TYLKO SIEDEM DNI

CH. SHELDON

OPOWIADANIE Z XIX WIEKU. RZECZ DZIEJE SIĘ W AMERYCE

Rozdział XII – Siódmy dzień

Alice wyróżniała się od innych szybkością orientacji, umiejętnością i rozumem. Zaproponowała, aby wszyscy poszli do kościoła, a ona zostanie z Clarą. Willie był już w stanie chodzić. W ten sposób po raz pierwszy po wielu miesiącach, pan Gardy z żoną, z Bessie i z dwoma synami byli w kościele razem. George nie był w kościele blisko od roku, a ze jego przykładem i Willie lenił się odwiedzać zgromadzenie. Przepiękne wydało się nabożeństwo kościelne panu Gardy w jego nowym nastawieniu. Teraz dopiero dziwił się, jak mógł krytykować pastora za jego kazania i nabożeństwa. Pewnie, pan Johnson nie był krasomówcą, ale lubił swą parafię, żył codziennym życiem każdego, wchodził we wszystkie wypadki ze współczuciem, tak radosne, jak i smutne – zupełnie jak kochający ojciec. Nie oczekiwał, by go zapraszano jako rozjemcę sporów i nieporozumień. Cichy i skromny, niósł wysoko sztandar swej pracy dla Chrystusa i nigdy nie zaniedbał wniknąć we wszystko, co zdarzało się wśród jego parafian. Nie odstraszał go opór, gniew, niegrzeczność ludzi, którzy nieraz się na niego oburzali, gdy przychodził do nich, aby ich pouczyć, pocieszyć, uspokoić lub zapobiec dalszym trudnościom i nieprzyjemnościom. Pod jego skromną, prostoduszną powierzchownością kryła się odwaga ducha, jak bywa zwykle u ludzi powołanych przez Boga do Jego pracy. Pastor nie przestawał wpajać swoim parafianom tej nauki, według której sam żył, a Bóg dodawał mu siły.
Dziwne, jak wiele przepięknych czynów i przepięknych ludzi przechodzi niezauważonych i niedocenionych w tym świecie. Natomiast słowa pustego samochwały i wszelki niewłaściwy czyn przyjmuje się, rozważa i wyolbrzymia, oblatuje świat. Dlatego zapewne wydaje się, że w świecie nie ma dobrych ludzi, jakby świat nie był kierowany przez Boga. Tych ludzi trzeba odszukać.
Pan Gardy, śledząc uważnie nabożeństwo, przeżywał dawno nieznaną mu ulgę, ponieważ przyszedł dzisiaj na zgromadzenie po przeczytaniu Pisma Świętego, a nie gazet, jak się zdarzało poprzednio. Z rana modlił się, a nie spacerował po bibliotece, rozważając sprawy służbowe. Dzisiaj śledził nabożeństwo z podniosłym uczuciem, że to już ostatni raz. Dusza jego była przepełniona samymi wzniosłymi myślami.
Pastor wybrał do kazania tekst z II Listu do Koryntian, rozdział 5, wiersz 10: „Albowiem my wszyscy musimy stanąć przed sądem Chrystusowym, aby każdy odebrał zapłatę za uczynki swoje, dokonane w ciele, dobre czy złe”. Pan Gardy drgnął i uważnie zaczął słuchać, czując, że to kazanie będzie szczególnie odnosić się do niego. Sam początek pociągnął jego uwagę, która nieprzerwanie pozostawał skupiona aż do końca, jakby kazanie rozmyślnie dostosowane było do jego duszy.
– Straszny Sąd Boży nie będzie przerażający dla tych, którzy tutaj pokutowali za grzechy i otrzymali przebaczenie – mówił pan Johnson – ale kto stanie przed Bogiem zbrukany i pokryty ranami grzechu z sumieniem przepalonym grzechami, za które nie pokutował, ten będzie bardzo męczony w wieczności. Tam zrozumie, jak mocno sobie zaszkodził, nie chcąc upokorzyć się przed Bogiem i przyjąć odpuszczenia grzechów oraz wiecznego zbawienia proponowanego mu.
Są wśród nas ludzie, którym śmierć nie jest straszna, gotowi i teraz do niej, dlatego że są w pokoju z Bogiem i ludźmi. Mają spokojną duszę, bowiem ufają krwi Jezusa Chrystusa przelanej za ich grzechy na krzyżu. Żyją w pokoju z rodziną i bliźnimi. Żaden specjalny ciężar wyrzutów sumienia nie dręczy ich. Gdyby Bóg odwołał ich w tej chwili, poszliby przygotowani do Jego Sądowej Stolicy z nadzieją na Jego miłosierdzie w Chrystusie.
Ale są tutaj inni: niegotowi do tego strasznego odwołania. Wprawdzie zapewniają siebie, że są gotowi, ale oni się mylą. Jak oni mogą stanąć przed Najwyższym Trybunałem i nie odczuwać strachu, jeśli nie mogą odpowiedzieć na Jego oskarżenia: Dlaczego odrzucałeś Syna Mego i Jego drogocenny wykup? Dlaczego wstydziłeś się Mnie przed ludźmi? Dlaczego nie wypełniałeś Moich poleceń i nawet nie interesowałeś się nimi w Mojej Księdze? Dlaczego dogadzałeś sobie, a nie usługiwałeś innym?
Co oni odpowiedzą wtedy?
Pewnie, Chrystus jest miłosierny i zawsze miłosierny. Ale czy nie będzie różnicy między duszą przebywającą w ciemności grzechu a duszą wierzącą, posłuszną Panu? Czyżby to wszystko było zrównane? Czyż gospodarze nie robią różnicy między niepohamowanym i leniwym sługą a sługą trzeźwym, sumiennym i starannie wypełniającym obowiązki?
Kiedy wszelkie możliwości odpuszczenia i miłosierdzia dawane były na ziemi pod warunkiem pokuty, oni z pogardą odwrócili się od tego. Czyż nie będzie różnicy między nimi a tymi ludźmi, którzy odrzucili swoje błędy, znienawidzili je, pokornie prosili Boga o przebaczenie, z wiarą przyjęli Chrystusa i potem żyli nowym, lepszym życiem, chwalącym Chrystusa Zbawiciela? Czy Wyższa Sprawiedliwość nie uczyni różnicy między nimi?
Jedni i drudzy będą stać przed Obliczem bezstronnego Sędziego – jedni z sercem pełnym wiary, nadziei i miłości, a drudzy? Z jakimi uczuciami staną oni, nie żywiący nigdy uczuć dla Stwórcy i Jego przykazań? Czyż nie byłaby to kpina ze wszystkiego, co święte dla chrześcijan i z wielkiego znaczenia wcielenia Syna Bożego i Jego wybawienia?
Jeśli powiemy, że Bóg będzie miłosierny jednakowo dla wszystkich, to trzeba odrzucić mękę Chrystusa w Getsemańskim Ogrodzie i Jego krzyżową śmierć i uznać je za zbyteczne. Jeśli powiemy, że Bóg przebaczy wszystkim według Swej miłości, to znaczy uznać za zbyteczne wszelką modlitwę i kazania. Po cóż wtedy głosić ludziom wieść Ewangelii przebaczenia, jeśli nikt nie ma obawy przed Sądem wiecznym? Skoro wszyscy będziemy jakoś zbawieni, bez względu na to czy miłujemy Boga, czy lekceważymy Go; nie potrzeba religii ani kościoła, bo po co? Jaka różnica czy ludzie żyją źle, czy dobrze na tym świecie, jeśli w przyszłym życiu wszyscy będą zbawieni?
Jeśli tak, jeśli Bóg wszystkim przebaczy, to wobec tego wieczność wspanialsza, radośniejsza i szczęśliwsza od obecnego krótkiego życia, przeznaczona jest tylko po to, abyśmy żyli byle jak na ziemi, lekkomyślnie oddając się naszym żądzom, nie przydając znaczenia do radosnej wieści, że „tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (Ewangelia Jana 3,16). Czy za hulanki w tym życiu przeznaczone jest wieczne szczęście w życiu przyszłym?
Dopuszczając to, zaprzeczamy objawieniu Słowa Bożego, że grzesznicy pójdą w ogień wiecznej męki. Nie wierzymy temu. Czy można myśleć, że dla upadłych ludzi przygotowana jest taka sama wieczna chwała, jak i dla sprawiedliwych, i że na Sądzie nie będą oni oddzieleni jedni od drugich? Wobec tego zamknijmy kościół i chodźmy do domu. Będziemy jeść, pić, tańczyć i weselić się, ponieważ jutro umrzemy, a po śmierci będzie Sąd, a po Sądzie dla wszystkich chwała i radość, siła i pokój i życie wieczne w obecności Boga.
Niewierzący zmuszeni będą przyznać się: to prawda, na ziemi lekceważyliśmy wszystkie przykazania Chrystusa. Nie chcieliśmy wierzyć w Jednorodzonego Syna Bożego i po wszystkich Jego cierpieniach za nas, nie chcieliśmy Jego znać. On zniósł za nas hańbę i mękę, a my nie zastanawialiśmy się nad tym, oddając się hulankom, rozrywkom i próżności.
Czyżby to nic nie znaczyło? Czy On również powie takim: Wejdź w radość Pana twego?
Lekceważyliśmy przykład surowego życia wierzących, śmiało kpiąc z ich wiary. Czy i to nic nie znaczy? Rozumie się, złościliśmy się, denerwowali na bliskich naszych, nie odpuszczali krzywd, ranili ich nawet i ubliżali im nierzadko. I to nic nie znaczy?
Sprawialiśmy ból serca i męki duszy, zasmucając i skracając życie naszych starszych, uparcie nie chcąc słuchać ich poleceń i rad. Odrzucaliśmy Ducha Świętego, który skłaniał nas do opamiętania się zsyłając choroby, żebyśmy chociaż przez tę drogę pomyśleli o duszy. Wstydziliśmy się przyznać przed ludźmi do chrześcijaństwa i wyznać Tego, którego ręce rozpostarte były na krzyżu w przedśmiertelnej gorzkiej męce – za nas. Ale mimo wszystko jesteśmy pewni, że kiedy staniemy na Sądzie Bożym, On postąpi z nami tak samo, jak z naśladowcami Jego, którzy oddali życie swoje za swego Pana i żyli dla Jego sławy i dobra bliźnich.
A może zniszczymy Pismo Święte, gdzie każdy wiersz mówi o sprawiedliwej zapłacie za grzechy i niewiarę? Przecież nie podobają się nam te słowa, one trwożą nas. Pozostawimy tylko te słowa w Biblii, które mówią o miłości, o miłosierdziu i o przebaczeniu. Te słowa, według naszej myśli, jedynie prawdziwe; one nie trwożą nas, a uspokajają sumienie.
Precz wszystko, co trwoży nasze sumienie i serce, co zmusza nas do niepokoju i nakazuje schylić kolana do modlitwy! Precz wszystko, co nawołuje nas do życia wstrzemięźliwego, do stałej pracy i usługiwania drugim! Kiedy nadejdzie dzień Sądu i staniemy przed naszym Stwórcą, to On nas też przyjmie jednako, jak przyjmie poświęcających się Mu pracowników, skromnych przed Bogiem i ludźmi siłą Ducha Świętego.
Myślimy, że On przyjmie wszystkich kłamców, ciemiężców, grabieżców, leniwców, pijaków, wszeteczników, gubiących i ciało swe i duszę; przyjmie słyszących tysiące razy kazania i czytających Biblię, ale uznających tylko te słowa, które nie raniły ich delikatnych uczuć.
Kiedy wszyscy ludzie zbiorą się przed Trybunałem Bożym, On jednako, z pobłażaniem, z uśmiechem miłosiernego wszechprzebaczenia, przyjmie wszystkich na łono Swoje i wprowadzi wszystkich razem do wiecznej szczęśliwości, aby królowali z Nim w sławie na wieki wieków.
Jakież bluźnierstwo! W Słowie Bożym wymienione są dwa miejsca i tylko dwa, dokąd idą zmarli – Niebo i piekło. Trzecie wymyślone jest przez ludzi.
Ludziom dany jest czas i Słowo Boże dla ich życia. Nie wolno bezkarnie odrzucać ich. Ukrzyżowany za nas Chrystus nie mógłby powiedzieć jedno i uczynić drugie. Wszyscy ci, którzy zbagatelizowali Go, odrzucili Go, nie wierzyli w Niego i zapierali się Go przed ludźmi, będą odłączeni od Niego na wieki. Przyjmujący Go całym sercem, wyznający Go, wierzący w Niego i usiłujący żyć Jego miłosierdziem, stale pracując dla Niego i dla ludzi – ci będą stale cieszyć się Nim.
Nastąpi podział ludzi. Wygnanie od Boga będzie piekłem, lecz piekłem stworzonym nie przez Boga, ale przez samego człowieka dla siebie, dlatego, że on, żyjąc na ziemi, miał możliwość wybrać drogę życia, ale sam według własnego wyboru, odepchnął dar Boży od siebie i otrzyma po śmierci swoje własne miejsce, przez siebie wybrane.
Nie wolno winić nas, że głosimy strach, piekło i męki. Głosimy miłość Bożą, kiedy przekazujemy Słowa Boże: „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny”. Czyż w tym nie ma miłości Bożej, wskazującej, jak uniknąć groźby zguby? Przecież po to przyszedł Chrystus! On nie mógł uczynić nic większego aniżeli to, co uczynił, gdy niewinny umarł za nas na krzyżu, za nas grzesznych. Ewangelia jest wieścią radosną i głoszona jest wszystkim ludziom. Jeżeli ktoś szczerze pokutuje, zawoła o miłosierdzie i przebaczenie, to jego wołanie nie będzie odrzucone. Chrystus przebaczył łotrowi na krzyżu; On gotów przyjąć każdego pokutującego grzesznika. On nie odrzuca przychodzących do Niego. Bóg jest miłosierny. Niechaj nikt nie wyjdzie z tego domu Bożego ze strachem albo z rozpaczą. Nikomu nie zabrania się otrzymać odpuszczenia grzechów, jeżeli jego serce zapragnie tego szczerze i poprosi o to Boga.
Nasze ziemskie życie przepełnione jest od początku do końca miłością Wszechmogącego. Czyż ludzie mogą się jeszcze skarżyć na niedostatek miłości i miłosierdzia? Wielu z nich chciałoby żyć niewłaściwie na ziemi, a potem odziedziczyć życie wieczne z jego błogością. Tacy nawet gotowi są pokutować, ale żeby to nic nie kosztowało – w wygodnym życiu.
Powtarzam Słowa Pisma Świętego: „oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia” (II List do Koryntian 6,2). Dzisiaj słysząc głos Jego nie zatwardzajcie serc waszych!
Młodzi ludzie! Czy będziecie oczekiwać starości, brnąć w grzechu, korzystając ze wszystkiego, do czego prowadzi was wasza pożądliwość, a potem pokutować dopiero przed śmiercią? Skąd możecie wiedzieć, ile pozostało wam życia? Czy będzie wam dane dożyć starości? Tym bardziej, jeśli sami skracacie swoje życie jako świecę zapaloną z obu końców. Nawet przypuszczając, że dożyjecie stu lat, jak się odważycie przynieść do stóp Chrystusa żałosne ostatki świadomie zanurzonego w grzechach życia i tylko dlatego, aby się uratować od piekła?
O wy, wszyscy tutaj obecni! Niechaj wam Bóg da miłość, byście wyszli stąd z odnowionym sercem. Jezus Chrystus przyszedł dla grzeszników. Przyjmijcie Go tutaj wiarą i uratujecie się, jak On obiecywał. Wyjdziecie stąd z wiarą i radością. Jeśli w tę noc Wszechmogący odwoła kogokolwiek z was z tego ziemskiego życia, to nie musicie się lękać, jeśli powierzycie siebie miłosiernemu, pełnemu łask Zbawicielowi grzeszników. Posłyszycie słowa: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mego, odziedziczcie Królestwo, przygotowane dla was od założenia świata” (Ewangelia Mateusza 25,34). Zaprawdę powiadam: Bóg jest miłością!
Kazanie zakończyło się. Ono bez wątpienia poruszyło dusze i przyprowadziło je bliżej do Boga. Modlitwa po kazaniu wzmocniła to wrażenie. To był szczególny czas dla takich słów: ostatnio wszyscy byli strwożeni i wstrząśnięci wydarzeniami. Słowa pastora uzupełniły słowa pana Gardy w Radzie Miejskiej. Wszyscy, skłonili głowy, a wielu modliło się do Boga. Po skończonym nabożeństwie ludzie podchodzili do pana Gardy zapytując o zdrowie Clary. On serdecznie dziękował za okazane współczucie. Wreszcie uwolnił się i podszedł do pastora, dziękując mu za kazanie, wypowiadając pierwszą swą pochwałę i zadowolenie. Spieszył się do domu. Czas mknął, a on pragnął pozostałą część dnia spędzić ze swymi kochanymi nierozłącznie.
Dzień zbliżał się ku końcowi. O zmierzchu przyszedł James Kakston. Nie wiedział wszystkiego o przeżyciach pana Gardy, ale jego dzieci opowiedziały mu o ojcu, aby wzbudzić w nim współczucie i przybliżyć do rodziny.
– A, serdecznie prosimy, James! Jesteś naszym człowiekiem. Dziękuję, że przyszedłeś – powitał go przyjacielsko pan Gardy. James usiadł na krześle i dołączył się do kręgu rodzinnego. Wszyscy siedzieli w pokoju Clary, leżącej twarzą do kominka.
Dzisiaj odbyło się konsylium lekarskie. Lekarz domowy zaprosił znakomitych chirurgów i najbardziej znanego lekarza chorób wewnętrznych. Zebrani uczeni uznali cierpienie Clary za wyjątkowe zjawisko i nie mogli przepowiedzieć rezultatu i końca choroby.
Kiedy się ściemniło, Alice chciała zapalić światło, ale ojciec powstrzymał ją, mówiąc:
– Posiedzimy tak, mamy dosyć światła w kominku.
Wszyscy przysunęli się bliżej z ukrytym niepokojem patrząc na tego, który był tak mocno przekonany, że Bóg odwoła go dzisiaj o północy.
Niemożliwym jest przekazać wszystkie rozmowy, uczucia lęku, nadzieje i milczące serdeczne modlitwy wraz ze łzami hamowanymi z trudem. Ojciec wiele rozmawiał z synami o potrzebie prowadzenia czystego życia, prosił ich, by nie pozwalali wciągać się do rozrywek kłamliwą przynętą. Mówił im, jak lekko jest nosić w duszy Chrystusa, jeśli przyjmie się Go wiarą; jak przyjemnie jest żyć w trzeźwości, pracowitym i pobożnym życiem.
Wiele miłych, dobrych słów miłości powiedziano sobie wzajemnie. Ojciec wiele ciepłych słów powiedział do córek. Mąż dorzucił wiele podtrzymujących i pocieszających słów żonie. O podobnych sprawach trudno jest pisać dokładnie, wystarczy wszakże przedstawić nastrój tego wieczoru w rodzinie pana Gardy. Tak bowiem upłynął wieczór.
Po godzinie jedenastej rozmowy ucichły; nikt nie miał wprost siły przerywać milczenia. Nagle obecni wyraźnie posłyszeli głos Clary, mówiącej tak głośno, że zaniepokojeni stropili się:
– Ojcze! Mamo! Gdzie ja byłam? Jakież ja miałam sny! Gdzie wy jesteście? Gdzie ja jestem?
Matka skoczyła i oblewając się łzami, osunęła się na kolana przy łóżku córki, którą przygarnęła do siebie i rozmawiała z nią.
Clara uwolniła się od swego odrętwienia i zachowawszy widocznie wszystkie zdolności, odzyskała świadomość. Po trosze przypominała sobie wszystko – i katastrofę pociągu, i sen ojca. Uśmiechnęła się szczęśliwie, spojrzała na James’a i na wszystkich krewnych, a oni poczuli się wzruszeni i szczęśliwi jej powrotem do zdrowia; na jakiś czas zapomnieli nawet o zbliżającej się północy, o znaczeniu tej pory dla ojca.
Ale on pamiętał.
Uklęknął na kolanach przy żonie i dziękował Bogu, że ich droga Clara została im zwrócona.
Nagle powstał na nogi i spytał ich głośno i dobitnie:
– Słyszycie? Ktoś wszedł i coś mówi…
Twarz jego była nadzwyczajnie blada, ale na niej odbijał się wewnętrzny spokój. Rodzina zachowywała milczenie.
Pan Gardy nachylił się do Clary i ucałował ją, żonę przyciągnął do siebie, objął synów, a na głowie Alice i Bessie położył na chwilę rękę. Wreszcie, jakby ulegając czyjemuś nakazowi, osunął się na kolana przy krześle. Usta jego poruszyły się w cichej modlitwie. Zegar właśnie wydzwaniał północ. Ostatnie uderzenie dźwięku zawisło w powietrzu.
Robert Gardy z kolan więcej nie powstał. Dusza jego, uwolniona od cielesnej powłoki, pomknęła do swego Stwórcy.
Takie były koleje życia Roberta Gardy, przy czym ostatnie siedem dni tego życia przeżył godnie, po chrześcijańsku.

Rozdział XIII – Epilog

To – słowa do Czytelnika.
Bóg rzadko mówi tak wyraźnie co do końca życia człowieka. Znamy zaledwie dwa podobne wypadki. Tutaj Bóg dał objawienie jednemu, aby wielu innym ludziom, i Tobie, miły Czytelniku, wskazać, jak ważne jest życie tutaj na ziemi, jak je łatwo utracić i jak je można z pożytkiem przeżyć, jeśli się żyje świadomie i mądrze według Słowa Bożego.
Robert Gardy w drodze łaski otrzymał od Boga siedem dni na pokutę, ale my nie wiemy ani dnia, ani godziny, kiedy możemy być odwołani do wieczności.
Książkę tę wydaje się z modlitwą, aby Duch Święty głęboko podziałał na każdego niewierzącego i rozbudził go z jego duchowego snu, dopóki jeszcze nie jest za późno.
Słowo Boże, cała Biblia, a szczególnie Nowy Testament, objawia nam Boga, Jego zbawienie w Chrystusie, nowe życie, jakie On przyniósł na ziemię i odkupił Swą ofiarą na krzyżu. Warto pamiętać o tym i przez pokutę, nie oficjalnie, ale szczerze przed Bogiem, przyjąć zbawienie jako dar łaski Bożej (List do Rzymian 3,23-24).
Książkę wydaje się i dla wierzących. Wielu z nich postępuje w swoim życiu jak Robert Gardy, ma podobny charakter. Tylko łaska Boża potrafi zmiękczyć serce i dać nowe życie, w całej pełni, jakie przyniósł ludziom Chrystus. Niechaj On w nich zdarzy tę cudną przemianę poprzez napełnienie ich Duchem Świętym.

(koniec)

Wpłat można również dokonywać poprzez poniższy formularz
Darowizna

image_pdfimage_print

Chrześcijańska Misja Ewangeliczna"FILEO"

„Ja prosić będę Ojca i da wam innego Pocieszyciela, aby był z wami na wieki – Ducha prawdy, którego świat przyjąć nie może, bo go nie widzi i nie zna; wy go znacie, bo przebywa wśród was i w was będzie” Ewangelia Jana 14,16-17

Leave a Reply

%d bloggers like this: