DOWODY ZMARTWYCHWSTANIA

Wielkanoc nie jest na pierwszym miejscu pocieszeniem, lecz wyzwaniem. Poselstwo Wielkanocy jest albo najpotężniejszym faktem w historii albo gigantycznym oszustwem. Wydaje się, że z faktu tego najwyraźniej zdawano sobie sprawę już za dni wczesnego Kościoła. Z jednej strony była mała grupka mężczyzn i kobiet, która cały świat dosłownie przewróciła do góry nogami dzięki zwiastowanemu – całym sercem – poselstwu o cudzie zmartwychwstania, który dokonał przemiany ich życia. Z drugiej strony widzimy tych, którzy gwałtownie zaprzeczali całej tej historii, przedstawiając ją jako nieprawdę. Jeśli o nas chodzi, trudno nam zagadnienie to całkiem jasno i wyraźnie dostrzec, a to z tej przyczyny, że nasz wiek jest wiekiem tolerancji, a także jest to wiek, w którym do wielu rzeczy podchodzi się bardzo podejrzliwie, oskarżając tego czy tamtego o fanatyzm. Większość ludzi w ogóle nie ma zamiaru atakować poselstwa o Wielkanocy, a jednak wierzą w nie tylko połowicznie. Dla tych ludzi jest to tylko przepiękna opowieść, pełna duchowej wymowy. Więc po co się martwić czy to rzeczywiście polega na faktach.
Ale w ten sposób podchodząc nie trafiamy w sedno sprawy. Albo poselstwo to jest czymś nieskończenie większym, niż tylko piękna opowieść, albo też nie posiada żadnego znaczenia. Jeśli jest prawdziwe, to jest tutaj mowa o najważniejszym fakcie dziejów ludzkości i jeśli ktoś nie dostosuje swojego życia do wniosków, które z owego faktu wypływają, to człowiek taki musi ponieść niepowetowaną stratę.
Jeśli jednak poselstwo to nie jest prawdziwe, jeśli Chrystus nie powstał z martwych, wówczas całe chrześcijaństwo jest oszustwem, które narzucono całemu światu przez gromadkę bezczelnych kłamców, albo, jeślibyśmy to już chcieli łagodniej wyrazić, przez garstkę zwiedzionych prostaków. Apostoł Paweł sam zdawał sobie z tego sprawę, gdy pisał następujące słowa: „A jeśli Chrystus nie został wzbudzony, tedy i kazanie nasze daremne, daremna też wasza wiara; wówczas też byliśmy fałszywymi świadkami Bożymi, bo świadczyliśmy o Bogu, że Chrystusa wzbudził, którego nie wzbudził, skoro umarli nie bywają wzbudzeni” (I List do Koryntian 15,14-15).
Musimy więc zdecydować się i zająć albo jedno, albo drugie stanowisko. Ale jak możemy to zrobić, skoro wszystko to stało się już tak dawno? W jaki sposób zbadać materiał dowodowy?
Sprawa ta w rzeczywistości nie jest jednak tak zupełnie niewykonalna, jakby się wydawało, można bowiem podejść do tego zagadnienia przynajmniej w dwojaki sposób: możemy zbadać dowody i materiały historyczne celem ustalenia czy one są współczesne wobec tych wydarzeń, czy są rzetelne i przekonywujące i czy materiały te się nadają i czy są do przyjęcia dla naturalistycznej interpretacji. Jako drugą możliwość albo jako dodatek do tej pierwszej możliwości, możemy jeszcze zastosować tutaj próbę osobistego doświadczenia i doświadczyć istnienia i działalności Zmartwychwstałego Chrystusa w naszym własnym życiu i w życiu innych ludzi. W tym rozważaniu jesteśmy jednakże zainteresowani wyłącznie pierwszą z dwóch możliwości.
Na jakich dokumentach wobec tego opiera się poselstwo Wielkanocne? Na pierwszym miejscu na podstawie pisemnego świadectwa sześciu świadków, to znaczy: Mateusza, Marka, Łukasza, Jana, Pawła i Piotra, których świadectwo zostało potwierdzone przez cały wczesny Kościół chrześcijański.
Ale ludzie żyjący obecnie nie zdają sobie w dostatecznej mierze sprawy z tego, jak ogromny postęp zrobiła współczesna wiedza, jeśli chodzi o ustalanie dat i autorstwa tych spisanych dokumentów. W XIX wieku wielu ludzi niewierzących, wyposażonych w wielką wiedzę, podejmowało wysiłki, aby udowodnić, że Ewangelie zostały napisane w połowie drugiego wieku po Chrystusie (to jest około 100 lat po opisanych wypadkach), czyli, że w opisach tych mogły odegrać rolę legendarne wyobrażenia. Ale próba ta zupełnie zawiodła, zmiażdżona potęgą dowodów historycznych, które w miarę upływu lat coraz bardziej wzrastają na sile.
Pisane świadectwa o zmartwychwstaniu Pana są bardzo wczesne. Zwróćmy uwagę na trzy przykłady.
1) Paweł podaje w 15 rozdziale I Listu do Koryntian szczegółową listę kilku objawień się Chrystusa po zmartwychwstaniu. Moglibyśmy powiedzieć, że chyba nie było takiego naukowca, który by wątpił, że I List do Koryntian jest autentycznym dokumentem. A data napisania tego Listu została przyjęta prawie powszechnie na rok 56 po Chrystusie. Apostoł pisze, że nie tylko poprzednio podał swoim czytelnikom te informacje ustnie (prawdopodobnie w 49 roku po Chrystusie), ale że on sam otrzymał te wiadomości prawdopodobnie od tych, którzy już przed nim byli apostołami (List do Galacjan 1,18-19). A to powoduje cofnięcie się wstecz do 40 roku po Chrystusie, to znaczy do okresu odległego zaledwie około 10 lat od ukrzyżowania.
2) Marek podaje w Ewangelii dalsze informacje o objawieniu się Jezusa Chrystusa po zmartwychwstaniu, które poprzedzają zwiastowanie o „pustym grobie”. Obecnie wszyscy zgadzają się z tym, że Ewangelia Marka zawiera ustne nauczanie Piotra i że została ona napisana bardzo wcześnie. Niektórzy współcześni uczeni twierdzą, że Ewangelia ta w języku aramejskim istniała już w 44 roku po narodzeniu Chrystusa.
3) Trzecim świadkiem jest Łukasz, który bardzo nam pomaga w uzupełnianiu wiadomości i to zarówno jeśli chodzi o scenę przy grobie, jak i następujące potem pojawienia się Pana Jezusa. Łukasz również podaje najpełniejsze sprawozdanie, jakie posiadamy, jeśli chodzi o wczesne apostolskie opowiadanie Ewangelii. Trzecia Ewangelia i Dzieje Apostolskie nie tylko zostały ogólnie przyjęte jako autentyczne pisma Łukasza, „umiłowanego lekarza”, ale szereg uczonych, takich jak Sir William Ramsay i inni wskazują na to, jak bardzo dokładnie – z punktu widzenia historii – Łukasz wszystko przedstawił.
Takimi są pierwsi nasi trzej świadkowie. Wybraliśmy ich dlatego, ponieważ ich świadectwo ma taki charakter, że żaden nieuprzedzony krytyk nie może ich pominąć jako niewiarygodnych i to zarówno jeśli chodzi o sprawę autorstwa, jak i wczesną datę powstania ich pism. Musimy również i o tym pamiętać, że świadectwa Mateusza, Jana i Piotra są równie autorytatywne, jak i te, o których wspomnieliśmy poprzednio.
Cóż więc powiemy o tych materiałach dowodowych? Są one niewątpliwie bardzo wczesne. Wiele z tego, co w nich zostało napisane, pochodzi już z pierwszej dekady ery chrześcijańskiej. Znaczy to, że materiały z tego okresu, w którym wypadki te miały miejsce, muszą zostać przyjęte, przynajmniej z tego powodu, że w przeważającej części są to pisma naocznych świadków. Choć będziemy chcieli podejść do tego zagadnienia krytycznie, nie przyjmując niczego jako pewnika, to jednak jak można nie wyciągać właściwych wniosków z tego, co pisma te podają?
Dokonano jednak całego szeregu prób, aby jakoś „wykręcić się” od wyciągnięcia właściwych wniosków, a my będziemy teraz chcieli przyjrzeć się kilku takim próbom.
Najradykalniejsza ze wszystkich jest ta teoria, w której proponuje się, by całą tę historię zbagatelizować, nazywając ją po prostu świadomym, kłamliwym wymysłem. Ale nie ma bodajże ani jednego inteligentnego krytyka, który odważyłby się pójść aż tak daleko. Dowody bowiem, które mówią o czymś zupełnie przeciwnym, są przytłaczające. Należy najpierw pomyśleć o ilości świadków. Apostoł Paweł powiada, że w roku 56 po Chrystusie większość z grupy pięciuset świadków, którzy oglądali Zmartwychwstałego Pana, jeszcze żyje. A musimy pamiętać o tym, że większość pism wychodziła w świat jak gdyby na mocy kolektywnego autorytetu całego wczesnego Kościoła. Należy też pomyśleć o charakterze świadków. Ludzie ci nie tylko dali światu najwyższą w swoim rodzaju naukę moralną i etyczną, jaką świat ten kiedykolwiek znał, ale jej poziom zademonstrowali w swoim własnym życiu, co uznać musieli nawet przeciwnicy. Należy też zwrócić uwagę na tę fenomenalną zmianę, której doznali właśnie ci ludzie w związku z tym domniemanym wymysłem. Czy można sobie to wyobrazić, by „ordynarne kłamstwo” zamieniło gromadkę tchórzów w bohaterów i natchnęło ich do życia pełnego poświęceń: do życia, które jakże często kończyło się ich męczeńską śmiercią?
Psychologia uczy i niezbicie dowodzi, że nic nie czyni człowieka bardziej skłonnym do tchórzostwa, jak świadomość popełnionego kłamstwa, które niepokoi jego sumienie. Czyż nie jest poza tym rzeczą prawdopodobną, że w chwili jakiegoś rozczarowania albo dotkliwego bólu, ktoś, chociażby jeden tylko z uczestników tej „konspiracji”, przyznałby się do oszustwa?
Niektórzy może byliby skłonni użyć nieco łagodniejszego terminu i określić te świadectwa jako legendy. Ale i to jest zupełnie niemożliwe, albowiem już stwierdziliśmy, że dokumenty te zostały napisane bardzo wcześnie, aby zaistniała możliwość, żeby miały czas obrosnąć w jakieś legendy. Ale obok przyczyn, o których już mówiliśmy, a które nakazują nam odrzucić pogląd, iż mamy do czynienia z legendami, charakter dowodowy samych tych relacji w sposób bardzo wyraźny całkowicie zaprzecza temu, albowiem istnieje wiele rozmaitych szczegółów, których twórcy legend z całą pewnością nie pominęliby (na przykład opisanie samej sceny zmartwychwstania lub zjawienia się Chrystusa Swoim wrogom w celu ich pognębienia). A takich właśnie opisów brak zupełnie; nie ma również absolutnie żadnej próby, by opisać pojawienie się Chrystusa Jakubowi czy innym uczniom. A ponadto, jaki fałszerz byłby skłonny opisywać na pierwszym miejscu pojawienie się Pana Marii Magdalenie, kobiecie, która nie piastowała żadnego ważnego stanowiska w Kościele? Czyż fałszerz taki nie byłby raczej skłonny czci tej przypisać np. Piotrowi albo Janowi – „umiłowanemu uczniowi” albo też Marii – matce Pana Jezusa? Czy oprócz tego ktoś, kto czyta historię tej podróży do Emaus albo pojawienia się Pana Marii Magdalenie, albo relację o tym, jak Piotr i Jan biegli do grobu, może dojść do wniosku, że relacje te są legendą? Opisy te są poważne i umiarkowane w swoim stylu, a szczegóły prawdziwe i tchnące życiem. A w końcu obie te teorie całkowicie się załamują w obliczu faktu, że „grób był pusty”.
Jest niewielu takich uczonych, którzy by choć na chwilę nie zastanawiali się nad tymi teoriami jako nad prawdziwymi. Wręcz przeciwnie. Jedynie racjonalistyczne interpretacje przyznają, że dokumenty te są napisane szczerze, ale usiłują wyjaśnić je bez uciekania się do czegoś ponadnaturalnego. Wszystkie te próby starają się poza tym w charakterystyczny sposób zrobić bardzo ostre rozróżnienie pomiędzy opisami, które mówią o odwiedzinach przy grobie, a tymi, które mówią o właściwych już pojawieniach się Pana. Najpierw te odwiedziny przy grobie opisuje się w najrozmaitszy, bardzo wyszukany sposób, a potem pojawienia się Pana uważa się za jakieś psychologiczne albo metapsychiczne zjawiska.
Na pierwszym miejscu musimy więc teraz zastanowić się nad tymi relacjami, które dotyczą grobu.
1) Najwcześniejszym wyjaśnieniem faktu, że grób był pusty (Ewangelia Mateusza 28,11-15) było to, iż uczniowie – jakoby – ukradli zwłoki. Jednak tego rodzaju interpretacja została całkowicie zarzucona. Propozycja taka jest bowiem niemożliwa zarówno z psychologicznego, jak i etycznego punktu widzenia. Uczniowie bowiem nie byli tego rodzaju ludźmi, którzy byliby w stanie dokonać takiego przedsięwzięcia. Nawet nie można sobie tego wyobrazić. Nie można im także przypisać tego rodzaju świadomego oszustwa, jeśli weźmie się pod uwagę ich charaktery, a także sposób ich zachowania się w dniach i latach, które potem nastąpiły. A nawet, jeśliby tylko kilku z nich na samym początku podjęło jakąś akcję na własną rękę, jest rzeczą nie do pomyślenia, aby oni nigdy nie powiedzieli o tym pozostałym uczniom. Czy nadto jest logiczne, by przypuszczać, że żaden z nich, przechodząc nawet tortury i męczeństwo, nie powiedział ani słowa, ani nie zdradził tej „tajemnicy” choćby jednym słowem? A więc czyż na przestrzeni wieków żadna najmniejsza nawet relacja, czy jakaś pogłoska pochodząca z łona samego wczesnego Kościoła nie byłaby dotarła do naszych czasów?
2) Bardziej prawdopodobną wydaje się propozycja, że ciało Pana Jezusa zostało usunięte albo przez władze żydowskie względnie rzymskie, albo też przez Józefa z Arymatei. Ale dla jakiej przyczyny? Im bardziej się studiuje wszelkie możliwe przyczyny, które mogłyby spowodować usunięcie ciała, wraz z wszystkimi możliwościami i okolicznościami, które się sugeruje, tym bardziej okazuje się, że i to jest nieprawdopodobne. Ale jest jeszcze jedna okoliczność, która ma o wiele bardziej decydujące znaczenie: Jeśli władze dokonały usunięcia ciała, to dlaczego tego nie powiedziały i dlaczego w ten sposób nie „ukręciły głowy” wieści o zmartwychwstaniu już na samym początku? Trzeba pamiętać o tym, że przez okres siedmiu tygodni całe Jeruzalem aż wrzało od tych wieści i że władze nie tylko ogromnie pragnęły wytępienia tej niebezpiecznej herezji, ale nawet żaliły się na apostołów, jak czytamy w Dziejach Apostolskich (5,28): „Chcecie ściągnąć na nas krew tego człowieka”. Oskarżyli oni bowiem władze te publicznie o coś strasznego, a mianowicie o to, że zaparli się Świętego i Sprawiedliwego, a prosili o ułaskawienie mordercy (Dzieje Apostolskie 3,14-15) i że zabili Dawcę życia, którego Bóg wzbudził z martwych. Dlaczego wobec tego najwyższy kapłan w tym momencie nie dokonał uroczystego oświadczenia, że ciało zostało usunięte z jego rozkazu albo na podstawie polecenia otrzymanego od Rzymian? Dlaczego władze nie powołały jako świadków tych, którzy brali udział w usunięciu ciała? Dlaczego nie wskazali na prawdziwy grób albo jako dostatecznym dowodem nie posłużyli się gnijącymi szczątkami ciała?
Jeśli chodzi o Józefa z Arymatei, krytyk musi najpierw sobie wyraźnie zdać sprawę z tego czy ma przyjąć stwierdzenie podane przez Ewangelię, a mianowicie, że był on tajnym uczniem, który powodowany czcią, jaką żywił dla swojego Mistrza, udostępnił swój grób (Ewangelia Mateusza 27,57) albo czy należałoby raczej przyjąć drugą możliwość, która jeszcze pozostaje, a mianowicie, że był to pobożny Żyd, któremu zależało na tym, ażeby dokonać pogrzebania ciała (a dlaczego tylko właśnie tego ciała, jak wydaje się to mieć miejsce?) – przed sabatem. Jeśli przyjmiemy pierwszy pogląd, to wydaje się jak najbardziej nieprawdopodobną rzeczą, aby miał on kiedykolwiek życzenie przenosić ciało z tego grobu gdzie indziej i wydawałoby się rzeczą nie do wiary, aby on, nawet gdyby tak uczynił, nie zawiadomił o tym apostołów. To prowadzi nas ponownie do teorii oszustwa, którą rozważaliśmy już w punkcie pierwszym. Jeśli zaś weźmiemy pod uwagę tę drugą możliwość, jest rzeczą równie nieprawdopodobną, aby Józef z Arymatei działał bez uprzedniego porozumienia z władzami i jest rzeczą nie do pomyślenia, aby później, gdy całe Jeruzalem rozbrzmiewało wzdłuż i wszerz wiadomościami o zmartwychwstaniu, nie informował o tym władz. I to znów nas doprowadza do tego samego zastrzeżenia, które przedyskutowaliśmy już poprzednio.
3) Dalszym przypuszczeniem jest to, że kobiety pomyliły się, jeśli chodzi o sam grób. Nie znając Jerozolimy i przychodząc w półmroku bardzo wcześnie rano, po prostu pomyliły się i nie trafiły do właściwego grobu. Ale pewien młody człowiek, który akurat tam się kręcił, zauważył je, domyślił się w jakim celu przyszły, i powiedział: „Wy szukacie Jezusa? Jego tutaj nie ma, oto (wskazując na inny grób) miejsce, gdzie Go położono”. Ale kobiety bardzo się przestraszyły i uciekły. A potem zaczęły wierzyć w to, że ten młodzieniec był aniołem i że słowa jego oznaczały zmartwychwstanie ich Pana z umarłych.
To wygląda bardzo prawdopodobne. Jakkolwiek w zdaniu tym zostało naumyślnie opuszczone coś, co ma ogromne znaczenie, a mianowicie ten fragment, który wyraźnie mówi: „On zmartwychwstał”. Albowiem to właśnie powiedział ów „młody człowiek” w samym środku swojej wypowiedzi. Ale jest rzeczą znamienną, że nawet i główni zwolennicy tej teorii zdają sobie sprawę, że nie wszystko jest tutaj takie proste i że czuli się zmuszeni przyznać, że sprawa komplikuje się w pewnym sensie. Oni wszyscy bowiem informują nas, na przykład, że kobiety po ucieczce od grobu nie poinformowały apostołów natychmiast o tym, co się stało. W przeciwnym bowiem razie uczniowie byliby zaraz przyszli, aby sprawdzić czy fakty te polegają na prawdzie albo rozpoczęliby głosić o zmartwychwstaniu natychmiast, bez tych siedmiu tygodni zwłoki. Ten brak kontaktu pomiędzy kobietami i apostołami krytycy ci w dalszym ciągu wyjaśniają założeniem, że apostołów już nie było, że uciekli z Jerozolimy do Galilei, skąd nie powrócili przed upływem około trzech tygodni, przynosząc sprawozdania o pojawieniach się Pana Jezusa w Galilei. Dopiero wówczas kobiety powiedziały im o swoich odwiedzinach przy grobie, a apostołowie do tego stopnia byli przejęci tymi mistycznymi i psychicznymi przeżyciami, które im przypadły w udziale, że zaczęli dopiero wtedy składać, iż „dwa dodać dwa jest co najmniej pięć!…”
Ale dlaczego wszyscy apostołowie tak prędko uciekli? Niewątpliwie ich pobyt w Jerozolimie był w tym czasie bardzo niebezpieczny. Ale jeśli tak, to dlaczego pozostawili wszystkie kobiety w Jerozolimie? Niewątpliwie tego rodzaju postępowania nie można byłoby nazwać inaczej, jak tchórzostwem, brakiem wszelkiego poszanowania dla kobiet. A w każdym razie dlaczego kobiety nie udały się w ślad za nimi? Dlaczego pozostały samotne przez długie tygodnie, zupełnie sprzecznie z praktykowanym dotąd zwyczajem, skoro stosunki, które wówczas w Jerozolimie panowały, można było nazwać niebezpiecznymi? To wszystko wydaje się bardzo trudne do zrozumienia i zagadkowe.
Ale i ta teoria ostatecznie się załamuje dokładnie w tym samym punkcie, gdzie poprzednia. Przecież gdyby tak właśnie wyglądały fakty czy kapłani nie mogliby tego „młodzieńca” przedstawić wszystkim ludziom i w ten sposób całą tę historię zlikwidować i wszystkie złudzenia rozbić? I znowu pytanie: dlaczego nie wskazali na właściwy grób albo nie pokazali samych zwłok? Dlaczego też nie słyszymy już w starożytnych pismach ani słówka nawet o jakimś innym grobie, który by był tym prawdziwym grobem Chrystusa i który by się stał miejscem pielgrzymek, otoczonym wielką czcią? Wydaje się, że jest na to tylko jedna odpowiedź. Stało się tak dlatego, ponieważ zarówno przyjaciele jak i wrogowie wiedzieli, że grób jest pusty!
4) Istnieje jeszcze jedna ewentualna możliwość, aby wyjaśnić te zjawiska. Koncepcja ta została wysunięta po raz pierwszy przez Venturiniego przy końcu XVIII wieku, a można ją przedstawić pokrótce, jak następuje: Ewangelie podają nam do wiadomości, że Chrystus umarł nieco wcześniej aniżeli umierali skazańcy. Piłat sam był zdumiony, gdy usłyszał, że On już umarł (Ewangelia Marka 15,44). Ale w rzeczywistości oczywiście On jeszcze żył, ale tylko zemdlał z wyczerpania, które zostało spowodowane straszliwą męką ukrzyżowania i utratą krwi, i też w tym stanie został pogrzebany. Ale chłód i cisza grobu znowu przywróciła Go do życia, więc wyszedł z grobu i pokazał się Swoim uczniom. A ci prostaczkowie mniemali, że On powstał z umarłych.
Brzmi to wprawdzie bardzo „zachęcająco” i dosyć wiarygodnie, a jednak tej teorii nie da się w żaden sposób utrzymać. Przede wszystkim najwcześniejsze sprawozdania jak najwyraźniej podkreślają fakt, że Pan Jezus umarł. Zainteresowani tą sprawą byli i Rzymianie i Żydzi, i uczniowie. Jakkolwiek przeciwko chrześcijaństwu już od starożytności wysuwano bardzo wiele rozmaitych oskarżeń i podejrzeń, to jednak ani słówka, ani najmniejszej też sugestii tego rodzaju, nikt nigdy nie słyszał.
Ale załóżmy na chwilę, że Chrystus istotnie został w ten sposób pogrzebany – omdlały tylko ze straszliwego wyczerpania. Jeśli tak, to jakże mielibyśmy uwierzyć w to, że po trzech dniach pobytu w zimnym grobie, bez żywności i opieki został On tak dalece przywrócony do życia, że był w stanie uwolnić się od płócien grobowych, które Go krępowały i którymi był jak najdokładniej owinięty, że był w stanie odwalić bardzo ciężki kamień, o którym dowiadujemy się, że trzy kobiety się bały, że nie będą w stanie nawet ruszyć go z miejsca, że był w stanie przestraszyć rzymską straż, a potem przejść pieszo kilka mil, mając przebite boleśnie i straszliwie zranione nogi! Posłuchajmy na chwilę, co mówi na ten temat sceptyczny Strauss: „Jest rzeczą niemożliwą, ażeby istota, która wykradła się będąc na pół umarłą z grobu, która musiałaby się chyba czołgać ze słabości i wielkiego bólu, która potrzebowała opieki lekarskiej, wymagała bandażowania, posilenia i cierpliwego czuwania przy niej, a która wreszcie musiała ulec swoim cierpieniom, mogła sprawić na uczniach wrażenie, że jest zwycięzcą nad śmiercią i grobem, że jest Księciem Żywota. A to wrażenie niewątpliwie stało się fundamentem całego ich przyszłego usługiwania. Spotkanie się z tak słabą, umierającą istotą w żadnym wypadku nie mogłoby zmienić ich smutku w entuzjazm i podnieść ich szacunku dla swojego Mistrza do rangi czci oddawanej Bogu”.
A co więcej, taki Chrystus byłby sam uczestnikiem w bardzo wielkim, straszliwym oszukaństwie, a tego, jak sobie oczywiście możemy łatwo wyobrazić, żaden krytyk nie śmiałby nawet zasugerować.
Należy jeszcze zwrócić uwagę na dalsze trzy punkty dotyczące grobu.
1) Dlaczego nie znajdujemy w żadnych wczesnych relacjach dotyczących głoszenia Ewangelii przez apostołów, a mianowicie w Dziejach Apostolskich lub w Listach, żadnej wzmianki o tym, co opowiadały kobiety? Zarówno Piotr, jak i inni raz po raz z całym naciskiem podkreślali w swoich apologetycznych i ewangelicznych wypowiedziach odnośnie do faktu zmartwychwstania, że był on wypełnieniem starotestamentowych proroctw, że fakt ten udowadniał, że Ten, który w ten sposób został z martwych wzbudzony, był posłany przez Boga i że został wywyższany jako „Władca i Zbawiciel”, i że oni sami są świadkami tego. Ale w całym ich publicznym zwiastowaniu i w całej ich pracy ewangelizacyjnej nie znajdujemy ani jednej wzmianki o grobie. Tylko w Ewangeliach, będących zapisami sporządzonymi ku pouczaniu nowo nawróconych, którzy bardzo licznie zaczęli garnąć się do Kościoła, znajdujemy świadectwa o tym, co przeżyły kobiety. Z całą pewnością to dziwne pominięcie można wytłumaczyć tylko w jeden sposób, a mianowicie tym, że o pustym grobie wszyscy powszechnie wiedzieli, tak że nie było potrzeby kłaść na to szczególnego nacisku. Jedyną bowiem rzeczą, co do której były różnice zdań, to nie same fakty, ale wyjaśnienie tych faktów. I dlatego apostołowie koncentrowali się wyłącznie na wyjaśnianiu faktów.
2) A czym wyjaśnimy zupełny brak zwracania uwagi na grób, którym charakteryzują się czasy apostolskie? Nie ma żadnych śladów, jakoby grób miał się stać miejscem pielgrzymek albo nawet czci czy jakiegoś zainteresowania. Jeśli możemy to sobie wytłumaczyć – jeśli chodzi o tę małą garstkę mężczyzn i kobiet, którzy byli przekonani o zmartwychwstaniu i którzy w nie wierzyli, to jak to wyjaśnić, jeśli chodzi o tę ogromną masę Żydów, którzy jakkolwiek nie byli wyznawcami chrześcijaństwa, to musieli jednak być pod ogromnym wpływem galilejskiego proroka, skoro wielu z nich odczuło nawet na sobie Jego uzdrawiające dotknięcie?
3) Określenie, którym posłużyliśmy się powyżej kilkakrotnie, a mianowicie: „pusty grób”, nie jest całkowicie dokładne. Z czwartej Ewangelii, z urywka, który ma tak żywy charakter, a przy tym jest tak skromny, że we wszystkim nosi cechy relacji naocznego świadka, dowiadujemy się następujących szczegółów o odwiedzinach Piotra i Jana u grobu: „Wyszedł tedy Piotr i ów drugi uczeń, i szli do grobu. A biegli obaj razem; ale ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i pierwszy przyszedł do grobu, a nachyliwszy się, ujrzał leżące prześcieradła; jednak nie wszedł. Przyszedł także i Szymon Piotr, który szedł za nim, i wszedł do grobowca i ujrzał leżące prześcieradła oraz chustę, która była na głowie Jego, nie leżącą z prześcieradłami, ale zwiniętą osobno na jednym miejscu. A wtedy wszedł i ów drugi uczeń, który pierwszy przybiegł do grobowca, i ujrzał, i uwierzył” (Ewangelia Jana 20,3-8). Tak więc widzimy, że prześcieradła, w które zawinięto ciało przed włożeniem do grobu i chusta znajdowały się tam nadal, nie rozwinięte albo rozerwane, ale leżące dokładnie tam, gdzie znajdowały się poprzednio, tak jak gdyby ciało zostało po prostu z nich jakimś sposobem wyjęte, albo przez nie przeniknęło. Górna część osobno oddzielona od dolnej części krótką przestrzenią – ale ciała nie było!
A tak pusty grób stanowi prawdziwie „skałę”, o którą rozbijają się wszystkie racjonalistyczne teorie dotyczące zmartwychwstania. Wszystkie te teorie okazują się błędne.
Nie wolno nam jednak zbagatelizować albo też pominąć, względnie wytłumaczyć w jakiś inny sposób samych pojawień się naszego Zmartwychwstałego Pana. Już się przekonaliśmy, że relacji o nich nie można uważać za kłamstwo albo legendy, ale że opowiadania te zostały podane przez naocznych świadków, którzy byli głęboko przekonani o ich prawdziwości. Tak przynajmniej wyrażają się w tej sprawie wszyscy kompetentni uczeni. W jaki sposób zatem można uniknąć wysnucia z tych świadectw właściwych wniosków? Jedynym nadającym się do przyjęcia wyjaśnieniem byłoby to, że to, co przeżywali, było zjawiskiem natury patologicznej, względnie że były to jakieś halucynacje, albo inne zjawiska psychiczne.
Jednakowoż współczesna medycyna wskazuje na to, że nawet zjawiska psychologiczne podlegają pewnym prawom i że można je poddawać pewnym próbom. Przyjrzyjmy się więc dokładniej tym wydarzeniom w świetle niektórych z tych zasad.
1) Stwierdzano, że tylko niektóre typy ludzi są skłonne do tego rodzaju doświadczeń, a są to jednostki, które mają bardziej uwrażliwiony system nerwowy i bardziej są skłonne do wyobrażania sobie czegoś. A tutaj zatem miałby się zdarzyć taki wypadek, że grupa licząca pięćset ludzi przeżyła coś, co miało by się nazwać halucynacją? A potem jeszcze mniejsze grupy także twierdziły to samo, i to przy rozmaitych sposobnościach. A wśród tych, którzy twierdzili, że mieli takie „wizje” i takie przeżycia, nie tylko znajdowała się Maria Magdalena, która ewentualnie mogłaby uchodzić za osobę podatną psychicznie na halucynacje, ale byli także i inni; tacy jak hardy, surowy celnik, dalej było kilku bardzo prozaicznych prostych rybaków, a także inne osoby pochodzące z rozmaitych sfer społeczeństwa i posiadające najrozmaitsze dyspozycje psychiczne.
2) Poza tym halucynacje mają charakter w wysokiej mierze indywidualistyczny, albowiem prawdziwym ich źródłem jest podświadoma jaźń osoby, która je otrzymuje. Nie istnieje i zatem taka możliwość, aby dwie osoby przeżywały dokładnie te same zjawiska. Ale tutaj oto mamy taki „fakt”, że aż pięćset ludzi równocześnie doświadczyło jakoby dokładnie tego samego rodzaju halucynacji! I to w tym samym czasie i w tym samym miejscu! I dokładnie tego samego rodzaju halucynacji doświadczyły inne grupy ludzi albo też poszczególne osoby znajdujące się w odosobnieniu jedna od drugiej.
3) Tego rodzaju zjawiska przeważnie też dotyczą jakiegoś wypadku, którego dana osoba się spodziewa, o którym od dłuższego czasu myśli, którego od dłuższego czasu pragnie. Na przykład samotna matka, która od długiego czasu ogromnie pragnęła powrotu syna, który od niej uciekł, może dojść do stanu, w którym wierzy, że już go widzi obok siebie. Ale wszystko wskazuje raczej na to, że apostołowie i uczniowie nie spodziewali się takich pojawień Pana Jezusa. Byli smutni, załamani na duchu i wszelka nadzieja zdawała się zaginąć.
4) Należy także zaznaczyć, że psychiczne przeżycia przeważnie mają miejsce w stosownych porach i w stosownych miejscach, na przykład wieczorem, w nocy albo wczesnym rankiem i to w charakterystycznych okolicznościach. Ale te zjawiska miały miejsce w wszelkiego rodzaju miejscach i porach: w „górnej izbie” wieczorem, przy grobie wczesnym rankiem, w popołudniowym marszu przez wsie, to znaczy z Jerozolimy do Emaus, przy porannym połowie ryb nad jeziorem, na górze w Galilei, itd.
5) Wreszcie tego rodzaju obsesje przeważnie mają swoje nawroty przez długi czas i to w pewnym stopniu regularnie, a nasilenie ich bądź się zwiększa i występują coraz częściej w miarę jak czas upływa, albo się zmniejsza. Ale wszystkie te zjawiska, które my rozważamy w tej chwili, zdarzyły się w bardzo krótkim okresie tylko 40 dni, a potem ustały. I ani jeden spośród tych ludzi, którzy twierdzili, że mieli takie przeżycie, nie wspomniał, ani nie wyznał, że doznał chociażby jeden raz powtórzenia się takiego widzenia.
Nie można też zjawisk tych wyjaśnić przy pomocy przypuszczalnych osiągnięć nowoczesnego spirytyzmu, albowiem brak było kilku koniecznych warunków. Pojawienia się po zmartwychwstaniu całkiem jasno i wyraźnie nie były uzależnione od obecności jakiegoś medium albo jakiejś grupy osób, które by starały się o kontakt ze „światem ponadnaturalnym” albo też z jakimiś innymi okolicznościami, które by można ustalić, a które by miały związek ze spirytyzmem. A Ten, który się objawił, był – i to też trzeba jeszcze podkreślić – nie tylko jakąś zjawą duchową. Można Go było wyraźnie widzieć i wyraźnie słyszeć. Można Go było dotknąć rękami (Ewangelia Łukasza 24,39). Mógł chodzić od miejscowości do miejscowości (Ewangelia Łukasza 24,15); mógł smażyć rybę (Ewangelia Jana 21,9), a nawet ją jeść (Ewangelia Łukasza 24,41-43). Można też było widzieć znaki Jego cierpienia i można ich było dotknąć (Ewangelia Jana 20,27).
Im staranniej się studiuje to zagadnienie, tym bardziej wydaje się rzeczą niemożliwą, aby wyjaśnić te pojawienia się jakąkolwiek formą halucynacji. Nie wystarczy też jakaś teoria, która usiłowałaby wyjaśnić, że te zjawiska powodował tylko pozostały przy życiu duch Jezusa Chrystusa. Tutaj mamy do czynienia z czymś daleko bardziej konkretnym. Wszystkie dokumenty jednogłośnie stwierdzają, że Jego nieśmiertelny Duch powrócił do umęczonego, śmiertelnie poranionego ludzkiego ciała, które w tym momencie natychmiast, i w cudowny sposób, zostało przemienione na nowe, duchowe ciało, które oczywiście różniło się wielce od Jego śmiertelnego ciała i krwi, ale niemniej było ciałem, które można było rozpoznać.
Można by powiedzieć jeszcze daleko więcej, ale tutaj tylko podsumujemy to, w jak największym skrócie.
1) Na całym świecie istnieje wielka społeczność ludzi, która nosi nazwę Kościoła chrześcijańskiego. Historia tej gromady ludzi sięga wstecz do Palestyny – do około 30 roku po Chrystusie. Zapytajmy więc, czemu Kościół ten zawdzięcza swoje istnienie? Dokumenty związane z rozwojem tej społeczności całkiem wyraźnie stwierdzają, że jej początek datuje się od zmartwychwstania jej Założyciela, który powstał z grobu. Czy jest jeszcze jakaś inna koncepcja, która by mogła pokrywać się z tymi faktami?
2) Posiadamy także święto – chrześcijańską niedzielę, która również początkiem swoim sięga do tego samego miejsca i tej samej daty. A czemu zawdzięcza swoje powstanie niedziela? Żydzi byli przecież fanatycznie przywiązani do swojego sabatu, a wczesny Kościół był niemal wyłącznie żydowski. Stąd więc widzimy, że potrzeba tutaj było koniecznie jakiegoś nadzwyczajnego i wstrząsającego wypadku, który by nakłonił ich do tej zmiany, aby z święcenia sabatu przejść do święcenia pierwszego dnia tygodnia. I rzeczywiście tak było. Faktem tym nie było nic innego, jak zmartwychwstanie! To samo rozumowanie można zastosować w przypadku powstania Świąt Wielkanocnych.
3) A jak wyjaśnić rozwój wczesnego Kościoła? Najistotniejszą częścią i fundamentem apostolskiego kazania było zwiastowanie zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, które było opowiadane bardzo blisko, bo zaledwie w odległości kilku minut drogi od grobu Józefa. W jaki sposób zatem można wyjaśnić fakt, że tysiące ludzi uwierzyło i to w obliczu bardzo ostrego sprzeciwu Żydów i że nawet wielka ilość kapłanów stała się posłuszna wierze (Dzieje Apostolskie 6,7)? Odpowiedź wydaje się sprawę przesądzać. Przyczyną było to, że fakt „pustego grobu” nie dał się niczym obalić.
4) Ale raz jeszcze zapytajmy, w jakim stopniu można wyjaśnić ten niewygodny okres siedmiu tygodni, który dzieli wypadek zmartwychwstania od pierwszego publicznego ogłoszenia go? Jeśliby historia ta została sfabrykowana przez kogoś albo zdementowana na podstawie fałszywych danych, to nigdy nie zostałaby w ten sposób ułożona. Jedyną wystarczającą odpowiedzią na pytania dotyczące tego okresu jest to, co wyjaśniają same dokumenty Pisma Świętego, a mianowicie, że uczniowie spędzili pierwszych 40 dni w bezpośrednim obcowaniu ze swoim Zmartwychwstałym Panem (Dzieje Apostolskie 1,3) i to, że następnych 10 dni spędzili na rozkaz Pana Jezusa w oczekiwaniu na spełnienie Obietnicy Ojcowskiej, dzięki której mieli zostać napełnieni mocą z wysokości (Dzieje Apostolskie 1,4-8).
5) Jest też faktem nie do obalenia, że Sam Chrystus przepowiedział Swoje ukrzyżowanie i zmartwychwstanie. A nawet gdyby jakiś krytyk usiłował wyjaśnić tę stanowczość pewnych wypowiedzi i przepowiedni naszego Pana Jezusa jako reminiscencje zapisane przez jakiegoś autora Ewangelii po fakcie, to oskarżenie, które zostało wysunięte pod adresem Pana Jezusa w czasie Jego rozprawy sądowej, że jakoby powiedział: „Mogę zburzyć świątynię Bożą i w trzy dni ją odbudować” (Ewangelia Mateusza 26,61), z całą pewnością można określić jako nic innego, jak tylko zniekształconą wersję Jego własnej przepowiedni męki i zmartwychwstania.
6) A co można powiedzieć o samych apostołach? Co mogło zmienić tę małą gromadkę smutnych i pokonanych tchórzy – w zespół misjonarzy, którzy cieszyli się wspaniałym powodzeniem, którym nikt nie umiał się przeciwstawić i którzy cały świat przewrócili „do góry nogami”, w czym nie mogła powstrzymać ich żadna opozycja? Cóż zmieniło Piotra – słabeusza, który zaparł się swojego Pana przed służącą, w męża, którego nie mógł zmusić do zamilknięcia cały Sanhedryn? Paweł i Ewangeliści dają nam po części wyjaśnienie w takich słowach: „Wstał Pan prawdziwie i ukazał się Szymonowi” (Ewangelia Łukasza 24,34; I List do Koryntian 15,5). Cóż zmieniło Jakuba, który był bratem Pana według ciała i to bynajmniej nie żywiącym w stosunku do Niego wielkich sympatii, w przywódcę zboru w Jerozolimie – i to w czasie zaledwie kilku lat? Dowiadujemy się tego z dokumentów, które nam mówią: „Potem ukazał się Jakubowi” (I List do Koryntian 15,7). Cóż byłoby mogło skłonić Jakuba, który kiedyś był tak krytycznie nastawiony do swojego Brata, aby Go potem nazywał Panem Chwały (List Jakuba 2,1)? A co powiemy o Pawle, który był prześladowcą, który musiał niewątpliwie wiedzieć o wszystkich faktach dotyczących grobu Józefa z Arymatei, a co o Szczepanie – męczenniku, i o całym mnóstwie jeszcze innych świadków?
7) A co mamy powiedzieć o doświadczeniu chrześcijan poprzez całe wieki? Jest i było mnóstwo mężczyzn i kobiet, wykształconych i prostaków, cywilizowanych i dzikich, pogardzanych i respektowanych, a wszyscy ci ludzie znaleźli w Zmartwychwstałym, Żywym Chrystusie swoje zbawienie i swoją radość, a co więcej, przemienione ich życie dawało świadectwa, że to, co przeżyli jest rzeczywistością.
8) I wreszcie co powiemy o Tym, który zmartwychwstał? Oczywiście, że są tacy krytycy, którzy twierdzą, że zmartwychwstanie jest rzeczą tak niewiarygodną, że żadna ilość dowodów nie wystarczy, aby udowodnić prawdziwość tego faktu. Takie stanowisko zajmują zwykle ludzie uprzedzeni i jest ono niezgodne z postępowaniem naukowym. Ale pomińmy to. Przypuśćmy, że istotnie zmartwychwstanie zwyczajnego człowieka jest niewiarygodną rzeczą. Ale tego rodzaju logiczne wnioskowanie nie może zostać zastosowane do Osoby Tego, o Którym teraz mówimy. On był całkiem wyjątkowy we wszystkim co czynił, we wszystkim co powiedział, we wszystkim Kim był. Z jakiegokolwiek punktu widzenia byśmy Mu się przyglądali, stwierdzamy, że jest On nieporównywalny z kimś innym. Nawet i poza samym faktem zmartwychwstania mamy bardzo wiele wspaniałych i przekonywujących powodów, aby wierzyć, że On istotnie jest Bogiem objawionym w ciele. Czyż zatem miałoby się to wydawać rzeczą tak dalece niewiarygodną, że Taki Człowiek – Taka Osoba, miałaby nie powstać od umarłych? Byłoby raczej o wiele bardziej niewiarygodną rzeczą, gdyby nie powstał z martwych. Rzeczywiście, jest to jedną z najgłębszych tajemnic, że On w ogóle kiedykolwiek umarł za nas ludzi i dla naszego zbawienia! Ale skoro On umarł, to nie powinno być w tym absolutnie nic dziwnego, że również i zmartwychwstał!
Ale ostatecznym dowodem zmartwychwstania dla każdego pojedynczego człowieka pozostanie jego własna świadomość obcowania z Zmartwychwstałym Chrystusem, albowiem w tej sprawie dowód osobistego doświadczenia może uzupełnić wszystkie wywody historyczne. W dalszym ciągu moc obowiązującą zachowuje obietnica dana przez Samego Pana, a mianowicie: „Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną” (Objawienie Jana 3,20). On powiedział też: „Ja żyję i wy żyć będziecie” (Jan 14,19).
Zatem „Jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy zostaną ożywieni” (I List do Koryntian 15,22). „Jeśli z Nim wytrwamy, z Nim też królować będziemy” (II List do Tymoteusza 2,12).

J. D. Anderson

Wpłat można również dokonywać poprzez poniższy formularz
Darowizna
image_pdfimage_print

Chrześcijańska Misja Ewangeliczna"FILEO"

„Ja prosić będę Ojca i da wam innego Pocieszyciela, aby był z wami na wieki – Ducha prawdy, którego świat przyjąć nie może, bo go nie widzi i nie zna; wy go znacie, bo przebywa wśród was i w was będzie” Ewangelia Jana 14,16-17

Leave a Reply