W ZACISZU NAZARETU

„A gdy wykonali wszystko według zakonu Pańskiego, wrócili do Galilei, do miasta swego Nazaretu. A dziecię rosło i nabierało sił, było pełne mądrości, i łaska Boża była nad nim (…) I poszedł z nimi, i przyszedł do Nazaretu, i był im uległy. A matka jego zachowywała wszystkie te słowa w sercu swoim” (Ewangelia Łukasza 2,39-52).

Tak powrócił pewnego dnia Józef, skromny cieśla, ze swoją małżonką Marią, do Nazaretu. Jezus wzrastał, z małego dziecka stał się dorastającym chłopcem. A im bardziej rozwijało się życie umysłowe dziecka, tym silniej objawiało się i życie Boże w Nim. Czynności, ruchy, objawy życia i myśli, właściwe w równej mierze wszystkim dzieciom, ulegają w toku rozwoju różnym zmianom, robią niejednokrotnie wrażenie szukania, błądzenia. U chłopca Jezusa zaznaczał się silnie stopniowy rozwój szczególnej, Jemu tylko właściwej, jedynej, nie mającej sobie równej, indywidualności. Matka przede wszystkim musiała zauważyć te tajemnicze przemiany, cudowne przejawy życia wewnętrznego, przenikające i ujawniające się w całym Jego wewnętrznym zachowaniu. Cudem nad wszystkie cuda bywa i to, zwłaszcza u chłopców, że w czasie, gdy zmienia się ich zewnętrzny wygląd i zachowanie, wychodzą równocześnie na jaw i zdolności umysłowe, skłonności, wady i zalety charakteru.

Od chwili, gdy zbudzi się w człowieku ta tajemnicza siła wewnętrzna, jest on naprawdę kimś, sobą, stanął u progu wędrówki do naznaczonego mu przez Boga celu, wędrówki, w której inni nie potrafią za nim nadążyć. A chwila ta jest pełna boleści i goryczy dla człowieka, który tego chłopca nade wszystko ukochał – dla matki. Dziecko odłącza się od niej niejako duchem, odchodzi, przerasta ją. Ten dojmujący ból stał się również udziałem matki Jezusa; i jej dziecko oddalało się od niej – ona zaś mogła pójść za Nim, ale nadążyć nie dała rady.

Tekst Ewangelii podaje nam, że chłopiec Jezus udał się do świątyni z radością, napełniając ją wonią Swojej świętości. Był już tutaj niegdyś jako niemowlę, teraz wraca jako kwitnący młodzieniec. On lubi przebywać  w świątyni. Jego dusza doświadczała, tego że: ,,…miłe są przybytki Twoje, Panie Zastępów!” (Psalm 84,2). Tęskniła do pałaców Pańskich. Raduje się, kocha, obejmuje ołtarz Swego Ojca. Tu czuł się w domu Ojcowskim, tu zażywał szczęścia tych, którzy mieszkają w domu Pana.

W drodze Jezus odłączył się od rodziny. My stąd bierzmy przestrogę, żebyśmy Pana Jezusa nie utracili. O, jakże często bywa utracony! Jedni gubią Go przez niedbalstwo, bo więcej się starają o rzeczy ziemskie aniżeli o niebieskie. Drudzy tracą Go przez odpadnięcie od społeczności z Nim i od Jego nauki. O tych mówi Słowo Boże, że „kto się za daleko zapędza i nie trzyma się nauki Chrystusowej, nie ma Boga” (II List Jana 1,9). Jeszcze inni tracą Go przez rozliczne grzechy, bo kto grzeszy, stracił Jezusa. Z duszą złośliwą Pan Bóg nie chce mieszkać. O tym świadczy również prorok Izajasz, mówiąc: „Wasze winy są tym, co was odłączyło od waszego Boga, a wasze grzechy zasłoniły przed wami jego oblicze, tak że nie słyszy” (Księga Izajasza 59,2). Jezusa tracimy niekiedy i w ten sposób, iż nie daje nam odczuwać Swej słodkiej obecności, kiedy przychodzą na nas godziny utrapienia i oschłości duchowej. Czasem może sami przyczyniamy się do tego małodusznością, niewiernością, oziębłością. Nieraz są to tylko chwile próby. Jeśli tak jest, wytrwajmy cierpliwie w tych próbach, a łaska Boża odnowi nas wewnętrznie.

Z jakim usposobieniem powinniśmy szukać Jezusa? Z pokorą. Niegodni jesteśmy sami z siebie Jego niepojętego zniżenia się ku nam. On jest Panem, przychodzi i odchodzi, kiedy chce. Z bezkresnych światów przychodzi do mnie, nic więc dziwnego, iż dusza moja, podobna do mola, traci czasem Jego jasny promień. Szukać też należy z cierpliwością. Grunt życia jest taki kamienisty. W naszej ograniczonej naturze jest wiele nieświadomych błędów, wiele rozdwojenia woli i uczuć. Dusza nasza nie zawsze goreje płomieniem, czasami jest mdła, znużona. Trzeba szukać z gorliwością.

Myśl, wola i uczucie Józefa i Marii były zwrócone do jednego celu: gdzie jest Jezus? Szukali Jego śladów, chodzili tu i tam, rozpytywali się, nie żałowali trudu. Oto jak nawracający się, a niemniej i wierzący człowiek powinien szukać Jezusa. Ani pokrewieństwo, ani ciało i krew, ani ulica i wir zajęć nie dają nam Zbawiciela, tylko miejsce święte, cisza i samotność. Oni „znaleźli Go w świątyni”. Tam Go szukaj! Na drogach skruchy, w głębi własnej duszy,w odwróceniu się od grzechu.

W Swej niepojętej miłości Pan Bóg ustanowił nam Swego Syna jako Nauczyciela, jako Niebieskiego Lekarza. Bo to cudowne wydarzenie, kiedy chłopiec Jezus uczył w jeruzalemskiej świątyni; stało się nie tylko dla owej świątyni, która teraz jest zburzona, ale się to stało najpierw dla duchowego Jeruzalemu, którym jest żywy Kościół chrześcijański. W tym Kościele On Sam tylko chce być Nauczycielem przez Swoje Słowo i Ducha Świętego, a potem dla świątyni naszego serca, w której też chce nauczać, cieszyć, oświecać, pytać    i odpowiadać, bo to jest Jego praca nauczycielska w naszym sercu.

„I ujrzawszy Go, zdziwili się. I rzekła do Niego matka Jego: Synu, cóżeś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja bolejąc szukaliśmy Ciebie. I rzekł do nich: Czemuście mnie szukali? Czyż nie wiedzieliście, że w tym, co jest Ojca mego, Ja być muszę?” Oto usposobienie cechujące Jezusa – dusza Jego zespolona z Ojcem we wszystkich położeniach życia. Tym zjednoczeniem karmi Swą duszę jako młodzieniec w Nazarecie, jako mężczyzna w Jerozolimie, na górze Tabor i na Golgocie.

Chrześcijaństwo nie tylko nie uwalnia nas od czynności codziennego życia, ale uważa ich wykonywanie za nieodzowny warunek do noszenia miana uczniów Jezusa. Uczcimy Go należycie, gdy będziemy sumiennie i ochoczo wykonywać skromną pracę, którą nam powierzył. Obowiązki wykonywane na najbardziej niepozornym stanowisku, o ile będziemy ożywieni pragnieniem podobania się naszemu Panu, staną się służbą Bożą. Wszyscy chrześcijanie – bez względu na to czy ich okoliczności wysunęły na szeroką widownię, czy też pozostawiły w cichym ustroniu – są zobowiązani wnosić w swą pracę tę samą powagę i pilność, tę samą gorliwość, szczerość i radość, jakie zawsze były udziałem Pana Jezusa.

Te pierwsze znane nam słowa Jezusa w świątyni jeruzalemskiej  i komentarz do nich – trzydzieści lat życia w Nazarecie – rzucają na tę sprawę promień światła Bożego: Czyż nie wiedzieliście, że powinienem być w tych rzeczach, które są mojego Ojca? To uroczyste oświadczenie tłumaczy nam tajemnicę długich – zdawałoby się, że nieważnych – lat Jego ukrytego życia.

Dzięki przyjściu Pana Jezusa w ciele, wszystko stało się Boże. Wpływ Boga na nowo przenika całe stworzenie, wymykające się Bogu przez grzech człowieka. Życie ludzkie odzyskało sens. Praca chrześcijanina jest dalszym ciągiem pracy Chrystusa, powtarza Jego czynności. Człowiek posila się i to przy tym samym stole, przy którym siedział jego Pan, i do którego został zaproszony przez Niego. Pozostał nadal człowiekiem, ale przez łaskę może należeć do rodziny Bożej. Sam z siebie jest tylko latoroślą chwiejącą się na wietrze, ale ożywioną przez soki życia Bożego, by rodzić czyny, które są owocem Samego Zbawiciela. Ziemia przestaje być ziemią nieprzyjacielską, po której błąkał się wygnaniec z raju. Staje się na nowo domem Bożym i bramą niebieską. Dla chrześcijanina bowiem każda sprawa staje się wieczną i Bożą.

Słowa powyższych wierszy Ewangelii ilustrują nam życie powszednie w rozumieniu Bożym. Nazaret, to miejsce i wzór życia dla tych, co chcieliby prowadzić życie miłe Bogu, lecz niezdolni są do wielkich czynów. To dla dusz skromnych, które żyją życiem spokojnym i cichym. To jest strefa, w której dusza się nie starzeje. To prawdziwy złoty dom, w którym wszystko oddycha najczystszym weselem. Tak było w Nazarecie: Bóg w Swój cudowny sposób czuwał nad tą Jemu oddaną rodziną. Tutaj pracą codzienną trzeba było zarabiać na chleb powszedni. Żółtego i czerwonego piasku spiekłej pustyni nie zamienia Bóg od razu w kwitnący ogród. Życie dla najświętszych nawet dusz bywa nieraz szare i powszednie, lecz za tą szarą powszedniością ukrywa się kraina wiary, życie duchowe, które upływa w stanie łaski, kierujące się prawami Bożymi i pobudkami wiary. Taki stan życia powinniśmy stale pielęgnować.

Nie możemy jednak ciągle pozostawać dziećmi, ale powinniśmy zawsze zachować pewne rysy twarzy dziecięcej: delikatność, prostotę i pokorę. „Jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebios”(Ewangelia Mateusza 18,3) – mówi nasz Pan i Zbawiciel.

A. W.

Darowizna

image_pdfimage_print

Chrześcijańska Misja Ewangeliczna"FILEO"

„Ja prosić będę Ojca i da wam innego Pocieszyciela, aby był z wami na wieki – Ducha prawdy, którego świat przyjąć nie może, bo go nie widzi i nie zna; wy go znacie, bo przebywa wśród was i w was będzie” Ewangelia Jana 14,16-17

Leave a Reply

%d bloggers like this: