboko nim wstrząsnął wyraz tego martwego oblicza. Rysy człowieka, skamieniałe w przedśmiertnej agonii, mówiły o wielkiej rozpaczy. Każdy, spojrzawszy w tę martwą twarz, zrozumiałby odbicie bezgranicznej męki. Około pół minuty pan Gardy uważnie przyglądał się twarzy nieszczęśnika, następnie przykrył ją znowu prześcieradłem i klęknął na kolana przy prostym łożu; winne sumienie jego prosiło Boga o miłosierdzie.

 – O, Panie! – jęczał pan Gardy – nie policz mi tej śmierci za winę. – Nawet w czasie modlitwy nie mógł uporać się z myślą, która przeszkadzała mu w modlitwie. – Jestem zabójcą tego człowieka! To ja dałem polecenie, aby pracowali w niedzielę. Tydzień temu, gdy mi doniesiono, że retorty zagrażają bezpieczeństwu, odmówiłem obejrzenia ich i powiedziałem, że to nie moja sprawa. Zmusiłem tego człowieka pod groźbą pozbawienia go pracy, jeżeli odmówi. Poleciłem mu pracować w ten jedyny dzień, w którym Bóg polecił wszystkim ludziom odpoczywać od pracy. Uznaję siebie za chrześcijanina, jestem członkiem kościoła, mam wielkie środki i ja, właśnie ja, nikt inny, postawiłem tego człowieka w warunkach śmiertelnego niebezpieczeństwa w niedzielę, aby otrzymać więcej pieniędzy dla zaspokojenia ludzkiego egoizmu i korzyści. Ja, właśnie ja, uczyniłem to! A ten człowiek swego czasu uratował mi życie. Teraz jestem jego mordercą, a zabójcy nie odziedziczą Królestwa Bożego!

Tak się modlił nieszczęśnik przy stygnącym ciele robotnika. A przecież tak postępuje cały świat. Ludzie zajmujący wysokie stanowiska mogliby swą  władzą spowodować zaniechanie pracy w niedzielę, ale oni nie uważają tego za stosowne i ważne. Czyż nie widzimy, jak nawet w krajach chrześcijańskich w pobliżu kościołów huczą fabryki i łoskoczą maszyny? Masy ludzi pracują zamiast zatroszczyć się o własne dusze. Nierzadko oni sami dążą do tego, aby pracować w dzień Pański i aby więcej zarobić i przez to szkodzą swej duszy albo zupełnie zatracają ją na wieki. Zapominają o przykazaniu Bożym i myślą, że wszystko będzie dobrze. Płacą za to nie tylko oni sami, ale i ich dziatwa. Tak uczy Słowo Boże i potwierdza to życie. Nie można iść przeciwko Bogu i Jego Słowu i oczekiwać błogosławieństwa. Czas wielki, aby mającym władzę i środki, także wszystkim pracującym i wszystkim nam, szczególnie chrześcijanom, zwrócić uwagę na duchowe potrzeby człowieka, a zwłaszcza dzieci. Zgłodniałe dusze staną w Sądny Dzień przed Wszechmocnym – Najwyższym i winni będą musieli dać odpowiedź. Pieniądze, albo dusze! Niechaj fakty mówią same za siebie.

Pan Gardy nie wiedział, jak długo pozostawał na kolanach w tym pustym pokoju przy zwłokach Skowiła. Wreszcie, ciężko powstał i wyszedł. Modlitwa nie orzeźwiła go. Doktor uważnie i z zaciekawieniem popatrzył na niego, ale o nic nie zapytał.

Chora kobieta była na wpół przytomna. Kucharka pani Gardy, a jej siostra, siedziała obok niej całkowicie wyczerpana. Doktor pośpiesznie dawał wskazówki co do pielęgnacji chorej i szykował się do wyjścia. Widząc, że sąsiedzi wrócili, lekarz opuścił obydwie kobiety.

Wychodził z panem Gardy, ciągle jeszcze pochłoniętym szczerym zamiarem przyniesienia konkretnej pomocy matce oraz dzieciom. Zobaczyli idącego naprzeciw im pastora Johnsona, który zdziwił się, ujrzawszy pana Gardy. Zapytał lekarza o chorą i oznajmił, że chciałby widzieć biedną wdowę, na co doktor zezwolił. Pastor szepnął panu Gardy:

– Ona wiele pracowała dla naszej społeczności.

Pan Gardy nawet nie wiedział, że Skowiłowa była członkinią kościoła i ze wstydem przyznał się do tego. Udał się z pastorem do chorej, ciągle mając nadzieję, że będzie w czymśkolwiek pomocny.

Pastor ukląkł na kolanach przy chorej i począł z nią rozmawiać. Później, prawdopodobnie w odpowiedzi na jej ledwie dosłyszalną prośbę, znalazł słowa pociechy, modląc się szczególnie dobrze i kojąco. Słuchając go, pan Gardy dziwił się, jak on mógł nudzić się w czasie kazań tego człowieka. Usiadł więc, nie mogąc opanować szlochu i serce jego się otwarło do pociechy, jaką pastor dawał chorej. Gdy duchowny powstał z kolan, pan Gardy ciągle jeszcze siedział, zasłoniwszy twarz dłońmi. Doktora ktoś wywołał. Pastor dał polecenia w sprawie pogrzebu Skowiła, rozprawiając o tym z kobietami i zamierzał odejść, a wtedy pan Gardy wstał i wyszli razem. Pewien czas szli w milczeniu, aż wreszcie pan Gardy odezwał się:

– Panie John! Muszę rozmówić się z panem i nawet pokutować. Nie mam teraz czasu na dokładną spowiedź, ale pan musi wiedzieć, że minionej nocy spotkałem się z Bogiem twarzą w twarz i po raz pierwszy w moim życiu pojąłem, jak głęboko samolubnie żyłem. Potrzebuję pana modlitwy i pomocy. Ja także chcę usłużyć kościołowi, wypłacając mój dług dla niego, jak nie czyniłem tego nigdy wcześniej. Nie podtrzymywałem pana w waszych dobrych sprawach, jak byłem powinien to uczynić. Teraz chcę, aby w ciągu tego tygodnia pan  liczył na mnie we wszystkim, w czym tylko mogę być przydatny. Proszę mi wybaczyć, że nie uwzględniłem pana ostatniej prośby. Bezwarunkowo będę na wieczornym nabożeństwie we czwartek, aby pomagać wam, w czym potrafię.

Pastor mimo woli zapłakał. Ujął rękę pana Gardy i serdecznie ją uścisnął, mówiąc:

– Niech Bóg ci błogosławi, mój bracie! Proszę pozwolić i mnie usłużyć panu, czym będę mógł.

Panu Gardy zrobiło się lżej po krótkim przyznaniu się do swoich zaniedbań. Doszedłszy do rogu, pożegnał się z pastorem i poszedł do pracy.

 (ciąg dalszy w następnym numerze)

[FMP].
[/FMP]




Proszę, by zauważono także nasze potrzeby.Błagam, nie zostawiajcie nas samych!

Prawie 2 miliony osób ze strachu opuściło swoje domy, szukając schronienia w buszu lub poza granicami kraju.

Długotrwały konflikt i kryzys gospodarczy spowodował gigantyczny wzrost cen żywności. Większości mieszkańców po prostu na nie nie stać,  brakuje wszystkiego, wody, żywności, leków. W dwóch regionach ogłoszony został stan klęski głodowej. Szczególnie narażone są dzieci, według szefa biura UNICEF, ponad 250 tys. dzieci w całym kraju jest poważnie niedożywionych – kilkuletnie dzieci ważą tyle, co niemowlęta. Tu pomoc musi być udzielona natychmiastowo, inaczej dzieciom grozi śmierć.

Sudański biskup wskazuje, że pandemia dramatycznie pogorszyła sytuację w tym najmłodszym państwie Afryki od lat dotkniętym kolejnymi wojnami, ogromnym ubóstwem i klęskami żywiołowymi. Rozprzestrzenianie się wirusa zablokowało nie tylko codzienne życie, ale i proces pokojowy, wciąż nie udało się stworzyć rządu przejściowego.

– Przedłużanie obostrzeń może niestety przynieść ze sobą ponowne zaognienie konfliktu. Partie polityczne wciąż są mocno skłócone i trudno im znaleźć wspólną płaszczyznę spotkania –  mówi bp Kussala.

Sudańczycy modlą się o pokój i światło Ducha Świętego dla polityków, aby umieli wspólnie pracować na rzecz pokoju, sprawiedliwości i lepszej przyszłości wszystkich.

Dramatu wojny i pandemii mieszkańcy tego kraju nie są w stanie sami się podnieść, potrzebują konkretnej pomocy świata. Stąd jego przejmujący apel: „Wiem, że Europa i kraje Zachodu zajęte są obecnie leczeniem własnych ran wywołanych pandemią. Proszę jednak, by zauważono także nasze potrzeby. Bez wsparcia materialnego Sudańczycy nie przetrwają. Błagam, nie zostawiajcie nas samych!”.

Prawie półtora miliona dzieci w czterech afrykańskich krajach jest zagrożonych głodem. Ogłosiły to wyspecjalizowane organizacje Narodów Zjednoczonych ONZ, w tym agencja spraw dzieci, UNICEF. Te cztery kraje to Somalia, Jemen, Sudan Południowy i północne rejony Nigerii.

Justin Forsyth z UNICEF mówi BBC, że że wiele dzieci w tych państwach jest zmuszonych jeść liście i korzenie, choć na świecie wystarczyłoby żywności, by je wykarmić.

„Te sytuacje są wywołane działaniami człowieka. To głównie konflikty i wojny, tak jest w Sudanie Południowym.

Miejsca, w których dzieci umierają są odcięte od dostaw żywności w wyniku walk” – powiedział Justin Forsyth. W ogarniętej walkami Somalii dodatkowym czynnikiem, zwiększającym głód, jest susza.

Według ONZ głoduje tam sto tysięcy ludzi, a liczba niedożywionych sięga prawie pięciu milionów.

Klęska głodu zagraża mieszkańcom Sudanu Południowego, gdzie w lutym tego roku ogłoszono ją – po raz pierwszy od 6 lat – w dwóch okręgach stanu Unity.
Głównym problemem w Unity – mówi Jackson Mungoni z misji PAH w Sudanie Południowym – jest to, że od długiego czasu toczą się tam walki. Ludzie, uciekając przed walkami, zostają bez niczego – tracą miejsce zamieszkania, uprawy, wszelkie środki do życia. Często kilkadziesiąt osób dzieli jeden garnek. Jeśli nie uda się złowić ryb – a mało kto ma wędkę – do garnka trafiają liście drzew i lilie czy hiacynt wodny.

Historia fotografii- Sęp i głodujące dziecko – tutaj

Polska Akcja Humanitarna, która od 10 lat prowadzi w Sudanie Południowym stałą misję, rozpoczyna działania w stanie Unity. We współpracy z innymi organizacjami w kompleksowy sposób odpowiada na najpilniejsze potrzeby mieszkańców stanu, zapewniając potrzebującym dostęp do czystej wody, jedzenia i schronienia. Działania PAH skupiają się na stworzeniu mieszkańcom Unity warunków do samodzielnej egzystencji – stąd m.in. dystrybucja nasion i narzędzi do uprawy roli oraz połowu ryb.
Prognozy wskazują, że kryzys żywnościowy w Sudanie Południowym osiągnie szczyt między majem a lipcem.

źródło: pah.org.pl, UNICEF ,misyjne.pl

Article in English

[FMP].
[/FMP]

FUNDACJA-FILEO   KRS 0000705635
Tytuł przelewu:
„Prześladowany Kościół-Sudan”

BIC (SWIFT): BPKOPLPW

Rachunek w złotówkach (PLN):
PL 30 1020 2791 0000 7902 0269 1947

Rachunek w dolarach amerykańskich (us dollars)
PL 46 1020 2791 0000 7502 0309 5569




BÓG CIĘ WZYWA

ARTYKUŁ WSTĘPNY

Werset przewodni: „W czasie łaski wysłuchałem cię, a w dniu zbawienia pomogłem ci; oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia”

(II List do Koryntian 6,2).

Teraz. Dzisiaj. Właśnie w tym momencie, kiedy czytasz słowa powyższego wersetu, Bóg pragnie przemówić do Ciebie, żebyś oddał Mu swoje życie, jeśli tego jeszcze nie uczyniłeś. „Dziś, jeśli głos jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych, jak podczas buntu” (List do Hebrajczyków 3,15). „Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną” (Objawienie Jana 3,20). Bóg „chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (I List do Tymoteusza 2,4), ponieważ bardzo nas kocha. „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (Ewangelia Jana 3,16).

„Ale gdy się objawiła dobroć i miłość do ludzi Zbawiciela naszego, Boga, zbawił nas nie dla uczynków sprawiedliwości, które spełniliśmy, lecz dla miłosierdzia swego przez kąpiel odrodzenia oraz odnowienie przez Ducha Świętego, którego wylał na nas obficie przez Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego, abyśmy, usprawiedliwieni łaską jego, stali się dziedzicami żywota wiecznego, którego nadzieja nam przyświeca” (List do Tytusa 3,4-7). Zatem Bóg zbawia nas nie dlatego, że dobrze czynimy, że jesteśmy sprawiedliwi, lecz dla swojego miłosierdzia i wielkiej swej łaski. „Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi” (List do Tytusa 2,11).

Zatem przyjmij Bożą ofertę zbawienia przez łaskę już dzisiaj! Nie zwlekaj, gdyż jutro może być za późno! „A teraz wy, którzy mówicie: Dziś albo jutro pójdziemy do tego lub owego miasta, zatrzymamy się tam przez jeden rok   i będziemy handlowali i ciągnęli zyski, wy, którzy nie wiecie, co jutro będzie. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika. Zamiast tego, winniście mówić: Jeżeli Pan zechce, będziemy żyli i zrobimy to lub owo” (List Jakuba 4,13-15). „Pewnemu bogaczowi pole obfity plon przyniosło. I rozważał w sobie: Co mam uczynić, skoro nie mam już gdzie gromadzić plonów moich? I rzekł: Uczynię tak: Zburzę moje stodoły, a większe zbuduję i zgromadzę tam wszystko zboże swoje i dobra swoje. I powiem do duszy swojej: Duszo, masz wiele dóbr złożonych na wiele lat; odpocznij, jedz, pij, wesel się. Ale rzekł mu Bóg: Głupcze, tej nocy zażądają duszy twojej; a to, co przygotowałeś, czyje będzie? Tak będzie z każdym, który skarby gromadzi dla siebie, a nie jest w Bogu bogaty” (Ewangelia Łukasza 12,16-21).

Dlatego „napominajcie jedni drugich każdego dnia, dopóki trwa to, co się nazywa „dzisiaj”, aby nikt z was nie popadł w zatwardziałość przez oszustwo grzechu” (List do Hebrajczyków 3,13), pamiętając nieprzerwanie, że właśnie teraz jest czas łaski, teraz dzień zbawienia!

Estera Bednarska

[FMP].
[/FMP]




SŁOWO BOŻE MOJĄ POMOCĄ KAŻDEGO DNIA – CZ. XIII

Gdy pragnę wysławiać Boga za Jego łaskę

„Łaską swoją wiodłeś lud, który wykupiłeś; prowadziłeś ich mocą swoją do siedziby twojej świętości.”

(II Księga Mojżeszowa 15,13)

„Panie, Panie, Boże miłosierny i łaskawy, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność, zachowujący łaskę dla tysięcy, odpuszczający winę, występek i grzech…”

(II Księga Mojżeszowa 34,6-7)

„Z łaskawym postępujesz łaskawie, z mężem nienagannym nienagannie, ze szczerym postępujesz szczerze, z przewrotnym surowo.”

 (II Księga Samuela 22,6-7)

„Wysławiajcie Pana, albowiem jest dobry, albowiem na wieki łaska jego.”

(I Księga Kronik 16,34)

„Ale Ty jesteś Bogiem odpuszczenia, miłosiernym i litościwym, cierpliwym i wielce łaskawym, więc ich nie opuściłeś.”

(Księga Nehemiasza 9,17)

„Życiem i łaską obdarzyłeś mnie, a twoja opieka strzegła mego ducha.”

(Księga Joba 10,12)

„Z pobożnym obchodzisz się łaskawie, z nienagannym postępujesz nienagannie. Z czystym okazujesz się czysty, a z przewrotnym postępujesz przewrotnie. Ty bowiem wybawiasz lud ubogi, lecz oczy wyniosłych poniżasz.”

(Psalm 18,26-28)

„Dobroć i łaska towarzyszyć mi będą przez wszystkie dni życia mego. I zamieszkam w domu Pana przez długie dni.”

 (Psalm 23,6)

„Pan jest dobry i prawy, dlatego wskazuje drogę grzesznikom. Prowadzi pokornych drogą prawa i uczy ich drogi swojej. Wszystkie drogi Pana są łaską i wiernością dla tych, którzy strzegą przymierza i nakazów jego.”

(Psalm 25,8-10)

„Raduję się i weselę łaską twoją. Gdyż wejrzałeś na niedolę moją, poznałeś utrapienie duszy mojej. Nie wydałeś mnie w ręce nieprzyjaciela, postawiłeś nogi moje na miejscu szerokim.”

 (Psalm 31,8-9)

„Niech modli się do ciebie każdy pobożny w czasie niedoli, gdy wyleją wielkie wody, do niego nie dotrą. Ty jesteś ochroną moją, strzeżesz mnie od ucisku, otaczasz mnie radością wybawienia. Sela. Pouczę ciebie i wskażę ci drogę, którą masz iść; będę ci służył radą, a oko moje spocznie na tobie. Nie bądźcie nierozumni jak koń i jak muł, które wędzidłem i uzdą trzeba wstrzymywać, aby się nie zbliżały. Bezbożny ma mnóstwo cierpień, kto zaś ufa Panu, tego łaska otacza. Weselcie się w Panu i radujcie się sprawiedliwi! Śpiewajcie radośnie wszyscy prawego serca!”

 (Psalm 32,6-11)

„Dusza nasza oczekuje Pana, On pomocą naszą i tarczą naszą. W nim bowiem raduje się serce nasze, bo zaufaliśmy jego świętemu imieniu. Niech spocznie na nas łaska twoja, Panie, ponieważ w tobie mamy nadzieję!”

 (Psalm 33,20-22)

„Panie! Łaska twoja do niebios sięga, wierność twoja aż do obłoków. Sprawiedliwość twoja – jak góry Boże, prawo twoje – jak głębina niezmierna! Panie, pomagasz ludziom i zwierzętom. Jakże cenna jest łaska twoja, Boże! Przeto ludzie chronią się w cieniu skrzydeł twoich. Nasycają się tłustością domu twego, a strumieniem rozkoszy swoich upajasz ich. Bo u ciebie jest źródło życia, w światłości twojej oglądamy światłość. Zachowaj łaskę swoją tym, którzy cię znają, a sprawiedliwość swoją tym, którzy są prawego serca! Niech nie depcze mnie noga pyszałków i niech nie wypędza mnie ręka bezbożnych! Oto tam upadli złoczyńcy, zostali powaleni i nie mogą powstać.”

 (Psalm 36,6-13)

„Czemu się chlubisz złością, mocarzu? Wszak łaska Boża trwa wiecznie!”

 (Psalm 52,3)

„Wysławiać cię będę, Panie, wśród ludów, będę grał tobie wśród narodów, bo wielka jest łaska twoja aż do niebios i aż do obłoków sięga wierność twoja.”

 (Psalm 57,10-11)

„Jeden raz przemówił Bóg, a dwa razy to usłyszałem, że moc należy do Boga i że u ciebie, Panie, jest łaska, bo Ty odpłacasz każdemu według uczynków jego.”

 (Psalm 62,12-13)

„Boże! Tyś Bogiem moim, ciebie gorliwie szukam, ciebie pragnie dusza moja; tęskni do ciebie ciało moje, jak ziemia zeschła, spragniona i bezwodna. Tak wyglądałem ciebie w świątyni, by ujrzeć moc twoją i chwałę twoją, gdyż lepsza jest łaska twoja niż życie. Wargi moje wysławiać cię będą. Tak błogosławić cię będę, póki życia mego, w imieniu twoim podnosić będę ręce moje.”

 (Psalm 63,2-5)

„Zmiłuj się nade mną, Panie, bo codziennie wołam do ciebie! Rozwesel duszę sługi swego, bo do ciebie, Panie, duszę mą podnoszę! Ty bowiem, Panie, jesteś dobry i przebaczasz, i jesteś wielce łaskawy dla wszystkich, którzy cię wzywają. Wysłuchaj, Panie, modlitwy mojej i zważ na głośne błaganie moje!   W dniu mej niedoli wzywam cię, bo mię wysłuchujesz. Nie ma równego tobie między bogami, Panie, i nie ma takiego dzieła, jak twoje. Wszystkie narody, któreś Ty stworzył, przyjdą i kłaniać się będą tobie, Panie, i wielbić imię twoje. Boś Ty wielki i czynisz cuda: Ty jedynie jesteś Bogiem. Wskaż mi, Panie, drogę swoją, bym postępował w prawdzie twojej; spraw, by serce moje jednego tylko pragnęło, bojaźni imienia twego! Będę cię wysławiał, Panie, Boże mój, całym sercem i będę wielbił imię twoje na wieki, ponieważ wielka jest łaska twoja dla mnie: wybawiłeś duszę moją z głębin krainy umarłych. Boże, zuchwali powstali przeciwko mnie, a zgraja gwałtowników czyha na życie moje i nie mają ciebie przed oczyma swymi. Ty zaś, Panie, jesteś Bogiem miłosiernym i łaskawym, nierychłym do gniewu, wielce łaskawym i wiernym. Zwróć się ku mnie i zmiłuj się nade mną! Udziel mocy swojej słudze swemu i wybaw syna służebnicy swojej! Daj znak, że jesteś mi przychylny, aby ci, którzy mnie nienawidzą, ujrzeli ze wstydem, żeś Ty, Panie, wspomógł i pocieszył mnie.”

(Psalm 86,3-17)

„Będę opiewał zawsze dzieła łaski Pana! Ustami swymi będę głosił przez wszystkie pokolenia wierność twoją. Rzekłeś bowiem: Łaska trwać będzie na wieki. Jak niebiosa utwierdziłeś wierność swoją.”

 (Psalm 89,2-3)

„Zwróć się ku nam, Panie, jak długo jeszcze, zmiłuj się nad sługami swymi! Nasyć nas o świcie łaską swoją, abyśmy się weselili i radowali przez wszystkie dni nasze! Rozwesel nas w zamian za dni, gdyś nas utrapił, za lata, w których oglądaliśmy niedolę! Niech się ukaże sługom twoim dzieło twoje,a majestat twój synom ich!”

 (Psalm 90,13-17)

„Gdy pomyślałem: Chwieje się noga moja – łaska twoja, Panie, wsparła mnie.”

(Psalm 94,18)

„Błogosław, duszo moja, Panu i wszystko, co we mnie, imieniu jego świętemu! Błogosław, duszo moja, Panu i nie zapominaj wszystkich dobrodziejstw jego! On odpuszcza wszystkie winy twoje, leczy wszystkie choroby twoje. On ratuje od zguby życie twoje; On wieńczy cię łaską i litością. On nasyca dobrem życie twoje, tak iż odnawia się jak u orła młodość twoja. Pan wymierza sprawiedliwość i przywraca prawo wszystkim uciśnionym (…) Lecz łaska Pana od wieków na wieki dla tych, którzy się go boją, a sprawiedliwość jego dla synów ich synów, dla tych, którzy strzegą przymierza jego i pamiętają   o wypełnianiu przykazań jego. Pan na niebiosach utwierdził swój tron,a królestwo jego panuje nad wszystkim.”

 (Psalm 103,1-6.17-19)

„Spętały mnie więzy śmierci i opadły mnie trwogi otchłani, ucisk i zmartwienie przyszły na mnie. Wtedy wezwałem imienia Pana: Ach, Panie, ratuj duszę moją! Łaskawy i sprawiedliwy jest Pan, litościwy jest nasz Bóg. Pan strzeże prostaczków: Byłem w nędzy, a On wybawił mnie. Wróć, duszo moja, do spokoju swego, bo Pan był dobry dla ciebie!”

 (Psalm 116,3-7)

„Chwalcie Pana, wszystkie narody, wysławiajcie Go, wszystkie ludy, albowiem łaska Jego jest można nad nami, a wierność Jego trwa na wieki! Alleluja.”

(Psalm 117,1-2)

„A choćby się góry poruszyły i pagórki się zachwiały, jednak moja łaska nie opuści cię, a przymierze mojego pokoju się nie zachwieje, mówi Pan, który się nad tobą lituje.”

(Księga Izajasza 54,10)

„Rozdzierajcie swoje serca, a nie swoje szaty, i nawróćcie się do Pana, swojego Boga, gdyż On jest łaskawy i miłosierny, nierychły do gniewu i pełen litości, i żal mu karania!”

(Księga Joela 2,13)

„A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy. Jan świadczył   o nim i głośno wołał: Ten to był, o którym powiedziałem: Ten, który za mną idzie, był przede mną, bo pierwej był niż ja. A z jego pełni myśmy wszyscy wzięli, i to łaskę za łaską. Zakon bowiem został nadany przez Mojżesza, łaska zaś i prawda stała się przez Jezusa Chrystusa.”

(Ewangelia Jana 1,14-17)

„Albowiem grzech nad wami panować nie będzie, bo nie jesteście pod zakonem, lecz pod łaską.”

(List do Rzymian 6,14)

„Łaska Pana Jezusa Chrystusa i miłość Boga, i społeczność Ducha Świętego niech będzie z wami wszystkimi.”

(II List do Koryntian 13,13)

„Łaska wam i pokój od Boga Ojca naszego i Pana Jezusa Chrystusa, który wydał samego siebie za grzechy nasze, aby nas wyzwolić z teraźniejszego wieku złego według woli Boga i Ojca naszego, któremu chwała na wieki wieków. Amen.”

(List do Galacjan 1,3-5)

„Ale Bóg, który jest bogaty w miłosierdzie, dla wielkiej miłości swojej, którą nas umiłował, i nas, którzy umarliśmy przez upadki, ożywił wraz z Chrystusem – łaską zbawieni jesteście – i wraz z nim wzbudził, i wraz z nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie, aby okazać w przyszłych wiekach nadzwyczajne bogactwo łaski swojej w dobroci wobec nas w Chrystusie Jezusie. Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił. Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili.”

(List do Efezjan 2,4-10)

„Łaska niechaj będzie ze wszystkimi, którzy miłują Pana naszego, Jezusa Chrystusa, miłością niezniszczalną. Amen.”

(List do Efezjan 6,24)

„Dzięki składam temu, który mnie wzmocnił, Chrystusowi Jezusowi, Panu naszemu, za to, że mnie uznał za godnego zaufania, zleciwszy mi tę służbę, mimo to, że przedtem byłem bluźniercą i prześladowcą, i gnębicielem, ale miłosierdzia dostąpiłem, bo czyniłem to nieświadomie, w niewierze. A łaska Pana naszego stała się bardzo obfita wraz z wiarą i miłością, która jest w Chrystusie Jezusie. Prawdziwa to mowa i w całej pełni przyjęcia godna, że Chrystus Jezus przyszedł na świat, aby zbawić grzeszników, z których ja jestem pierwszy. Ale dlatego miłosierdzia dostąpiłem, aby na mnie pierwszym Jezus Chrystus okazał wszelką cierpliwość dla przykładu tym, którzy mają weń uwierzyć ku żywotowi wiecznemu. A królowi wieków, nieśmiertelnemu, niewidzialnemu, jedynemu Bogu, niechaj będzie cześć i chwała na wieki wieków. Amen.”

(I List do Tymoteusza 1,12-17)

„Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi, nauczając nas, abyśmy wyrzekli się bezbożności i światowych pożądliwości i na tym doczesnym świecie wstrzemięźliwie, sprawiedliwie i pobożnie żyli, oczekując błogosławionej nadziei i objawienia chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Chrystusa Jezusa, który dał samego siebie za nas, aby nas wykupić od wszelkiej nieprawości i oczyścić sobie lud na własność, gorliwy w dobrych uczynkach.”

(List do Tytusa 2,11-14)

„Ale gdy się objawiła dobroć i miłość do ludzi Zbawiciela naszego, Boga, zbawił nas nie dla uczynków sprawiedliwości, które spełniliśmy, lecz dla miłosierdzia swego przez kąpiel odrodzenia oraz odnowienie przez Ducha Świętego, którego wylał na nas obficie przez Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego, abyśmy, usprawiedliwieni łaską jego, stali się dziedzicami żywota wiecznego, którego nadzieja nam przyświeca.”

(List do Tytusa 3,4-7)

„Albowiem to jest łaska, jeśli ktoś związany w sumieniu przed Bogiem znosi utrapienie i cierpi niewinnie. Bo jakaż to chluba, jeżeli okazujecie cierpliwość, policzkowani za grzechy? Ale, jeżeli okazujecie cierpliwość, gdy za dobre uczynki cierpicie, to jest łaska u Boga.”

(I List Piotra 2,19-20)

[FMP].
[/FMP]




PIĘĆ ZASAD PROTESTANTYZMU – cz. III

Zasada trzecia – „Sola gratia” („Tylko z łaski”) to doktryna biblijna stwierdzająca, że tylko Boża łaska jest przyczyną zbawienia grzesznika. Oznacza to odrzucenie jakichkolwiek środków dostępnych człowiekowi, które mogą  wpłynąć na jego stan przed Bogiem – prócz samej łaski. Człowiek bez Bożej łaski nie może w żaden sposób osiągnąć zbawienia. Jest on skażony grzechem, potępiony, w stanie beznadziei. Zbawienie nigdy nie jest skutkiem odpłaty Bożej za jakiekolwiek zasługi lub dobre uczynki.

I DLACZEGO TYLKO ŁASKA?

 Człowiek upadł w grzech i jego jedyną szansą na zbawienie jest łaska Boża. Żaden z nas nie jest w stanie sam z siebie zasłużyć na Boże zmiłowanie, gdyż jako grzesznik jest zły, martwy duchowo, do głębi zepsuty i wrogo nastawiony do Boga. Zasługuje tylko na gniew swojego Stwórcy. Pomimo tego Bóg okazuje człowiekowi Swoją łaskę przez Jezusa Chrystusa.

„Przeto jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, tak i na wszystkich ludzi śmierć przyszła, bo wszyscy zgrzeszyli” (List do Rzymian 5,12).

„Albowiem zamysł ciała, to śmierć, a zamysł Ducha, to życie i pokój. Dlatego zamysł ciała jest wrogi Bogu; nie poddaje się bowiem zakonowi Bożemu, bo też nie może. Ci zaś, którzy są w ciele, Bogu podobać się nie mogą” (List do Rzymian 8,6-8).

„Ale gdy się objawiła dobroć i miłość do ludzi Zbawiciela naszego, Boga, zbawił nas nie dla uczynków sprawiedliwości, które spełniliśmy, lecz dla miłosierdzia swego przez kąpiel odrodzenia oraz odnowienie przez Ducha Świętego, którego wylał na nas obficie przez Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego, abyśmy, usprawiedliwieni łaską jego, stali się dziedzicami żywota wiecznego, którego nadzieja nam przyświeca” (List do Tytusa 3,4-7).

„Odpowiadając Jezus, rzekł mu: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego. Rzekł mu Nikodem: Jakże się może człowiek narodzić, gdy jest stary? Czyż może powtórnie wejść do łona matki swojej i urodzić się? Odpowiedział Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego. Co się narodziło z ciała, ciałem jest, a co się narodziło z Ducha, duchem jest. Nie dziw się, że ci powiedziałem: Musicie się na nowo narodzić. Wiatr wieje, dokąd chce, i szum jego słyszysz, ale nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd idzie; tak jest z każdym, kto się narodził z Ducha” (Ewangelia Jana 3,3-8).

II CO TO JEST BOŻA ŁASKA?

Łaska jest niezasłużoną przychylnością Pana Boga, wykluczającą wszelki powód do chluby, wszelkie zasługi i dobre uczynki. Mamy do czynienia z łaską wtedy, kiedy Bóg nie oczekuje od nas niczego, ale kocha nas bezwarunkowo        i przebacza nam nasze grzechy pomimo tego, że nie zasłużyliśmy na nic innego, jak tylko na Jego gniew i sąd. Dostrzegamy łaskę w tym, że Pan Bóg posłał na śmierć Swojego jedynego Syna, aby zbawić tych, którzy zasłużyli na śmierć.

„Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi, nauczając nas, abyśmy wyrzekli się bezbożności i światowych pożądliwości i na tym doczesnym świecie wstrzemięźliwie, sprawiedliwie i pobożnie żyli, oczekując błogosławionej nadziei i objawienia chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Chrystusa Jezusa, który dał samego siebie za nas, aby nas wykupić od wszelkiej nieprawości i oczyścić sobie lud na własność, gorliwy w dobrych uczynkach” (List do Tytusa 2,11-14).

„Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił. Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili” (List do Efezjan 2,8-10).

„Gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej, i są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie, którego Bóg ustanowił jako ofiarę przebłagalną przez krew jego, skuteczną przez wiarę, dla okazania sprawiedliwości swojej przez to, że w cierpliwości Bożej pobłażliwie odniósł się do przedtem popełnionych grzechów” (List do Rzymian 3,23-25).

III NIE WOLNO NAM MIESZAĆ ŁASKI Z UCZYNKAMI!

Gdyby można było swoimi zabiegami uzyskać zbawienie lub zapracować na nie poprzez spełnianie dobrych uczynków i przestrzeganie zakonu, wówczas zbawienie byłoby zapłatą za nie. Jednak Bóg nie jest dłużnikiem wobec człowieka, dlatego zbawienie zawsze jest darem. Zakon daje nam zadania do wykonania, natomiast łaska mówi, że dzieło zbawienia zostało już wykonane.

„A jeśli z łaski, to już nie z uczynków, bo inaczej łaska nie byłaby już łaską” (List do Rzymian 11,6).

„A gdy kto spełnia uczynki, zapłaty za nie nie uważa się za łaskę, lecz za należność; gdy zaś kto nie spełnia uczynków, ale wierzy w tego, który usprawiedliwia bezbożnego, wiarę jego poczytuje mu się za sprawiedliwość” (List do Rzymian 4,4-5).

„A wiemy, że cokolwiek zakon mówi, mówi do tych, którzy są pod wpływem zakonu, aby wszelkie usta były zamknięte i aby świat cały podlegał sądowi Bożemu. Dlatego z uczynków zakonu nie będzie usprawiedliwiony przed nim żaden człowiek, gdyż przez zakon jest poznanie grzechu” (List do Rzymian    3,19-20).

„Bo wszyscy, którzy polegają na uczynkach zakonu, są pod przekleństwem; napisano bowiem: Przeklęty każdy, kto nie wytrwa w pełnieniu wszystkiego, co jest napisane w księdze zakonu. A że przez zakon nikt nie zostaje usprawiedliwiony przed Bogiem, to rzecz oczywista, bo: Sprawiedliwy z wiary żyć będzie. Zakon zaś nie jest z wiary, ale: Kto go wypełni, przezeń żyć będzie. Chrystus wykupił nas od przekleństwa zakonu, stawszy się za nas przekleństwem, gdyż napisano: Przeklęty każdy, który zawisł na drzewie” (List do Galacjan 3,10-13).

IV BŁOGOSŁAWIEŃSTWA ŁASKI BOŻEJ

Łaska Boża obdarza grzesznika wieloma błogosławieństwami, z których najważniejsze to:

  1. Zbawienie

„Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi” (List do Tytusa 2,11).

  • Życie wieczne

„Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, lecz darem łaski Bożej jest żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (List do Rzymian 6,23).

  • Usprawiedliwienie

„I są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie” (List do Rzymian 3,24).

  • Stały dostęp do Boga

„Dzięki któremu też mamy dostęp przez wiarę do tej łaski, w której stoimy, i chlubimy się nadzieją chwały Bożej” (List do Rzymian 5,2).

V ŁASKA NIE JEST ŚRODKIEM USYPIAJĄCYM

Zbawienie z łaski nie oznacza, że nieważne są nasze uczynki, wręcz przeciwnie – łaskę Bożą rozumiemy jako moc do prowadzenia zwycięskiego życia, a nie środek usypiający. Owocem łaski Bożej jest moc Ducha Świętego, przekazana człowiekowi wierzącemu. Dobre uczynki są skutkiem naszego zbawienia, a nie jego przyczyną.

„I czyż jest tak, jak nas spotwarzają i jak niektórzy powiadają, że my mówimy: Czyńmy złe, aby przyszło dobre? Potępienie takich jest sprawiedliwe” (List do Rzymian 3,8).

„Według łaski Bożej, która mi jest dana, jako mądry budowniczy założyłem fundament, a inny na nim buduje. Każdy zaś niechaj baczy, jak na nim buduje” (I List do Koryntian 3,10).

„Ale z łaski Boga jestem tym, czym jestem, a łaska jego okazana mi nie była daremna, lecz daleko więcej niż oni wszyscy pracowałem, wszakże nie ja, lecz łaska Boża, która jest ze mną” (I List do Koryntian 15,10).

Zatem zbawienie jest wyłącznie Bożym darem. Jest to zbawienie człowieka od grzechu, mające swoje wieczne skutki, ale zaczynające się w życiu grzesznika w chwili zadziałania w jego życiu zbawiającej łaski. Dzięki Bożej łasce grzesznik się nawraca, to znaczy zaczyna wierzyć w Jezusa i przyjmuje Go do swojego serca. Uwierzywszy, człowiek uzyskuje z Jezusem Chrystusem zbawienną więź i otrzymuje dar życia wiecznego. Człowiek wierzący swoim sposobem życia powinien okazywać Bogu wdzięczność za Jego łaskę: „Dziękuję Bogu zawsze za was, za łaskę Bożą, która wam jest dana  w Chrystusie Jezusie” (I List do Koryntian 1,4).

źródło: Cz. Bassara „Tylko!”, Wydawnictwo Arka

[FMP].
[/FMP]




ŁASKĄ ZBAWIENI

„I wy umarliście przez upadki i grzechy wasze, w których niegdyś chodziliście według modły tego świata, naśladując władcę, który rządzi w powietrzu, ducha, który teraz działa w synach opornych. Wśród nich i my wszyscy żyliśmy niegdyś w pożądliwościach ciała naszego, ulegając woli ciała    i zmysłów, i byliśmy z natury dziećmi gniewu, jak i inni; ale Bóg, który jest bogaty w miłosierdzie, dla wielkiej miłości swojej, którą nas umiłował, i nas, którzy umarliśmy przez upadki, ożywił wraz z Chrystusem – łaską zbawieni jesteście – i  wraz z nim wzbudził, i wraz z nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie, aby okazać w przyszłych wiekach nadzwyczajne bogactwo łaski swojej w dobroci wobec nas w Chrystusie Jezusie. Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił. Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili” (List do Efezjan 2,1-10).

W pierwszym rozdziale tego listu, Listu do Efezjan, apostoł Paweł trzykrotnie wyraża wdzięczność Bogu: dziękuje Bogu za wybranie, odkupienie   i pewność zbawienia, której potwierdzeniem, pieczęcią jest Duch Święty. Następnie modli się o to, by wierzący mogli poznać trzy prawdy: na czym polega nadzieja powołania, jakie jest bogactwo dziedzictwa Chrystusowego oraz jak nadzwyczajnie wielka jest moc Boga.

Rozdział drugi zaś rozpoczyna się myślą o mocy zmartwychwstania, która ożywia wierzących. Nasze zmartwychwstanie – to fakt dokonany. Nasze zmartwychwstanie w Chrystusie, nowe życie, które otrzymaliśmy, jest dziełem tej samej mocy, która zmartwychwzbudziła Jezusa Chrystusa.

W trzech pierwszych wierszach apostoł Paweł kreśli obraz stanu ludzi przed ich ożywieniem, tzn. przed ich narodzeniem się na nowo. Jest to obraz bardzo smutny. „Umarliście przez upadki i grzechy” – mówi apostoł. Martwi dla prawdziwych i świętych skarbów życia, niezdolni do rozumienia Boga i Jego woli. Chrystus ożywia, a grzech przynosi śmierć. „Zapłatą za grzech jest śmierć” (List do Rzymian 6,23). Oczywiście ci, których Paweł apostoł nazywa tutaj umarłymi, z przyrodzonego, naturalnego punktu widzenia byli pełni życia, ale było to życie w grzechu. Kupowali, sprzedawali, prowadzili aktywne życie, byli pełni życia. Sprawy duchowe zaś, sprawy Nieba ich nie interesowały wcale, a nawet czasami były przedmiotem ich ironicznych uśmiechów. Żyli oni wedle „modły tego świata, naśladując władcę, który rządzi w powietrzu, ducha, który teraz działa w synach opornych” (werset 2). W czasach apostoła Pawła rozpowszechniony był pogląd rabinów, głoszący, iż szatan przebywa, mieszka w powietrzu. Paweł korzysta z tej myśli, ale dodaje, że szatan działa w sposób szczególny przez „synów opornych”. Zarodek grzechu rozwija się w atmosferze nieposłuszeństwa woli Chrystusa. Taki był obraz życia pogan w czasach apostoła.

A w jakim stanie duchowym znajdowali się Żydzi? Odpowiedź znajdujemy w wersecie 3. tego rozdziału. Zaimek „my”, odnoszący się do Żydów, znajduje się w takiej samej atmosferze ciemności jak i zaimek „wy” dotyczący pogan (w wierszach 1 i 2). Dzieci Abrahama według ciała nie były   w lepszym położeniu od pogan. Naród izraelski miał obietnice i wszelkie dane po temu, by wykonać plan Boży, ale oni także w odniesieniu do grzechu, żyli „w pożądliwościach ciała, ulegając woli ciała i zmysłów”. Grzechy mogą być różne, wielkie i jawne, ale także grzech może być niezauważalny dla ludzi – grzech myśli. Natura ich jest jednakowa. Wielcy grzesznicy – celnicy byli mniejszymi nieprzyjaciółmi Chrystusa niż uczeni w Piśmie i faryzeusze, zakładający maskę pobożności.

Ludzie byli dziećmi gniewu. Dzieci gniewu – to starohebrajskie określenie odnoszące się do ludzi zasługujących na nienawiść i gniew Boga. Świat pogański był martwy duchowo, a naród izraelski zagubił drogę prawdy i błądził „ulegając woli ciała i zmysłów”. Jeśliby apostoł widział nas, to też mógłby powiedzieć, że i nasze grzechy nie były mniejsze. Ale chwała niech będzie Bogu za to, że moc, która wzbudziła Chrystusa z martwych, ożywiła i nas także.

A więc z mrocznego obrazu przedstawiającego życie pogan i Żydów – do ich uwierzenia w Chrystusa – wieje beznadziejnością. Jeśliby było powiedziane, że są oni chorzy czy pokaleczeni, to byłaby jakaś nadzieja na ich poprawę. Ale oni są martwi, umarli.

Ale oto pojawia się nowy czynnik – Bóg, i wszystko od razu się zmienia (,,Ale Bóg” – w. 4). Cmentarz zamienia się w żywy dom. Wszechmoc Stwórcy, który obdarzył człowieka życiem fizycznym, obdarza go także życiem duchowym. Bóg przez Chrystusa wzbudza ludzi do nowego życia.

Bóg rozpoczyna dzieło ożywienia dzięki miłosierdziu. „Bogaty w miłosierdzie” (w. 4). Miłosierdzie – to oszczędzenie nam tego, na co zasłużyliśmy. Miłosierdzie – to czynne współczucie słabszym. Bóg jest bogaty w to współczucie. Objawia je przez Jezusa Chrystusa. Motorem miłosierdzia jest miłość. Miłość zaś to szukanie dobra dla innych. To nie emocja. Miłość to także kara, ale i pociecha. Miłość nie jest bierna w obliczu zła. Najwyższym wyrazem miłości Boga jest dar Syna Bożego: „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (Ewangelia Jana 3,16). Wynikiem Bożej miłości jest życie. „I nas ożywił wraz z Chrystusem”. Życie – oto czego potrzeba także dzisiejszemu światu.

Łaską jesteśmy zbawieni (w. 8). Jak miłosierdzie jest oszczędzeniem nam tego, na co zasłużyliśmy, tak łaska jest daniem nam tego, na co nie zasłużyliśmy. Łaskę tę, łaskę Bożą przyjmujemy wiarą. Zbawienie – to dar Boga. Taka jest rzeczywistość. Ma to także – jak pisze apostoł Paweł – cel wychowawczy: aby się nikt nie chlubił. Naszymi uczynkami nie możemy zasłużyć na zbawienie. Wszelka sprawiedliwość nasza jest jak splugawiona szata – czytamy u proroków Starego Testamentu. Dobre uczynki to obowiązek zbawionych, to wyraz wdzięczności dzieci Bożych. „Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili” (w. 10).

A zatem, drodzy Czytelnicy, jeśli ktoś z nas nie pojednał się jeszcze z Bogiem, to jest duchowo umarły. Jego stan duchowy jest beznadziejny. Ale tak być nie musi. Albowiem mamy Boga, który ożywia. Wyciągnij przeto rękę wiary i weź ten dar łaski Bożej – zbawienie, życie wieczne w Jezusie Chrystusie, Panu naszym. Uczyń to dziś, uczyń to teraz. Niech Bóg Ci dopomoże w podjęciu tej najważniejszej decyzji w życiu. 

[FMP].
[/FMP]




MOC ŁASKI BOŻEJ

„Również ja, gdy przyszedłem do was, bracia, nie przyszedłem z wyniosłością mowy lub mądrości, głosząc wam świadectwo Boże. Albowiem uznałem za właściwe nic innego nie umieć między wami, jak tylko Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego” (I List do Koryntian 2,1-2).

Paweł, nawrócony prześladowca ludu Bożego, był religijnym człowiekiem i to według jedynej wówczas religii Jedynego prawdziwego Boga. I nie tylko to – był on też wysoko teologicznie wykształconym, gorliwym faryzeuszem i aktywnym działaczem i obrońcą wiary ojców. A jednak później, gdy go Bóg nawrócił i otworzył jego duchowe oczy, Paweł tę swoją wierność i gorliwość w Kościele – nazwał niewiarą! A więc kiedy Paweł się mylił – czy wtedy, gdy był gorliwym wyznawcą i funkcjonariuszem panującego Kościoła i prawdziwej religii ojców, czy też mylił się wówczas, gdy powiedział, że ten poprzedni okres jego życia był właściwie życiem w niewierze, a te wszystkie swoje ówczesne powody do chluby i wybitnego znaczenia uznał za śmiecie, za gnój, i jako takie odrzucił od siebie jako przeszkadzający mu ciężar, jednego już tylko pragnąc, jak mówi: „żeby zyskać Chrystusa i znaleźć się w nim… żeby poznać go i doznać mocy zmartwychwstania jego, i uczestniczyć w cierpieniach jego, stając się podobnym do niego w jego śmierci” (List do Filipian 3,8-10).

Nic mu nie pomogło w poznaniu Boga i Bożego zbawienia – ani pochodzenie, ani przynależność do najbardziej gorliwych wyznawców Zakonu Mojżeszowego, ani wykształcenie teologiczne i środowisko kapłańskie; nic mu nie pomogło nawet uznanie Jezusa za sekciarza i prześladowanie Jego wyznawców. Nic nie zaspokoiło serca Pawła. Serce ludzkie bowiem zaspokoić może tylko sam Bóg. Co więc się stało, że ten, który prześladował uczniów Jezusa, zaczął mówić o Jezusie jako o Zbawicielu? Dzieje Apostolskie i Listy Pawła dają wyczerpującą odpowiedź na to pytanie. Paweł według wszelkiego prawdopodobieństwa nie spotkał się osobiście z Panem Jezusem i Jego nauką; słowa i czyny znał najprawdopodobniej z opowiadań i wieści powtarzanych w środowisku faryzeuszów, pisarzy zakonnych i kapłanów, a więc w środowisku kościelnym. Środowisko to było jak najbardziej niechętnie usposobione do Pana Jezusa, a wiemy też, że w takim gronie nie ma miejsca na rzeczową i zgodną z prawdą ocenę myśli i słów osób prawdziwie i czysto pragnących objawienia prawdy i oddalenia nieczystości. Co z tego, że Pan Jezus mówił o Panu Bogu i nawoływał do nawrócenia się? Co z tego, że był czysty i święty i nic nie można Mu było zarzucić? Tym właśnie gorzej – Cieśla  z Nazaretu ośmielał się mówić zupełnie inaczej niż ci zawodowcy i fachowcy od religii, a że był czysty i święty, tym gorzej, bo bardzo to bolało w tym środowisku, które było powołane do świętości z urzędu w Kościele i znajomości Pisma, ale było dalekie od niej. Tym bardziej więc znienawidzony był Pan Jezus, że w Nim ludzie widzieli to, czego brakowało ludziom Kościoła – czyli czystości, świętości, znajomości Pisma Świętego i mocy Bożej. Dlatego tłumy szły za Jezusem. Tego zaś z zazdrości nie mogli ścierpieć kapłani, pisarze zakonni i funkcjonariusze kościelni. Stąd fałszywe sądy, stąd plotki, stąd nienawiść do Pana Jezusa.

Tym karmił się i Paweł, podzielając mniemanie swego środowiska o Panu Jezusie jako o niebezpiecznym sekciarzu i zwodzicielu, a nawet gorzej jeszcze, o czym wspominać nawet nie wypada.

Tak  więc, gdy ostatecznie nienawiść religijnych ludzi zabiła Jezusa na krzyżu Golgoty, mniemano – i Paweł też był tego zdania – że wystarczy ograniczyć oraz wyniszczyć pozostałych wyznawców zmarłego Jezusa,a wówczas wszystko będzie jak dawniej. I gdy w największym nasileniu prześladowania chrześcijan, Paweł spotkał Pana Jezusa – tylko Pan Bóg wie, co się działo w duszy tego gwałtownego i twardego działacza kościelnego. Tam, niedaleko bramy Damaszku, Paweł ujrzał Jezusa: „Kto jesteś, Panie?” –  pyta. „Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz” (Dzieje Apostolskie 9,5). A więc jednak Jezus żyje! Zabiliśmy Go, a jednak żyje i widać rany na rękach i nogach, skonał, a jednak żyje! Mówili wprawdzie, że zmartwychwstał, ale przecież to prości ludzie tak mówili, nikt z książąt, kapłanów, uczonych Zakonu w to nie wierzył. A jednak żyje, On – Jezus z Nazaretu! „Co mam czynić, Panie?” (Dzieje Apostolskie 22,10) – pyta pokornie Paweł, oślepionymi oczami nie widząc świata, ale za to widząc Pana, którego prześladował on, Paweł – a który teraz łaskawie mówi do niego, prześladowcy, i posyła go do tych właśnie chrześcijan, których Paweł miał więzić i zabijać, i teraz ma iść do nich, bo tam mu powiedzą, co ma dalej czynić. I uwierzył Paweł Panu Jezusowi i posłuchał Jego słowa. I stał się na zawsze uczniem, dzieckiem i niewolnikiem Jezusa.

Paweł nigdy nie żałował tej decyzji, nigdy nie cofnął się na drodze za Panem, choć tak wiele cierpień musiał doznać. I wiedział o tym, bo mu to Pan objawił na początku. „I wszystko uznaję za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa” – napisał później (List do Filipian 3,8).

Paweł przyjął zbawienie i życie wieczne od Zmartwychwstałego Pana; pojął wówczas niewymowny dar zbawienia wyjednany przez Pana Jezusa na drzewie Krzyża. Sam na sobie doznał oczyszczającej i zbawiającej mocy Ukrzyżowanego Jezusa. Przekonał się, że ani wywody, ani dyskusje,ani kazania, ani uczuciowe stany wzruszenia przy słuchaniu Słowa Bożego,ani doznanie obrzędów kościelnych, ani nawet widzenie cudów – nie pomogą człowiekowi do zbawienia i pokoju z Bogiem. Bo on, Paweł wszystko to przeżywał razem z wieloma innymi. Był jedno ze swoim kościelnym otoczeniem, ale nie miał pokoju w sercu i pewności zbawienia. I wszystko to, do czego dążył, czego jego dusza potrzebowała i pragnęła, to otrzymał z przebitych rąk Ukrzyżowanego Jezusa. Z tą chwilą utracił jedność ze środowiskiem kościelnym, utracił jego szacunek, uznanie i swoją pozycję, ale to właśnie uznał za śmierć, gdy zyskał Chrystusa, gdy Jezus stał się Jego Panem i Pasterzem.

Co więc miał opowiadać w wielkim mieście Koryncie, pełnym świątyń różnych bogów i bogiń, pełnym nauki, umiejętności i wyrafinowanej kultury, a zarazem pełnym słynącej po świecie swawoli i rozpusty. „Nie przyszedłem z wyniosłością mowy”, starannie i umiejętnie ułożonymi kazaniami, nie przyszedłem z uczonymi i utartymi zwrotami, dowodami, wymyślonymi przypowieściami, ilustracjami i rozlicznymi cytatami znanych filozofów i literatów, ale przyszedłem z prostym świadectwem o tym, co Bóg mi uczynił: że stałem się zbawionym człowiekiem, a uczynił mnie nim właśnie Pan Jezus Chrystus, który dał się ukrzyżować za moje grzechy, za które tam, na krzyżu, zapłacił Swoją krwią i ciałem; i który zmartwychwstał i żyje, a tego ja jestem świadkiem, bo chociaż Go prześladowałem, ukazał mi się osobiście i dał mi życie wieczne; mój drogi Zbawiciel, Pan Jezus Chrystus!

Tak na nasz potoczny język można by przełożyć przytoczone na początku słowa Pawła. Jakże aktualne jest świadectwo Pawła i dzisiaj, gdy sytuacja w świecie religijnym jest bardzo podobna do tej, jaka była wówczas! Paweł mówił prosto i tego prostego świadectwa potrzeba w naszych czasach. I dlatego my je powtórzmy teraz za Pawłem: „Prawdziwa to mowa i w całej pełni przyjęcia godna, że Chrystus Jezus przyszedł na świat, aby zbawić grzeszników, z których ja jestem pierwszy. Ale dlatego miłosierdzia dostąpiłem, aby na mnie pierwszym Jezus Chrystus okazał wszelką cierpliwość dla przykładu tym, którzy mają weń uwierzyć ku żywotowi wiecznemu” (I List do Tymoteusza 1,15-16).

Drogi Czytelniku! Nawrócenie Pawła i jego wierne świadectwo o mocy miłosierdzia i łaski Ukrzyżowanego Jezusa, jest przykładem i zachętą dla tych, którzy będą słuchać świętej Ewangelii Chrystusowej i świadectwa apostołów, aby i oni byli zbawieni. Ja skorzystałem z łaski Ukrzyżowanego Pana i otrzymałem odpuszczenie grzechów i zbawienie, a Ty?

Pismo Święte mówi: „Każdy bowiem, kto wzywa imienia Pańskiego, zbawiony będzie” (List do Rzymian 10,13). Zawołaj dzisiaj, teraz, do Pana Jezusa, poproś Go o odpuszczenie Tobie grzechów i zbawienie! Poproś Ukrzyżowanego Pana o łaskę – a będziesz zbawiony!

brat Zdzisław

[FMP].
[/FMP]




BEZPŁATNY BILET DO NIEBA

„Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar” (List do Efezjan 2,8).

W latach szkolnych i studenckich sporo podróżowałem, a ponieważ kieszenie miałem z reguły puste, podróżowałem za darmo, głównie autostopem. W późniejszym okresie na krótko pracowałem w przedsiębiorstwie autobusowym i znów miałem darmowe podróże z racji posiadania bezpłatnego biletu. W innych przypadkach nie było mnie stać na przebycie wielu tysięcy kilometrów.

Teraz też odbywam podróż posiadając i możliwości tej podróży, i bezpłatny bilet. Jest to podróż najbardziej atrakcyjna, a jej cel jest najwspanialszy. Myślisz, że chodzi tutaj o Hawaje albo o góry Nepalu,o bezdroża tropikalnej Afryki albo tysiące jezior i ostępy puszcz kanadyjskich czy amazońskich? Nie, mimo, że to są naprawdę wspaniałe miejsca. Ale nawet podróże międzyplanetarne nie będą wspanialsze niż właśnie ta podróż. Wspaniałe byłoby takie biuro podróży, które ofiarowałoby darmowe przejazdy, prawda? Przychodzisz – tylko przychodzisz! – i już otrzymujesz bezpłatny bilet. I chociażbyś przyniósł cały worek pieniędzy, to jednak nie za nie otrzymałbyś bilet, lecz za darmo!

W podróż, o której piszę, może wybrać się każdy – czy biedny, czy bogaty – kto tylko przyjdzie do Najwyższego Urzędu, który nosi też nazwę Urzędu Zbawienia, a założony został przed około 2000 lat na niewielkim wzniesieniu nieopodal Jerozolimy, Golgocie. Ponieważ tylko ten Urząd funduje najatrakcyjniejszą podróż do Nieba, nie od rzeczy będzie króciutko wspomnieć historię jego powstania. Otóż w trzy dni po założeniu został zalegalizowany, w czterdzieści dni jego Kierownik wypełnił wszystkie formalności,  a w pięćdziesiąty dzień rozpoczął już urzędowanie na wszechprzestrzenną i wszechczasową skalę. Ci, którzy przybyli do Urzędu Zbawienia i otrzymali bezpłatne bilety do Nieba poświadczali, że jest to najpoważniejszy z Urzędów, bowiem jego Kierownik musiał wylać Swą krew, aby ustanowić Urząd i teraz   z bardzo wylewną serdecznością i miłością wita wszystkich, którzy zgłaszają się po bilety; same zaś bilety – co jest znamienne – wypisane są krwią Kierownika ustanawiającego Urząd. Dalej ludzie ci widzieli, że jest tam akurat tyle biletów ile było, jest i będzie ludzi na świecie i że wszystkie te bilety wypisane są imiennie. Zaczęli więc wszystkich informować o tym, że powinni odebrać swoje bilety. Większość jednak ludzi śmiała się z nich, że są fantastami i że w końcu najsensowniej jest podróżować nie na jakieś niepewne bilety (bo tak je sobie wyobrażają), ale na te, na jakie sobie zapracują. Daleko jednak nie zajadą! I ja podobnie myślałem, dopóki nie sprawdziłem i nie skorzystałem.

Tak, jak we wcześniejszych latach, żeby podróżować wystarczyło wyciągnąć rękę przed nadjeżdżającymi pojazdami albo zgłosić się w przedsiębiorstwie autobusowym po bezpłatny bilet, tak samo też zgłosiłem się i wyciągnąłem rękę po ofiarowany mi bezpłatny bilet do Nieba. I naprawdę zobaczyłem (a obraz ten mam wciąż przed oczyma), że dla każdego, kto jeszcze nie skorzystał z oferty Urzędu Zbawienia jest tam wypisany imiennie bezpłatny bilet na podróż do Nieba. Ale widziałem, że jest tam też potężny stos biletów opatrzonych napisem: „zdezaktualizowane”, ponieważ ich właściciele do końca swego życia lekceważyli Urząd Zbawienia i nie odebrali swych biletów.

Wiem też, że jeśli dotąd nie wszedłeś do Urzędu Zbawienia, mimo że może i bardzo często przechodzisz obok, to jest tam też Twój bezpłatny bilet   do Nieba, a jego Ofiarodawca czeka aż przyjdziesz i powiesz: „proszę”. Sprawa jest wielka, darmowa i aktualna!

         S. M.

[FMP].
[/FMP]




REALNOŚĆ W CHRYSTUSIE

DUCHOWE ROZDWOJENIE

Nikt nie może powiedzieć o nas chrześcijanach, że jesteśmy zagłodzeni duchowo. Dzisiaj poprzez wiernych sług Bożych jesteśmy karmieni, pocieszani, nauczani, wręcz rozpieszczani, zachęcani, wspomagani i pielęgnowani.Na zawołanie mamy cały „religijny świat” nabożeństw, dyskusji, artykułów w chrześcijańskich pismach, pieśni, przemówień, książek, zebrań i kursów. Wiemy jednak bardzo dobrze, o ile zdobędziemy się tylko na odrobinę szczerości, że wszystkie te rzeczy wywierają bardzo mały wpływ lub nawet w ogóle nie wpływają na to,  jacy jesteśmy i jak żyjemy. Dlaczego tak jest?

Jeśli się przez chwilę zastanowimy, dojdziemy do wniosku, że żyjemy w rozdwojeniu jaźni. Podzieliliśmy nasze życie na dwie części i włożyliśmy    do dwóch oddzielnych szuflad. W jednej trzymamy naszą religijną aktywność – to, w co wierzymy (pełne dynamiki prawdy wiary, o których śpiewamy w podniosłych hymnach); to, o co się modlimy (cudowne zdarzenia, jak w życiu apostoła Pawła) i to, czego bronimy w dyskusjach – zasad, których realizacja spowodowałaby naszą całkowitą rewolucję duchową. W drugiej szufladzie trzymamy całą resztę – świat świeckich wartości; dotyczy to wykorzystania naszego wolnego czasu, tego, co robimy, aby zainteresować sobą innych, naszego stosunku do tych, którzy są od nas lepsi lub gorsi w pracy, a także sposobu zarabiania i wydawania naszych pieniędzy.

Te dwa kierunki działalności utrzymujemy w idealnym oddzieleniu od siebie i przez wprowadzenie tego rozdwojenia do życia codziennego rozwijamy rodzaj duchowej schizofrenii. Ponadto, co jest również typowe dla umysłowo chorych, nie zdajemy sobie sprawy z tego stanu. Nie zauważamy już, że takie słowa, jak poświęcenie, oddanie, powierzenie się, odnowienie, płomienne życie dla Boga nie mają żadnego znaczenia. Straciły swą moc wzruszania nas. To ewangeliczne rozdwojenie jaźni wywiera znacznie poważniejsze skutki niż przypuszczamy. Wyprodukowało ono człowieka, z którego nie da się prawie nic wykrzesać, który większość swego wolnego czasu spędzać będzie w doborowym towarzystwie, a parkując swój samochód   w garażu willi, uważa się równocześnie za głęboko wierzącego chrześcijanina. Tacy ludzie mogą być wybierani na skarbników swego kościoła, kierowników komisji do spraw budowy czy odnowienia kościoła.

W swojej książce „O Bogu i człowieku” A. W. Tozer pisze: „Ruch ewangeliczny, jaki znamy dzisiaj… rodzi także prawdziwych chrześcijan… Jednak duchowa atmosfera, w jakiej współcześni chrześcijanie rodzą się na nowo, nie sprzyja sprężystemu duchowemu wzrostowi. Z małymi wyjątkami świat ewangeliczny nie stwarza korzystnej atmosfery rozwoju zdrowego chrześcijaństwa. Nie myślę w tym miejscu o wpływach modernistycznych. Mam na myśli ludzi wierzących o biblijnych poglądach i noszących sztandar prawowierności.

My także możemy spotkać się z tym problemem; poziom prawdziwego uduchowienia wśród nas jest niski. Tak długo przykładaliśmy do siebie własną miarę, aż wreszcie bodziec zachęcający nas do wyjścia na wyższy poziom duchowy stracił swoje ostrze. Rozległe i ważne obszary fundamentalnego chrześcijaństwa zostały wyrzucone za burtę i zastąpione niebiblijnymi i błędnymi w świetle Boga praktykami, głęboko niszczącymi życie wewnętrzne pojedynczych chrześcijan. Zaczęli oni naśladować świat, szukać poklasku, popularności, tworzyć przedmioty zachwytu zamiast radości w Panu, tanią sprawność w wypełnianiu obowiązków zamiast mocy Ducha Świętego. Świetliki zastąpiły płonący krzak, zaś błyskotliwe osobowości stały się odpowiednikami ognia, który spadł w dniu Pięćdziesiątnicy.

Faktem jest niestety, że nie tworzymy dzisiaj prawdziwie świętych ludzi. Dzisiaj nawracamy ludzi do bezpłodnego typu chrześcijaństwa, który w minimalnym stopniu przypomina chrześcijan Nowego Testamentu. Przeciętny tak zwany <<wierzący człowiek>> jest spaczoną parodią prawdziwej świętości. Wydajemy obecnie miliony na ruchy popierające tę zdegenerowaną formę religii i atakujące ludzi, którzy odważą się krytykować ich sensowność”.

Wszędzie, gdzie się udałem, znajdowałem wielu ludzi, zdających sobie doskonale sprawę z tego rozdwojenia jaźni, z rozdziału chrześcijańskich wartości na dwa poziomy. Wielu z nich stało się w wyniku tego ateistami lub agnostykami, inni z powrotem zsunęli się w przepaść obojętności. Wielu chrześcijan (księży, pastorów, ewangelistów, misjonarzy, młodzieżowców) stwierdziło, że to, w co wierzą, ma mały wpływ na ich praktyczne, domowe i zawodowe życie.

Niektórzy z was, czytających to, są tak spragnieni odnalezienia realności   i pełni w Chrystusie, że gotowi są oddać wszystko, aby ją zdobyć. Przed dwoma laty spotkałem pewnego studenta Szkoły Biblijnej. Był on prymusem w grupie, prezydentem misji studenckiej i równocześnie kapelanem stowarzyszenia studentów. Gdy jednak usłyszał zwiastowanie Ewangelii, przyznał, że posiadał bardzo mało praktycznej społeczności z Bogiem i bardzo pragnie ją osiągnąć.

Czy można położyć kres temu rozdwojeniu jaźni, czy ta duchowa schizofrenia jest uleczalna? Czy Chrystus może rzeczywiście zrewolucjonizować Twoje i moje życie, by było scalone, konsekwentne? Odpowiedź brzmi: Tak! Nie mogę podać żadnej formułki gwarantującej taki rezultat, mogę tylko wskazać na samego Chrystusa. On potrafi wskazać Ci drogę! Widziałem, jak dokonywał tego w ludziach na całym świecie.

Największą radością mojego życia było oglądanie ludzi całkowicie przekształconych przez wszystko mogącego Chrystusa. To, co On uczynił dla nich, uczynił także dla Ciebie. Takie przekształcenie nie oznacza życia w doskonałości, z całą pewnością jednak oznacza realność życia, prawdziwość życia. Nie oznacza bezgrzeszności, ale to, że będziemy wiedzieli co zrobić, gdy zgrzeszymy.

Książka   ta   może   wzbudzić  w   Tobie   głód   prawdziwości życia, realności, lecz zaspokoić go może tylko sam Jezus Chrystus. Właśnie modlitwą moją jest, aby poniższe strony wskazywały na Niego.

GŁÓD BOGA

„Kto mówi, że w Nim mieszka, powinien sam tak postępować, jak On postępował” (I List Jana 2,6). Jak mamy postępować według wskazówki Jana? Każdy, kto chce nazwać siebie uczniem Jezusa Chrystusa, powinien „…tak postępować, jak On postępował”. Niewątpliwie jest to Bożym życzeniem, abyśmy tak żyli jak Chrystus. Nie jest to tylko teoria ani po prostu zbiór wyrazów, który można przekręcić, dopasować do swoich poglądów. Podobieństwo do Chrystusa, tak istotne dla naszego świadectwa, musi więc być czymś prawdziwym i praktycznym w naszym życiu.

Czasami ludzie niewierzący bywają mądrzejsi od nas, chrześcijan. To właśnie agnostyk, H. G. Wells w swej „Historii cywilizacji” napisał: „Nie upłynęło wiele czasu od śmierci Jezusa Chrystusa, a już ci, którzy nazywali siebie Jego naśladowcami, odstąpili od praktykowania Jego rewolucyjnych zasad”. Tak, właśnie – użył słowa „rewolucyjne”! Kościół obrósł w zewnętrzne struktury i do dziś zajmuje się wiernym odtwarzaniem tradycji, zatracając równocześnie podstawowe zasady Chrystusa. Ten właśnie fakt o mały włos nie pchnął mnie na bezdroża agnostycyzmu.

Dzisiaj coraz więcej możesz spotkać „mówiących” (w odróżnieniu od „czyniących”) chrześcijan. Odwiedzając szkoły biblijne, instytuty i konferencje spotkałem wielu nauczycieli, mówców, wykładowców, zaś bardzo mało naśladowców! To właśnie spostrzegają często ludzie i tracą wtedy złudzenia. Łatwo zauważyć, jak wielu młodych, pochodzących z rodzin chrześcijańskich traci swą wiarę przed osiągnięciem 25 lat. Zastanawiamy się wtedy, co mogło być powodem tego. „To znak czasów ostatecznych” – mówimy, a nie wiemy, że być może ktoś w kościele żyje nie tak, jak powinien    i to właśnie zraża do chrześcijaństwa tych młodych, których obserwujemy.

Inni odpowiedzą: „Dobra, treściwa nauka biblijna zaradzi temu problemowi”. Lecz to nie wystarcza! Nigdy jeszcze od początku istnienia Kościoła nie było na świecie tylu chrześcijańskich konferencji, chrześcijańskich audycji radiowych i chrześcijańskich książek, jak dzisiaj. Czy wiesz na przykład, że w języku angielskim istnieje ponad 1000 książek na temat Listów apostoła Pawła? Możesz mieć również świetne studia biblijne nagrane na taśmach magnetofonowych; najlepsi wykładowcy będą mówili w twym domu, gdy tylko naciśniesz przycisk magnetofonu. Tak, lecz co z tego? Mamy wiele okazji, by studiować życie Pawła i słuchać jego nauki, lecz gdzie są apostołowie Pawłowie XX wieku?

Gdzie są ludzie tak przygotowani, jak on i jego współtowarzysze, gotowi stać się rozbitkami i pognębionymi dla sprawy Ewangelii, z ubiczowanymi plecami i perspektywą ukamienowania? Gdzie są tacy ludzie w naszym pokoleniu? Mamy wielu prawdziwych sług Bożych, wielu wielkich kaznodziei, lecz gdzie są ci, którzy mogliby z apostołem Pawłem powiedzieć, że przez trzy lata nie przestawali we dnie i w nocy, ze łzami, napominać ludzi? Takich ludzi trudno znaleźć. Przyczyną zaś tego jest oddzielenie naszej teologii od życia.

Paweł nigdy do tego nie dopuścił. Ponad wszystko chciał służyć Bogu, tak jak i my pragniemy. Tyle, że my mówimy: „zacznę natychmiast służyć Bogu, gdy tylko znajdę moje miejsce w tej służbie”. Wszędzie można znaleźć sfrustrowanych chrześcijan „szukających swego miejsca” w służbie dla Chrystusa. Bóg zaś jest znacznie bardziej zainteresowany tym, abyś Ty znalazł siebie w Chrystusie, niż abyś znalazł swe miejsce w Jego służbie. Nie to jest najważniejszą rzeczą, co robisz lub gdzie idziesz, lecz w czyjej mocy chcesz to uczynić! Możesz jechać na Daleki Wschód, a możesz po prostu wyjść na ulicę, by być uczniem Chrystusa. Koniecznie chcesz ewangelizować, być uczniem. To wspaniałe, lecz w czyjej mocy chcesz to uczynić? Spójrzmy na apostoła Pawła i zobaczymy, jak on postępował w tej sprawie. W Dziejach Apostolskich 20,19-20 czytamy: „I jak służyłem Panu z całą pokorą wśród łez  i doświadczeń, które na mnie przychodziły z powodu zasadzek Żydów, jak nie uchylałem się od zwiastowania wam wszystkiego, co pożyteczne, od nauczania was publicznie i po domach”. Zwróćmy szczególną uwagę na określenie:„z całą pokorą”. Paweł nie mówi: „Służąc Bogu wielką akcją, z rozdawaniem literatury i ze sławnymi mówcami, tysiącami ludzi w Turcji lub Indiach”, lecz pisze o pracy „wśród łez i doświadczeń”. Być uczniem Jezusa Chrystusa – to,   w pierwszym rzędzie, sprawa serca. Dopóki nastawienie naszego serca nie jest właściwe, cała reszta jest błędna. Nasze serca tak jak serce Pawła muszą być przepojone głębokim głodem i pragnieniem Boga.

Głód Boga jest prawdziwym znamieniem ucznia. Poświadcza mi, że jestem rzeczywiście dzieckiem Bożym i że Bóg coś we mnie czyni. To, co ja czynię dla Boga, nie świadczy wcale o tym, że jestem uczniem. Nie świadczy spełnienie wymagań Kazania na Górze, wyznania wiary lub jakichś sloganów, nie świadczy życie pełne wyrzeczeń, spanie na podłodze lub inne podobne sprawy. Rzeczą, która przekonuje mnie, że jestem uczniem Chrystusa, jest stałe pragnienie i pożądanie społeczności z ukrzyżowanym i ukoronowanym Panem Chwały.

Czy jest to także Twoim pragnieniem? Jeśli tak, to nawet pomimo Twoich załamań i niewierności, niezliczonych uchybień, jeśli posiadasz głód Boga, jeśli pragniesz głębokiej społeczności z Twoim Stworzycielem, jeśli pragniesz poznawać Go, chodzić z Nim, oddychać Nim – to wkroczyłeś na prawdziwą drogę uczniostwa. Dawid był jednym z ludzi, którzy znali Boga    i chodzili z Nim. Cóż Bóg mógł powiedzieć o Dawidzie? Czy mógł np. powiedzieć: „O tak, Dawid chodził w czystości przez całe swoje życie”  lub „Dawid był nieporuszonym filarem”? Niestety, tego Bóg o Dawidzie powiedzieć nie mógł! Bóg mówi po prostu, że był on człowiekiem według Jego serca. Jak często można wyczytać w Psalmach, że Dawid stale był głodny Boga. „Dusza moja pragnie Boga, Boga żywego” – wołał Dawid. Pomimo upadków, potknięć, schodzenia z drogi, zawsze pragnął i pożądał Boga.

Psalmista śpiewa : „Jak jeleń pragnie wód płynących, tak dusza moja pragnie ciebie, Boże!”. Gdybyśmy przeanalizowali historię Kościoła od samego początku, wszędzie byśmy odkryli prawdę, że znakiem Bożych ludzi, prawdziwych Jego uczniów był głód lepszego poznania Jego samego i Jego sprawiedliwości. Spójrzmy na tego człowieka według serca Bożego na podstawie Psalmu 34. Jak widzimy, potrafi on wielbić Boga za wszystkie doświadczenia: „Będę błogosławił Pana w każdym czasie, chwała Jego niech będzie zawsze na ustach moich! Dusza moja będzie się chlubić Panem! Niechaj słuchają pokorni i weselą się! Wysławiajcie Pana ze mną! Wywyższajmy wspólnie imię Jego! Szukałem Pana i odpowiedział mi, i uchronił mnie od wszystkich obaw moich” (w. 2-5). Spójrzmy jeszcze na wiersz 11: „Lwięta cierpią niedostatek i głód, lecz tym, którzy szukają Pana, nie brak żadnego dobra”. Szukać Pana, pragnąć Jego lepszego poznania, stale Go uwielbiać – oto znaki prawdziwych uczniów, naśladowców Jezusa Chrystusa.

Jaki jest więc człowiek, który będzie prawdziwie poznawał Boga? Kim jest człowiek, który naprawdę ma bliską społeczność z Nim? To nie ten najmądrzejszy, o najdłuższych modlitwach i potężnym głosie podczas kazań. Także nie ten, który potrafi odpowiedzieć na wszystkie pytania teologiczne.    Ani nawet ten, który wszystko, co miał sprzedał, a pieniądze przekazał na sprawą Bożą, w porywie „prawdziwego uczniostwa”. Te rzeczy same w sobie nie przybliżają ludzi do Boga. Bóg przychodzi, według Słowa, do tych, którzy są skruszonego serca i zbawia tych, którzy są pokornego ducha. Bóg wychodzi naprzeciw tym, którzy znają swe upadki, swą ograniczoność i nieudolność, i przychodzą z nimi do krzyża, by tam zawołać: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu”. Odkrycie tej prawdy było dla mnie wielkim pocieszeniem.

Czy pamiętacie biblijną historię o dwóch ludziach przychodzących do świątyni, by się modlić? Jeden z nich śmiało wyszedł do przodu i zawołał: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, rabusie, oszuści, cudzołożnicy albo też jak ten oto celnik”. Prawdopodobnie pomyślał wówczas również o tym, który odszedł, bo miał wiele majętności: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem również jak on! Żaden faryzeusz nie uczyniłby tego!” Może poszedł jeszcze dalej i pomyślał o młodym człowieku, który nigdy nie uczestniczył w zjeździe faryzeuszy: „Boże, dziękuję Ci, że i do niego nie jestem podobny!” I dalej modlił się wspaniałymi słowami, które jeszcze może pamiętał ze swych faryzejskich studiów, zgrabnie dobierając zwroty. A inny człowiek w tym czasie, stojąc zaraz przy drzwiach, bijąc się w piersi wołał: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu”. Do którego Bóg przybliżył się w tej chwili? Czy do tego wielkiego teologa, rzucającego słowa bez pokrycia? Czy właśnie jego Bóg usprawiedliwił i błogosławił? Z pewnością nie! Koncentrując się   tylko na swej sprawiedliwości, nie myślał w ogóle o usprawiedliwieniu ani o błogosławieństwie. Bóg zbliżył się do tego, który przyszedł ze skruszonym sercem i uniżonym duchem. Słyszał jego wołanie: „Boże, widzisz mą słabość i upadki. Widzisz, że jestem bez wartości. Jestem grzesznikiem. Zmiłuj się nade mną”. Człowiek ten pokutował w swym sercu i Bóg go usprawiedliwił. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Na szczęście nie muszę. Lecz jest to jeden z powodów, dla których wierzę Biblii. Żaden człowiek nie mógłby tego wymyślić. Jest to sprzeczne z ludzkim punktem widzenia. Ukazuje nam jednak serce Boże.

Wszystkie religie poza chrześcijaństwem oferują pewną równowagę między działaniem i nagrodą. Zrób to, a otrzymasz tamto. Logika ludzka mówi nam, że jeśli będziemy dobrymi uczniami i będziemy żyli zgodnie z zasadami Kazania na Górze, jeśli będziemy brać udział w kampaniach ewangelizacyjnych, rozdawać traktaty wszystkim wokół siebie i dodatkowo jeszcze będziemy czyścić na wysoki połysk buty jednego ze współbraci,by pokazać jak jesteśmy pokorni, to nie ominie nas nagroda wielkiego błogosławieństwa. Lecz błogosławieństwo rozdzielane jest przez Boga, a nie przez ludzi! Nigdy nie będziesz czyścił komuś butów bez jakichś dodatkowych motywów. Nie będziesz wychodził na ulicę z traktatami bez odrobiny własnej ambicji. Paweł, pisząc do Galacjan pyta ich: „Rozpoczęliście w duchu, a teraz na ciele kończycie?” Wielu sobie myśli: „Zostałem zbawiony z łaski, lecz teraz w mym chrześcijańskim życiu sam sobie dam radę”. W tym tkwi poważny błąd! Zbawiony jesteś z łaski i w łasce też musisz służyć. Bóg nie jest blisko tych, którzy przeżywają rozkwit swojej pracy, lecz tych, którzy są skruszonego serca. On zbawia nie tych najbardziej błyskotliwych, lecz tych, którzy są złamanego ducha.

Czy pamiętacie jeszcze wiersz 4 Psalmu 37? „Rozkoszuj się Panem, a da ci, czego życzy sobie serce twoje!” Powodem, dla którego często nie poznajemy woli Bożej jest to, że nie rozkoszujemy się Panem, lecz innymi rzeczami.Dla tych z nas, którzy są zaangażowani w pracę ewangelizacyjną, istnieje pokuszenie, aby „rozkochać się” w przygodzie świadczenia; możemy się także rozkochać w społeczności z wierzącymi i zbiorowym entuzjazmie, jaki w niej przeżywamy. Powiem Ci jeszcze jedną rzecz. Jeśli jesteś rozkochany w jakiejś działalność, jakiejś organizacji lub ruchu dla Pana, prędzej czy później ogarnie Cię rozczarowanie. Tak wielu chrześcijan jest skoncentrowanych na działalności tej czy innej organizacji. Nasz Bóg jest jednak zazdrosny! On nie będzie dzielił Swej chwały z żadną organizacją, osobą lub ruchem, nawet chrześcijańskim. Staje się to bardzo jasne w kontekście Ewangelii Jana 5,44, gdzie Jezus mówi Swym uczniom: „Jakże możecie wierzyć wy, którzy nawzajem od siebie przyjmujecie chwałę, a nie szukacie chwały pochodzącej od Tego, który jedynie jest Bogiem?” Pragniemy wierzyć Bogu w wielkich sprawach, w pracy, w sprawach finansowych, nawróceń nowych osób, zwycięskiego życia codziennego. A Bóg mówi: „Jakże możecie wierzyć wy, którzy nawzajem od siebie przyjmujecie chwałę…” Gdy chcemy siebie postawić we właściwym świetle albo popychamy działalność jakiegoś ruchu lub organizacji, wówczas koncentrujemy się na uwypukleniu swych zasług,a przecież znakiem prawdziwego ucznia jest głód Boga. Pragnie on chwały, która pochodzi nie od ludzi, a z góry. Gdy praca została wykonana, chciałby usłyszeć od Boga: „Dobrze, sługo dobry i wierny!”. Z dnia na dzień żyje dla Boga i ku Jego chwale, pragnąc Go jak jeleń świeżej wody. „Rozkoszuj się Panem, a da ci, czego życzy sobie serce twoje!”

Wydaje mi się, że pomimo naszej słabości jest wielu takich, którzy rzeczywiście pożądają Boga. Pielęgnujcie ten głód! Pozwólcie, by rozwijał się w Waszych sercach, gdyż tego pragnie Bóg! Jedną z bardzo wyraźnych rzeczy, zawartych w Słowie jest Boże pragnienie, by mieć nas całkowicie. Jesteśmy tak zajęci pracą dla Pana, wyciągając problemy, głosząc Słowo, prowadząc studia biblijne, przygotowując tak wiele spraw, że większość naszej energii jest pochłonięta przez to. Nie powinniśmy dać się do tego stopnia pochłonąć służbie, nawet chrześcijańskiej, aby zatracić spojrzenie na samego Boga. On stoi całkiem blisko, mówiąc: „Moje dziecko, zrób sobie wolne, aby przyjść i porozmawiać ze mną”. Na to odpowiadamy, lekceważąc Go: „Widzisz przecież, jak bardzo jestem teraz zajęty”. Ale Bóg chce nam powiedzieć: „Ucisz się i poznaj, że ja jestem Bogiem”.

Jedynym sposobem zdobycia mocy i siły potrzebnej do naszej codziennej działalności jest uciszenie się przed Bogiem. Dlatego znajdź czas, aby przebywać w Nim, a ujrzysz spełnienie Twych pragnień; uczniostwo stanie się uwielbianiem. Bez tego – praca Twoja będzie bezużyteczna. Naszą dzisiejszą sytuację dobrze przedstawiają słowa A. W. Tozera: „W naszych czasach powszechnej ciemności żarzy się jedno światełko: w ramach konserwatywnego chrześcijaństwa można znaleźć coraz większą liczbą osób, których życie religijne charakteryzuje się wzrastającym głodem samego Boga. Szukają oni gorliwie duchowych rzeczywistości, nie poprzestając na słowach lub prawidłowym wyjaśnianiu prawdy. Pragną oni samego Boga i nie spoczną, dopóki nie zaczerpną i nie napiją się z głębi studni żywej wody. Jest to jedyny przebłysk przebudzenia, jaki udało mi się zobaczyć na religijnym horyzoncie”.

Tak wiele rzeczy zaślepiło nasze oczy: konferencje teologiczne i powierzchowne religijne praktyki wprowadziły rozdźwięk między teorią poznania a prawdziwą znajomością Boga. Lecz dopóki jest choć kilku ludzi głodnych Boga, istnieje jeszcze nadzieja! Są oni złączeni jedną myślą – by lepiej poznać Boga. Jest to jedyna rzecz, jaka się liczy, jedyna droga, która nie może być przekręcona przez głupotę i samolubstwo człowieka. Nie chcemy zawierać przymierza z żadną organizacją, lecz tylko z żyjącym Bogiem. Gdy uniżymy się pod krzyżem, poznamy realność Jego mocy i zmartwychwstania. Znakiem uczniów Chrystusa jest przede wszystkim prawdziwy głód Boga. Jezus powiedział: „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości”.

George  Verwer (fragment książki „Realność w Chrystusie. Głód pełni życia chrześcijańskiego”)

[FMP].
[/FMP]