DOZORCA WIĘZIENNY Z FILIPPI

(Dzieje Apostolskie 16,16-40)

16 „A gdyśmy szli na modlitwę, zdarzyło się, że spotkała nas pewna dziewczyna, która miała ducha wieszczego, a która przez swoje wróżby  przynosiła wielki zysk panom swoim (Dz.  Ap. 12,13; 19,24).

17 Ta, idąc za Pawłem i za nami, wołała mówiąc: Ci ludzie są sługami Boga Najwyższego i zwiastują wam drogę zbawienia (Mar. 1,24.34;  Łuk. 4,41).

18 A to czyniła przez wiele dni. Wreszcie Paweł znękany, zwrócił się do   ducha i rzekł: Rozkazuję ci w imieniu Jezusa Chrystusa, żebyś z niej wyszedł. I w tej chwili wyszedł (Mar. 16,17; Dz. Ap. 4,2; II Kor. 2,11).

19 A gdy jej panowie ujrzeli, że przepadła nadzieja na ich zysk,   pochwycili Pawła i Sylasa, zawlekli ich na rynek przed urzędników (Dz. Ap. 15,40; 19,25).

20 I  stawiwszy  ich  przed  pretorów,  rzekli: Ci  oto ludzie, którzy są Żydami, zakłócają spokój w naszym mieście (Dz. Ap. 17,6; I Król. 18,17; Am. 7,10)

21 i głoszą obyczaje, których nie wolno nam, jako Rzymianom, przyjmować ani zachowywać.

22 Wraz z nimi wystąpił też przeciwko nim tłum, a pretorzy, zdarłszy z nich szaty, kazali ich siec rózgami (II Kor. 11,25; Flp. 1,30; I Tes. 2,2);

23 a gdy im wiele razów zadali, wrzucili ich do więzienia i nakazali stróżowi więziennemu, aby ich bacznie strzegł.  

24 Ten, otrzymawszy taki rozkaz, wtrącił ich do wewnętrznego lochu, a nogi ich zakuł w dyby (Dz. Ap. 12,6.10).

25 A około północy Paweł i Sylas modlili się i śpiewem wielbili Boga, więźniowie zaś przysłuchiwali się im (Dz. Ap. 5,41; Kol. 3,16; Jak. 5,13).

26 Nagle powstało wielkie trzęsienie ziemi, tak że się zachwiały fundamenty więzienia i natychmiast otworzyły się wszystkie drzwi, a więzy wszystkich się rozwiązały (Dz. Ap. 4,31; 5,19; 12,7.10). 

27 A gdy się przebudził stróż więzienny i ujrzał otwarte drzwi więzienia, dobył miecza i chciał się zabić, sądząc, że więźniowie uciekli (Dz. Ap. 12,19).

28 Lecz Paweł odezwał się donośnym głosem, mówiąc: Nie czyń sobie nic złego, bo jesteśmy tu wszyscy.  

29 Zażądał wtedy światła, wbiegł do środka i drżąc cały, przypadł do nóg Pawła i Sylasa,

30 i wyprowadziwszy ich na zewnątrz, rzekł: Panowie, co  mam  czynić,  abym był zbawiony? (Łuk. 3,10; Dz. Ap. 2,37; 22,10).  

31 A oni rzekli: Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony, ty i twój dom (Mar. 16,16; Łuk. 10,25; Jan. 4,53; 6,29; Dz. Ap. 3,16; 11,14; 17,34).

32 I głosili Słowo Pańskie jemu i wszystkim, którzy byli w jego domu.

33 Tejże godziny w nocy zabrał ich ze sobą, obmył ich rany, i zaraz został ochrzczony on i wszyscy jego domownicy.

34 I wprowadził ich do swego domu, zastawił stół i weselił się wraz  z całym swoim domem, że uwierzył w Boga (Ps. 23,5; Jan. 14,6; Dz. Ap. 8,39; I Tes. 1,9).

35 A gdy nastał dzień, posłali pretorzy pachołków, mówiąc: Zwolnij tych ludzi.

36 Stróż więzienny zaś oznajmił te słowa Pawłowi: Pretorzy przysłali polecenie, że macie być zwolnieni; przeto wyjdźcie teraz i idźcie w pokoju (Mar. 5,34).

37 Paweł zaś rzekł do nich: Wychłostawszy nas, obywateli rzymskich,  publicznie bez sądu, wrzucili nas do więzienia; teraz zaś potajemnie nas wypędzają? Nie, niech raczej sami przyjdą i wyprowadzą nas.

38 Pachołkowie zaś donieśli pretorom te słowa. A ci gdy usłyszeli, że są Rzymianami, zlękli się (Dz. Ap. 22,29).  

39 I przyszedłszy, przeprosili ich, wyprowadzili i prosili, żeby opuścili  miasto (Mat. 8,34; Dz. Ap. 5,26).

40 Gdy zaś wyszli z więzienia, wstąpili do Lidii, a ujrzawszy braci, dodali im otuchy i odeszli.”

Przy końcu niniejszego rozdziału jest mowa o braciach, z którymi żegna się Paweł. Ze względu na ograniczoną objętość swojego szeroko zakrojonego, historycznego dzieła, Łukasz nie opowiada, jak przebiegały dalsze prace wysłanników Jezusa w Filippi i jak powstał tu zbór, mający punkt zborny w domu Lidii. Możemy jednak być pewni, że działalność w Filippi trwała czas dłuższy i że nawrócenie Lidii oraz dozorcy więziennego nie stanowiło jedynych ważnych wydarzeń. Po prostu Łukasz opisuje tylko początek i koniec Pawłowej pracy w tym mieście.

(Wiersze 16-18). Wysłannicy znowu stykają się tu z okultystycznym światem pogańskim. Pewna młoda niewolnica „miała ducha wieszczego”. Stanowiła ona własność całej spółki „panów”, którzy  z jej wróżenia ciągnęli niezłe zyski. Rzecz osobliwa, że aż do dziś ludzie dotknięci okultyzmem czują szczególny pociąg do uczniów Jezusa. Ta dziewczyna również biegała „za Pawłem i za nami” i wszędzie rozlegało się jej głośne, podniecone wołanie: „Ci ludzie są sługami Boga Najwyższego i zwiastują wam drogę zbawienia”. Czy nie mówiła prawdy? Czy jej okrzyki nie mogły skutecznie pomóc Pawłowi i jego sprawie? Czy nie powinien więc się cieszyć, że nawet wróżbiarka o nim mówi? Pawłowi ani to jednak nie schlebia, ani nie interesuje go. Jest tym wszystkim „znękany”. Wie, kto kryje się za tym wołaniem. Nie zniesie, aby sprawę Jezusową reklamował diabeł. Jeżeli moce ciemności przywdziewają nawet maskę religijności czy chrześcijaństwa, zawsze pozostają zgubnymi siłami na usługach wroga. Można sobie wyobrazić, do jakich nieporozumień doszłoby wśród pogańskiej ludności, gdyby wysłannicy Jezusa zostali postawieni na jednej płaszczyźnie z przedstawicielami okultyzmu. Dlatego też Paweł „zwrócił się do ducha i rzekł: Rozkazuję ci w imieniu Jezusa Chrystusa, żebyś z niej wyszedł. I w tej chwili wyszedł”. Dla ciemnych mocy nie istnieją żadne względy i nie trzeba się ich lękać. Uczeń Jezusa ma się do nich zwracać tylko w rozkazującej formie, tak jak czynił to jego Pan (np. Ewangelia Marka 1,25; 5,8). O ile jednak Jezus mógł powiedzieć po prostu: „rozkazuję ci!” o tyle uczeń tylko wtedy ma moc rozkazywania, gdy czyni to „w imieniu Jezusa Chrystusa”, wierząc w zwycięstwo Krzyża i moc żywego, obecnego Pana.

(Wiersze 19-24). Dziewczyna jest wolna, ale łatwy zarobek jej właścicieli skończył się wraz z odejściem wieszczego ducha. Kiedy więc zobaczyli, że przestała wróżyć, a więc przynosić pieniądze, kiedy usłyszeli, jak to się stało, wpadli we wściekłość. Co ich obchodzi zdrowie niewolnicy? Co ich obchodzą zagadnienia prawdy Bożej? Ktoś ośmielił się naruszyć ich zyski, ich pieniądze. Gdy w grę wchodzi pieniądz, ludzie stają się nieprzyjemni. Co to za jedni, ten Paweł i Sylas? Oczywiście „Żydzi”! Od razu do głosu dochodzi antysemityzm, wówczas w państwie rzymskim już rozpowszechniony. Niemal słyszymy to święte oburzenie ludzi interesu. Przez „Żydów” w mieście wszczęły się rozruchy, trzeba im więc uniemożliwić szkodliwe działanie! Czyhając na Pawła i Sylasa na ulicy, pochwycili i „zawlekli ich na rynek przed urzędników”. Oczywiście nie oskarżą ich o uzdrowienie niewolnicy. Od niepamiętnych czasów wiadomo, że należy apelować do uczuć narodowych i udawać troskę o porządek, gdy w rzeczywistości chodzi o własne pieniądze! Tak więc „stawiwszy ich przed pretorów, rzekli: Ci oto ludzie, którzy są Żydami, zakłócają spokój w naszym mieście i głoszą obyczaje, których nie wolno nam, jako Rzymianom, przyjmować ani zachowywać”. Jakie to „obyczaje” głoszą Paweł i Sylas, nie podano szczegółowo. I wcale nie o to chodziło. Ważne tylko, aby przeciwko żydowskim przybłędom wzniecającym niepokój podburzyć władze i ludność. I to się udaje. Do przesłuchania, podczas którego Paweł mógłby rzucić na szalę swoje rzymskie obywatelstwo, wcale nie dochodzi. Po jednej stronie stoją znani miastu, bogaci panowie, po drugiej –  niepozorni, obcy Żydzi. Lud, składający się przeważnie z rzymskich kolonistów, we wzniosłym poczuciu swojej rzymskiej dumy zajmuje wobec  Pawła i Sylasa wrogie stanowisko. Pretorzy dają znak liktorom i oto na rynku z obu wysłanników zerwane zostają szaty, już świszczą rózgi, plecy spływają krwią. Potem Paweł i Sylas zostają odprowadzeni do więzienia. W ponurym lochu, w głębi więziennego budynku zakuwają im nogi w dyby. W najbardziej niewygodnej pozycji, z poranionymi plecami, muszą całe godziny spędzić w bezruchu.

(Wiersz 25). Jak Bóg może do tego dopuścić! Tak pięknie się zaczęło misyjne dzieło, do którego Sam ich powołał, a teraz nagle wszystko się skończyło z powodu wyświadczonego dobrodziejstwa (por. Dzieje Apostolskie 4,9). Czy nie można wpaść w rozpacz? Ale „około północy Paweł i Sylas modlili się i śpiewem wielbili Boga”. Wypełnia się w taki sposób to, co Job mówi o pieśniach pochwalnych, które Bóg wywołuje w nocy, nawet w taką noc niedoli i zagadek (Księga Joba 35,10; również Psalm 42,9; Psalm 119,55). Nie sposób zliczyć tych wszystkich ludzi, którym historia ta na przestrzeni dziejów Kościoła, przez wszystkie stulecia dodawała odwagi i była pociechą. Co myśleli inni więźniowie znający dotąd tylko jęki i przekleństwa, gdy słuchali modlitw i pieśni pochwalnych śpiewanych przez Pawła i Sylasa?

(Wiersze 26-28). I tu nagle zaczyna się trzęsienie ziemi. Nadchodzi pomoc od Boga. Niespodziewane katastrofy obnażają serca ludzkie. Dozorca więzienny – prawdopodobnie stary rzymski oficer – gwałtownie wyrwany ze snu, zauważa tylko jedno: drzwi więzienia są otwarte; myśli tylko o jednym: więźniowie uciekli; i widzi tylko jedno wyjście: jako oficer odpowiedzialny za więzienie nie może przeżyć tej hańby. Wobec tego „dobył miecza i chciał się zabić”. W tej samej chwili dociera do niego krzyk Pawła: „Nie czyń sobie nic złego, bo jesteśmy tu wszyscy”.

(Wiersze 29-31). Każe więc zapalić szybko pochodnię i wpada do lochu. Więźniowie są na miejscu! Kim są ci ludzie? Bóg przyszedł im z pomocą, a oni nie tylko że nie uciekli, ale jeszcze tak serdecznie ostrzegli go przed pochopnym czynem.

„Drżąc cały, przypadł do nóg Pawła i Sylasa, i wyprowadziwszy ich na zewnątrz, rzekł: Panowie, co mam czynić, abym był zbawiony?”. Musiała tu wcześniej toczyć się jakaś Boża historia, której nie znamy. Nie wiemy, jak wiele ten człowiek w tygodniach poprzedzających uwięzienie Pawła słyszał o jego działalności. Jednakże pytanie, które zadał, nie może w ciągu paru minut najwyższego przerażenia zrodzić się w sercu zupełnie martwym. Może natomiast w takiej chwili wybuchnąć, o ile już przedtem skrycie zaniepokoiło to serce. Cudowną jest rzeczą, że na pytanie to Ewangelia daje prostą, jednoznaczną odpowiedź: „Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony, ty  i twój dom”. Tym właśnie różni się ona od wszystkich innych religii i światopoglądów, że nie żąda od ludzi specjalnych osiągnięć, nie zaleca stosowania nowych metod religijnych, nie wciąga w tajemnicze labirynty poznania, tylko wzywa do uczynienia jednego, dziecinnie łatwego kroku: tu jest Jezus – zawierz Mu siebie! Na tym zasadza się zbawienie.

Jak jednak mamy rozumieć dodatek: „ty i twój dom”? Czy jest to przyrzeczenie wyjątkowe, ważne w tym jednym tylko wypadku, ponieważ Paweł i Sylas mieli pewność, że wszyscy domownicy uchwycą się ratującej wiary? Czy też każdy, kto przychodzi do Jezusa, może przyrzeczenie to wziąć do siebie: moja żona i moje dzieci również uwierzą? Musimy tu uwzględnić specyfikę „domu” w starym świecie, pojęcia obejmującego nie tylko żonę i dzieci, ale również gromadę niewolników. W omawianym tekście mowa jest zapewne o grupie ludzi dorosłych, którym zostaje zwiastowane Słowo Boże. Byli oni obecni przy wydarzeniach tej nocy, wysłuchali zwiastowania, a teraz tak jak ich pan, otrzymują przyrzeczenie: dostąpicie zbawienia, jeżeli odważycie się zrobić krok ku Jezusowi. Wysłannicy Jezusa nie twierdzą, że skoro pan domu uwierzył, to automatycznie zbawieni zostaną wszyscy domownicy. Na przykładzie Onezyma, który należał do domu Filemona, widzimy, że osobista decyzja przyjścia do Jezusa jest nieodzowna. Onezym nie otrzymał ratunku wtedy, gdy Filemon stał się chrześcijaninem, ale dopiero wówczas, gdy sam uwierzył przebywając z Pawłem w Rzymie. W każdym razie możemy mieć tę pocieszającą pewność, że Bóg widzi nasze mocne związki z domem i dlatego trzyma w gotowości swoją ratującą łaskę, aby wysłuchując naszych modlitw, obdarować nią naszych bliskich. Z drugiej strony, nie wolno nam zapominać, że Jezus mówił również o rozłamie, jaki z powodu Jego imienia powstawać będzie w domach i rodzinach.

(Wiersze 32 i 33). Ewangelia jest jedyną, prostą odpowiedzią na palące pytania naszego serca i dlatego sprawy mogą następować tak szybko. Niepotrzebna jest wielotygodniowa nauka; wystarczy jedna nocna godzina, w której „głosili Słowo Pańskie jemu i wszystkim, którzy byli w jego domu”. Można całe życie spędzić na czytaniu Biblii, rozmyślaniach i modlitwach,a mimo to nie rozumieć, na czym polega wspaniałość Jezusa. A potem nagle, w jednej godzinie, serce ludzkie pojmuje to, co najistotniejsze i odtąd gotowe jest oddać się Jezusowi. Dlatego dozorca więzienny „zaraz został ochrzczony on i wszyscy jego domownicy”. Zanim jednak to nastąpiło, obmył wysłannikom Jezusa poranione plecy. Oni wszakże pełnili pełną miłości służbę zwiastowania, nie myśląc o sobie, nie bacząc na głód i ból.

(Wiersz 34). Na naszych oczach stosunek dozorcy więziennego do wysłanników Jezusa staje się coraz serdeczniejszy i pozbawiony skrępowania. Na początku, jeszcze w celi więziennej, padł im do nóg, następnie wyprowadził ich na podwórze, aby bez przeszkód zadać palące go pytanie. Później zabiera uczniów do domu i obmywa im rany. Teraz, już ochrzczony, „zastawił stół i weselił się wraz z całym swoim domem”. Ta zmiana nie oznacza jednak tylko rosnącego przywiązania osobistego. Nie popełnimy omyłki twierdząc, że wspólny posiłek był zarazem Wieczerzą Pańską, łączącą wszystkich z Jezusem, a w Nim – każdego z każdym. Stary żołnierz weselił się głośno, a cały dom radował się wraz z nim. Taka radość ludzka jest najpiękniejszą nagrodą wysłanników Jezusa i w tamtych czasach, i dziś.

Bóg sprawia, że pod wpływem usłyszanych słów serce Lidii otwarło się w ciszy (Dzieje Apostolskie 16,14), a inne serce otwarło się w huku trzęsienia ziemi, pod wpływem cierpień Bożych wysłanników. To jest Boże dzieło.Do nas należy natomiast trwać w gotowości, tak, ażeby w każdej chwili i w każdych warunkach – czy to głosząc Słowo w bezpiecznym wnętrzu Kościoła, czy w niezwykłej scenerii więziennego podwórza, pośród cierpienia i nocy – podejmować służbę dla Niego.

(Wiersze 35-36). „Gdy nastał dzień, posłali pretorzy pachołków, mówiąc: Zwolnij tych ludzi”. Rzymskim urzędnikom, gdy ochłonęli, przestał się podobać własny gwałtowny postępek. Uznali, że chłosta i noc w więzieniu są wystarczającą karą dla ludzi, którym nie można zarzucić nic konkretnego. Dozorca więzienny, szczęśliwy, oznajmia braciom tę radosną decyzję,bo pomimo wesela, ileż trwożnych myśli musiało mu się przewijać przez głowę; jak na przykład miał ułożyć dalsze stosunki z więźniami? I nagle, dzięki cudownej dobroci Boga, problemy zostają rozwiązane, znika konflikt między obowiązkiem rzymskiego urzędnika, a obowiązkiem chrześcijanina.

(Wiersze 37-39). W tym momencie Paweł daje się poznać z zupełnie innej strony. Stosuje wprawdzie do siebie zalecenie dane później Tymoteuszowi: „cierp, wykonuj pracę ewangelisty” (II List do Tymoteusza 4,5), ale niesprawiedliwość nazywa niesprawiedliwością, zwłaszcza gdy dopuszczają się jej ci, którzy z racji piastowania wysokich urzędów państwowych zobowiązani są do przestrzegania prawa. Ponadto chodzi Pawłowi o młody zbór, którego życie i tak nie będzie lekkie w rzymskiej kolonii. Niechże ominie go przynajmniej ta hańba, że jego założyciele musieli ukradkiem opuścić miasto po otrzymaniu publicznej chłosty i pobycie w więzieniu. Dlatego Paweł wychodzi razem z dozorcą do liktorów i mówi: „Wychłostawszy nas, obywateli rzymskich, publicznie bez sądu, wrzucili nas do więzienia; teraz zaś potajemnie nas wypędzają? Nie, niech raczej sami przyjdą i wyprowadzą nas”. Nie upiera się jednak przy pozostaniu w Filippi, gdy zamiast rozkazu pojawia się prośba: „żeby opuścili miasto”. W zaistniałych wydarzeniach widzi bowiem Bożą wolę, która tak jak w Antiochii Pizydyjskiej i w Ikonium, kończy jego działalność w tym miejscu. W Filippi istnieje zbór Jezusa, pierwsza w Macedonii pochodnia promieniuje światłem Nowiny na całą okolicę. Paweł może  i powinien pójść dalej. Tak napisze o tym później do Tesaloniczan: „Chociaż przedtem, jak wiecie, w Filippi ucierpieliśmy i byliśmy znieważeni, to jednak   w Bogu naszym nabraliśmy odwagi, by w ciężkim boju głosić wam Ewangelię Bożą” (I List do Tesaloniczan 2,2). Zostawił jednak w Filippi – jak się wydaje – Łukasza, bowiem zwrot „my” kończy się w Dziejach Apostolskich 16,17, aby pojawić się znów w rozdziale 20, wersecie 6, gdy będzie mowa o wyruszeniu z Filippi. Najprawdopodobniej Łukasz kontynuował pracę w tym mieście, a potem wyruszył z Pawłem w podróż do Jerozolimy.

(Wiersz 40). Paweł natomiast raz jeszcze zobaczył się z braćmi w domu Lidii, dodał im otuchy, po czym powędrował dalej na zachód, w głąb Macedonii i Europy.

Werner  de  Boor


Darowizna

image_pdfimage_print

Chrześcijańska Misja Ewangeliczna"FILEO"

„Ja prosić będę Ojca i da wam innego Pocieszyciela, aby był z wami na wieki – Ducha prawdy, którego świat przyjąć nie może, bo go nie widzi i nie zna; wy go znacie, bo przebywa wśród was i w was będzie” Ewangelia Jana 14,16-17

Leave a Reply

%d bloggers like this: