Proszę, by zauważono także nasze potrzeby.Błagam, nie zostawiajcie nas samych!

Prawie 2 miliony osób ze strachu opuściło swoje domy, szukając schronienia w buszu lub poza granicami kraju.

Długotrwały konflikt i kryzys gospodarczy spowodował gigantyczny wzrost cen żywności. Większości mieszkańców po prostu na nie nie stać,  brakuje wszystkiego, wody, żywności, leków. W dwóch regionach ogłoszony został stan klęski głodowej. Szczególnie narażone są dzieci, według szefa biura UNICEF, ponad 250 tys. dzieci w całym kraju jest poważnie niedożywionych – kilkuletnie dzieci ważą tyle, co niemowlęta. Tu pomoc musi być udzielona natychmiastowo, inaczej dzieciom grozi śmierć.

Sudański biskup wskazuje, że pandemia dramatycznie pogorszyła sytuację w tym najmłodszym państwie Afryki od lat dotkniętym kolejnymi wojnami, ogromnym ubóstwem i klęskami żywiołowymi. Rozprzestrzenianie się wirusa zablokowało nie tylko codzienne życie, ale i proces pokojowy, wciąż nie udało się stworzyć rządu przejściowego.

– Przedłużanie obostrzeń może niestety przynieść ze sobą ponowne zaognienie konfliktu. Partie polityczne wciąż są mocno skłócone i trudno im znaleźć wspólną płaszczyznę spotkania –  mówi bp Kussala.

Sudańczycy modlą się o pokój i światło Ducha Świętego dla polityków, aby umieli wspólnie pracować na rzecz pokoju, sprawiedliwości i lepszej przyszłości wszystkich.

Dramatu wojny i pandemii mieszkańcy tego kraju nie są w stanie sami się podnieść, potrzebują konkretnej pomocy świata. Stąd jego przejmujący apel: „Wiem, że Europa i kraje Zachodu zajęte są obecnie leczeniem własnych ran wywołanych pandemią. Proszę jednak, by zauważono także nasze potrzeby. Bez wsparcia materialnego Sudańczycy nie przetrwają. Błagam, nie zostawiajcie nas samych!”.

Prawie półtora miliona dzieci w czterech afrykańskich krajach jest zagrożonych głodem. Ogłosiły to wyspecjalizowane organizacje Narodów Zjednoczonych ONZ, w tym agencja spraw dzieci, UNICEF. Te cztery kraje to Somalia, Jemen, Sudan Południowy i północne rejony Nigerii.

Justin Forsyth z UNICEF mówi BBC, że że wiele dzieci w tych państwach jest zmuszonych jeść liście i korzenie, choć na świecie wystarczyłoby żywności, by je wykarmić.

„Te sytuacje są wywołane działaniami człowieka. To głównie konflikty i wojny, tak jest w Sudanie Południowym.

Miejsca, w których dzieci umierają są odcięte od dostaw żywności w wyniku walk” – powiedział Justin Forsyth. W ogarniętej walkami Somalii dodatkowym czynnikiem, zwiększającym głód, jest susza.

Według ONZ głoduje tam sto tysięcy ludzi, a liczba niedożywionych sięga prawie pięciu milionów.

Klęska głodu zagraża mieszkańcom Sudanu Południowego, gdzie w lutym tego roku ogłoszono ją – po raz pierwszy od 6 lat – w dwóch okręgach stanu Unity.
Głównym problemem w Unity – mówi Jackson Mungoni z misji PAH w Sudanie Południowym – jest to, że od długiego czasu toczą się tam walki. Ludzie, uciekając przed walkami, zostają bez niczego – tracą miejsce zamieszkania, uprawy, wszelkie środki do życia. Często kilkadziesiąt osób dzieli jeden garnek. Jeśli nie uda się złowić ryb – a mało kto ma wędkę – do garnka trafiają liście drzew i lilie czy hiacynt wodny.

Historia fotografii- Sęp i głodujące dziecko – tutaj

Polska Akcja Humanitarna, która od 10 lat prowadzi w Sudanie Południowym stałą misję, rozpoczyna działania w stanie Unity. We współpracy z innymi organizacjami w kompleksowy sposób odpowiada na najpilniejsze potrzeby mieszkańców stanu, zapewniając potrzebującym dostęp do czystej wody, jedzenia i schronienia. Działania PAH skupiają się na stworzeniu mieszkańcom Unity warunków do samodzielnej egzystencji – stąd m.in. dystrybucja nasion i narzędzi do uprawy roli oraz połowu ryb.
Prognozy wskazują, że kryzys żywnościowy w Sudanie Południowym osiągnie szczyt między majem a lipcem.

źródło: pah.org.pl, UNICEF ,misyjne.pl

Article in English

[FMP].
[/FMP]

FUNDACJA-FILEO   KRS 0000705635
Tytuł przelewu:
„Prześladowany Kościół-Sudan”

BIC (SWIFT): BPKOPLPW

Rachunek w złotówkach (PLN):
PL 30 1020 2791 0000 7902 0269 1947

Rachunek w dolarach amerykańskich (us dollars)
PL 46 1020 2791 0000 7502 0309 5569




BÓG CIĘ WZYWA

ARTYKUŁ WSTĘPNY

Werset przewodni: „W czasie łaski wysłuchałem cię, a w dniu zbawienia pomogłem ci; oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia”

(II List do Koryntian 6,2).

Teraz. Dzisiaj. Właśnie w tym momencie, kiedy czytasz słowa powyższego wersetu, Bóg pragnie przemówić do Ciebie, żebyś oddał Mu swoje życie, jeśli tego jeszcze nie uczyniłeś. „Dziś, jeśli głos jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych, jak podczas buntu” (List do Hebrajczyków 3,15). „Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną” (Objawienie Jana 3,20). Bóg „chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (I List do Tymoteusza 2,4), ponieważ bardzo nas kocha. „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (Ewangelia Jana 3,16).

„Ale gdy się objawiła dobroć i miłość do ludzi Zbawiciela naszego, Boga, zbawił nas nie dla uczynków sprawiedliwości, które spełniliśmy, lecz dla miłosierdzia swego przez kąpiel odrodzenia oraz odnowienie przez Ducha Świętego, którego wylał na nas obficie przez Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego, abyśmy, usprawiedliwieni łaską jego, stali się dziedzicami żywota wiecznego, którego nadzieja nam przyświeca” (List do Tytusa 3,4-7). Zatem Bóg zbawia nas nie dlatego, że dobrze czynimy, że jesteśmy sprawiedliwi, lecz dla swojego miłosierdzia i wielkiej swej łaski. „Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi” (List do Tytusa 2,11).

Zatem przyjmij Bożą ofertę zbawienia przez łaskę już dzisiaj! Nie zwlekaj, gdyż jutro może być za późno! „A teraz wy, którzy mówicie: Dziś albo jutro pójdziemy do tego lub owego miasta, zatrzymamy się tam przez jeden rok   i będziemy handlowali i ciągnęli zyski, wy, którzy nie wiecie, co jutro będzie. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika. Zamiast tego, winniście mówić: Jeżeli Pan zechce, będziemy żyli i zrobimy to lub owo” (List Jakuba 4,13-15). „Pewnemu bogaczowi pole obfity plon przyniosło. I rozważał w sobie: Co mam uczynić, skoro nie mam już gdzie gromadzić plonów moich? I rzekł: Uczynię tak: Zburzę moje stodoły, a większe zbuduję i zgromadzę tam wszystko zboże swoje i dobra swoje. I powiem do duszy swojej: Duszo, masz wiele dóbr złożonych na wiele lat; odpocznij, jedz, pij, wesel się. Ale rzekł mu Bóg: Głupcze, tej nocy zażądają duszy twojej; a to, co przygotowałeś, czyje będzie? Tak będzie z każdym, który skarby gromadzi dla siebie, a nie jest w Bogu bogaty” (Ewangelia Łukasza 12,16-21).

Dlatego „napominajcie jedni drugich każdego dnia, dopóki trwa to, co się nazywa „dzisiaj”, aby nikt z was nie popadł w zatwardziałość przez oszustwo grzechu” (List do Hebrajczyków 3,13), pamiętając nieprzerwanie, że właśnie teraz jest czas łaski, teraz dzień zbawienia!

Estera Bednarska

[FMP].
[/FMP]




SŁOWO BOŻE MOJĄ POMOCĄ KAŻDEGO DNIA – CZ. XIII

Gdy pragnę wysławiać Boga za Jego łaskę

„Łaską swoją wiodłeś lud, który wykupiłeś; prowadziłeś ich mocą swoją do siedziby twojej świętości.”

(II Księga Mojżeszowa 15,13)

„Panie, Panie, Boże miłosierny i łaskawy, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność, zachowujący łaskę dla tysięcy, odpuszczający winę, występek i grzech…”

(II Księga Mojżeszowa 34,6-7)

„Z łaskawym postępujesz łaskawie, z mężem nienagannym nienagannie, ze szczerym postępujesz szczerze, z przewrotnym surowo.”

 (II Księga Samuela 22,6-7)

„Wysławiajcie Pana, albowiem jest dobry, albowiem na wieki łaska jego.”

(I Księga Kronik 16,34)

„Ale Ty jesteś Bogiem odpuszczenia, miłosiernym i litościwym, cierpliwym i wielce łaskawym, więc ich nie opuściłeś.”

(Księga Nehemiasza 9,17)

„Życiem i łaską obdarzyłeś mnie, a twoja opieka strzegła mego ducha.”

(Księga Joba 10,12)

„Z pobożnym obchodzisz się łaskawie, z nienagannym postępujesz nienagannie. Z czystym okazujesz się czysty, a z przewrotnym postępujesz przewrotnie. Ty bowiem wybawiasz lud ubogi, lecz oczy wyniosłych poniżasz.”

(Psalm 18,26-28)

„Dobroć i łaska towarzyszyć mi będą przez wszystkie dni życia mego. I zamieszkam w domu Pana przez długie dni.”

 (Psalm 23,6)

„Pan jest dobry i prawy, dlatego wskazuje drogę grzesznikom. Prowadzi pokornych drogą prawa i uczy ich drogi swojej. Wszystkie drogi Pana są łaską i wiernością dla tych, którzy strzegą przymierza i nakazów jego.”

(Psalm 25,8-10)

„Raduję się i weselę łaską twoją. Gdyż wejrzałeś na niedolę moją, poznałeś utrapienie duszy mojej. Nie wydałeś mnie w ręce nieprzyjaciela, postawiłeś nogi moje na miejscu szerokim.”

 (Psalm 31,8-9)

„Niech modli się do ciebie każdy pobożny w czasie niedoli, gdy wyleją wielkie wody, do niego nie dotrą. Ty jesteś ochroną moją, strzeżesz mnie od ucisku, otaczasz mnie radością wybawienia. Sela. Pouczę ciebie i wskażę ci drogę, którą masz iść; będę ci służył radą, a oko moje spocznie na tobie. Nie bądźcie nierozumni jak koń i jak muł, które wędzidłem i uzdą trzeba wstrzymywać, aby się nie zbliżały. Bezbożny ma mnóstwo cierpień, kto zaś ufa Panu, tego łaska otacza. Weselcie się w Panu i radujcie się sprawiedliwi! Śpiewajcie radośnie wszyscy prawego serca!”

 (Psalm 32,6-11)

„Dusza nasza oczekuje Pana, On pomocą naszą i tarczą naszą. W nim bowiem raduje się serce nasze, bo zaufaliśmy jego świętemu imieniu. Niech spocznie na nas łaska twoja, Panie, ponieważ w tobie mamy nadzieję!”

 (Psalm 33,20-22)

„Panie! Łaska twoja do niebios sięga, wierność twoja aż do obłoków. Sprawiedliwość twoja – jak góry Boże, prawo twoje – jak głębina niezmierna! Panie, pomagasz ludziom i zwierzętom. Jakże cenna jest łaska twoja, Boże! Przeto ludzie chronią się w cieniu skrzydeł twoich. Nasycają się tłustością domu twego, a strumieniem rozkoszy swoich upajasz ich. Bo u ciebie jest źródło życia, w światłości twojej oglądamy światłość. Zachowaj łaskę swoją tym, którzy cię znają, a sprawiedliwość swoją tym, którzy są prawego serca! Niech nie depcze mnie noga pyszałków i niech nie wypędza mnie ręka bezbożnych! Oto tam upadli złoczyńcy, zostali powaleni i nie mogą powstać.”

 (Psalm 36,6-13)

„Czemu się chlubisz złością, mocarzu? Wszak łaska Boża trwa wiecznie!”

 (Psalm 52,3)

„Wysławiać cię będę, Panie, wśród ludów, będę grał tobie wśród narodów, bo wielka jest łaska twoja aż do niebios i aż do obłoków sięga wierność twoja.”

 (Psalm 57,10-11)

„Jeden raz przemówił Bóg, a dwa razy to usłyszałem, że moc należy do Boga i że u ciebie, Panie, jest łaska, bo Ty odpłacasz każdemu według uczynków jego.”

 (Psalm 62,12-13)

„Boże! Tyś Bogiem moim, ciebie gorliwie szukam, ciebie pragnie dusza moja; tęskni do ciebie ciało moje, jak ziemia zeschła, spragniona i bezwodna. Tak wyglądałem ciebie w świątyni, by ujrzeć moc twoją i chwałę twoją, gdyż lepsza jest łaska twoja niż życie. Wargi moje wysławiać cię będą. Tak błogosławić cię będę, póki życia mego, w imieniu twoim podnosić będę ręce moje.”

 (Psalm 63,2-5)

„Zmiłuj się nade mną, Panie, bo codziennie wołam do ciebie! Rozwesel duszę sługi swego, bo do ciebie, Panie, duszę mą podnoszę! Ty bowiem, Panie, jesteś dobry i przebaczasz, i jesteś wielce łaskawy dla wszystkich, którzy cię wzywają. Wysłuchaj, Panie, modlitwy mojej i zważ na głośne błaganie moje!   W dniu mej niedoli wzywam cię, bo mię wysłuchujesz. Nie ma równego tobie między bogami, Panie, i nie ma takiego dzieła, jak twoje. Wszystkie narody, któreś Ty stworzył, przyjdą i kłaniać się będą tobie, Panie, i wielbić imię twoje. Boś Ty wielki i czynisz cuda: Ty jedynie jesteś Bogiem. Wskaż mi, Panie, drogę swoją, bym postępował w prawdzie twojej; spraw, by serce moje jednego tylko pragnęło, bojaźni imienia twego! Będę cię wysławiał, Panie, Boże mój, całym sercem i będę wielbił imię twoje na wieki, ponieważ wielka jest łaska twoja dla mnie: wybawiłeś duszę moją z głębin krainy umarłych. Boże, zuchwali powstali przeciwko mnie, a zgraja gwałtowników czyha na życie moje i nie mają ciebie przed oczyma swymi. Ty zaś, Panie, jesteś Bogiem miłosiernym i łaskawym, nierychłym do gniewu, wielce łaskawym i wiernym. Zwróć się ku mnie i zmiłuj się nade mną! Udziel mocy swojej słudze swemu i wybaw syna służebnicy swojej! Daj znak, że jesteś mi przychylny, aby ci, którzy mnie nienawidzą, ujrzeli ze wstydem, żeś Ty, Panie, wspomógł i pocieszył mnie.”

(Psalm 86,3-17)

„Będę opiewał zawsze dzieła łaski Pana! Ustami swymi będę głosił przez wszystkie pokolenia wierność twoją. Rzekłeś bowiem: Łaska trwać będzie na wieki. Jak niebiosa utwierdziłeś wierność swoją.”

 (Psalm 89,2-3)

„Zwróć się ku nam, Panie, jak długo jeszcze, zmiłuj się nad sługami swymi! Nasyć nas o świcie łaską swoją, abyśmy się weselili i radowali przez wszystkie dni nasze! Rozwesel nas w zamian za dni, gdyś nas utrapił, za lata, w których oglądaliśmy niedolę! Niech się ukaże sługom twoim dzieło twoje,a majestat twój synom ich!”

 (Psalm 90,13-17)

„Gdy pomyślałem: Chwieje się noga moja – łaska twoja, Panie, wsparła mnie.”

(Psalm 94,18)

„Błogosław, duszo moja, Panu i wszystko, co we mnie, imieniu jego świętemu! Błogosław, duszo moja, Panu i nie zapominaj wszystkich dobrodziejstw jego! On odpuszcza wszystkie winy twoje, leczy wszystkie choroby twoje. On ratuje od zguby życie twoje; On wieńczy cię łaską i litością. On nasyca dobrem życie twoje, tak iż odnawia się jak u orła młodość twoja. Pan wymierza sprawiedliwość i przywraca prawo wszystkim uciśnionym (…) Lecz łaska Pana od wieków na wieki dla tych, którzy się go boją, a sprawiedliwość jego dla synów ich synów, dla tych, którzy strzegą przymierza jego i pamiętają   o wypełnianiu przykazań jego. Pan na niebiosach utwierdził swój tron,a królestwo jego panuje nad wszystkim.”

 (Psalm 103,1-6.17-19)

„Spętały mnie więzy śmierci i opadły mnie trwogi otchłani, ucisk i zmartwienie przyszły na mnie. Wtedy wezwałem imienia Pana: Ach, Panie, ratuj duszę moją! Łaskawy i sprawiedliwy jest Pan, litościwy jest nasz Bóg. Pan strzeże prostaczków: Byłem w nędzy, a On wybawił mnie. Wróć, duszo moja, do spokoju swego, bo Pan był dobry dla ciebie!”

 (Psalm 116,3-7)

„Chwalcie Pana, wszystkie narody, wysławiajcie Go, wszystkie ludy, albowiem łaska Jego jest można nad nami, a wierność Jego trwa na wieki! Alleluja.”

(Psalm 117,1-2)

„A choćby się góry poruszyły i pagórki się zachwiały, jednak moja łaska nie opuści cię, a przymierze mojego pokoju się nie zachwieje, mówi Pan, który się nad tobą lituje.”

(Księga Izajasza 54,10)

„Rozdzierajcie swoje serca, a nie swoje szaty, i nawróćcie się do Pana, swojego Boga, gdyż On jest łaskawy i miłosierny, nierychły do gniewu i pełen litości, i żal mu karania!”

(Księga Joela 2,13)

„A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy. Jan świadczył   o nim i głośno wołał: Ten to był, o którym powiedziałem: Ten, który za mną idzie, był przede mną, bo pierwej był niż ja. A z jego pełni myśmy wszyscy wzięli, i to łaskę za łaską. Zakon bowiem został nadany przez Mojżesza, łaska zaś i prawda stała się przez Jezusa Chrystusa.”

(Ewangelia Jana 1,14-17)

„Albowiem grzech nad wami panować nie będzie, bo nie jesteście pod zakonem, lecz pod łaską.”

(List do Rzymian 6,14)

„Łaska Pana Jezusa Chrystusa i miłość Boga, i społeczność Ducha Świętego niech będzie z wami wszystkimi.”

(II List do Koryntian 13,13)

„Łaska wam i pokój od Boga Ojca naszego i Pana Jezusa Chrystusa, który wydał samego siebie za grzechy nasze, aby nas wyzwolić z teraźniejszego wieku złego według woli Boga i Ojca naszego, któremu chwała na wieki wieków. Amen.”

(List do Galacjan 1,3-5)

„Ale Bóg, który jest bogaty w miłosierdzie, dla wielkiej miłości swojej, którą nas umiłował, i nas, którzy umarliśmy przez upadki, ożywił wraz z Chrystusem – łaską zbawieni jesteście – i wraz z nim wzbudził, i wraz z nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie, aby okazać w przyszłych wiekach nadzwyczajne bogactwo łaski swojej w dobroci wobec nas w Chrystusie Jezusie. Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił. Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili.”

(List do Efezjan 2,4-10)

„Łaska niechaj będzie ze wszystkimi, którzy miłują Pana naszego, Jezusa Chrystusa, miłością niezniszczalną. Amen.”

(List do Efezjan 6,24)

„Dzięki składam temu, który mnie wzmocnił, Chrystusowi Jezusowi, Panu naszemu, za to, że mnie uznał za godnego zaufania, zleciwszy mi tę służbę, mimo to, że przedtem byłem bluźniercą i prześladowcą, i gnębicielem, ale miłosierdzia dostąpiłem, bo czyniłem to nieświadomie, w niewierze. A łaska Pana naszego stała się bardzo obfita wraz z wiarą i miłością, która jest w Chrystusie Jezusie. Prawdziwa to mowa i w całej pełni przyjęcia godna, że Chrystus Jezus przyszedł na świat, aby zbawić grzeszników, z których ja jestem pierwszy. Ale dlatego miłosierdzia dostąpiłem, aby na mnie pierwszym Jezus Chrystus okazał wszelką cierpliwość dla przykładu tym, którzy mają weń uwierzyć ku żywotowi wiecznemu. A królowi wieków, nieśmiertelnemu, niewidzialnemu, jedynemu Bogu, niechaj będzie cześć i chwała na wieki wieków. Amen.”

(I List do Tymoteusza 1,12-17)

„Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi, nauczając nas, abyśmy wyrzekli się bezbożności i światowych pożądliwości i na tym doczesnym świecie wstrzemięźliwie, sprawiedliwie i pobożnie żyli, oczekując błogosławionej nadziei i objawienia chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Chrystusa Jezusa, który dał samego siebie za nas, aby nas wykupić od wszelkiej nieprawości i oczyścić sobie lud na własność, gorliwy w dobrych uczynkach.”

(List do Tytusa 2,11-14)

„Ale gdy się objawiła dobroć i miłość do ludzi Zbawiciela naszego, Boga, zbawił nas nie dla uczynków sprawiedliwości, które spełniliśmy, lecz dla miłosierdzia swego przez kąpiel odrodzenia oraz odnowienie przez Ducha Świętego, którego wylał na nas obficie przez Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego, abyśmy, usprawiedliwieni łaską jego, stali się dziedzicami żywota wiecznego, którego nadzieja nam przyświeca.”

(List do Tytusa 3,4-7)

„Albowiem to jest łaska, jeśli ktoś związany w sumieniu przed Bogiem znosi utrapienie i cierpi niewinnie. Bo jakaż to chluba, jeżeli okazujecie cierpliwość, policzkowani za grzechy? Ale, jeżeli okazujecie cierpliwość, gdy za dobre uczynki cierpicie, to jest łaska u Boga.”

(I List Piotra 2,19-20)

[FMP].
[/FMP]




PIĘĆ ZASAD PROTESTANTYZMU – cz. III

Zasada trzecia – „Sola gratia” („Tylko z łaski”) to doktryna biblijna stwierdzająca, że tylko Boża łaska jest przyczyną zbawienia grzesznika. Oznacza to odrzucenie jakichkolwiek środków dostępnych człowiekowi, które mogą  wpłynąć na jego stan przed Bogiem – prócz samej łaski. Człowiek bez Bożej łaski nie może w żaden sposób osiągnąć zbawienia. Jest on skażony grzechem, potępiony, w stanie beznadziei. Zbawienie nigdy nie jest skutkiem odpłaty Bożej za jakiekolwiek zasługi lub dobre uczynki.

I DLACZEGO TYLKO ŁASKA?

 Człowiek upadł w grzech i jego jedyną szansą na zbawienie jest łaska Boża. Żaden z nas nie jest w stanie sam z siebie zasłużyć na Boże zmiłowanie, gdyż jako grzesznik jest zły, martwy duchowo, do głębi zepsuty i wrogo nastawiony do Boga. Zasługuje tylko na gniew swojego Stwórcy. Pomimo tego Bóg okazuje człowiekowi Swoją łaskę przez Jezusa Chrystusa.

„Przeto jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, tak i na wszystkich ludzi śmierć przyszła, bo wszyscy zgrzeszyli” (List do Rzymian 5,12).

„Albowiem zamysł ciała, to śmierć, a zamysł Ducha, to życie i pokój. Dlatego zamysł ciała jest wrogi Bogu; nie poddaje się bowiem zakonowi Bożemu, bo też nie może. Ci zaś, którzy są w ciele, Bogu podobać się nie mogą” (List do Rzymian 8,6-8).

„Ale gdy się objawiła dobroć i miłość do ludzi Zbawiciela naszego, Boga, zbawił nas nie dla uczynków sprawiedliwości, które spełniliśmy, lecz dla miłosierdzia swego przez kąpiel odrodzenia oraz odnowienie przez Ducha Świętego, którego wylał na nas obficie przez Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego, abyśmy, usprawiedliwieni łaską jego, stali się dziedzicami żywota wiecznego, którego nadzieja nam przyświeca” (List do Tytusa 3,4-7).

„Odpowiadając Jezus, rzekł mu: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego. Rzekł mu Nikodem: Jakże się może człowiek narodzić, gdy jest stary? Czyż może powtórnie wejść do łona matki swojej i urodzić się? Odpowiedział Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego. Co się narodziło z ciała, ciałem jest, a co się narodziło z Ducha, duchem jest. Nie dziw się, że ci powiedziałem: Musicie się na nowo narodzić. Wiatr wieje, dokąd chce, i szum jego słyszysz, ale nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd idzie; tak jest z każdym, kto się narodził z Ducha” (Ewangelia Jana 3,3-8).

II CO TO JEST BOŻA ŁASKA?

Łaska jest niezasłużoną przychylnością Pana Boga, wykluczającą wszelki powód do chluby, wszelkie zasługi i dobre uczynki. Mamy do czynienia z łaską wtedy, kiedy Bóg nie oczekuje od nas niczego, ale kocha nas bezwarunkowo        i przebacza nam nasze grzechy pomimo tego, że nie zasłużyliśmy na nic innego, jak tylko na Jego gniew i sąd. Dostrzegamy łaskę w tym, że Pan Bóg posłał na śmierć Swojego jedynego Syna, aby zbawić tych, którzy zasłużyli na śmierć.

„Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi, nauczając nas, abyśmy wyrzekli się bezbożności i światowych pożądliwości i na tym doczesnym świecie wstrzemięźliwie, sprawiedliwie i pobożnie żyli, oczekując błogosławionej nadziei i objawienia chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Chrystusa Jezusa, który dał samego siebie za nas, aby nas wykupić od wszelkiej nieprawości i oczyścić sobie lud na własność, gorliwy w dobrych uczynkach” (List do Tytusa 2,11-14).

„Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił. Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili” (List do Efezjan 2,8-10).

„Gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej, i są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie, którego Bóg ustanowił jako ofiarę przebłagalną przez krew jego, skuteczną przez wiarę, dla okazania sprawiedliwości swojej przez to, że w cierpliwości Bożej pobłażliwie odniósł się do przedtem popełnionych grzechów” (List do Rzymian 3,23-25).

III NIE WOLNO NAM MIESZAĆ ŁASKI Z UCZYNKAMI!

Gdyby można było swoimi zabiegami uzyskać zbawienie lub zapracować na nie poprzez spełnianie dobrych uczynków i przestrzeganie zakonu, wówczas zbawienie byłoby zapłatą za nie. Jednak Bóg nie jest dłużnikiem wobec człowieka, dlatego zbawienie zawsze jest darem. Zakon daje nam zadania do wykonania, natomiast łaska mówi, że dzieło zbawienia zostało już wykonane.

„A jeśli z łaski, to już nie z uczynków, bo inaczej łaska nie byłaby już łaską” (List do Rzymian 11,6).

„A gdy kto spełnia uczynki, zapłaty za nie nie uważa się za łaskę, lecz za należność; gdy zaś kto nie spełnia uczynków, ale wierzy w tego, który usprawiedliwia bezbożnego, wiarę jego poczytuje mu się za sprawiedliwość” (List do Rzymian 4,4-5).

„A wiemy, że cokolwiek zakon mówi, mówi do tych, którzy są pod wpływem zakonu, aby wszelkie usta były zamknięte i aby świat cały podlegał sądowi Bożemu. Dlatego z uczynków zakonu nie będzie usprawiedliwiony przed nim żaden człowiek, gdyż przez zakon jest poznanie grzechu” (List do Rzymian    3,19-20).

„Bo wszyscy, którzy polegają na uczynkach zakonu, są pod przekleństwem; napisano bowiem: Przeklęty każdy, kto nie wytrwa w pełnieniu wszystkiego, co jest napisane w księdze zakonu. A że przez zakon nikt nie zostaje usprawiedliwiony przed Bogiem, to rzecz oczywista, bo: Sprawiedliwy z wiary żyć będzie. Zakon zaś nie jest z wiary, ale: Kto go wypełni, przezeń żyć będzie. Chrystus wykupił nas od przekleństwa zakonu, stawszy się za nas przekleństwem, gdyż napisano: Przeklęty każdy, który zawisł na drzewie” (List do Galacjan 3,10-13).

IV BŁOGOSŁAWIEŃSTWA ŁASKI BOŻEJ

Łaska Boża obdarza grzesznika wieloma błogosławieństwami, z których najważniejsze to:

  1. Zbawienie

„Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi” (List do Tytusa 2,11).

  • Życie wieczne

„Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, lecz darem łaski Bożej jest żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (List do Rzymian 6,23).

  • Usprawiedliwienie

„I są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie” (List do Rzymian 3,24).

  • Stały dostęp do Boga

„Dzięki któremu też mamy dostęp przez wiarę do tej łaski, w której stoimy, i chlubimy się nadzieją chwały Bożej” (List do Rzymian 5,2).

V ŁASKA NIE JEST ŚRODKIEM USYPIAJĄCYM

Zbawienie z łaski nie oznacza, że nieważne są nasze uczynki, wręcz przeciwnie – łaskę Bożą rozumiemy jako moc do prowadzenia zwycięskiego życia, a nie środek usypiający. Owocem łaski Bożej jest moc Ducha Świętego, przekazana człowiekowi wierzącemu. Dobre uczynki są skutkiem naszego zbawienia, a nie jego przyczyną.

„I czyż jest tak, jak nas spotwarzają i jak niektórzy powiadają, że my mówimy: Czyńmy złe, aby przyszło dobre? Potępienie takich jest sprawiedliwe” (List do Rzymian 3,8).

„Według łaski Bożej, która mi jest dana, jako mądry budowniczy założyłem fundament, a inny na nim buduje. Każdy zaś niechaj baczy, jak na nim buduje” (I List do Koryntian 3,10).

„Ale z łaski Boga jestem tym, czym jestem, a łaska jego okazana mi nie była daremna, lecz daleko więcej niż oni wszyscy pracowałem, wszakże nie ja, lecz łaska Boża, która jest ze mną” (I List do Koryntian 15,10).

Zatem zbawienie jest wyłącznie Bożym darem. Jest to zbawienie człowieka od grzechu, mające swoje wieczne skutki, ale zaczynające się w życiu grzesznika w chwili zadziałania w jego życiu zbawiającej łaski. Dzięki Bożej łasce grzesznik się nawraca, to znaczy zaczyna wierzyć w Jezusa i przyjmuje Go do swojego serca. Uwierzywszy, człowiek uzyskuje z Jezusem Chrystusem zbawienną więź i otrzymuje dar życia wiecznego. Człowiek wierzący swoim sposobem życia powinien okazywać Bogu wdzięczność za Jego łaskę: „Dziękuję Bogu zawsze za was, za łaskę Bożą, która wam jest dana  w Chrystusie Jezusie” (I List do Koryntian 1,4).

źródło: Cz. Bassara „Tylko!”, Wydawnictwo Arka

[FMP].
[/FMP]




ŁASKĄ ZBAWIENI

„I wy umarliście przez upadki i grzechy wasze, w których niegdyś chodziliście według modły tego świata, naśladując władcę, który rządzi w powietrzu, ducha, który teraz działa w synach opornych. Wśród nich i my wszyscy żyliśmy niegdyś w pożądliwościach ciała naszego, ulegając woli ciała    i zmysłów, i byliśmy z natury dziećmi gniewu, jak i inni; ale Bóg, który jest bogaty w miłosierdzie, dla wielkiej miłości swojej, którą nas umiłował, i nas, którzy umarliśmy przez upadki, ożywił wraz z Chrystusem – łaską zbawieni jesteście – i  wraz z nim wzbudził, i wraz z nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie, aby okazać w przyszłych wiekach nadzwyczajne bogactwo łaski swojej w dobroci wobec nas w Chrystusie Jezusie. Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił. Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili” (List do Efezjan 2,1-10).

W pierwszym rozdziale tego listu, Listu do Efezjan, apostoł Paweł trzykrotnie wyraża wdzięczność Bogu: dziękuje Bogu za wybranie, odkupienie   i pewność zbawienia, której potwierdzeniem, pieczęcią jest Duch Święty. Następnie modli się o to, by wierzący mogli poznać trzy prawdy: na czym polega nadzieja powołania, jakie jest bogactwo dziedzictwa Chrystusowego oraz jak nadzwyczajnie wielka jest moc Boga.

Rozdział drugi zaś rozpoczyna się myślą o mocy zmartwychwstania, która ożywia wierzących. Nasze zmartwychwstanie – to fakt dokonany. Nasze zmartwychwstanie w Chrystusie, nowe życie, które otrzymaliśmy, jest dziełem tej samej mocy, która zmartwychwzbudziła Jezusa Chrystusa.

W trzech pierwszych wierszach apostoł Paweł kreśli obraz stanu ludzi przed ich ożywieniem, tzn. przed ich narodzeniem się na nowo. Jest to obraz bardzo smutny. „Umarliście przez upadki i grzechy” – mówi apostoł. Martwi dla prawdziwych i świętych skarbów życia, niezdolni do rozumienia Boga i Jego woli. Chrystus ożywia, a grzech przynosi śmierć. „Zapłatą za grzech jest śmierć” (List do Rzymian 6,23). Oczywiście ci, których Paweł apostoł nazywa tutaj umarłymi, z przyrodzonego, naturalnego punktu widzenia byli pełni życia, ale było to życie w grzechu. Kupowali, sprzedawali, prowadzili aktywne życie, byli pełni życia. Sprawy duchowe zaś, sprawy Nieba ich nie interesowały wcale, a nawet czasami były przedmiotem ich ironicznych uśmiechów. Żyli oni wedle „modły tego świata, naśladując władcę, który rządzi w powietrzu, ducha, który teraz działa w synach opornych” (werset 2). W czasach apostoła Pawła rozpowszechniony był pogląd rabinów, głoszący, iż szatan przebywa, mieszka w powietrzu. Paweł korzysta z tej myśli, ale dodaje, że szatan działa w sposób szczególny przez „synów opornych”. Zarodek grzechu rozwija się w atmosferze nieposłuszeństwa woli Chrystusa. Taki był obraz życia pogan w czasach apostoła.

A w jakim stanie duchowym znajdowali się Żydzi? Odpowiedź znajdujemy w wersecie 3. tego rozdziału. Zaimek „my”, odnoszący się do Żydów, znajduje się w takiej samej atmosferze ciemności jak i zaimek „wy” dotyczący pogan (w wierszach 1 i 2). Dzieci Abrahama według ciała nie były   w lepszym położeniu od pogan. Naród izraelski miał obietnice i wszelkie dane po temu, by wykonać plan Boży, ale oni także w odniesieniu do grzechu, żyli „w pożądliwościach ciała, ulegając woli ciała i zmysłów”. Grzechy mogą być różne, wielkie i jawne, ale także grzech może być niezauważalny dla ludzi – grzech myśli. Natura ich jest jednakowa. Wielcy grzesznicy – celnicy byli mniejszymi nieprzyjaciółmi Chrystusa niż uczeni w Piśmie i faryzeusze, zakładający maskę pobożności.

Ludzie byli dziećmi gniewu. Dzieci gniewu – to starohebrajskie określenie odnoszące się do ludzi zasługujących na nienawiść i gniew Boga. Świat pogański był martwy duchowo, a naród izraelski zagubił drogę prawdy i błądził „ulegając woli ciała i zmysłów”. Jeśliby apostoł widział nas, to też mógłby powiedzieć, że i nasze grzechy nie były mniejsze. Ale chwała niech będzie Bogu za to, że moc, która wzbudziła Chrystusa z martwych, ożywiła i nas także.

A więc z mrocznego obrazu przedstawiającego życie pogan i Żydów – do ich uwierzenia w Chrystusa – wieje beznadziejnością. Jeśliby było powiedziane, że są oni chorzy czy pokaleczeni, to byłaby jakaś nadzieja na ich poprawę. Ale oni są martwi, umarli.

Ale oto pojawia się nowy czynnik – Bóg, i wszystko od razu się zmienia (,,Ale Bóg” – w. 4). Cmentarz zamienia się w żywy dom. Wszechmoc Stwórcy, który obdarzył człowieka życiem fizycznym, obdarza go także życiem duchowym. Bóg przez Chrystusa wzbudza ludzi do nowego życia.

Bóg rozpoczyna dzieło ożywienia dzięki miłosierdziu. „Bogaty w miłosierdzie” (w. 4). Miłosierdzie – to oszczędzenie nam tego, na co zasłużyliśmy. Miłosierdzie – to czynne współczucie słabszym. Bóg jest bogaty w to współczucie. Objawia je przez Jezusa Chrystusa. Motorem miłosierdzia jest miłość. Miłość zaś to szukanie dobra dla innych. To nie emocja. Miłość to także kara, ale i pociecha. Miłość nie jest bierna w obliczu zła. Najwyższym wyrazem miłości Boga jest dar Syna Bożego: „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (Ewangelia Jana 3,16). Wynikiem Bożej miłości jest życie. „I nas ożywił wraz z Chrystusem”. Życie – oto czego potrzeba także dzisiejszemu światu.

Łaską jesteśmy zbawieni (w. 8). Jak miłosierdzie jest oszczędzeniem nam tego, na co zasłużyliśmy, tak łaska jest daniem nam tego, na co nie zasłużyliśmy. Łaskę tę, łaskę Bożą przyjmujemy wiarą. Zbawienie – to dar Boga. Taka jest rzeczywistość. Ma to także – jak pisze apostoł Paweł – cel wychowawczy: aby się nikt nie chlubił. Naszymi uczynkami nie możemy zasłużyć na zbawienie. Wszelka sprawiedliwość nasza jest jak splugawiona szata – czytamy u proroków Starego Testamentu. Dobre uczynki to obowiązek zbawionych, to wyraz wdzięczności dzieci Bożych. „Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili” (w. 10).

A zatem, drodzy Czytelnicy, jeśli ktoś z nas nie pojednał się jeszcze z Bogiem, to jest duchowo umarły. Jego stan duchowy jest beznadziejny. Ale tak być nie musi. Albowiem mamy Boga, który ożywia. Wyciągnij przeto rękę wiary i weź ten dar łaski Bożej – zbawienie, życie wieczne w Jezusie Chrystusie, Panu naszym. Uczyń to dziś, uczyń to teraz. Niech Bóg Ci dopomoże w podjęciu tej najważniejszej decyzji w życiu. 

[FMP].
[/FMP]




MOC ŁASKI BOŻEJ

„Również ja, gdy przyszedłem do was, bracia, nie przyszedłem z wyniosłością mowy lub mądrości, głosząc wam świadectwo Boże. Albowiem uznałem za właściwe nic innego nie umieć między wami, jak tylko Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego” (I List do Koryntian 2,1-2).

Paweł, nawrócony prześladowca ludu Bożego, był religijnym człowiekiem i to według jedynej wówczas religii Jedynego prawdziwego Boga. I nie tylko to – był on też wysoko teologicznie wykształconym, gorliwym faryzeuszem i aktywnym działaczem i obrońcą wiary ojców. A jednak później, gdy go Bóg nawrócił i otworzył jego duchowe oczy, Paweł tę swoją wierność i gorliwość w Kościele – nazwał niewiarą! A więc kiedy Paweł się mylił – czy wtedy, gdy był gorliwym wyznawcą i funkcjonariuszem panującego Kościoła i prawdziwej religii ojców, czy też mylił się wówczas, gdy powiedział, że ten poprzedni okres jego życia był właściwie życiem w niewierze, a te wszystkie swoje ówczesne powody do chluby i wybitnego znaczenia uznał za śmiecie, za gnój, i jako takie odrzucił od siebie jako przeszkadzający mu ciężar, jednego już tylko pragnąc, jak mówi: „żeby zyskać Chrystusa i znaleźć się w nim… żeby poznać go i doznać mocy zmartwychwstania jego, i uczestniczyć w cierpieniach jego, stając się podobnym do niego w jego śmierci” (List do Filipian 3,8-10).

Nic mu nie pomogło w poznaniu Boga i Bożego zbawienia – ani pochodzenie, ani przynależność do najbardziej gorliwych wyznawców Zakonu Mojżeszowego, ani wykształcenie teologiczne i środowisko kapłańskie; nic mu nie pomogło nawet uznanie Jezusa za sekciarza i prześladowanie Jego wyznawców. Nic nie zaspokoiło serca Pawła. Serce ludzkie bowiem zaspokoić może tylko sam Bóg. Co więc się stało, że ten, który prześladował uczniów Jezusa, zaczął mówić o Jezusie jako o Zbawicielu? Dzieje Apostolskie i Listy Pawła dają wyczerpującą odpowiedź na to pytanie. Paweł według wszelkiego prawdopodobieństwa nie spotkał się osobiście z Panem Jezusem i Jego nauką; słowa i czyny znał najprawdopodobniej z opowiadań i wieści powtarzanych w środowisku faryzeuszów, pisarzy zakonnych i kapłanów, a więc w środowisku kościelnym. Środowisko to było jak najbardziej niechętnie usposobione do Pana Jezusa, a wiemy też, że w takim gronie nie ma miejsca na rzeczową i zgodną z prawdą ocenę myśli i słów osób prawdziwie i czysto pragnących objawienia prawdy i oddalenia nieczystości. Co z tego, że Pan Jezus mówił o Panu Bogu i nawoływał do nawrócenia się? Co z tego, że był czysty i święty i nic nie można Mu było zarzucić? Tym właśnie gorzej – Cieśla  z Nazaretu ośmielał się mówić zupełnie inaczej niż ci zawodowcy i fachowcy od religii, a że był czysty i święty, tym gorzej, bo bardzo to bolało w tym środowisku, które było powołane do świętości z urzędu w Kościele i znajomości Pisma, ale było dalekie od niej. Tym bardziej więc znienawidzony był Pan Jezus, że w Nim ludzie widzieli to, czego brakowało ludziom Kościoła – czyli czystości, świętości, znajomości Pisma Świętego i mocy Bożej. Dlatego tłumy szły za Jezusem. Tego zaś z zazdrości nie mogli ścierpieć kapłani, pisarze zakonni i funkcjonariusze kościelni. Stąd fałszywe sądy, stąd plotki, stąd nienawiść do Pana Jezusa.

Tym karmił się i Paweł, podzielając mniemanie swego środowiska o Panu Jezusie jako o niebezpiecznym sekciarzu i zwodzicielu, a nawet gorzej jeszcze, o czym wspominać nawet nie wypada.

Tak  więc, gdy ostatecznie nienawiść religijnych ludzi zabiła Jezusa na krzyżu Golgoty, mniemano – i Paweł też był tego zdania – że wystarczy ograniczyć oraz wyniszczyć pozostałych wyznawców zmarłego Jezusa,a wówczas wszystko będzie jak dawniej. I gdy w największym nasileniu prześladowania chrześcijan, Paweł spotkał Pana Jezusa – tylko Pan Bóg wie, co się działo w duszy tego gwałtownego i twardego działacza kościelnego. Tam, niedaleko bramy Damaszku, Paweł ujrzał Jezusa: „Kto jesteś, Panie?” –  pyta. „Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz” (Dzieje Apostolskie 9,5). A więc jednak Jezus żyje! Zabiliśmy Go, a jednak żyje i widać rany na rękach i nogach, skonał, a jednak żyje! Mówili wprawdzie, że zmartwychwstał, ale przecież to prości ludzie tak mówili, nikt z książąt, kapłanów, uczonych Zakonu w to nie wierzył. A jednak żyje, On – Jezus z Nazaretu! „Co mam czynić, Panie?” (Dzieje Apostolskie 22,10) – pyta pokornie Paweł, oślepionymi oczami nie widząc świata, ale za to widząc Pana, którego prześladował on, Paweł – a który teraz łaskawie mówi do niego, prześladowcy, i posyła go do tych właśnie chrześcijan, których Paweł miał więzić i zabijać, i teraz ma iść do nich, bo tam mu powiedzą, co ma dalej czynić. I uwierzył Paweł Panu Jezusowi i posłuchał Jego słowa. I stał się na zawsze uczniem, dzieckiem i niewolnikiem Jezusa.

Paweł nigdy nie żałował tej decyzji, nigdy nie cofnął się na drodze za Panem, choć tak wiele cierpień musiał doznać. I wiedział o tym, bo mu to Pan objawił na początku. „I wszystko uznaję za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa” – napisał później (List do Filipian 3,8).

Paweł przyjął zbawienie i życie wieczne od Zmartwychwstałego Pana; pojął wówczas niewymowny dar zbawienia wyjednany przez Pana Jezusa na drzewie Krzyża. Sam na sobie doznał oczyszczającej i zbawiającej mocy Ukrzyżowanego Jezusa. Przekonał się, że ani wywody, ani dyskusje,ani kazania, ani uczuciowe stany wzruszenia przy słuchaniu Słowa Bożego,ani doznanie obrzędów kościelnych, ani nawet widzenie cudów – nie pomogą człowiekowi do zbawienia i pokoju z Bogiem. Bo on, Paweł wszystko to przeżywał razem z wieloma innymi. Był jedno ze swoim kościelnym otoczeniem, ale nie miał pokoju w sercu i pewności zbawienia. I wszystko to, do czego dążył, czego jego dusza potrzebowała i pragnęła, to otrzymał z przebitych rąk Ukrzyżowanego Jezusa. Z tą chwilą utracił jedność ze środowiskiem kościelnym, utracił jego szacunek, uznanie i swoją pozycję, ale to właśnie uznał za śmierć, gdy zyskał Chrystusa, gdy Jezus stał się Jego Panem i Pasterzem.

Co więc miał opowiadać w wielkim mieście Koryncie, pełnym świątyń różnych bogów i bogiń, pełnym nauki, umiejętności i wyrafinowanej kultury, a zarazem pełnym słynącej po świecie swawoli i rozpusty. „Nie przyszedłem z wyniosłością mowy”, starannie i umiejętnie ułożonymi kazaniami, nie przyszedłem z uczonymi i utartymi zwrotami, dowodami, wymyślonymi przypowieściami, ilustracjami i rozlicznymi cytatami znanych filozofów i literatów, ale przyszedłem z prostym świadectwem o tym, co Bóg mi uczynił: że stałem się zbawionym człowiekiem, a uczynił mnie nim właśnie Pan Jezus Chrystus, który dał się ukrzyżować za moje grzechy, za które tam, na krzyżu, zapłacił Swoją krwią i ciałem; i który zmartwychwstał i żyje, a tego ja jestem świadkiem, bo chociaż Go prześladowałem, ukazał mi się osobiście i dał mi życie wieczne; mój drogi Zbawiciel, Pan Jezus Chrystus!

Tak na nasz potoczny język można by przełożyć przytoczone na początku słowa Pawła. Jakże aktualne jest świadectwo Pawła i dzisiaj, gdy sytuacja w świecie religijnym jest bardzo podobna do tej, jaka była wówczas! Paweł mówił prosto i tego prostego świadectwa potrzeba w naszych czasach. I dlatego my je powtórzmy teraz za Pawłem: „Prawdziwa to mowa i w całej pełni przyjęcia godna, że Chrystus Jezus przyszedł na świat, aby zbawić grzeszników, z których ja jestem pierwszy. Ale dlatego miłosierdzia dostąpiłem, aby na mnie pierwszym Jezus Chrystus okazał wszelką cierpliwość dla przykładu tym, którzy mają weń uwierzyć ku żywotowi wiecznemu” (I List do Tymoteusza 1,15-16).

Drogi Czytelniku! Nawrócenie Pawła i jego wierne świadectwo o mocy miłosierdzia i łaski Ukrzyżowanego Jezusa, jest przykładem i zachętą dla tych, którzy będą słuchać świętej Ewangelii Chrystusowej i świadectwa apostołów, aby i oni byli zbawieni. Ja skorzystałem z łaski Ukrzyżowanego Pana i otrzymałem odpuszczenie grzechów i zbawienie, a Ty?

Pismo Święte mówi: „Każdy bowiem, kto wzywa imienia Pańskiego, zbawiony będzie” (List do Rzymian 10,13). Zawołaj dzisiaj, teraz, do Pana Jezusa, poproś Go o odpuszczenie Tobie grzechów i zbawienie! Poproś Ukrzyżowanego Pana o łaskę – a będziesz zbawiony!

brat Zdzisław

[FMP].
[/FMP]




BEZPŁATNY BILET DO NIEBA

„Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar” (List do Efezjan 2,8).

W latach szkolnych i studenckich sporo podróżowałem, a ponieważ kieszenie miałem z reguły puste, podróżowałem za darmo, głównie autostopem. W późniejszym okresie na krótko pracowałem w przedsiębiorstwie autobusowym i znów miałem darmowe podróże z racji posiadania bezpłatnego biletu. W innych przypadkach nie było mnie stać na przebycie wielu tysięcy kilometrów.

Teraz też odbywam podróż posiadając i możliwości tej podróży, i bezpłatny bilet. Jest to podróż najbardziej atrakcyjna, a jej cel jest najwspanialszy. Myślisz, że chodzi tutaj o Hawaje albo o góry Nepalu,o bezdroża tropikalnej Afryki albo tysiące jezior i ostępy puszcz kanadyjskich czy amazońskich? Nie, mimo, że to są naprawdę wspaniałe miejsca. Ale nawet podróże międzyplanetarne nie będą wspanialsze niż właśnie ta podróż. Wspaniałe byłoby takie biuro podróży, które ofiarowałoby darmowe przejazdy, prawda? Przychodzisz – tylko przychodzisz! – i już otrzymujesz bezpłatny bilet. I chociażbyś przyniósł cały worek pieniędzy, to jednak nie za nie otrzymałbyś bilet, lecz za darmo!

W podróż, o której piszę, może wybrać się każdy – czy biedny, czy bogaty – kto tylko przyjdzie do Najwyższego Urzędu, który nosi też nazwę Urzędu Zbawienia, a założony został przed około 2000 lat na niewielkim wzniesieniu nieopodal Jerozolimy, Golgocie. Ponieważ tylko ten Urząd funduje najatrakcyjniejszą podróż do Nieba, nie od rzeczy będzie króciutko wspomnieć historię jego powstania. Otóż w trzy dni po założeniu został zalegalizowany, w czterdzieści dni jego Kierownik wypełnił wszystkie formalności,  a w pięćdziesiąty dzień rozpoczął już urzędowanie na wszechprzestrzenną i wszechczasową skalę. Ci, którzy przybyli do Urzędu Zbawienia i otrzymali bezpłatne bilety do Nieba poświadczali, że jest to najpoważniejszy z Urzędów, bowiem jego Kierownik musiał wylać Swą krew, aby ustanowić Urząd i teraz   z bardzo wylewną serdecznością i miłością wita wszystkich, którzy zgłaszają się po bilety; same zaś bilety – co jest znamienne – wypisane są krwią Kierownika ustanawiającego Urząd. Dalej ludzie ci widzieli, że jest tam akurat tyle biletów ile było, jest i będzie ludzi na świecie i że wszystkie te bilety wypisane są imiennie. Zaczęli więc wszystkich informować o tym, że powinni odebrać swoje bilety. Większość jednak ludzi śmiała się z nich, że są fantastami i że w końcu najsensowniej jest podróżować nie na jakieś niepewne bilety (bo tak je sobie wyobrażają), ale na te, na jakie sobie zapracują. Daleko jednak nie zajadą! I ja podobnie myślałem, dopóki nie sprawdziłem i nie skorzystałem.

Tak, jak we wcześniejszych latach, żeby podróżować wystarczyło wyciągnąć rękę przed nadjeżdżającymi pojazdami albo zgłosić się w przedsiębiorstwie autobusowym po bezpłatny bilet, tak samo też zgłosiłem się i wyciągnąłem rękę po ofiarowany mi bezpłatny bilet do Nieba. I naprawdę zobaczyłem (a obraz ten mam wciąż przed oczyma), że dla każdego, kto jeszcze nie skorzystał z oferty Urzędu Zbawienia jest tam wypisany imiennie bezpłatny bilet na podróż do Nieba. Ale widziałem, że jest tam też potężny stos biletów opatrzonych napisem: „zdezaktualizowane”, ponieważ ich właściciele do końca swego życia lekceważyli Urząd Zbawienia i nie odebrali swych biletów.

Wiem też, że jeśli dotąd nie wszedłeś do Urzędu Zbawienia, mimo że może i bardzo często przechodzisz obok, to jest tam też Twój bezpłatny bilet   do Nieba, a jego Ofiarodawca czeka aż przyjdziesz i powiesz: „proszę”. Sprawa jest wielka, darmowa i aktualna!

         S. M.

[FMP].
[/FMP]




REALNOŚĆ W CHRYSTUSIE

DUCHOWE ROZDWOJENIE

Nikt nie może powiedzieć o nas chrześcijanach, że jesteśmy zagłodzeni duchowo. Dzisiaj poprzez wiernych sług Bożych jesteśmy karmieni, pocieszani, nauczani, wręcz rozpieszczani, zachęcani, wspomagani i pielęgnowani.Na zawołanie mamy cały „religijny świat” nabożeństw, dyskusji, artykułów w chrześcijańskich pismach, pieśni, przemówień, książek, zebrań i kursów. Wiemy jednak bardzo dobrze, o ile zdobędziemy się tylko na odrobinę szczerości, że wszystkie te rzeczy wywierają bardzo mały wpływ lub nawet w ogóle nie wpływają na to,  jacy jesteśmy i jak żyjemy. Dlaczego tak jest?

Jeśli się przez chwilę zastanowimy, dojdziemy do wniosku, że żyjemy w rozdwojeniu jaźni. Podzieliliśmy nasze życie na dwie części i włożyliśmy    do dwóch oddzielnych szuflad. W jednej trzymamy naszą religijną aktywność – to, w co wierzymy (pełne dynamiki prawdy wiary, o których śpiewamy w podniosłych hymnach); to, o co się modlimy (cudowne zdarzenia, jak w życiu apostoła Pawła) i to, czego bronimy w dyskusjach – zasad, których realizacja spowodowałaby naszą całkowitą rewolucję duchową. W drugiej szufladzie trzymamy całą resztę – świat świeckich wartości; dotyczy to wykorzystania naszego wolnego czasu, tego, co robimy, aby zainteresować sobą innych, naszego stosunku do tych, którzy są od nas lepsi lub gorsi w pracy, a także sposobu zarabiania i wydawania naszych pieniędzy.

Te dwa kierunki działalności utrzymujemy w idealnym oddzieleniu od siebie i przez wprowadzenie tego rozdwojenia do życia codziennego rozwijamy rodzaj duchowej schizofrenii. Ponadto, co jest również typowe dla umysłowo chorych, nie zdajemy sobie sprawy z tego stanu. Nie zauważamy już, że takie słowa, jak poświęcenie, oddanie, powierzenie się, odnowienie, płomienne życie dla Boga nie mają żadnego znaczenia. Straciły swą moc wzruszania nas. To ewangeliczne rozdwojenie jaźni wywiera znacznie poważniejsze skutki niż przypuszczamy. Wyprodukowało ono człowieka, z którego nie da się prawie nic wykrzesać, który większość swego wolnego czasu spędzać będzie w doborowym towarzystwie, a parkując swój samochód   w garażu willi, uważa się równocześnie za głęboko wierzącego chrześcijanina. Tacy ludzie mogą być wybierani na skarbników swego kościoła, kierowników komisji do spraw budowy czy odnowienia kościoła.

W swojej książce „O Bogu i człowieku” A. W. Tozer pisze: „Ruch ewangeliczny, jaki znamy dzisiaj… rodzi także prawdziwych chrześcijan… Jednak duchowa atmosfera, w jakiej współcześni chrześcijanie rodzą się na nowo, nie sprzyja sprężystemu duchowemu wzrostowi. Z małymi wyjątkami świat ewangeliczny nie stwarza korzystnej atmosfery rozwoju zdrowego chrześcijaństwa. Nie myślę w tym miejscu o wpływach modernistycznych. Mam na myśli ludzi wierzących o biblijnych poglądach i noszących sztandar prawowierności.

My także możemy spotkać się z tym problemem; poziom prawdziwego uduchowienia wśród nas jest niski. Tak długo przykładaliśmy do siebie własną miarę, aż wreszcie bodziec zachęcający nas do wyjścia na wyższy poziom duchowy stracił swoje ostrze. Rozległe i ważne obszary fundamentalnego chrześcijaństwa zostały wyrzucone za burtę i zastąpione niebiblijnymi i błędnymi w świetle Boga praktykami, głęboko niszczącymi życie wewnętrzne pojedynczych chrześcijan. Zaczęli oni naśladować świat, szukać poklasku, popularności, tworzyć przedmioty zachwytu zamiast radości w Panu, tanią sprawność w wypełnianiu obowiązków zamiast mocy Ducha Świętego. Świetliki zastąpiły płonący krzak, zaś błyskotliwe osobowości stały się odpowiednikami ognia, który spadł w dniu Pięćdziesiątnicy.

Faktem jest niestety, że nie tworzymy dzisiaj prawdziwie świętych ludzi. Dzisiaj nawracamy ludzi do bezpłodnego typu chrześcijaństwa, który w minimalnym stopniu przypomina chrześcijan Nowego Testamentu. Przeciętny tak zwany <<wierzący człowiek>> jest spaczoną parodią prawdziwej świętości. Wydajemy obecnie miliony na ruchy popierające tę zdegenerowaną formę religii i atakujące ludzi, którzy odważą się krytykować ich sensowność”.

Wszędzie, gdzie się udałem, znajdowałem wielu ludzi, zdających sobie doskonale sprawę z tego rozdwojenia jaźni, z rozdziału chrześcijańskich wartości na dwa poziomy. Wielu z nich stało się w wyniku tego ateistami lub agnostykami, inni z powrotem zsunęli się w przepaść obojętności. Wielu chrześcijan (księży, pastorów, ewangelistów, misjonarzy, młodzieżowców) stwierdziło, że to, w co wierzą, ma mały wpływ na ich praktyczne, domowe i zawodowe życie.

Niektórzy z was, czytających to, są tak spragnieni odnalezienia realności   i pełni w Chrystusie, że gotowi są oddać wszystko, aby ją zdobyć. Przed dwoma laty spotkałem pewnego studenta Szkoły Biblijnej. Był on prymusem w grupie, prezydentem misji studenckiej i równocześnie kapelanem stowarzyszenia studentów. Gdy jednak usłyszał zwiastowanie Ewangelii, przyznał, że posiadał bardzo mało praktycznej społeczności z Bogiem i bardzo pragnie ją osiągnąć.

Czy można położyć kres temu rozdwojeniu jaźni, czy ta duchowa schizofrenia jest uleczalna? Czy Chrystus może rzeczywiście zrewolucjonizować Twoje i moje życie, by było scalone, konsekwentne? Odpowiedź brzmi: Tak! Nie mogę podać żadnej formułki gwarantującej taki rezultat, mogę tylko wskazać na samego Chrystusa. On potrafi wskazać Ci drogę! Widziałem, jak dokonywał tego w ludziach na całym świecie.

Największą radością mojego życia było oglądanie ludzi całkowicie przekształconych przez wszystko mogącego Chrystusa. To, co On uczynił dla nich, uczynił także dla Ciebie. Takie przekształcenie nie oznacza życia w doskonałości, z całą pewnością jednak oznacza realność życia, prawdziwość życia. Nie oznacza bezgrzeszności, ale to, że będziemy wiedzieli co zrobić, gdy zgrzeszymy.

Książka   ta   może   wzbudzić  w   Tobie   głód   prawdziwości życia, realności, lecz zaspokoić go może tylko sam Jezus Chrystus. Właśnie modlitwą moją jest, aby poniższe strony wskazywały na Niego.

GŁÓD BOGA

„Kto mówi, że w Nim mieszka, powinien sam tak postępować, jak On postępował” (I List Jana 2,6). Jak mamy postępować według wskazówki Jana? Każdy, kto chce nazwać siebie uczniem Jezusa Chrystusa, powinien „…tak postępować, jak On postępował”. Niewątpliwie jest to Bożym życzeniem, abyśmy tak żyli jak Chrystus. Nie jest to tylko teoria ani po prostu zbiór wyrazów, który można przekręcić, dopasować do swoich poglądów. Podobieństwo do Chrystusa, tak istotne dla naszego świadectwa, musi więc być czymś prawdziwym i praktycznym w naszym życiu.

Czasami ludzie niewierzący bywają mądrzejsi od nas, chrześcijan. To właśnie agnostyk, H. G. Wells w swej „Historii cywilizacji” napisał: „Nie upłynęło wiele czasu od śmierci Jezusa Chrystusa, a już ci, którzy nazywali siebie Jego naśladowcami, odstąpili od praktykowania Jego rewolucyjnych zasad”. Tak, właśnie – użył słowa „rewolucyjne”! Kościół obrósł w zewnętrzne struktury i do dziś zajmuje się wiernym odtwarzaniem tradycji, zatracając równocześnie podstawowe zasady Chrystusa. Ten właśnie fakt o mały włos nie pchnął mnie na bezdroża agnostycyzmu.

Dzisiaj coraz więcej możesz spotkać „mówiących” (w odróżnieniu od „czyniących”) chrześcijan. Odwiedzając szkoły biblijne, instytuty i konferencje spotkałem wielu nauczycieli, mówców, wykładowców, zaś bardzo mało naśladowców! To właśnie spostrzegają często ludzie i tracą wtedy złudzenia. Łatwo zauważyć, jak wielu młodych, pochodzących z rodzin chrześcijańskich traci swą wiarę przed osiągnięciem 25 lat. Zastanawiamy się wtedy, co mogło być powodem tego. „To znak czasów ostatecznych” – mówimy, a nie wiemy, że być może ktoś w kościele żyje nie tak, jak powinien    i to właśnie zraża do chrześcijaństwa tych młodych, których obserwujemy.

Inni odpowiedzą: „Dobra, treściwa nauka biblijna zaradzi temu problemowi”. Lecz to nie wystarcza! Nigdy jeszcze od początku istnienia Kościoła nie było na świecie tylu chrześcijańskich konferencji, chrześcijańskich audycji radiowych i chrześcijańskich książek, jak dzisiaj. Czy wiesz na przykład, że w języku angielskim istnieje ponad 1000 książek na temat Listów apostoła Pawła? Możesz mieć również świetne studia biblijne nagrane na taśmach magnetofonowych; najlepsi wykładowcy będą mówili w twym domu, gdy tylko naciśniesz przycisk magnetofonu. Tak, lecz co z tego? Mamy wiele okazji, by studiować życie Pawła i słuchać jego nauki, lecz gdzie są apostołowie Pawłowie XX wieku?

Gdzie są ludzie tak przygotowani, jak on i jego współtowarzysze, gotowi stać się rozbitkami i pognębionymi dla sprawy Ewangelii, z ubiczowanymi plecami i perspektywą ukamienowania? Gdzie są tacy ludzie w naszym pokoleniu? Mamy wielu prawdziwych sług Bożych, wielu wielkich kaznodziei, lecz gdzie są ci, którzy mogliby z apostołem Pawłem powiedzieć, że przez trzy lata nie przestawali we dnie i w nocy, ze łzami, napominać ludzi? Takich ludzi trudno znaleźć. Przyczyną zaś tego jest oddzielenie naszej teologii od życia.

Paweł nigdy do tego nie dopuścił. Ponad wszystko chciał służyć Bogu, tak jak i my pragniemy. Tyle, że my mówimy: „zacznę natychmiast służyć Bogu, gdy tylko znajdę moje miejsce w tej służbie”. Wszędzie można znaleźć sfrustrowanych chrześcijan „szukających swego miejsca” w służbie dla Chrystusa. Bóg zaś jest znacznie bardziej zainteresowany tym, abyś Ty znalazł siebie w Chrystusie, niż abyś znalazł swe miejsce w Jego służbie. Nie to jest najważniejszą rzeczą, co robisz lub gdzie idziesz, lecz w czyjej mocy chcesz to uczynić! Możesz jechać na Daleki Wschód, a możesz po prostu wyjść na ulicę, by być uczniem Chrystusa. Koniecznie chcesz ewangelizować, być uczniem. To wspaniałe, lecz w czyjej mocy chcesz to uczynić? Spójrzmy na apostoła Pawła i zobaczymy, jak on postępował w tej sprawie. W Dziejach Apostolskich 20,19-20 czytamy: „I jak służyłem Panu z całą pokorą wśród łez  i doświadczeń, które na mnie przychodziły z powodu zasadzek Żydów, jak nie uchylałem się od zwiastowania wam wszystkiego, co pożyteczne, od nauczania was publicznie i po domach”. Zwróćmy szczególną uwagę na określenie:„z całą pokorą”. Paweł nie mówi: „Służąc Bogu wielką akcją, z rozdawaniem literatury i ze sławnymi mówcami, tysiącami ludzi w Turcji lub Indiach”, lecz pisze o pracy „wśród łez i doświadczeń”. Być uczniem Jezusa Chrystusa – to,   w pierwszym rzędzie, sprawa serca. Dopóki nastawienie naszego serca nie jest właściwe, cała reszta jest błędna. Nasze serca tak jak serce Pawła muszą być przepojone głębokim głodem i pragnieniem Boga.

Głód Boga jest prawdziwym znamieniem ucznia. Poświadcza mi, że jestem rzeczywiście dzieckiem Bożym i że Bóg coś we mnie czyni. To, co ja czynię dla Boga, nie świadczy wcale o tym, że jestem uczniem. Nie świadczy spełnienie wymagań Kazania na Górze, wyznania wiary lub jakichś sloganów, nie świadczy życie pełne wyrzeczeń, spanie na podłodze lub inne podobne sprawy. Rzeczą, która przekonuje mnie, że jestem uczniem Chrystusa, jest stałe pragnienie i pożądanie społeczności z ukrzyżowanym i ukoronowanym Panem Chwały.

Czy jest to także Twoim pragnieniem? Jeśli tak, to nawet pomimo Twoich załamań i niewierności, niezliczonych uchybień, jeśli posiadasz głód Boga, jeśli pragniesz głębokiej społeczności z Twoim Stworzycielem, jeśli pragniesz poznawać Go, chodzić z Nim, oddychać Nim – to wkroczyłeś na prawdziwą drogę uczniostwa. Dawid był jednym z ludzi, którzy znali Boga    i chodzili z Nim. Cóż Bóg mógł powiedzieć o Dawidzie? Czy mógł np. powiedzieć: „O tak, Dawid chodził w czystości przez całe swoje życie”  lub „Dawid był nieporuszonym filarem”? Niestety, tego Bóg o Dawidzie powiedzieć nie mógł! Bóg mówi po prostu, że był on człowiekiem według Jego serca. Jak często można wyczytać w Psalmach, że Dawid stale był głodny Boga. „Dusza moja pragnie Boga, Boga żywego” – wołał Dawid. Pomimo upadków, potknięć, schodzenia z drogi, zawsze pragnął i pożądał Boga.

Psalmista śpiewa : „Jak jeleń pragnie wód płynących, tak dusza moja pragnie ciebie, Boże!”. Gdybyśmy przeanalizowali historię Kościoła od samego początku, wszędzie byśmy odkryli prawdę, że znakiem Bożych ludzi, prawdziwych Jego uczniów był głód lepszego poznania Jego samego i Jego sprawiedliwości. Spójrzmy na tego człowieka według serca Bożego na podstawie Psalmu 34. Jak widzimy, potrafi on wielbić Boga za wszystkie doświadczenia: „Będę błogosławił Pana w każdym czasie, chwała Jego niech będzie zawsze na ustach moich! Dusza moja będzie się chlubić Panem! Niechaj słuchają pokorni i weselą się! Wysławiajcie Pana ze mną! Wywyższajmy wspólnie imię Jego! Szukałem Pana i odpowiedział mi, i uchronił mnie od wszystkich obaw moich” (w. 2-5). Spójrzmy jeszcze na wiersz 11: „Lwięta cierpią niedostatek i głód, lecz tym, którzy szukają Pana, nie brak żadnego dobra”. Szukać Pana, pragnąć Jego lepszego poznania, stale Go uwielbiać – oto znaki prawdziwych uczniów, naśladowców Jezusa Chrystusa.

Jaki jest więc człowiek, który będzie prawdziwie poznawał Boga? Kim jest człowiek, który naprawdę ma bliską społeczność z Nim? To nie ten najmądrzejszy, o najdłuższych modlitwach i potężnym głosie podczas kazań. Także nie ten, który potrafi odpowiedzieć na wszystkie pytania teologiczne.    Ani nawet ten, który wszystko, co miał sprzedał, a pieniądze przekazał na sprawą Bożą, w porywie „prawdziwego uczniostwa”. Te rzeczy same w sobie nie przybliżają ludzi do Boga. Bóg przychodzi, według Słowa, do tych, którzy są skruszonego serca i zbawia tych, którzy są pokornego ducha. Bóg wychodzi naprzeciw tym, którzy znają swe upadki, swą ograniczoność i nieudolność, i przychodzą z nimi do krzyża, by tam zawołać: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu”. Odkrycie tej prawdy było dla mnie wielkim pocieszeniem.

Czy pamiętacie biblijną historię o dwóch ludziach przychodzących do świątyni, by się modlić? Jeden z nich śmiało wyszedł do przodu i zawołał: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, rabusie, oszuści, cudzołożnicy albo też jak ten oto celnik”. Prawdopodobnie pomyślał wówczas również o tym, który odszedł, bo miał wiele majętności: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem również jak on! Żaden faryzeusz nie uczyniłby tego!” Może poszedł jeszcze dalej i pomyślał o młodym człowieku, który nigdy nie uczestniczył w zjeździe faryzeuszy: „Boże, dziękuję Ci, że i do niego nie jestem podobny!” I dalej modlił się wspaniałymi słowami, które jeszcze może pamiętał ze swych faryzejskich studiów, zgrabnie dobierając zwroty. A inny człowiek w tym czasie, stojąc zaraz przy drzwiach, bijąc się w piersi wołał: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu”. Do którego Bóg przybliżył się w tej chwili? Czy do tego wielkiego teologa, rzucającego słowa bez pokrycia? Czy właśnie jego Bóg usprawiedliwił i błogosławił? Z pewnością nie! Koncentrując się   tylko na swej sprawiedliwości, nie myślał w ogóle o usprawiedliwieniu ani o błogosławieństwie. Bóg zbliżył się do tego, który przyszedł ze skruszonym sercem i uniżonym duchem. Słyszał jego wołanie: „Boże, widzisz mą słabość i upadki. Widzisz, że jestem bez wartości. Jestem grzesznikiem. Zmiłuj się nade mną”. Człowiek ten pokutował w swym sercu i Bóg go usprawiedliwił. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Na szczęście nie muszę. Lecz jest to jeden z powodów, dla których wierzę Biblii. Żaden człowiek nie mógłby tego wymyślić. Jest to sprzeczne z ludzkim punktem widzenia. Ukazuje nam jednak serce Boże.

Wszystkie religie poza chrześcijaństwem oferują pewną równowagę między działaniem i nagrodą. Zrób to, a otrzymasz tamto. Logika ludzka mówi nam, że jeśli będziemy dobrymi uczniami i będziemy żyli zgodnie z zasadami Kazania na Górze, jeśli będziemy brać udział w kampaniach ewangelizacyjnych, rozdawać traktaty wszystkim wokół siebie i dodatkowo jeszcze będziemy czyścić na wysoki połysk buty jednego ze współbraci,by pokazać jak jesteśmy pokorni, to nie ominie nas nagroda wielkiego błogosławieństwa. Lecz błogosławieństwo rozdzielane jest przez Boga, a nie przez ludzi! Nigdy nie będziesz czyścił komuś butów bez jakichś dodatkowych motywów. Nie będziesz wychodził na ulicę z traktatami bez odrobiny własnej ambicji. Paweł, pisząc do Galacjan pyta ich: „Rozpoczęliście w duchu, a teraz na ciele kończycie?” Wielu sobie myśli: „Zostałem zbawiony z łaski, lecz teraz w mym chrześcijańskim życiu sam sobie dam radę”. W tym tkwi poważny błąd! Zbawiony jesteś z łaski i w łasce też musisz służyć. Bóg nie jest blisko tych, którzy przeżywają rozkwit swojej pracy, lecz tych, którzy są skruszonego serca. On zbawia nie tych najbardziej błyskotliwych, lecz tych, którzy są złamanego ducha.

Czy pamiętacie jeszcze wiersz 4 Psalmu 37? „Rozkoszuj się Panem, a da ci, czego życzy sobie serce twoje!” Powodem, dla którego często nie poznajemy woli Bożej jest to, że nie rozkoszujemy się Panem, lecz innymi rzeczami.Dla tych z nas, którzy są zaangażowani w pracę ewangelizacyjną, istnieje pokuszenie, aby „rozkochać się” w przygodzie świadczenia; możemy się także rozkochać w społeczności z wierzącymi i zbiorowym entuzjazmie, jaki w niej przeżywamy. Powiem Ci jeszcze jedną rzecz. Jeśli jesteś rozkochany w jakiejś działalność, jakiejś organizacji lub ruchu dla Pana, prędzej czy później ogarnie Cię rozczarowanie. Tak wielu chrześcijan jest skoncentrowanych na działalności tej czy innej organizacji. Nasz Bóg jest jednak zazdrosny! On nie będzie dzielił Swej chwały z żadną organizacją, osobą lub ruchem, nawet chrześcijańskim. Staje się to bardzo jasne w kontekście Ewangelii Jana 5,44, gdzie Jezus mówi Swym uczniom: „Jakże możecie wierzyć wy, którzy nawzajem od siebie przyjmujecie chwałę, a nie szukacie chwały pochodzącej od Tego, który jedynie jest Bogiem?” Pragniemy wierzyć Bogu w wielkich sprawach, w pracy, w sprawach finansowych, nawróceń nowych osób, zwycięskiego życia codziennego. A Bóg mówi: „Jakże możecie wierzyć wy, którzy nawzajem od siebie przyjmujecie chwałę…” Gdy chcemy siebie postawić we właściwym świetle albo popychamy działalność jakiegoś ruchu lub organizacji, wówczas koncentrujemy się na uwypukleniu swych zasług,a przecież znakiem prawdziwego ucznia jest głód Boga. Pragnie on chwały, która pochodzi nie od ludzi, a z góry. Gdy praca została wykonana, chciałby usłyszeć od Boga: „Dobrze, sługo dobry i wierny!”. Z dnia na dzień żyje dla Boga i ku Jego chwale, pragnąc Go jak jeleń świeżej wody. „Rozkoszuj się Panem, a da ci, czego życzy sobie serce twoje!”

Wydaje mi się, że pomimo naszej słabości jest wielu takich, którzy rzeczywiście pożądają Boga. Pielęgnujcie ten głód! Pozwólcie, by rozwijał się w Waszych sercach, gdyż tego pragnie Bóg! Jedną z bardzo wyraźnych rzeczy, zawartych w Słowie jest Boże pragnienie, by mieć nas całkowicie. Jesteśmy tak zajęci pracą dla Pana, wyciągając problemy, głosząc Słowo, prowadząc studia biblijne, przygotowując tak wiele spraw, że większość naszej energii jest pochłonięta przez to. Nie powinniśmy dać się do tego stopnia pochłonąć służbie, nawet chrześcijańskiej, aby zatracić spojrzenie na samego Boga. On stoi całkiem blisko, mówiąc: „Moje dziecko, zrób sobie wolne, aby przyjść i porozmawiać ze mną”. Na to odpowiadamy, lekceważąc Go: „Widzisz przecież, jak bardzo jestem teraz zajęty”. Ale Bóg chce nam powiedzieć: „Ucisz się i poznaj, że ja jestem Bogiem”.

Jedynym sposobem zdobycia mocy i siły potrzebnej do naszej codziennej działalności jest uciszenie się przed Bogiem. Dlatego znajdź czas, aby przebywać w Nim, a ujrzysz spełnienie Twych pragnień; uczniostwo stanie się uwielbianiem. Bez tego – praca Twoja będzie bezużyteczna. Naszą dzisiejszą sytuację dobrze przedstawiają słowa A. W. Tozera: „W naszych czasach powszechnej ciemności żarzy się jedno światełko: w ramach konserwatywnego chrześcijaństwa można znaleźć coraz większą liczbą osób, których życie religijne charakteryzuje się wzrastającym głodem samego Boga. Szukają oni gorliwie duchowych rzeczywistości, nie poprzestając na słowach lub prawidłowym wyjaśnianiu prawdy. Pragną oni samego Boga i nie spoczną, dopóki nie zaczerpną i nie napiją się z głębi studni żywej wody. Jest to jedyny przebłysk przebudzenia, jaki udało mi się zobaczyć na religijnym horyzoncie”.

Tak wiele rzeczy zaślepiło nasze oczy: konferencje teologiczne i powierzchowne religijne praktyki wprowadziły rozdźwięk między teorią poznania a prawdziwą znajomością Boga. Lecz dopóki jest choć kilku ludzi głodnych Boga, istnieje jeszcze nadzieja! Są oni złączeni jedną myślą – by lepiej poznać Boga. Jest to jedyna rzecz, jaka się liczy, jedyna droga, która nie może być przekręcona przez głupotę i samolubstwo człowieka. Nie chcemy zawierać przymierza z żadną organizacją, lecz tylko z żyjącym Bogiem. Gdy uniżymy się pod krzyżem, poznamy realność Jego mocy i zmartwychwstania. Znakiem uczniów Chrystusa jest przede wszystkim prawdziwy głód Boga. Jezus powiedział: „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości”.

George  Verwer (fragment książki „Realność w Chrystusie. Głód pełni życia chrześcijańskiego”)

[FMP].
[/FMP]




DROGA DO NORMALNEGO ŻYCIA CHRZEŚCIJAŃSKIEGO

„Przynosicie to, co zrabowane, kulawe, chore i ofiarujecie. Czy mam łaskawie przyjąć to z waszej ręki? – mówi Pan”  (Księga Malachiasza 1,13b).

Okres, w którym żył prorok Malachiasz (ok. 500 r. p. Ch.) był w bardzo dużym stopniu podobny do naszych czasów i dlatego krótkie porównanie tych dwóch okresów może ustrzec nas przed błędami, jakie popełniali ludzie w tamtym okresie.

Po przeczytaniu zaledwie pierwszego rozdziału Księgi Malachiasza możemy zauważyć, jak bardzo zmienił się stosunek Izraelitów do Boga  w porównaniu z okresem, w którym szukali oblicza Bożego. Przestrzegali jeszcze wprawdzie nakazów jakie przekazał im Mojżesz, ale to wszystko było jedynie „odsłużeniem pańszczyzny” (wielkim ciężarem i mozołem – werset 1,13a), a nie służbą dla Boga jako Stwórcy i Pana.

Dlaczego i jak do tego doszło? Możemy powiedzieć: Czy to w ogóle jest możliwe? Tak, to jest możliwe i dzieje się tak zawsze, gdy człowiek patrzy na służbę dla Boga jako na obowiązek, a nie jak na przywilej. Patrząc na służbę jako na obowiązek dochodzimy do wniosku: „Jakiż to mozół”. Ileż to pochłania cennego czasu, który można by wykorzystać do innych celów. No, i sprawa najbardziej istotna. Mało tego, że należy ofiarować zwierzę, to jeszcze to najlepsze, bez skazy, to, które dla mnie ma największą wartość. O nie, tego już za wiele. Ostatecznie mogę ofiarować, ale to zwierzę, które nie nadaje się do mojego stada (kulawe, chore, ślepe) albo to, które jest zrabowane, które mnie nic nie kosztowało (1,13). Na więcej nie mogę sobie pozwolić. Są inni, którzy mają więcej ode mnie, niech oni ofiarują. Patrząc na służbę dla Boga jako na przywilej dochodzimy do zupełnie innego wniosku: Jakiż to wielki przywilej spotkał mnie jako człowieka, że mogę Panu złożyć ofiarę. Jakaż to wielka łaska dla mnie jako człowieka, że przez tę ofiarę mogę wyraźniej Bogu pokazać, ile hołdu i czci jest we mnie dla Niego i dla Jego osoby. Taki człowiek składając Bogu ofiarę całopalną chce Bogu powiedzieć: „Panie, tak jak to zwierzę jest  w całości poświęcone Tobie, tak ja chcę w całości należeć do Ciebie”. Człowiek traktujący służbę dla Boga jako przywilej powie bez zastanowienia: „Panie, jesteś godzien najlepszego zwierzęcia, jakie posiadam, tego, które dla mnie przedstawia największą wartość. Jesteś godzien tego, co najlepsze i najbardziej wartościowe we mnie, w moim życiu, w moim domu, w mojej zagrodzie,we wszystkim, cokolwiek posiadam”.

Dzięki Bogu za to, że w czasach proroka Malachiasza byli tacy ludzie, którzy składali czyste ofiary i spalali kadzidła, które były miłą wonnością przed obliczem Bożym (Księga Malachiasza 1,11). Tacy, którzy z radością ofiarowali to, co było dla nich najbardziej wartościowe.

Okres, w którym żył prorok Malachiasz był jednym z tragiczniejszych okresów w dziejach narodu izraelskiego, na czym więc może polegać podobieństwo tego okresu z okresem, w którym my żyjemy? Odpowiedź na to pytanie jest tak prosta, jak przykra: na tym, że ludzie przestali patrzeć na służbę Bogu jako na przywilej, a zaczęli patrzeć jak na obowiązek. „Czy ja muszę być zawsze na nabożeństwie, przecież beze mnie się obejdzie”. „Czy nie można by tego trochę zmienić lub dostosować do naszych czasów”. „Ja niestety nie mam czasu, jestem bardzo zajęty”. „Są inni, którzy mają więcej ode mnie”. „Jak sobie trochę ułożę życie”…

Czyż nie jest to okres, w którym żył prorok Malachiasz widziany w zwierciadle? A jednak są to wypowiedzi ludzi współcześnie żyjących. Chore, ślepe i kulawe zwierzęta obrazują to, co zbyteczne, to, co nie przedstawia większej wartości, to, czego bez większego wysiłku potrafimy się pozbyć. Mówiąc językiem współczesnym to: czas, którego mi trochę zbyło lub „udało się wygospodarować”, energia, której nie chciało mi się wykorzystać dla siebie, datek pieniężny, który nie zrobi uszczerbku w budżecie domowym oraz inne rzeczy, które nas absorbują tylko na tyle, na ile sami pozwolimy. To właśnie jest tragedią ewangelicznie wierzących Zborów. Ludzie, którzy mienią się być wierzącymi, przestali wierzyć w słowa samego Pana Jezusa: „Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane” (Ewangelia Mateusza 6,33). Jakże jestem Bogu wdzięczny za to,że słowa z Malachiasza 1,11 i w dzisiejszych czasach znalazły swoje odbicie: że i w naszych czasach składane są Bogu czyste i miłe ofiary! A miłą Bogu ofiarą jest całe nasze ciało poświęcone duchowej służbie dla Pana (List do Rzymian 12,1). Całe w zupełności, bez reszty jak ofiara całopalna, która była miłą wonnością przed obliczem Bożym. Czyli cały mój czas, moją energię, zapał, środki i możliwości jakie posiadam – dosłownie wszystko! Nie jako przykry obowiązek, ale jako przywilej z wdzięcznością dla Boga, za to, że wolno mi to uczynić dla Niego!

Dlaczego tak wiele przykrych rzeczy przyszło na naród, który był przecież narodem wybranym? Na to pytanie krótko, ale dobitnie odpowiada nam prorok Aggeusz. „Z powodu mojego domu, który leży w gruzach, podczas gdy każdy z was gorliwie krząta się koło własnego domu” (Księga Aggeusza 1,9).

„Nie błądźcie, Bóg się nie da z siebie naśmiewać; albowiem co człowiek sieje, to i żąć będzie. Bo kto sieje dla ciała swego, z ciała żąć będzie skażenie, a kto sieje dla Ducha, z Ducha żąć będzie żywot wieczny” (List do Galacjan 6,7-8). Pan Bóg w Swej wielkiej miłości chce uwolnić nas od pracy wyłącznie dla ciała, a przysposobić nas do pracy dla Ducha (z Ducha żywot wieczny).

Patrząc na te dwa bliźniaczo podobne do siebie okresy nasuwa się nam zasadnicze pytanie: Jakie jest wyjście z tej tragicznej sytuacji? O tym także Pan Bóg pamięta i już przez proroka Malachiasza daje nam odpowiedź: „Przynieście całą dziesięcinę do spichlerza, aby był zapas w moim domu, i w ten sposób wystawicie mnie na próbę! – mówi Pan Zastępów – czy wam nie otworzę okien niebieskich i nie wyleję na was błogosławieństwa ponad miarę (…) Wszystkie narody będą was nazywać szczęśliwymi, bo będziecie krajem uroczym – mówi Pan Zastępów” (Księga Malachiasza 3,10.12).

Oczywiście nie możemy dosłownie tego przenosić do naszych czasów.   W okresie zakonu człowiek musiał oddać dziesięcinę, czyli dziesiątą część wszystkich swoich dochodów z plonów, bydła, wina i oliwy, a w zamian za to otrzymywał Boże błogosławieństwo, które było wyrażone w obfitości plonów, urodzajności winnicy oraz płodności bydła. W okresie łaski możemy wszystko oddać w życiu doczesnym po to, żeby wszystko zyskać w życiu wiecznym. Nie znaczy to wcale, że mamy sprzedać swoje mieszkania czy inne niezbędne do życia rzeczy i stać się włóczęgami lub cierpiętnikami. Znaczy to jednak, że nie możemy ich zdobywać kosztem naszego duchowego życia, ponieważ Ojciec nasz wie, że tego wszystkiego potrzebujemy (Ewangelia Mateusza 6,32). Bardzo jasno i wyraźnie wyjaśnia ten problem Pan Jezus mówiąc, że każdy, kto się w całości poświęci służbie Pańskiej, „każdy, kto by opuścił domy albo braci, albo siostry, albo ojca, albo matkę, albo dzieci, albo rolę dla imienia mego, stokroć tyle otrzyma i odziedziczy żywot wieczny” (Ewangelia Mateusza 19,29).

Czyli nie dziesiąta część, lecz całe swoje życie, ale w zamian za to stokroć tyle i żywot wieczny! Jakież wielkie i cudowne obietnice dla ludzi, którzy czynią wolę Bożą! Błogosławieństwo ponad miarę, a zatem więcej niż możemy się spodziewać. Pan Bóg Tobie dzisiaj proponuje: Wystaw mnie na próbę czy ci nie otworzę okien niebieskich i nie wyleję na ciebie błogosławieństwa ponad miarę. Pan Bóg chce, abyśmy korzystali z Jego obietnic.

Jeżeli zauważysz w swoim życiu jakąkolwiek rzecz, która nie jest zgodna z Bożym postanowieniem względem Ciebie jako człowieka wierzącego, która przeszkadza Ci w zupełnym oddaniu siebie Panu Jezusowi, wyznaj to Panu (por. Ewangelia Łukasza 14,33). On jest wierny Swojemu Słowu. On przebaczy Tobie twój grzech i ofiaruje Swoje wspaniałe obietnice zawarte w Jego Słowie.

Staraj się spełniać Boże warunki, a z pewnością staniesz się uczestnikiem Bożych obietnic.

A. K.

[FMP].
[/FMP]




DARY DUCHA ŚWIĘTEGO – cz. X

         Dar wiedzy (in. poznania)

„Jeden bowiem otrzymuje przez Ducha mowę mądrości, drugi przez tego samego Ducha mowę wiedzy…” (I List do Koryntian 12,8). Dar wiedzy (inaczej nazywany też darem poznania) jest to szczególna zdolność rozumienia prawd zawartych w Piśmie Świętym, które dla wielu innych osób są trudne do zrozumienia, oraz umiejętność przekazywania ich innym ludziom w taki sposób, by stały się dla nich jasne i czytelne. Jest to dar niezwykle potrzebny, bowiem pomaga obdarowanemu i ludziom, którym przekazuje Boże prawdy niejednokrotnie ustrzec się zwiedzenia, wynikającego często z nieprawidłowej interpretacji Biblii. Pomaga także w lepszym poznaniu Jezus Chrystusa i we wzroście duchowym.

„Dziękuję Bogu zawsze za was, za łaskę Bożą, która wam jest dana w Chrystusie Jezusie, iżeście w nim ubogaceni zostali we wszystko, we wszelkie słowo i wszelkie poznanie” (I List do Koryntian 1,5). „Dlatego i my od tego dnia, kiedy to usłyszeliśmy, nie przestajemy się za was modlić i prosić, abyście doszli do pełnego poznania woli jego we wszelkiej mądrości i duchowym zrozumieniu” (List do Kolosan 1,9). „I o to modlę się, aby miłość wasza coraz bardziej obfitowała w poznanie i wszelkie doznanie, abyście umieli odróżniać to, co słuszne, od tego, co niesłuszne, abyście byli czyści i bez nagany na dzień Chrystusowy” (List do Filipian 1,9). „Aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam Ducha mądrości i objawienia ku poznaniu jego, i oświecił oczy serca waszego, abyście wiedzieli, jaka jest nadzieja, do której was powołał, i jakie bogactwo chwały jest udziałem świętych w dziedzictwie jego, i jak nadzwyczajna jest wielkość mocy Jego wobec nas, którzy wierzymy dzięki działaniu przemożnej siły jego” (List do Efezjan 1,17-19). „Ale wszystko to, co mi było zyskiem, uznałem ze względu na Chrystusa za szkodę. Lecz więcej jeszcze, wszystko uznaję za szkodę wobec doniosłości, jaką ma poznanie Jezusa Chrystusa, Pana mego, dla którego poniosłem wszelkie szkody i wszystko uznaję za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa i znaleźć się w nim, nie mając własnej sprawiedliwości, opartej na zakonie, lecz tę, która się wywodzi z wiary w Chrystusa, sprawiedliwość z Boga, na podstawie wiary, żeby poznać go i doznać mocy zmartwychwstania jego, i uczestniczyć w cierpieniach jego, stając się podobnym do niego w jego śmierci” (List do Filipian 3,7-10). „Dziękuję Bogu mojemu zawsze, ilekroć wspominam ciebie w modlitwach moich, słysząc    o miłości twojej i o wierze, jaką pokładasz w Panu Jezusie, i masz do wszystkich świętych, aby wiara twoja, którą wyznajesz wespół z nami, pogłębiła poznanie wszelkich dobrodziejstw, jakie mamy w Chrystusie” (List do Filemona 1,6).

Mając ten jakże pożyteczny dar należy jednakże uważać, by z tego powodu nie popaść w pychę. „Poznanie nadyma, ale miłość buduje. Jeśli kto mniema, że coś poznał, jeszcze nie poznał, jak należało poznać” (I List  do Koryntian 8,1-2). „I choćbym miał dar prorokowania, i znał wszystkie tajemnice, i posiadał całą wiedzę, i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym” (I List do Koryntian 13,2). „Miłość nigdy nie ustaje; bo jeśli są proroctwa, przeminą; jeśli języki, ustaną, jeśli wiedza, wniwecz się obróci. Bo cząstkowa jest nasza wiedza i cząstkowe nasze prorokowanie; lecz gdy nastanie doskonałość, to, co cząstkowe, przeminie” (I List do Koryntian 13,8-10).

Zatem wykorzystujmy ten wspaniały dar do budowania Królestwa Bożego na tej ziemi, a nie swojego ego, popisując się przed innymi naszą znajomością Pisma Świętego!

 Estera Bednarska  

[FMP].[/FMP]      




TYLKO SIEDEM DNI

CH. SHELDON

OPOWIADANIE Z XIX WIEKU. RZECZ DZIEJE SIĘ W AMERYCE

Rozdział II – Sen pana Gardy

Aby wyjaśnić, co zaszło i co spowodowało lęk pani Gardy, należy opowiedzieć, co przeżywał pan Gardy, od chwili gdy usnął na kozetce przed kominkiem.

Zdawało mu się, a może śniło, że wyszedł z pokoju i znalazł się  w nieznanym miejscu, gdzie jedna wielka myśl wszystko napełniała. Było to zrozumienie obecnej chwili. Przed nim rozpostarta była przestrzeń ziemi ze wszystkimi jej mieszkańcami. Jak w zaczarowanej latarni mógł widzieć wnętrza każdego domu, każdej restauracji, każdego rozrywkowego lokalu, każdego sklepu, każdej izdebki. Widział wszystko, co się robiło w miejscach handlu, rozrywek i hańby po całym obliczu ziemi.

Jakby przez telefon słyszał rozmowy wszystkich ludzi i rozumiał ich wszystkich, wyławiając rozpaczliwy płacz i poznając nawet sens niewypowiedzianych serdecznych myśli. Z bezsensownym pośpiechem, jak to bywa nieraz we śnie, zaglądał do każdego miejsca, widocznego niby pod szklanym dachem, przez który docierał do niego każdy dźwięk. Uniósłszy, według swego wyboru którykolwiek z tych dachów, bez porównania lepiej mógł słyszeć i widzieć wszystko, co pod nim się myślało, działo i odczuwało.

Odszukał swoje rodzinne miasto, Barton i schylił się niżej nad podniesionym dachem, aby lepiej widzieć i słyszeć. Zobaczył dom pastora,       w niedzielę, natychmiast po wieczornym zgromadzeniu, które sam ocenił jako bardzo nudne. Pastor Johnson rozmawiał ze swoją żoną:

– Moja miła, ja zupełnie tracę moc ducha, opadają mi ręce. Cierpię okropnie. Próżne są moje modlitwy o zesłanie Ducha Świętego na nasz zbór; członkowie zboru pozostają nadal zimni i obojętni; Duch Boży nie ogrzewa ich. Ty wiesz, jak dzisiaj szczególnie zapraszałem wszystkich na nabożeństwo do kaplicy, a przyszła zaledwie garstka ludzi. Naprawdę, opadają mi ręce. Jestem duchownym z powołania, nie mogę rzucić obowiązku, ale przecież „jeden w polu nie będzie bohaterem”. Ty wiesz, gdybym porzucił pracę duchową, to pracą literacką zarobiłbym więcej dla nas i dla wszystkich naszych dzieci, ale całe moje serce jest w pracy pasterskiej. Tak chętnie i tak szybko wszyscy się wpisali, ale samą pracę wykonywać nikomu się nie chce.

 – Może być, że na próżno się denerwujesz, John. Pomyśl, jaka dzisiaj jest pogoda.

– Ale przecież zbór liczy prawie 400 członków i prawie wszyscy mieszkają w pobliżu, a przyszło tylko 50 osób. Czy to jest sprawiedliwe?

– A jednak, pomyśl, pan Gardy był. Rozmawiałeś z nim?

– Tak. Podszedłem do niego po zgromadzeniu, ale on się ze mną obszedł bardzo chłodno. A, między innymi, on jest najbogatszy i można powiedzieć, najbardziej uzdolniony. Ileż dobrego mógłby zrobić, gdyby…

Pan Gardy nie słyszał końca zdania. Zobaczył bowiem przed sobą ulicę, którą szedł przewodniczący Szkoły Niedzielnej, a pan Gardy czytał jego myśli: „… Źle, źle idą u nas sprawy. Pan Gardy odmówił mi zajęcia się klasą chłopców, którymi nie ma się kto zająć, i oni łobuzują tylko w niedzielę; no tak, a Bob Wilson został przyłapany na niewielkim złodziejstwie. Zamknęli go, ale jak się czuje jego matka? Dziwię się, że tacy ludzie, jak pan Gardy, nie mogą pojąć ważności i dobrodziejstwa Szkoły Niedzielnej. Dzieci, którymi nikt się nie zajmuje, nie wiedzą co robić z czasem, dokąd pójść z nudów, zajmują się wobec tego wybrykami, przyzwyczajają do lenistwa, bezczynności, wreszcie tracą swą zdolność zainteresowania się czymkolwiek. Młodzież pracująca cały tydzień ma wolną niedzielę i czym się ma tego dnia zająć? Co robić? Pan Gardy, taki wykształcony człowiek, mądry i wolny… Zna chemię i geologię, mógłby zainteresować chłopców tymi rzeczami, mógłby zaprosić ich do swego laboratorium i wyjaśnić im ciekawe doświadczenia! U wielu z nich pan Gardy mógłby obudzić chęć do nauki. Jego dobry wpływ nie przepadłby bez śladu. Nie rozumiem, zupełnie nie pojmuję, jak tacy ludzie, obdarzeni zdolnościami i wielkimi środkami, nie znają swojej siły. Nazywają siebie chrześcijanami,ale gdzie ich chrześcijaństwo i chrześcijańska usługa?” – Kiwając głową kierownik Niedzielnej Szkoły niepostrzeżenie znikł sprzed oczu pana Gardy.

Pan Gardy zobaczył teraz mieszkanie okaleczonego robotnika Skowiła, oczekującego na operację: amputację obu nóg. Moc, której pan Gardy nie potrafił się sprzeciwić, zmusiła go do patrzenia i słuchania wszystkiego – chciał-li czy też nie. Żona Skowiła leżała na zniszczonej kanapie, a kucharka pana Gardy klęczała przed chorą, ledwie wstrzymując łzy i w swoim ojczystym języku szwedzkim, usiłowała pocieszyć chorą. A więc to prawda, że one są siostrami… Skowił ciągle pozostawał na wpół przytomny od niewysłowionego bólu. Było przy nim trzech lub czterech robotników z żonami, którzy przyszli pomóc w nieszczęściu czym kto mógł. Czekano na chirurga kolejowego, po którego posłano. Jeden z ludzi zwrócił się do starszego, Berensa:

– Byłeś u pana Gardy?

– Tak, ale on był właśnie w kościele. Prosiłem, aby go powiadomiono o tym nieszczęściu.

– W kościele? Widać, że już sam diabeł po kościołach chodzi. Po cóż to temu bezbożnikowi? Przyjdzie on tutaj?

– Nie wiem – odpowiedział Berens krótko.

Robotnik wskazał na Skowiła i zapytał Berensa:

– Ty wiesz przecież, że to on uratował życie panu Gardy.

– Bardzo dobrze wiem o tym i pamiętam: przecież i ja wtedy stałem tuż obok.

– Co będzie z dziećmi Skowiła, jeśli on umrze?

– Nie wiem.

Na tym skończyli rozmowę, gdyż wszedł chirurg i ponaglał przygotowania do operacji. Ostatnie, co się dało panu Gardy usłyszeć, to był dziki krzyk nieszczęśliwej żony Skowiła, która usiłowała powstać na nogi, ale padła zemdlona na podłogę. Dwoje młodszych dzieci w przerażeniu uchwyciło się sukni matki. Skowił, przytomny teraz, krzyczał z bólu i w mękach agonii:

– Miłościwy Boże mój! Jakież piekło to doczesne życie!

Znowu wszystko znikło z oczu pana Gardy. Zaglądał oto teraz do jakiegoś pokoju, ale obraz był zamglony. Robert stopniowo począł odróżniać szczegóły i wszystko pojął. Najpierw poznał swego najstarszego syna Georga   w towarzystwie młodzieży. Wszyscy byli pilnie zajęci – czym? Co to stoi  przed nimi? Pan Gardy przetarł oczy od zdziwienia i począł przyglądać się. Tak, wzrok go nie mylił, to są butelki. I stół do kart. Tak, tutaj George tracił wszystkie swoje pieniądze i te, które wypraszał u Bessie! Nic z tego, co widział dotychczas nieszczęśliwy ojciec, nie zraniło serca tak, jak ta scena. Sam szczycił się swoją wstrzemięźliwością i brakiem nałogów i szczerze je nienawidził. Pan Gardy nie był niemoralny, tylko wielkim egoistą. Gra  w pieniądze, pijaństwo, rozpusta w obyczajowości i wszystkie inne upadki ludzkie były dla niego największą obrzydliwością; o wewnętrznych duchowych ułomnościach nie myślał. Przeraził się, że jego rodzony syn wpadł w ten dół. Chciał odwrócić wzrok, ale był zmuszony patrzeć i słuchać. Wszyscy młodzi ludzie palili papierosy i nie krępując się pili piwo i wino. Jeden z nich, modnie ubrany i trzymający w ręku papierosa (diabelski wynalazek), przemówił  ze śmiechem:

– Wiesz, George, jak twój staruszek ojciec wybałuszyłby oczy, gdyby wiedział, żeś ty tutaj!

– Tak, naturalnie! – zawołał George, tasując karty i nalewając sobie do kieliszka. Rozmawiający z nim towarzysz ciągnął dalej:

– Twoja siostrzyczka Bessie nadzwyczaj szybko wyprostowuje się i zaokrągla. Ona będzie pięknością. Proszę, zapoznaj mnie z nią.

– O nie, nie zapoznam! – ze złością odparł George. Wprawdzie ze słabej swej woli często obcował z tymi towarzyszami, ale jeszcze nie był zupełnie zepsuty. Jego butelkowi kompanowie nie cieszyli się jego sympatią; znał ich wartość i wielokrotnie postanawiał z nimi zerwać. Zauważył, że po każdej pijatyce stawał się bardziej nerwowy i podniecony.

Towarzysz jego cały się zapalił:

– Achaaa! To my nie jesteśmy godni być przedstawieni twojej siostrzyczce! Otóż! Jaka ona księżniczka-niedotykalska! A braciszek jej wydaje się lepszy od nas? Cha, cha, cha!!

George coś niegrzecznie odpowiedział, a kompan go uderzył. W jednym momencie George poderwał się i rzucił z pięściami na przeciwnika. Rozpętała się bójka ku dzikiej radości pozostałych. Wielkim wysiłkiem woli pan Gardy, z trwogą obrzydzenia i męki, oderwał się od tej poniżającej sceny.

Ukazał mu się wreszcie jego własny dom. Wieczór. Ani dzieci, ani jego nie ma. Jego żona samotna siedzi przed kominkiem, patrząc w płomienie, tak jak spoglądała przed tym niż on zasnął. Siedzi więc i myśli, myśli… Myśli jej podobne są do żarzących się węgli, padają na serce pana Gardy i palą go bardziej niż ostatnia scena.

– Mój mąż! – mówiła sam do siebie pani Gardy – Jak on się zmienił!… Dawno już nie widzę od niego pieszczoty. Bywało, że wychodząc do pracy, tak delikatnie całował mnie. Lubiłam, gdy przykładał dłonie do mych policzków, jak dziecku swemu. Miły, dobry i zawsze wesoły bywał on przedtem w tamte minione dni, w naszym starym Wermoncie, kiedy trzeba było wiele rozmawiać i walczyć z niedostatkiem. Wtedy jego wszystkie myśli były związane z domem i żoną. Ale lata zmieniły go. O, jak gorzko go zmieniły. Chciałabym wiedzieć, czy pamięta, że ja pragnę jego poprzedniej przyjaźni, poprzedniego zaufania? Naturalnie, wiem, że pracował dla mnie. Osiągnął więcej, niż myślał. Ale po cóż mi to wszystko bogactwo? Cóż znaczy ten przepych w porównaniu z miłującym spojrzeniem, z przyjacielską pieszczotą? O, Robercie, Robercie, wróć do mnie dawnym!… Jestem tak samotna, tak nieskończenie samotna! Niechaj Pan zabierze od nas cały majątek i poważanie w otoczeniu, niechaj wszystko przepadnie, dlatego, że ja przestaję w tym kochać mego męża! Wielki, długo cierpliwy i miłosierny Panie! Dopomóż mi! Ja sama staję się zła,  nie mogę znosić takiego życia! O, miłosierny Ojcze, przez Jezusa Chrystusa, nie daj mi utracić rozumu albo wiary! O, Robercie, Robercie! Mój najukochańszy, mój mężu! Staram się nie przestawać cię kochać! Ja chcę cię kochać! Chcę, abyś był, jak poprzednio. Ulituj się nade mną, Panie!

Pani Gardy padła na kolana twarzą do poduszki, szlochając i modląc się. Pan Gardy już wyciągnął ramiona do swej żony z prośbą o przebaczenie i z postanowieniem pocieszenia jej, jak bywało dawniej, gdy miłość ich była młoda i gdy nie miał jedynego przed sobą celu: zwiększenia majątku i wygód. Odczuł jednak, że niezwalczona moc podniosła go od ziemi i poniosła wysoko, bardzo wysoko, obok gwiazd i planet, błyszczących w głębokim przestworzu, podobnych do drogich kamieni. I tak szybował stale naprzód, zdążając tam, gdzie określenie czasu nie istniało, chociaż z początku zdawało mu się, że leci już całe wieki. Jakaś siła pociągała co coraz wyżej, naprzód, w sferę Wszechmocnego Oblicza, zwyciężającego, wszechmogącego, jakiego on nigdy nie mógłby sobie wyobrazić. Zwyciężony tą wielkością, lękając się i drżąc, zrozumiał, że stanął przed Obliczem Wieczności.

Na czole Jego świeciło się i błyszczało jedno słowo: Dzisiaj. Pan Gardy zadrżał przed tym spojrzeniem, przed groźnym i spokojnym Obliczem; przeczytał to słowo i poczuł, że dusza jego skruszyła się w nim. Oblicze zaczęło mówić. Mowa Jego była podobna do grzmotu tysiąca oceanów, poruszonych straszliwymi burzami, a jednocześnie przez to druzgocące wrażenie płynął strumień dziwnej muzyki, cichej, delikatnej, dźwięcznej jak nieogarniona miłość, jakby słyszało się skądś boski śpiew aniołów. Oblicze zwróciło się         do niego:

– Niemądry człowieku! Ty zlekceważyłeś Mnie i pogardzałeś Moim objawieniem w ciągu pięćdziesięciu lat. Zapomniałeś, że powinieneś żyć dla wieczności i żyłeś tylko dla siebie. Podszedłeś lekkomyślnie i beztrosko do wielkich potrzeb świata. Czas twojej naprawy jest bardzo krótki. Ten, który kieruje wszechświatem, przeznaczył ci tylko siedem dni życia na ziemi, abyś    w tych siedmiu dniach mógł wykazać innego ducha i uratować swą duszę  od wiecznej hańby. Śmiertelniku, patrz, abyś w tym drogocennym a krótkim czasie potrafił pracować dla duszy tyle, ile pracują ci, którzy szukają w kopalniach szlachetnych kamieni. Ja, który mówię z tobą, jestem Wiecznością.

Gardy wydawało się, że upadł przed tym wstrząsającym Obliczem i w niewypowiedzianym strachu, w goryczy błagał o przedłużenie mu czasu życia ziemskiego.

– Siedem dni! Ależ to przecież tylko siedem bystrych sekund, aby naprawić moją przeszłość. Siedem dni! Przecież to jest niczym w śladach biegu czasu! O, Wszechmocna Władzo, zlituj się, zmiłuj się! Daj mi trochę dłuższy okres! Siedem tygodni! Siedem lat! Będę żyć dla Ciebie, jak nie żył żaden ze śmiertelnych!

Robert Gardy szlochał, wyciągając modlitewnie ręce do jaśniejącego Oblicza. Z modlitwą i gorzkimi łzami padł na twarz i kiedy podniósł oczy, Oblicze skłoniło się ku niemu i nawet wydawało mu się, że uśmiech współczucia wionął i błysnął na Nim. Oto miał już nadzieję, że czas jego będzie przedłużony, ale nie był tego pewien. Nagle Robert Gardy się przebudził.  Nad nim pochylała się jego żona. Jej łza kapnęła mu na twarz, kiedy podniecona, głośno budziła go.

Pan Gardy podniósł się i usiadł, strwożony i drżący. Przyciągnął żonę do siebie i pocałował ją z dawno niebywałą czułością. Potem, ku wielkiemu jej zdziwieniu, cichym głosem opowiedział o tylko co otrzymanym objawieniu. Słuchając go, żona nie ukrywała zdumienia. Ale serce jej ścisnęło się lękiem, kiedy powiedział:

– Mary, ja nie mogę tego uważać za zwykły sen. Obudziłem się  z mocnym przekonaniem, że pozostało mi do przeżycia tylko siedem dni.

Mówił to pan Gardy z niezwykłą powagą, wejrzenie jego wyrażało tyle smutku i równocześnie z tym postanowieniem on sam tak nie był podobny do pana Gardy ostatnich czasów, że żona jego drgnęła. On zaś ciągnął dalej:

– Ja czuję, że Pan mnie powołuje i pozostało mi tylko siedem dni, abym wypełnił przeznaczone mi sprawy na tej ziemi.

– O, Robercie! To był tylko sen!

– Nie, to było coś bardziej znaczącego, Mary. Ty wiesz, ja jestem zupełnie wolny od zabobonów i moja wyobraźnia nie jest tak bardzo rozwinięta. Wiesz także, że ja nigdy nie mam snów. To było coś innego. Ja będę odwołany z tej ziemi dokładnie po tygodniu. Czy tutaj są dzieci? Zawołaj je.

Pan Gardy mówił tonem takiego spokojnego przeświadczenia, że żona jego była wystraszona i zdziwiona. Wówczas właśnie odsunęła zasłonę, jak już to było powiedziane poprzednio, i zawołała dzieci. Pan Gardy spoglądał na nie ze specjalną miłością i z wyrazem takiej czułości, jakiej one nie widziały od wielu lat. Krótko, ale hamując wzruszenie, opowiedział o swych przeżyciach, lecz opuścił szczegóły objawienia i nie wspomniał sceny, gdzie mu się ukazał George. Następnie z niezwykłą powagą, która wszystkim wstrząsnęła, oznajmił:

 – Moje miłe dzieci! Ja nie żyłem tak, jak się należało. Nie byłem dla was ojcem, jakim powinienem był być. Prowadziłem życie egoistyczne i nieużyteczne. Teraz pozostało mi tylko siedem dni życia. Słyszałem głos Boży i ja…

Głos mu się urwał i zaszlochał tak wstrząsająco, jak może szlochać tylko silny człowiek. Ogarnął swą żonę i ukrył zapłakaną twarz na jej ramieniu. Bessie przecisnęła się do nich i objęła szyję ojca. Okropne podejrzenie przemknęło przez głowę pani Gardy, że mąż jej zwariował. Dzieci były przerażone. Jedna Alice zgadła myśl matki. Pan Gardy jakby odczuł, że one się zatrwożyły myślą o jego obłędzie.

– Nie – powiedział odpowiadając na niewypowiedzianą przez nich myśl – jestem zupełnie przytomny. Jestem spokojny jak nigdy, władam wszystkimi swoimi zmysłami. Podczas snu stałem przed Obliczem Wieczności i wiem, jestem przekonany, że po siedmiu dniach Bóg odwoła moją duszę… Mary – zwrócił się do żony z błagalnym wejrzeniem – czy ty mi wierzysz?

Żona spojrzała na twarz męża i upewniła się, że najlepszy i najbardziej cenny z ludzkich darów, rozsądek, oświetlał jego dobrą twarz i postać stojącą    na pograniczu drugiego świata i rozjaśnioną teraz pierwszą miłością.

– Tak, Robercie, wierzę ci. Widocznie cię zwodzi wrażenie co do czasu twego życia, ale nie straciłeś rozsądku.

– O, mój Boże! Dziękuję ci za to! – zawołał pan Gardy. Jakże często podczas tego pamiętnego tygodnia odnajdywał ulgę w tej bez zastrzeżeń pewności żony, że jest przy zdrowym umyśle.

W ciszy, jaka zaległa pokój, pan Gardy poprosił Georga o przyniesienie Biblii. Przeczytał w Ewangelii Jana niezrównaną modlitwę Chrystusa w rozdziale 17, przed Jego odejściem z ziemi. Rodzina z pobożnością słuchała czytania ojca, który następnie ukląkł na kolana i począł się modlić, jak nie modlił się nigdy dotąd. Prosił Boga o siłę i umiejętność przeżycia pozostałego tygodnia tak, aby życie jego było błogosławieństwem dla świata i wierną służbą dla Pana. Gdy podniósł się z klęczek i popatrzył na żonę i dzieci, na twarzy jego jakby odbiła się światłość, wskazująca, że teraz był w łączności z Bogiem. Czas płynął szybko. Zegar na kominku wydzwonił północ i dla Roberta Gardy rozpoczął się pierwszy dzień z jego siedmiu pozostałych dni.

(ciąg dalszy w następnym numerze)

[FMP].
[/FMP]




ARTYKUŁ WSTĘPNY

„JA UCZYNIĘ CIĘ ODPOWIEDZIALNYM  ZA JEGO KREW”

Przewodni fragment Pisma Świętego: „Jeżeli powiem do bezbożnego: Na pewno umrzesz, a ty go nie ostrzeżesz i nic nie powiesz, aby bezbożnego ostrzec przed jego bezbożną drogą tak, abyś uratował jego życie, wtedy ten bezbożny umrze z powodu swojej winy, ale Ja uczynię cię odpowiedzialnym za jego krew. Lecz jeżeli ty ostrzeżesz bezbożnego, a on nie odwróci się od swojej bezbożności i od swojej bezbożnej drogi, wtedy on umrze z powodu swojej winy, a ty uratujesz swoją duszę. Gdy zaś sprawiedliwy odwróci się od swojej sprawiedliwości i popełni bezprawie – a Ja doprowadzę go do upadku i on umrze, to jeżeli nie ostrzeżesz go, wtedy on umrze z powodu swojej winy, i nie będzie się pamiętało jego sprawiedliwych czynów, których dokonał, lecz ciebie uczynię odpowiedzialnym za jego krew. Lecz jeżeli ty ostrzeżesz sprawiedliwego, aby sprawiedliwy nie zgrzeszył, i on nie zgrzeszy, to na pewno pozostanie przy życiu, ponieważ dał się ostrzec, a ty uratowałeś swoją duszę.” (Księga Ezechiela 3,18-21)

Zastanówmy się chwilę, do kogo Bóg mówi w tym fragmencie Swojego Słowa? Czy te Słowa skierowane są  tylko do proroka Ezechiela? Lub może do wszystkich proroków starotestamentowych? Odpowiedzialność za krew niewierzącego człowieka. Odpowiedzialność za krew Brata, Siostry, którzy schodzą z Bożej drogi i upadają w grzech. Odpowiedzialność za ich życie. Odpowiedzialność za ich śmierć. Za to, co stanie się z nimi w wieczności. Tam, gdzie nie ma drugiej szansy. Zatem, na kim ciąży ta straszna ODPOWIEDZIALNOŚĆ? Kto jest tym prorokiem, kto jest tym Bożym stróżem?

Jezus powiedział: „Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata.” (Ewangelia Mateusza 28,19-20). Czy te Słowa odnoszą się tylko do jedenastu uczniów Jezusa? Nic podobnego! „Ale wy jesteście rodem wybranym, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem nabytym, abyście rozgłaszali cnoty tego, który was powołał z ciemności do cudownej swojej światłości” – zwraca się apostoł Piotr do wierzących ludzi pochodzących z pogan (I List Piotra 2,9). To my – Ty i ja – mamy głosić ludziom Chrystusa. To my – Ty i ja – jesteśmy odpowiedzialni za ludzką krew. Zbawiciel nasz „chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (I List do Tymoteusza 2,4). A jak mogą zostać zbawieni, jeżeli nie słyszeli Bożego Słowa? „A jak usłyszeć, jeśli nie ma tego, który zwiastuje?” (List do Rzymian 10,14). Zwiastujmy Chrystusa, podobnie jak apostoł Piotr: „Upamiętajcie się i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego. Obietnica ta bowiem odnosi się do was i do dzieci waszych oraz do wszystkich, którzy są z dala, ilu ich Pan, Bóg nasz, powoła. Wielu też innymi słowy składał świadectwo i napominał ich, mówiąc: Ratujcie się spośród tego pokolenia przewrotnego. Ci więc, którzy przyjęli słowo jego, zostali ochrzczeni i pozyskanych zostało owego dnia około trzech tysięcy dusz” (Dzieje Apostolskie 2,38-41). Zwiastujmy bez względu na wszystko, pamiętając o naszej odpowiedzialności za ludzką krew. „Bracia moi, jeśli kto spośród was zboczy od prawdy, a ktoś go nawróci, niech wie, że ten, kto nawróci grzesznika z błędnej drogi jego, wybawi duszę jego od śmierci i zakryje mnóstwo grzechów” (List Jakuba 5,19-20).

Niech Słowo Boże w naszym wnętrzu będzie jak ogień, którego nie zdołamy ugasić. „A gdy pomyślałem: Nie wspomnę o nim i już nie przemówię w Jego imieniu, to stało się to w moim sercu jak ogień płonący, zamknięty w moich kościach. Mozoliłem się, by go znieść, lecz nie zdołałem” (Księga Jeremiasza 20,9).

Estera Bednarska

[FMP].
[/FMP]




SŁOWO BOŻE MOJĄ POMOCĄ KAŻDEGO DNIA – CZ. XII

Gdy doznaję prześladowań z powodu wiary w Jezusa

„Położyłem się i zasnąłem; obudziłem się, bo Pan mnie wspiera. Nie boję się dziesiątków tysięcy ludu, które zewsząd na mnie nastają.”

(Psalm 3,6-7)

„Pan stanie się schronieniem uciśnionemu, schronieniem w czasie niedoli. Ufać będą tobie ci, którzy znają imię twoje, bo nie opuszczasz, Panie, tych, którzy cię szukają.”

(Psalm 9,10-11)

„Strzeż mnie jak źrenicy oka, ukryj mnie w cieniu swych skrzydeł przed bezbożnymi, którzy mnie gnębią, nieprzyjaciółmi, którzy mnie zawzięcie osaczają.”

(Psalm 17,8-9)

„Pan światłością moją i zbawieniem moim: Kogóż bać się będę? Pan ochroną życia mego: Kogóż mam się lękać? Gdy nacierają na mnie złoczyńcy, aby pożreć ciało moje – są oni moimi wrogami i nieprzyjaciółmi – potkną się i upadną. Choćby rozbili przeciwko mnie obozy, nie ulęknie się serce moje, choćby wojna wybuchła przeciw mnie, nawet wtedy będę ufał.”

(Psalm 27,1-3)

„Stałem się pośmiewiskiem dla wszystkich wrogów moich, zwłaszcza dla sąsiadów moich, i postrachem dla znajomych moich; ci, co mnie widzą na ulicy, uciekają ode mnie. Wymazany jestem z pamięci jak umarły, jestem jak rozbite naczynie. Słyszę bowiem, jak wielu mnie obmawia, strach czai się wokoło, kiedy razem naradzają się przeciwko mnie, spiskują, aby odebrać mi życie. Ale ja tobie ufam, Panie! Mówię: Tyś Bogiem moim. W ręku twoim są losy moje, ocal mnie z rąk nieprzyjaciół i prześladowców moich! Rozjaśnij oblicze swoje nad sługą swoim, wybaw mnie w łasce swojej! Panie! Niech nie doznam wstydu dlatego, że ciebie wzywałem, niech doznają wstydu bezbożni.”

(Psalm 31,12-18)

„Zmiłuj się nade mną, Boże, zmiłuj się nade mną, bo tobie zaufała dusza moja i w cieniu twych skrzydeł chcę się schronić, aż przeminie nieszczęście! Wołam do Boga Najwyższego, do Boga, który do końca doprowadzi sprawę moją. On ześle pomoc z nieba i wybawi mnie, gdy lży mnie gnębiciel.”

(Psalm 57,2-4)

„Gdyby Pan nie był z nami, gdy ludzie powstali przeciwko nam, to byliby nas pożarli żywcem, gdy płonęli gniewem przeciwko nam, to byłyby nas zalały wody, potok zatopiłby nas, to przeszłyby nad nami wody wezbrane. Błogosławiony Pan, który nie wydał nas na łup zębom ich! Dusza nasza jak ptak umknęła z sidła ptaszników; sidło się podarło, a myśmy wolni. Pomoc nasza w imieniu Pana, który uczynił niebo i ziemię.”

(Psalm 124,2-8)

„Głośno do Pana wołam, głośno Pana błagam. Wylewam przed nim moją prośbę i o niedoli mojej jemu opowiadam. Gdy duch mój omdlewa we mnie, Ty znasz ścieżkę moją; na drodze, którą chodzę, zastawili na mnie sidła. Patrzę na prawo i widzę – nikt nie zważa na mnie. Nie ma dla mnie ucieczki, nikt się nie troszczy o mnie. Panie, do ciebie wołam. Rzekłem: Tyś moją nadzieją, Tyś działem moim w krainie żyjących. Słuchaj uważnie błagania mego, bom bardzo udręczony, wybaw mnie od prześladowców moich, bo są silniejsi ode mnie! Wywiedź mnie z więzienia, abym wysławiał imię twoje! Zaiste, otoczą mnie sprawiedliwi, gdy mi swą dobroć okażesz.

(Psalm 142,2-8)

„Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie z powodu sprawiedliwości, albowiem ich jest Królestwo Niebios. Błogosławieni jesteście, gdy wam złorzeczyć i prześladować was będą i kłamliwie mówić na was wszelkie zło ze względu na mnie! Radujcie i weselcie się, albowiem zapłata wasza obfita jest w niebie; tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami.”

(Ewangelia Mateusza 5,10-12)

„Słyszeliście, iż powiedziano: Będziesz miłował bliźniego swego,a będziesz miał w nienawiści nieprzyjaciela swego. A Ja wam powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście byli synami Ojca waszego, który jest w niebie, bo słońce jego wschodzi nad złymi i dobrymi i deszcz pada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.Bo jeślibyście miłowali tylko tych, którzy was miłują, jakąż macie zapłatę? Czyż i celnicy tego nie czynią? A jeślibyście pozdrawiali tylko braci waszych, cóż osobliwego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie wy tedy doskonali, jak Ojciec wasz niebieski doskonały jest.”

(Ewangelia Mateusza 5,43-48)

„Oto Ja posyłam was jak owce między wilki, bądźcie tedy roztropni jak węże i niewinni jak gołębice. I strzeżcie się ludzi, albowiem będą was wydawać sądom i biczować w swoich synagogach. I z mego powodu zawiodą was przed namiestników i królów, abyście złożyli świadectwo przed nimi i poganami. A gdy was wydadzą, nie troszczcie się, jak i co macie mówić; albowiem będzie wam dane w tej godzinie, co macie mówić. Bo nie wy jesteście tymi, którzy mówią, lecz Duch Ojca waszego, który mówi w was. A wyda na śmierć brat brata i ojciec syna i powstaną dzieci przeciwko rodzicom i przyprawią ich o śmierć. I będziecie w nienawiści u wszystkich dla imienia mego, ale kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. A gdy was prześladować będą w jednym mieście, uciekajcie do drugiego; zaprawdę powiadam wam: Zanim zdążycie obejść miasta Izraela, Syn Człowieczy przyjdzie. Nie jest uczeń nad mistrza ani sługa nad swego pana; wystarczy uczniowi, aby był jak jego mistrz, a sługa jak jego pan; jeśli gospodarza Belzebubem nazwali, tym bardziej jego domowników! Przeto nie bójcie się ich; albowiem nie ma nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajnego, o czym by się dowiedzieć nie miano. Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia; a co słyszycie na ucho, głoście na dachach. I nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą; bójcie się raczej tego, który może i duszę i ciało zniszczyć w piekle. Czyż nie sprzedają za grosz dwu wróbli? A jednak ani jeden z nich nie spadnie na ziemię bez woli Ojca waszego. Nawet wasze włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się; jesteście więcej warci niż wiele wróbli. Każdego więc, który mię wyzna przed ludźmi, i Ja wyznam przed Ojcem moim, który jest w niebie; ale tego, kto by się mnie zaparł przed ludźmi, i Ja się zaprę przed Ojcem moim, który jest w niebie. Nie mniemajcie, że przyszedłem, przynieść pokój na ziemię; nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić człowieka z jego ojcem i córkę z jej matką, i synową   z jej teściową. Tak to staną się wrogami człowieka domownicy jego. Kto miłuje ojca albo matkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien; i kto miłuje syna albo córkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien. I kto nie bierze krzyża swego,a idzie za mną, nie jest mnie godzien. Kto stara się zachować życie swoje, straci je, a kto straci życie swoje dla mnie, znajdzie je. Kto was przyjmuje, mnie przyjmuje, a kto mnie przyjmuje, przyjmuje tego, który mnie posłał. Kto przyjmuje proroka jako proroka, otrzyma zapłatę proroka; a kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, otrzyma zapłatę sprawiedliwego. A ktokolwiek by napoił jednego z tych maluczkich tylko kubkiem zimnej wody jako ucznia, zaprawdę powiadam wam, nie straci zapłaty swojej.”

(Ewangelia Mateusza 10,16-42)

„Wtedy wydawać was będą na udrękę i zabijać was będą, i wszystkie narody pałać będą nienawiścią do was dla imienia mego.”

(Ewangelia Mateusza 24,9)

„Jezus odpowiedział: Zaprawdę powiadam wam, nie ma takiego, kto by opuścił dom albo braci, albo siostry, albo matkę, albo ojca, albo dzieci, albo pola dla mnie i dla ewangelii, który by nie otrzymał stokrotnie, teraz, w doczesnym życiu domów i braci, i sióstr, i matek, i dzieci, i pól, choć wśród prześladowań,  a w nadchodzącym czasie żywota wiecznego.”

(Ewangelia Marka 10,29-30)

„A gdy was wodzić będą do synagog i do urzędów, i do władz, nie troszczcie się, jak się bronić i co mówić będziecie. Duch Święty bowiem pouczy was w tej właśnie godzinie, co trzeba mówić.”

(Ewangelia Łukasza 12,11-12)

„To przykazuję wam, abyście się wzajemnie miłowali. Jeśli świat was nienawidzi, wiedzcie, że mnie wpierw niż was znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby to, co jest jego; że jednak ze świata nie jesteście,ale Ja was wybrałem ze świata, dlatego was świat nienawidzi. Wspomnijcie na słowo, które do was powiedziałem. Nie jest sługa większy nad pana swego. Jeśli mnie prześladowali i was prześladować będą; jeśli słowo moje zachowali i wasze zachowywać będą. A to wszystko uczynią wam dla imienia mego,bo nie znają tego, który mnie posłał.”

(Ewangelia Jana 15,17-21)

„A w każdy sabat rozprawiał w synagodze i starał się przekonać zarówno Żydów, jak i Greków. Kiedy jednak Sylas i Tymoteusz przyszli z Macedonii, Paweł oddał się całkowicie słowu, przedkładając Żydom świadectwa, że Jezus jest Chrystusem. Lecz gdy mu się sprzeciwiali i bluźnili, otrząsnąwszy szaty, rzekł do nich: Krew wasza na głowę waszą, ja jestem czysty, od tej chwili pójdę do pogan. I odszedłszy stamtąd, udał się do domu pewnego człowieka, imieniem Tycjusz Justus, bojącego się Boga, którego dom sąsiadował z synagogą.A Kryspus, przełożony synagogi, uwierzył w Pana wraz z całym swoim domem, także wielu z Koryntian, którzy słuchali, uwierzyło i przyjmowało chrzest. I rzekł Pan do Pawła w nocnym widzeniu: Nie bój się, lecz mów i nie milcz,bo Ja jestem z tobą i nikt się nie targnie na ciebie, aby ci uczynić coś złego; mam bowiem wiele ludu w tym mieście. I przebywał tam rok i sześć miesięcy, nauczając wśród nich Słowa Bożego.”

(Dzieje Apostolskie 18,4-11)

„Jestem Żydem urodzonym w Tarsie w Cylicji, lecz wychowanym w tym mieście u stóp Gamaliela, starannie wykształconym w zakonie ojczystym, pełnym gorliwości dla Boga, jak i wy dziś wszyscy jesteście. Drogę Pańską prześladowałem aż na śmierć, wiążąc i przekazując do więzień zarówno mężów, jak i kobiety, jak mi tego i arcykapłan jest świadkiem, i cała rada starszych; od nich też otrzymałem listy do braci i udałem się do Damaszku, aby również tych, którzy tam byli, uwięzić i przyprowadzić do Jerozolimy w celu wymierzenia im kary. A gdy byłem w drodze i zbliżałem się do Damaszku, stało się koło południa, że nagle olśniła mnie wielka światłość z nieba, i upadłem na ziemię i usłyszałem głos do mnie mówiący: Saulu, Saulu, czemu mnie prześladujesz? A ja odpowiedziałem: Kto jesteś, Panie? I rzekł do mnie: Ja jestem Jezus Nazareński, którego ty prześladujesz. A ci, którzy byli ze mną, światłość wprawdzie widzieli, ale głosu tego, który rozmawiał ze mną, nie słyszeli. I rzekłem: Co mam czynić, Panie? Pan zaś rzekł do mnie: Powstań i idź do Damaszku, a tam ci wszystko powiedzą, co ci jest przeznaczone, żebyś uczynił. A gdy zaniewidziałem od blasku owej światłości, prowadzony za rękę przez tych, którzy ze mną byli, przyszedłem do Damaszku. Niejaki Ananiasz, mąż żyjący bogobojnie według zakonu i cieszący się dobrym świadectwem  u wszystkich mieszkających tam Żydów, przyszedł do mnie i stanąwszy przy mnie, rzekł: Bracie Saulu, przejrzyj! A ja w tej chwili przejrzałem i spojrzałem na niego. A on rzekł: Bóg ojców naszych przeznaczył cię, abyś poznał wolę jego oraz abyś oglądał Sprawiedliwego i usłyszał głos z ust jego. Ponieważ będziesz mu świadkiem tego, coś widział i słyszał, wobec wszystkich ludzi. A czemu teraz, zwlekasz? Wstań, daj się ochrzcić i obmyj grzechy swoje, wezwawszy imienia jego. A gdy powróciłem do Jerozolimy i modliłem się w świątyni, zdarzyło się, że popadłem w zachwycenie, i ujrzałem go, jak do mnie mówił: Pośpiesz się i wyjdź prędko z Jerozolimy, ponieważ nie przyjmą twego świadectwa o mnie. A ja rzekłem: Panie, oni sami wiedzą, że to ja więziłem i biłem po synagogach tych, którzy w ciebie wierzyli; a gdy lała się krew Szczepana, świadka twojego, ja sam przy tym byłem i pochwalałem,i strzegłem szat tych, którzy go zabijali. I rzekł do mnie: Idź, bo Ja cię wyślę daleko do pogan.”

(Dzieje Apostolskie 22,3-21)

„Któż nas odłączy od miłości Chrystusowej? Czy utrapienie, czy ucisk, czy prześladowanie, czy głód, czy nagość, czy niebezpieczeństwo, czy miecz? Jak napisano: Z powodu ciebie co dzień nas zabijają, uważają nas za owce ofiarne. Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez tego, który nas umiłował. Albowiem jestem tego pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie,ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani moce, ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.

(List do Rzymian 8,35-39)

„Błogosławcie tych, którzy was prześladują, błogosławcie, a nie przeklinajcie.”

(List do Rzymian 12,14)

„Mamy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby się okazało, że moc, która wszystko przewyższa, jest z Boga, a nie z nas. Zewsząd uciskani, nie jesteśmy jednak pognębieni, zakłopotani, ale nie zrozpaczeni, prześladowani,  ale nie opuszczeni, powaleni, ale nie pokonani, zawsze śmierć Jezusa na ciele swoim noszący, aby i życie Jezusa na ciele naszym się ujawniło. Zawsze bowiem my, którzy żyjemy, dla Jezusa na śmierć wydawani bywamy,aby i życie Jezusa na śmiertelnym ciele naszym się ujawniło.”

(II List do Koryntian 4,7-11)

„W tej sprawie trzy razy prosiłem Pana, by on odstąpił ode mnie. Lecz powiedział do mnie: Dosyć masz, gdy masz łaskę moją, albowiem pełnia mej mocy okazuje się w słabości. Najchętniej więc chlubić się będę słabościami,  aby zamieszkała we mnie moc Chrystusowa. Dlatego mam upodobanie w słabościach, w zniewagach, w potrzebach, w prześladowaniach, w uciskach dla Chrystusa; albowiem kiedy jestem słaby, wtedy jestem mocny.”

(II List do Koryntian 12,8-10)

„Powinniśmy zawsze dziękować Bogu za was, bracia. Jest to rzecz słuszna. Wiara wasza bowiem bardzo wzrasta a wzajemna miłość wasza pomnaża się w was wszystkich, tak że i my sami chlubimy się wami w zborach Bożych, waszą wytrwałością i wiarą we wszystkich prześladowaniach waszych    i uciskach, jakie znosicie; jest to dowodem sprawiedliwego sądu Bożego i tego, że zostaliście uznani za godnych Królestwa Bożego, za które też cierpicie,gdyż sprawiedliwa to rzecz u Boga odpłacić uciskiem tym, którzy was uciskają,a wam, uciskanym, dać odpocznienie wespół z nami, gdy się objawi Pan Jezus   z nieba ze zwiastunami mocy swojej, w ogniu płomienistym, wymierzając karę tym, którzy nie znają Boga, oraz tym, którzy nie są posłuszni ewangelii Pana naszego Jezusa. Poniosą oni karę: zatracenie wieczne, oddalenie od oblicza Pana i od mocy chwały jego, gdy przyjdzie w owym dniu, aby być uwielbionym wśród świętych swoich i podziwianym przez wszystkich, którzy uwierzyli,bo świadectwu naszemu uwierzyliście. W tej myśli też modlimy się zawsze      za was, aby Bóg nasz uznał was za godnych powołania i w mocy doprowadził do końca wszystkie wasze dobre zamierzenia i dzieła wiary, aby imię Pana naszego Jezusa Chrystusa było uwielbione w was, a wy w nim, według łaski Boga naszego i Pana Jezusa Chrystusa.”

(II List do Tesaloniczan 1,3-12)

„Lecz ty poszedłeś za moją nauką, za moim sposobem życia, za moimi dążnościami, za moją wiarą, wyrozumiałością, miłością, cierpliwością,za moimi prześladowaniami, cierpieniami, które mnie spotkały w Antiochii,w Ikonium, w Listrze. Jakież to prześladowania zniosłem, a z wszystkich wyrwał mnie Pan! Tak jest, wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą.”

(II List do Tymoteusza 3,10-12)


[FMP].
[/FMP]




POD PRĄD

,,Achab zaś, syn Omriego, objął władzę królewską nad Izraelem  w trzydziestym ósmym roku panowania Asy, króla judzkiego, panował zaś Achab, syn Omriego, nad Izraelem w Samarii dwadzieścia dwa lata… Wtedy Eliasz Tiszbita z Tiszbe w Gileadzie rzekł do Achaba: Jako żyje Pan, Bóg Izraela, przed którego obliczem stoję, że nie będzie w tych latach rosy ani deszczu, tylko na moje słowo” (I Księga Królewska 16,29  i 17,1).

Trudno jest płynąć pod prąd. My, którzy mieszkamy nad Wisłą, słyszymy i widzimy niejednokrotnie, jak ciężko pracują motory holowników ciągnących załadowane barki pod wiślany prąd, ażeby dostarczyć ładunek do miejsca przeznaczenia. Ciężko i trudno jest również płynąć pod prąd pływakowi.

Podobnie trudno było iść pod prąd otaczającego go świata mężowi Bożemu, starotestamentowemu prorokowi Eliaszowi. Eliasz całkowicie podporządkował swoje życie Bogu. Wierzył, że Bóg jest z nim i że roztoczył nad nim Swoje opiekuńcze skrzydła. Nie wiemy dokładnie, kiedy i w jaki sposób Bóg powołał go do swojej służby. Jedno jest pewne: Eliasz wierzył, że Bóg otoczył go swoją szczególną opieką. Eliasz wykonywał wiernie powierzone mu Boże zadanie i dlatego musiał iść niejednokrotnie pod prąd otaczającego go świata. Podobnie Jezus Chrystus, tysiąc lat później w zupełnie innej sytuacji, ale z podobnym celem, szedł pod prąd nie tylko swego czasu, ale wszystkich czasów. Z Biblii dowiadujemy się, że Eliasz był nie tylko zwiastunem Bożej łaski, ale też zwiastunem kary i sądu. Pojawienie się Eliasza było jakimś znakiem dla narodu wybranego. Bóg miał coś do powiedzenia swojemu ludowi przez Eliasza. I to był nieomylny znak, że Bogu nie były obojętne odstępstwa ludu wybranego. I dlatego Eliasz ostrzegał i wskazywał na upamiętanie przed wszechobecnym Bogiem. Prorok Eliasz rozpoczął swoją intensywną działalność w okresie rządów króla Achaba. Z Biblii dowiadujemy się, że już ojciec króla Achaba prowadził polityką gospodarczą prowadzącą do siły i pełnej stabilizacji Izraela. Achab kontynuował politykę ojca, wzmacniał siłę militarną kraju i odbudowywał mury obronne na jego granicach. Ażeby pozyskać silnego sojusznika, zawarł związek małżeński z córką potężnego sąsiada Etbaala. Reasumując, można by powiedzieć, że okres panowania króla Achaba to okres odbudowy i rozwoju gospodarczego kraju.

Drodzy Czytelnicy! Zastanówmy się jednak, czy zawsze postępowanie nasze jest słuszne, jeśli nam się dobrze powodzi. Czytamy o królu Achabie, że to co on czynił Bogu się nie podobało. Szczególnie złym i niepodobającym się Bogu posunięciem króla Achaba – przywódcy narodu wybranego – było jego małżeństwo z pogańską księżniczką Izabelą. Żona Achaba wprowadziła do narodu wybranego pogański kult bożków Baala i Aszery. Służba Baalowi oraz kult bogini Aszery – oto prąd, który w wielkim stopniu opanował naród wybrany za czasów proroka Eliasza. Baal był symbolem męskiej siły i panowania nad słabszymi. Aszera – to żeńskie uzupełnienie Baala, objawiające się w zewnętrznej, fizycznej miłości. Baal i Aszera to symbole przemocy, zła i niemoralności. Owe symbole zła i rozpusty nie przeminęły, lecz zdobyły sobie prawo bytu we współczesnym otaczającym nas świecie. Owe prądy otaczają nas na każdy dzień i dlatego Biblia o nich nie milczy, lecz mówi i wskazuje na ich złe oddziaływanie. Następstwem kultu Baala i Aszery było odstępstwo od Boga i upadek moralności wśród narodu wybranego. Dziś w naszych czasach nie mówi się już więcej o Baalu i Aszerze, owi pogańscy bogowie zostali dawno zapomniani i zmitologizowani. Lecz ich moc i oddziaływanie nie zostały wcale zatrzymane. Samo zagadnienie pozostało i jakby odżyło w naszych czasach – owa zła atmosfera pod postacią wiedzy, piękna lub demonicznej moralności. Nieważne jest, jak my to nazywamy, lecz faktem jest, że nie jesteśmy tylko przygodnymi obserwatorami z zewnątrz, lecz prąd ten ogarnia również nas. Czasami porywa i wówczas płyniemy razem i wydaje nam się, że dobrze czynimy. Temu prądowi i jego szkodliwemu oddziaływaniu sprzeciwiał się swego czasu prorok Eliasz.

Eliasz był nie tylko człowiekiem z Tiszbe Gilead, lecz był mężem podporządkowanym całkowicie woli Bożej i stojącym całkowicie do Bożej dyspozycji. Jego hebrajskie imię „Eliahu” oznaczające „Bóg jest panem moim”, jest odzwierciedleniem jego bogobojnego życia. Świadomość tego, że jest Bożym sługą, kazała mu składać świadectwo prawdy o Bogu. Eliasz nawoływał otaczających go ludzi do upamiętania się, do zaniechania zła i wszelkiego grzechu, do pojednania się z Bogiem i podporządkowania się jedynemu i prawdziwemu Bogu, Jahwe. Prorok Eliasz ostrzegał jednocześnie, że niepodporządkowanie się woli Bożej spowoduje Jego gniew i karę. I prawdę tę z narażeniem życia przedstawiał nieposłusznemu woli Bożej królowi Achabowi.

Bóg, który stworzył człowieka na obraz i podobieństwo Swoje nie chce, ażeby człowiek żył niepodporządkowany Jego świętej woli i żył w niewoli zła i grzechu. Podobnie jak za czasów Eliasza i dziś opowiadana jest prawda o Bogu. Opowiadana jest Ewangelia Święta nawołująca do pojednania z Bogiem i wskazująca na Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, który może stać się osobistym Zbawicielem każdego grzesznika. Jego krew przelana na krzyżu Golgoty może omyć i oczyścić każdy Twój grzech. Lecz kto nie zmieni swojego grzesznego postępowania, kto nie przyjmie Pana Jezusa jako swojego Zbawiciela, tego spotka wieczne potępienie i sąd. Gdyby król izraelski Achab i jego żona, pogańska księżniczka, w porę przyjęli Boże Słowo podane im przez proroka Eliasza i gdyby wyrzucili spośród narodu wybranego kult Baala i Aszery, wyrugowali zło i odstępstwo od Boga i sami szczerze nawrócili się do Niego, wtedy uchroniliby kraj od suszy, głodu i zachowaliby bogactwo i dostatek w kraju, o który z takim uporem walczył król Achab i jego ojciec Omri.

Niech głos męża Bożego, proroka Eliasza będzie dla każdego z nas głosem przypomnienia i ostrzeżenia,że Bóg jest wszechobecny i wszechwidzący. I dlatego nasze życie tu na ziemi nie jest mu obojętne. Służmy Mu z wiarą. Niech w naszym życiu będzie On naprawdę naszym Bogiem i naszym Panem.

K. M.


[FMP].
[/FMP]




NAJBOGATSZY CZŁOWIEK W MIEŚCIE

„Łatwiej bowiem wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do Królestwa Bożego.”                                           

(Ewangelia Łukasza 18,25)

Działo się to pod koniec XIX lub na początku XX wieku gdzieś w Niemczech. Pewien chrześcijanin znalazł pracę w fabryce. Skromna wypłata wystarczała akurat, by wyżywić rodzinę. Jednak ten człowiek był szczęśliwy i zadowolony; każdego dnia dziękował Bogu za wszystko, co otrzymał w darze z ręki Bożej. Jego bogaty pracodawca przypisywał wszystko swoim własnym zdolnościom i zawsze naśmiewał się ze swojego pracownika, gdy słyszał jak on w prostych słowach opowiadał o Panu Jezusie. Pewnego dnia podczas przerwy śniadaniowej szef zauważył, jak jego pracownik przysiadł na ławce, złożył ręce do modlitwy, by podziękować Bogu za pokarm. Zanim ugryzł kawałek chleba ów szef podszedł i zaczął szydzić:

– Cóż to, za tak marną kromkę chleba ty się jeszcze modlisz? Czyżby twój Bóg nie był w stanie ci dać ciepłego obiadu z kawałkiem mięsa? Wolę moje konto w banku!

Chrześcijanin spojrzał smutnym wzrokiem na swojego szefa, który z drwiącym śmiechem odszedł do swojego biura. „Jakże pięknym byłoby, gdyby ten pyszny człowiek znalazł Pana Jezusa jako swojego Zbawiciela” – pomyślał sobie.

Gdy pracownicy skończyli pracę, szef został jeszcze w swoim biurze, jak to zwykł czynić. Nagle usłyszał jak ktoś do niego mówi. Rozejrzał się, ale w biurze nikogo nie było. A jednak wyraźnie słyszał głos:

– Dziś w nocy umrze najbogatszy człowiek w mieście.

Wielka trwoga ogarnęła jego serce. Pośpieszył do domu i kazał przywołać swojego lekarza, który dokładnie go przebadał.

– Nic panu nie dolega, jest pan w pełni zdrowy – postawił diagnozę lekarz.

– Jednak proszę pana, by pan tej nocy był przy mnie obecny.

Lekarz próbował uspokoić swojego pacjenta, jednak to nic nie pomogło, dlatego zapewnił, że zostanie na noc w domu właściciela fabryki. Bardzo długo rozmawiali o przeróżnych rzeczach, jednak przedsiębiorca nie zaznał spokoju. „Dziś w nocy umrze najbogatszy człowiek w mieście” – ciągle brzmiała mu w uszach ta złowieszcza groźba. Gdy w końcu poszedł do łóżka, nie było mowy o śnie. Pełen strachu przewracał się z jednego boku na drugi. Zupełnie niewyspany, a jednak z wielką ulgą zasiadł rano do śniadania. Stwierdził, że ten głos musiał być tylko jakimś urojeniem jego wyobraźni. Lekarz pożegnał się,a właściciel fabryki poszedł do swego biura. Na biurku zobaczył kartkę z wiadomością, którą mu położyła sekretarka. Z ciekawością sięgnął po nią  i zaczął czytać… Blady, drżącymi rękami odłożył kartkę z powrotem na miejsce. Jego pracownik, z którego wiary tak się wczoraj naśmiewał, zmarł w nocy. Odszedł najbogatszy człowiek w mieście!

A Ty? Być może stać Cię na wiele z rzeczy, które można w tym świecie nabyć za pieniądze. A jednak obciąża Cię wewnętrzne poczucie duchowej nędzy, gdyż nie masz jeszcze pokoju z Bogiem. Jeśli tak jest, oby Bóg uczynił Cię bogatym: w Swoim Synu Jezusie Chrystusie On chce darować Ci życie wieczne. Nie ma większego bogactwa, i to bez żadnego konta bankowego!


[FMP].
[/FMP]




DOZORCA WIĘZIENNY Z FILIPPI

(Dzieje Apostolskie 16,16-40)

16 „A gdyśmy szli na modlitwę, zdarzyło się, że spotkała nas pewna dziewczyna, która miała ducha wieszczego, a która przez swoje wróżby  przynosiła wielki zysk panom swoim (Dz.  Ap. 12,13; 19,24).

17 Ta, idąc za Pawłem i za nami, wołała mówiąc: Ci ludzie są sługami Boga Najwyższego i zwiastują wam drogę zbawienia (Mar. 1,24.34;  Łuk. 4,41).

18 A to czyniła przez wiele dni. Wreszcie Paweł znękany, zwrócił się do   ducha i rzekł: Rozkazuję ci w imieniu Jezusa Chrystusa, żebyś z niej wyszedł. I w tej chwili wyszedł (Mar. 16,17; Dz. Ap. 4,2; II Kor. 2,11).

19 A gdy jej panowie ujrzeli, że przepadła nadzieja na ich zysk,   pochwycili Pawła i Sylasa, zawlekli ich na rynek przed urzędników (Dz. Ap. 15,40; 19,25).

20 I  stawiwszy  ich  przed  pretorów,  rzekli: Ci  oto ludzie, którzy są Żydami, zakłócają spokój w naszym mieście (Dz. Ap. 17,6; I Król. 18,17; Am. 7,10)

21 i głoszą obyczaje, których nie wolno nam, jako Rzymianom, przyjmować ani zachowywać.

22 Wraz z nimi wystąpił też przeciwko nim tłum, a pretorzy, zdarłszy z nich szaty, kazali ich siec rózgami (II Kor. 11,25; Flp. 1,30; I Tes. 2,2);

23 a gdy im wiele razów zadali, wrzucili ich do więzienia i nakazali stróżowi więziennemu, aby ich bacznie strzegł.  

24 Ten, otrzymawszy taki rozkaz, wtrącił ich do wewnętrznego lochu, a nogi ich zakuł w dyby (Dz. Ap. 12,6.10).

25 A około północy Paweł i Sylas modlili się i śpiewem wielbili Boga, więźniowie zaś przysłuchiwali się im (Dz. Ap. 5,41; Kol. 3,16; Jak. 5,13).

26 Nagle powstało wielkie trzęsienie ziemi, tak że się zachwiały fundamenty więzienia i natychmiast otworzyły się wszystkie drzwi, a więzy wszystkich się rozwiązały (Dz. Ap. 4,31; 5,19; 12,7.10). 

27 A gdy się przebudził stróż więzienny i ujrzał otwarte drzwi więzienia, dobył miecza i chciał się zabić, sądząc, że więźniowie uciekli (Dz. Ap. 12,19).

28 Lecz Paweł odezwał się donośnym głosem, mówiąc: Nie czyń sobie nic złego, bo jesteśmy tu wszyscy.  

29 Zażądał wtedy światła, wbiegł do środka i drżąc cały, przypadł do nóg Pawła i Sylasa,

30 i wyprowadziwszy ich na zewnątrz, rzekł: Panowie, co  mam  czynić,  abym był zbawiony? (Łuk. 3,10; Dz. Ap. 2,37; 22,10).  

31 A oni rzekli: Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony, ty i twój dom (Mar. 16,16; Łuk. 10,25; Jan. 4,53; 6,29; Dz. Ap. 3,16; 11,14; 17,34).

32 I głosili Słowo Pańskie jemu i wszystkim, którzy byli w jego domu.

33 Tejże godziny w nocy zabrał ich ze sobą, obmył ich rany, i zaraz został ochrzczony on i wszyscy jego domownicy.

34 I wprowadził ich do swego domu, zastawił stół i weselił się wraz  z całym swoim domem, że uwierzył w Boga (Ps. 23,5; Jan. 14,6; Dz. Ap. 8,39; I Tes. 1,9).

35 A gdy nastał dzień, posłali pretorzy pachołków, mówiąc: Zwolnij tych ludzi.

36 Stróż więzienny zaś oznajmił te słowa Pawłowi: Pretorzy przysłali polecenie, że macie być zwolnieni; przeto wyjdźcie teraz i idźcie w pokoju (Mar. 5,34).

37 Paweł zaś rzekł do nich: Wychłostawszy nas, obywateli rzymskich,  publicznie bez sądu, wrzucili nas do więzienia; teraz zaś potajemnie nas wypędzają? Nie, niech raczej sami przyjdą i wyprowadzą nas.

38 Pachołkowie zaś donieśli pretorom te słowa. A ci gdy usłyszeli, że są Rzymianami, zlękli się (Dz. Ap. 22,29).  

39 I przyszedłszy, przeprosili ich, wyprowadzili i prosili, żeby opuścili  miasto (Mat. 8,34; Dz. Ap. 5,26).

40 Gdy zaś wyszli z więzienia, wstąpili do Lidii, a ujrzawszy braci, dodali im otuchy i odeszli.”

Przy końcu niniejszego rozdziału jest mowa o braciach, z którymi żegna się Paweł. Ze względu na ograniczoną objętość swojego szeroko zakrojonego, historycznego dzieła, Łukasz nie opowiada, jak przebiegały dalsze prace wysłanników Jezusa w Filippi i jak powstał tu zbór, mający punkt zborny w domu Lidii. Możemy jednak być pewni, że działalność w Filippi trwała czas dłuższy i że nawrócenie Lidii oraz dozorcy więziennego nie stanowiło jedynych ważnych wydarzeń. Po prostu Łukasz opisuje tylko początek i koniec Pawłowej pracy w tym mieście.

(Wiersze 16-18). Wysłannicy znowu stykają się tu z okultystycznym światem pogańskim. Pewna młoda niewolnica „miała ducha wieszczego”. Stanowiła ona własność całej spółki „panów”, którzy  z jej wróżenia ciągnęli niezłe zyski. Rzecz osobliwa, że aż do dziś ludzie dotknięci okultyzmem czują szczególny pociąg do uczniów Jezusa. Ta dziewczyna również biegała „za Pawłem i za nami” i wszędzie rozlegało się jej głośne, podniecone wołanie: „Ci ludzie są sługami Boga Najwyższego i zwiastują wam drogę zbawienia”. Czy nie mówiła prawdy? Czy jej okrzyki nie mogły skutecznie pomóc Pawłowi i jego sprawie? Czy nie powinien więc się cieszyć, że nawet wróżbiarka o nim mówi? Pawłowi ani to jednak nie schlebia, ani nie interesuje go. Jest tym wszystkim „znękany”. Wie, kto kryje się za tym wołaniem. Nie zniesie, aby sprawę Jezusową reklamował diabeł. Jeżeli moce ciemności przywdziewają nawet maskę religijności czy chrześcijaństwa, zawsze pozostają zgubnymi siłami na usługach wroga. Można sobie wyobrazić, do jakich nieporozumień doszłoby wśród pogańskiej ludności, gdyby wysłannicy Jezusa zostali postawieni na jednej płaszczyźnie z przedstawicielami okultyzmu. Dlatego też Paweł „zwrócił się do ducha i rzekł: Rozkazuję ci w imieniu Jezusa Chrystusa, żebyś z niej wyszedł. I w tej chwili wyszedł”. Dla ciemnych mocy nie istnieją żadne względy i nie trzeba się ich lękać. Uczeń Jezusa ma się do nich zwracać tylko w rozkazującej formie, tak jak czynił to jego Pan (np. Ewangelia Marka 1,25; 5,8). O ile jednak Jezus mógł powiedzieć po prostu: „rozkazuję ci!” o tyle uczeń tylko wtedy ma moc rozkazywania, gdy czyni to „w imieniu Jezusa Chrystusa”, wierząc w zwycięstwo Krzyża i moc żywego, obecnego Pana.

(Wiersze 19-24). Dziewczyna jest wolna, ale łatwy zarobek jej właścicieli skończył się wraz z odejściem wieszczego ducha. Kiedy więc zobaczyli, że przestała wróżyć, a więc przynosić pieniądze, kiedy usłyszeli, jak to się stało, wpadli we wściekłość. Co ich obchodzi zdrowie niewolnicy? Co ich obchodzą zagadnienia prawdy Bożej? Ktoś ośmielił się naruszyć ich zyski, ich pieniądze. Gdy w grę wchodzi pieniądz, ludzie stają się nieprzyjemni. Co to za jedni, ten Paweł i Sylas? Oczywiście „Żydzi”! Od razu do głosu dochodzi antysemityzm, wówczas w państwie rzymskim już rozpowszechniony. Niemal słyszymy to święte oburzenie ludzi interesu. Przez „Żydów” w mieście wszczęły się rozruchy, trzeba im więc uniemożliwić szkodliwe działanie! Czyhając na Pawła i Sylasa na ulicy, pochwycili i „zawlekli ich na rynek przed urzędników”. Oczywiście nie oskarżą ich o uzdrowienie niewolnicy. Od niepamiętnych czasów wiadomo, że należy apelować do uczuć narodowych i udawać troskę o porządek, gdy w rzeczywistości chodzi o własne pieniądze! Tak więc „stawiwszy ich przed pretorów, rzekli: Ci oto ludzie, którzy są Żydami, zakłócają spokój w naszym mieście i głoszą obyczaje, których nie wolno nam, jako Rzymianom, przyjmować ani zachowywać”. Jakie to „obyczaje” głoszą Paweł i Sylas, nie podano szczegółowo. I wcale nie o to chodziło. Ważne tylko, aby przeciwko żydowskim przybłędom wzniecającym niepokój podburzyć władze i ludność. I to się udaje. Do przesłuchania, podczas którego Paweł mógłby rzucić na szalę swoje rzymskie obywatelstwo, wcale nie dochodzi. Po jednej stronie stoją znani miastu, bogaci panowie, po drugiej –  niepozorni, obcy Żydzi. Lud, składający się przeważnie z rzymskich kolonistów, we wzniosłym poczuciu swojej rzymskiej dumy zajmuje wobec  Pawła i Sylasa wrogie stanowisko. Pretorzy dają znak liktorom i oto na rynku z obu wysłanników zerwane zostają szaty, już świszczą rózgi, plecy spływają krwią. Potem Paweł i Sylas zostają odprowadzeni do więzienia. W ponurym lochu, w głębi więziennego budynku zakuwają im nogi w dyby. W najbardziej niewygodnej pozycji, z poranionymi plecami, muszą całe godziny spędzić w bezruchu.

(Wiersz 25). Jak Bóg może do tego dopuścić! Tak pięknie się zaczęło misyjne dzieło, do którego Sam ich powołał, a teraz nagle wszystko się skończyło z powodu wyświadczonego dobrodziejstwa (por. Dzieje Apostolskie 4,9). Czy nie można wpaść w rozpacz? Ale „około północy Paweł i Sylas modlili się i śpiewem wielbili Boga”. Wypełnia się w taki sposób to, co Job mówi o pieśniach pochwalnych, które Bóg wywołuje w nocy, nawet w taką noc niedoli i zagadek (Księga Joba 35,10; również Psalm 42,9; Psalm 119,55). Nie sposób zliczyć tych wszystkich ludzi, którym historia ta na przestrzeni dziejów Kościoła, przez wszystkie stulecia dodawała odwagi i była pociechą. Co myśleli inni więźniowie znający dotąd tylko jęki i przekleństwa, gdy słuchali modlitw i pieśni pochwalnych śpiewanych przez Pawła i Sylasa?

(Wiersze 26-28). I tu nagle zaczyna się trzęsienie ziemi. Nadchodzi pomoc od Boga. Niespodziewane katastrofy obnażają serca ludzkie. Dozorca więzienny – prawdopodobnie stary rzymski oficer – gwałtownie wyrwany ze snu, zauważa tylko jedno: drzwi więzienia są otwarte; myśli tylko o jednym: więźniowie uciekli; i widzi tylko jedno wyjście: jako oficer odpowiedzialny za więzienie nie może przeżyć tej hańby. Wobec tego „dobył miecza i chciał się zabić”. W tej samej chwili dociera do niego krzyk Pawła: „Nie czyń sobie nic złego, bo jesteśmy tu wszyscy”.

(Wiersze 29-31). Każe więc zapalić szybko pochodnię i wpada do lochu. Więźniowie są na miejscu! Kim są ci ludzie? Bóg przyszedł im z pomocą, a oni nie tylko że nie uciekli, ale jeszcze tak serdecznie ostrzegli go przed pochopnym czynem.

„Drżąc cały, przypadł do nóg Pawła i Sylasa, i wyprowadziwszy ich na zewnątrz, rzekł: Panowie, co mam czynić, abym był zbawiony?”. Musiała tu wcześniej toczyć się jakaś Boża historia, której nie znamy. Nie wiemy, jak wiele ten człowiek w tygodniach poprzedzających uwięzienie Pawła słyszał o jego działalności. Jednakże pytanie, które zadał, nie może w ciągu paru minut najwyższego przerażenia zrodzić się w sercu zupełnie martwym. Może natomiast w takiej chwili wybuchnąć, o ile już przedtem skrycie zaniepokoiło to serce. Cudowną jest rzeczą, że na pytanie to Ewangelia daje prostą, jednoznaczną odpowiedź: „Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony, ty  i twój dom”. Tym właśnie różni się ona od wszystkich innych religii i światopoglądów, że nie żąda od ludzi specjalnych osiągnięć, nie zaleca stosowania nowych metod religijnych, nie wciąga w tajemnicze labirynty poznania, tylko wzywa do uczynienia jednego, dziecinnie łatwego kroku: tu jest Jezus – zawierz Mu siebie! Na tym zasadza się zbawienie.

Jak jednak mamy rozumieć dodatek: „ty i twój dom”? Czy jest to przyrzeczenie wyjątkowe, ważne w tym jednym tylko wypadku, ponieważ Paweł i Sylas mieli pewność, że wszyscy domownicy uchwycą się ratującej wiary? Czy też każdy, kto przychodzi do Jezusa, może przyrzeczenie to wziąć do siebie: moja żona i moje dzieci również uwierzą? Musimy tu uwzględnić specyfikę „domu” w starym świecie, pojęcia obejmującego nie tylko żonę i dzieci, ale również gromadę niewolników. W omawianym tekście mowa jest zapewne o grupie ludzi dorosłych, którym zostaje zwiastowane Słowo Boże. Byli oni obecni przy wydarzeniach tej nocy, wysłuchali zwiastowania, a teraz tak jak ich pan, otrzymują przyrzeczenie: dostąpicie zbawienia, jeżeli odważycie się zrobić krok ku Jezusowi. Wysłannicy Jezusa nie twierdzą, że skoro pan domu uwierzył, to automatycznie zbawieni zostaną wszyscy domownicy. Na przykładzie Onezyma, który należał do domu Filemona, widzimy, że osobista decyzja przyjścia do Jezusa jest nieodzowna. Onezym nie otrzymał ratunku wtedy, gdy Filemon stał się chrześcijaninem, ale dopiero wówczas, gdy sam uwierzył przebywając z Pawłem w Rzymie. W każdym razie możemy mieć tę pocieszającą pewność, że Bóg widzi nasze mocne związki z domem i dlatego trzyma w gotowości swoją ratującą łaskę, aby wysłuchując naszych modlitw, obdarować nią naszych bliskich. Z drugiej strony, nie wolno nam zapominać, że Jezus mówił również o rozłamie, jaki z powodu Jego imienia powstawać będzie w domach i rodzinach.

(Wiersze 32 i 33). Ewangelia jest jedyną, prostą odpowiedzią na palące pytania naszego serca i dlatego sprawy mogą następować tak szybko. Niepotrzebna jest wielotygodniowa nauka; wystarczy jedna nocna godzina, w której „głosili Słowo Pańskie jemu i wszystkim, którzy byli w jego domu”. Można całe życie spędzić na czytaniu Biblii, rozmyślaniach i modlitwach,a mimo to nie rozumieć, na czym polega wspaniałość Jezusa. A potem nagle, w jednej godzinie, serce ludzkie pojmuje to, co najistotniejsze i odtąd gotowe jest oddać się Jezusowi. Dlatego dozorca więzienny „zaraz został ochrzczony on i wszyscy jego domownicy”. Zanim jednak to nastąpiło, obmył wysłannikom Jezusa poranione plecy. Oni wszakże pełnili pełną miłości służbę zwiastowania, nie myśląc o sobie, nie bacząc na głód i ból.

(Wiersz 34). Na naszych oczach stosunek dozorcy więziennego do wysłanników Jezusa staje się coraz serdeczniejszy i pozbawiony skrępowania. Na początku, jeszcze w celi więziennej, padł im do nóg, następnie wyprowadził ich na podwórze, aby bez przeszkód zadać palące go pytanie. Później zabiera uczniów do domu i obmywa im rany. Teraz, już ochrzczony, „zastawił stół i weselił się wraz z całym swoim domem”. Ta zmiana nie oznacza jednak tylko rosnącego przywiązania osobistego. Nie popełnimy omyłki twierdząc, że wspólny posiłek był zarazem Wieczerzą Pańską, łączącą wszystkich z Jezusem, a w Nim – każdego z każdym. Stary żołnierz weselił się głośno, a cały dom radował się wraz z nim. Taka radość ludzka jest najpiękniejszą nagrodą wysłanników Jezusa i w tamtych czasach, i dziś.

Bóg sprawia, że pod wpływem usłyszanych słów serce Lidii otwarło się w ciszy (Dzieje Apostolskie 16,14), a inne serce otwarło się w huku trzęsienia ziemi, pod wpływem cierpień Bożych wysłanników. To jest Boże dzieło.Do nas należy natomiast trwać w gotowości, tak, ażeby w każdej chwili i w każdych warunkach – czy to głosząc Słowo w bezpiecznym wnętrzu Kościoła, czy w niezwykłej scenerii więziennego podwórza, pośród cierpienia i nocy – podejmować służbę dla Niego.

(Wiersze 35-36). „Gdy nastał dzień, posłali pretorzy pachołków, mówiąc: Zwolnij tych ludzi”. Rzymskim urzędnikom, gdy ochłonęli, przestał się podobać własny gwałtowny postępek. Uznali, że chłosta i noc w więzieniu są wystarczającą karą dla ludzi, którym nie można zarzucić nic konkretnego. Dozorca więzienny, szczęśliwy, oznajmia braciom tę radosną decyzję,bo pomimo wesela, ileż trwożnych myśli musiało mu się przewijać przez głowę; jak na przykład miał ułożyć dalsze stosunki z więźniami? I nagle, dzięki cudownej dobroci Boga, problemy zostają rozwiązane, znika konflikt między obowiązkiem rzymskiego urzędnika, a obowiązkiem chrześcijanina.

(Wiersze 37-39). W tym momencie Paweł daje się poznać z zupełnie innej strony. Stosuje wprawdzie do siebie zalecenie dane później Tymoteuszowi: „cierp, wykonuj pracę ewangelisty” (II List do Tymoteusza 4,5), ale niesprawiedliwość nazywa niesprawiedliwością, zwłaszcza gdy dopuszczają się jej ci, którzy z racji piastowania wysokich urzędów państwowych zobowiązani są do przestrzegania prawa. Ponadto chodzi Pawłowi o młody zbór, którego życie i tak nie będzie lekkie w rzymskiej kolonii. Niechże ominie go przynajmniej ta hańba, że jego założyciele musieli ukradkiem opuścić miasto po otrzymaniu publicznej chłosty i pobycie w więzieniu. Dlatego Paweł wychodzi razem z dozorcą do liktorów i mówi: „Wychłostawszy nas, obywateli rzymskich, publicznie bez sądu, wrzucili nas do więzienia; teraz zaś potajemnie nas wypędzają? Nie, niech raczej sami przyjdą i wyprowadzą nas”. Nie upiera się jednak przy pozostaniu w Filippi, gdy zamiast rozkazu pojawia się prośba: „żeby opuścili miasto”. W zaistniałych wydarzeniach widzi bowiem Bożą wolę, która tak jak w Antiochii Pizydyjskiej i w Ikonium, kończy jego działalność w tym miejscu. W Filippi istnieje zbór Jezusa, pierwsza w Macedonii pochodnia promieniuje światłem Nowiny na całą okolicę. Paweł może  i powinien pójść dalej. Tak napisze o tym później do Tesaloniczan: „Chociaż przedtem, jak wiecie, w Filippi ucierpieliśmy i byliśmy znieważeni, to jednak   w Bogu naszym nabraliśmy odwagi, by w ciężkim boju głosić wam Ewangelię Bożą” (I List do Tesaloniczan 2,2). Zostawił jednak w Filippi – jak się wydaje – Łukasza, bowiem zwrot „my” kończy się w Dziejach Apostolskich 16,17, aby pojawić się znów w rozdziale 20, wersecie 6, gdy będzie mowa o wyruszeniu z Filippi. Najprawdopodobniej Łukasz kontynuował pracę w tym mieście, a potem wyruszył z Pawłem w podróż do Jerozolimy.

(Wiersz 40). Paweł natomiast raz jeszcze zobaczył się z braćmi w domu Lidii, dodał im otuchy, po czym powędrował dalej na zachód, w głąb Macedonii i Europy.

Werner  de  Boor


[FMP].
[/FMP]




RADUJĄCY SIĘ WIĘZIEŃ

„Radujcie się w Panu zawsze; powtarzam, radujcie się”.

(List do Filipian 4,4)

Czy chrześcijanin powinien być smutny czy radosny? Co powinno przeważać w naszym życiu: radość czy smutek? Są to zagadnienia, które nas nurtują. Niektórzy powiadają, że radość i smutek ma swoje miejsce w życiu chrześcijańskim. Na pewno jest to trafna odpowiedź. Gorzej jednak, gdy w praktycznym życiu przeważa smutek, który nie ma właściwych podstaw.

Smutek, który przynosi dobre rezultaty, może wypływać przede wszystkim z dwóch przyczyn. Z jednej strony może być wyrazem żalu za nasze grzechy. Z drugiej strony smutek może być powodowany żalem nad losem niezbawionych dusz.

W życiu mężów Bożych możemy dostrzec, że trudne okoliczności w jakich człowiek znajduje się, nie powinny powodować załamania i smutku. Przykładowo – gdy apostoł Paweł znalazł się w więzieniu za głoszenie Ewangelii, pisze list do Filipian pobudzając ich do radości, a nie smutku. A nie tylko to. On świadczy, że w tych okolicznościach, w jakich się znalazł, sam się raduje (List do Filipian 2,17). Pan Jezus powiedział: „Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was nienawidzić będą i gdy was wyłączą, i lżyć was będą, i gdy imieniem waszym pomiatać będą jako bezecnym z powodu Syna Człowieczego. Radujcie i weselcie się w tym dniu” (Ewangelia Łukasza 6,22-23).

Jak to jest możliwe, aby się radować w cierpieniach? Zapewne byłoby to bardzo trudnym, a może wręcz niemożliwym, gdyby nie to, że w takich chwilach jest z nami Pocieszyciel. Pan Jezus tak bowiem nazywał Ducha Świętego (Ewangelia Jana 14,16-17). Ten Pocieszyciel sprawiał, że Paweł radował się w cierpieniach.

Często też mówi się, że tematem listu do Filipian jest Ewangelia radości. W tym liście Paweł wymienia, jakie okoliczności mogą powodować w nas radość. Zastanówmy się nad nimi.    

Paweł pisze o radości, z jaką modli się za Filipian (List do Filipian 1,4). Modlitwa, o której nadmienia Paweł, ma szczególny charakter. Jest ona bowiem modlitwą wstawienniczą. Niewątpliwie niejeden znajdując się w sytuacji Pawła wolałby raczej modlić się o uwolnienie z więzienia. To uważałby za główny cel swojej modlitwy. Jednak inaczej jest z Pawłem. Rozpoczyna on modlitwę od wyrażenia Bogu swego dziękczynienia (List do Filipian 1,3). Potem zaś przynosi przed tron Boży Kościół i jego problemy. Taka modlitwa naturalnie podoba się Bogu. Pamiętamy, że w życiu Swoim Pan Jezus całą Swoją uwagę koncentrował na Ojcu i Jego woli, a następnie na potrzebach otaczających Go ludzi. Miłość do Ojca i nas ludzi była motywem Jego działania.

Jakże inny byłby otaczający nas świat, gdyby znikła znieczulica i egoizm. Na prośby będące wyrazem miłości do Boga i bliźnich Pan nie zostaje obojętny. On odpowiada. Modlitwa bowiem to dialog, w którym my mówimy do Boga,a Bóg nam odpowiada. Pierwszą odpowiedzią na nasze dziękczynne modlitwy i wstawiennicze prośby jest radość. Ta radość przychodzi niezależnie od sytuacji, w jakiej się znajdujemy. On dalej wysłuchuje i spełnia nasze prośby, jeżeli są według Jego woli.

Innym powodem radości jest społeczność z braćmi i siostrami w Chrystusie. Epafrodyt wysłany został przez Filipian, aby odwiedził uwięzionego Pawła. Będąc z Pawłem zachorował. Po wyzdrowieniu wracał do Filippi. Paweł zachęca Filipian, aby przyjęli z radością swego powracającego brata w Chrystusie (List do Filipian 2,29-30).

Spotkania z rodziną Bożą to podstawa do radości. Najczęstszą formą naszych spotkań są wspólne zgromadzenia. Jak przyjemnie, gdy możemy tam iść nie tylko z racji chrześcijańskiego obowiązku. Spotykamy tam ludzi nam bliskich, z którymi związani jesteśmy duchowymi więzami. Duch Święty kieruje nami, abyśmy byli złączeni jednym celem. On także może sprawić, że nasze zgromadzenia będą radosnym przeżyciem z Panem. Należy przy tym wspomnieć, że wielka odpowiedzialność leży na kierujących zgromadzeniami. Ważnym jest, aby oni pozwolili Duchowi Świętemu działać na naszych spotkaniach. Bądźmy otwarci na różne sposoby działania Ducha (I List do Koryntian 12,6-7).

Paweł pisał o radości, którą przeżywa w związku z tym, że rozszerza się Ewangelia (List do Filipian 1,18). Co prawda ci, którzy zwiastowali, nie zawsze czynili to ze szczerych pobudek. Niekiedy wręcz chcieli wzmóc cierpienia Pawła. Jednak fakt, że Chrystus jest zwiastowany, radował Pawła. Zwiastowanie Chrystusa, Jego miłości to nasze zaszczytne zadanie. Jeżeli miłujemy naszego Pana, to czynimy to chętnie i z radością. Owocem zwiastowania są nowe dusze oddane dla Pana. Nawrócenie jednego grzesznika powoduje radość całego nieba (Ewangelia Łukasza 15,10).

Dalej Pawła cieszy ofiarność Filipian (List do Filipian 4,10). Nie dlatego,że ofiara ta była przeznaczona dla niego. Paweł był skromny. On umiał przecież przestawać na tym, co miał. Nie uważał, że zaspokojenie jego potrzeb jest czymś istotnym. Daleko ważniejszym dla niego było jaki jest stosunek nawróconych Filipian do Boga. A miłość do Boga wyraża się naszym stosunkiem do rodziny Bożej naszych braci i sióstr. Filipianie przez swoją ofiarę na potrzeby bliźniego dali dowód, że pragną podobać się Bogu. To było najistotniejsze i dlatego Paweł cieszy się, że dar Filipian był przyjemną wonnością, ofiarą mile widzianą, w której Bóg miał upodobanie (por. List do Filipian 4,18).

Na podsumowanie wezwania do radości Paweł pisze: „Radujcie się w Panu zawsze” (List do Filipian 4,4). Słowa te mają szczególną wartość. Skierowują one naszą uwagę na Tego, który jest źródłem naszej radości. Jest Nim bowiem Pan Jezus Chrystus. Kto zaś ma z Nim społeczność, może radować się w różnych, nieraz trudnych okolicznościach.

Wówczas, gdy Jezus Chrystus stał się naszym Panem, przestaliśmy być niewolnikami grzechu. Nałogi i inne „przyjemności” tego świata w ostatecznym rozrachunku przynoszą niepokój i smutek. Ludzie, którzy są ich niewolnikami, są bardzo nieszczęśliwi. Czeka ich także wieczny smutek w odłączeniu do Boga. Jak bardzo szczęśliwymi są wszyscy ci, którzy uwolnieni zostali od panowania grzechu przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Przeżywają oni radość w różnych okolicznościach już na tej ziemi. Przyjdzie jednak dzień, gdy w pełni wykona się obietnica Boża dla Jego dzieci: „I otrze wszelką łzę z oczu ich, i śmierci już nie będzie; ani smutku, ani krzyku, ani mozołu już nie będzie; albowiem pierwsze rzeczy przeminęły” (Objawienie Jana 21,4).

M.S.


[FMP].
[/FMP]




NIE BÓJ SIĘ, BO BÓG JEST Z TOBĄ

Wersety przewodnie „I rzekł Pan do Pawła w nocnym widzeniu: Nie bój się, lecz mów i nie milcz, bo Ja jestem z tobą i nikt się nie targnie na ciebie, aby ci uczynić coś złego; mam bowiem wiele ludu w tym mieście” (Dzieje Apostolskie 18,9-10).

W powyższym fragmencie Słowa Bożego opisana jest sytuacja, gdy Bóg przychodzi w nocy do apostoła Pawła, by dodać mu odwagi w głoszeniu Ewangelii. Paweł był wtedy w Koryncie, gdzie przybył, by mówić ludziom o Bogu. W mieście tym spotkał się z wieloma nieprzyjemnościami ze strony swoich rodaków. Ludzie bluźnili i sprzeciwiali się temu, co apostoł mówił. Była to niewątpliwie trudna sytuacja dla Pawła, gdyż szczerze troszczył się o to,by ludzie ci przyjęli Chrystusa, a tymczasem spotkał się z licznymi prześladowaniami z ich strony. W tym momencie na pewno potrzebował pocieszenia i otuchy. I oto dzieje się coś niezwykłego: Sam Bóg przychodzi do niego w widzeniu, by wzmocnić go duchowo. Zapewnia go, że jego praca ewangelizacyjna nie pójdzie na marne, gdyż wiele osób przyjmie Jezusa do serca, a On jest z Pawłem i będzie go strzegł od wrogów. W konsekwencji apostoł „przebywał tam rok i sześć miesięcy, nauczając wśród nich Słowa Bożego” (Dzieje Apostolskie 18,11).

Droga Siostro! Drogi Bracie! Również dzisiaj Bóg mówi do Ciebie: „Nie bój się, bo jestem z Tobą”. Usłysz Boży głos! Gdy trwasz przy Bogu – On jest przy Tobie zawsze. On nigdy Cię nie opuści. I nie porzuci. Im trudniejsza jest Twoja sytuacja, tym bardziej On Ciebie wspiera. Gdy wszyscy ludzie zawiedli, gdy przyjaciele Cię opuścili, a wrogowie nastają na Twoje życie – Pan jest z Tobą. Gdy prześladują Cię z powodu Chrystusa, gdy wyśmiewają Twoją wiarę – Ty wiernie Go naśladuj. „Gdy będziesz przechodził przez wody, będę z tobą, a gdy przez rzeki, nie zaleją cię; gdy pójdziesz przez ogień nie spłoniesz, a płomień nie spali cię” (Księga Izajasza 43,2). Gdy Twoje problemy są jak głęboka woda, a Ty nie potrafisz pływać – On Cię wydostanie z ich głębi. Gdy palą Cię jak ogień, a Ty nie masz gdzie uciekać – Sam Bóg przychodzi i wybawi Cię. Trwaj przy Bogu, głoś wiernie Chrystusa, a On wybawi Cię  z ognia prześladowań, a jeżeli będziesz musiał przez ten ogień przejść – On przejdzie przez to razem z Tobą, będzie tam razem z Tobą, jak był z przyjaciółmi Daniela w piecu ognistym. „Bo Ja, Pan, jestem twoim Bogiem, Ja, Święty Izraelski, twoim wybawicielem; daję Egipt na okup za ciebie, Etiopię i Sabę zamiast ciebie. Dlatego że jesteś w moich oczach drogi, cenny i Ja cię miłuję, więc daję ludzi za ciebie i narody za twoje życie” (43,3-4). Bóg Cię miłuje ponad Swoje życie i strzeże jak źrenicy Swego oka. On Sam jest przeciwko tym, którzy nastają na Twoje życie. On jest przeciwko tym, którzy chcą Cię zniszczyć. On sam, On Bóg Wszechmogący walczy z tymi, którzy chcą Twojej zguby. „Chociaż padnie u boku twego tysiąc, a dziesięć tysięcy po prawicy twojej, Ciebie to jednak nie dotknie. Owszem, na własne oczy ujrzysz i będziesz oglądał odpłatę na bezbożnych” (Psalm 91,7-8).

Zatem Bóg jest Tym, który Cię wybawia z wszelkiej niedoli. „Nie bój się i nie lękaj się, bo Pan, Bóg twój, będzie z tobą wszędzie, dokądkolwiek pójdziesz” (Księga Jozuego 1,9). Pan pozostawia tylko jeden warunek – krocz Bożą drogą i nie odstępuj od niej ani w prawo, ani w lewo. „Gdyż Pan troszczy się o drogę sprawiedliwych, droga zaś bezbożnych wiedzie donikąd” (Psalm 1,6).

Estera Bednarska


[FMP].
[/FMP]