„ZWIASTUJEMY WAM DOBRĄ NOWINĘ”

(Dzieje Apostolskie 13,32)

Stało się już powszechnie przyjętą regułą, że każdy rząd, król na wstępie swej działalności wygłasza zawsze do narodu swoje orędzie. Podaje w nim zasady, którymi się będzie kierował, prawa jakich będzie przestrzegał oraz wymogi, jakie będzie stawiał.

Podobnie i Pan Jezus Chrystus na wstępie Swej ziemskiej działalności, w świątyni, w obecności wielu osób podał do publicznej wiadomości Swoje orędzie.

Jest rzeczą bardzo interesującą przyjrzeć się całej działalności Pana Jezusa Chrystusa i zwrócić szczególną uwagę czy podane na początku obietnice były urzeczywistnione? Bo obietnica wtedy jest pewna, jeśli będzie urzeczywistniona. Same słowa bez praktycznego pokrycia są niczym. Cenimy ludzi, którzy wywiązują się z tego, co mówią.

Rozważając zacytowane w tytule Słowo, w pierwszej kolejności zauważamy, że Pan Jezus został namaszczony, aby zwiastować Dobrą Nowinę.

Co było treścią tej Dobrej Nowiny?

Ażeby móc to zrozumieć, musimy przenieść się naszymi myślami, naszą wiarą wiele wieków wstecz. Można rzec, że aż do samego początku rodu ludzkiego. Do tego momentu, gdy człowiek przez swoje nieposłuszeństwo, ściągnął na siebie sprawiedliwy sąd Boży. Biblia niedwuznacznie daje nam do zrozumienia, że dopóki człowiek był posłuszny Bogu, był szczęśliwy pod każdym względem. Najwspanialszym jego przywilejem było to, że mógł przybywać w obecności Boga i przysłuchiwać się Jego głosowi. Nieznane były mu utrapienia i cała tragedia obecnego człowieka. Nie przypuszczam, ażeby i jego ciało miało jakiekolwiek skłonności do chorób i słabości, które siały  i sieją tak wiele nieszczęścia obecnie wśród ludzi. Umysł jego był wolny od trosk i kłopotów. Nie musiał zabiegać o pokarm i odzież, nie stanowiło to treści jego życia, tak jak dzieje się to obecnie u wielu osób. A co najważniejsze – nie był związany grzechem, nie podlegał śmierci, był istotą wolną i suwerenną. W momencie nieposłuszeństwa, szczęśliwa, błoga karta przeszłości odwróciła się w tragiczną teraźniejszość. Wolność przemieniła się w niewolę, dusza została związana grzechem, ciało opanowane przez słabości, choroby i nałogi, umysł zajęty ustawiczną troską; człowiek stał się cieniem tego, który żył  w Ogrodzie Eden.

Jedna z młodzieżowych pieśni, opiewając miłość Bożą podkreśla, że jest ona: „wyższa ponad najwyższe szczyty gór, głębsza od dna najgłębszych mórz, szersza niż przestrzeń dookoła nas”. Istotnie, ta niezgłębiona miłość Boża sprawiła, że Pan Jezus narodził się, aby pomóc zgubionej ludzkości. „Nie przyszedłem wzywać sprawiedliwych, lecz grzeszników” (Ewangelia Mateusza 9,13). Tak więc ta Dobra Nowina odnosi się w pierwszym rzędzie do związanej grzechem naszej duszy. Pan Jezus przez śmierć na Golgocie stworzył możliwość każdemu człowiekowi pozbycia się swych grzechów: „Krew Jezusa Chrystusa, Syna jego, oczyszcza nas od wszelkiego grzechu” (I List Jana 1,7).

Wśród wielu osób utarło się bardzo niebezpieczne przekonanie, które sprowadza się do tego, że ludzie czują się nieszczęśliwymi, ubolewają nad swoim losem, ronią nad sobą sporo łez, a winą za taki stan rzeczy obarczają pierwszych rodziców. Mówi się bardzo często, że wszystkiemu winien jest Adam i Ewa. Chciałbym jednak wskazać, że nie „oni”, lecz my jesteśmy odpowiedzialni za nasze szczęście lub nieszczęście. Przysłowie powiada, że: „każdy jest kowalem swego losu”. Kiedyś w przyszłości Bóg nas nie będzie rozliczał z upadku Ewy i Adama, lecz będziemy musieli odpowiadać za naszą postawę wobec propozycji zbawienia.

Co więc należałoby uczynić w tej sytuacji?

Przyjść do Boga, wyznać swe upadki, powiedzieć o swoim nieszczęściu, szczerze pokutować i prosić o przebaczenie za obojętny do Niego stosunek przez tyle lat. Jeśli ktoś nie odczuwa swojego nieszczęścia, to radzę  w samotności, uspokojeniu i ciszy zapytać swojego sumienia, czy jest ono zadowolone z dotychczasowego naszego życia. Następnie zaufać w moc krwi Pana Jezusa Chrystusa i Jego ogarniającą nas miłość.

Kiedy powinniśmy przyjąć Pana Jezusa?

Na to pytanie jest tylko jedna odpowiedź:

Teraz!

Dziś!

Niezwłocznie!

Wszystko, o czym wyżej powiedziałem, odnosi się w głównej mierze do naszej duszy. Jest rzeczą najważniejszą, aby pojednać się z Bogiem, osiągnąć przebaczenie grzechów i narodzić się na nowo. To było główną treścią tej Dobrej Nowiny. Powiedziałem jednak na wstępie, że i ciało ludzkie odczuło konsekwencje nieposłuszeństwa. Warto więc zauważyć, że ilekroć Pan Jezus wysyłał uczniów do pracy misyjnej, otrzymywali oni niejako podwójne zadanie (por. Ewangelia Mateusza 10,7-8). Tak zwiastował też Piotr i Jan, Filip i Paweł. Opowiadali „Królestwo Niebios” oraz nieśli ulżenie ludziom chorym, słabym, uwalniając ich ciała od tych niemocy. Czyż nie należało to do treści posłannictwa Pana Jezusa Chrystusa? Do expose wygłoszonego w świątyni, do Dobrej Nowiny? Na pewno tak!

Wielu ludzi jest tak zaabsorbowanych przez całe swoje życie pracą  i innymi troskliwymi zabiegami o majętność i odpowiedni poziom życia, że czasem sprawiają wrażenie, jakby ziemia i doczesność stanowiły dla nich wieczność. Nie zauważają, kiedy przeminęła młodość, znikły siły, a w oczy spogląda chłód grobu. Nie należy z powyższego wnioskować, że powinniśmy tolerować nierobów, obiboków i ludzi tego pokroju. Każdy z nas ma być rzetelnym pracownikiem dbającym o utrzymanie rodziny i dobre imię chrześcijanina. Należy mieć jednak zawsze na uwadze, że sercem winniśmy być zaangażowani nie przy ziemskich wartościach, ale niebiańskich. Nie jest to sprawa prosta i łatwa do zrealizowania. Człowiek podlega niejako duchowi czasu: modzie, obyczajom, poglądom, trybowi życia. Jeśli nie czuwa, zostaje w ten wir szybko wciągnięty i uczuciowo zaangażowany. Wielu porwał ten prąd, opanowała ich troska o wysoki standard życia, o odpowiednie zabezpieczenie materialne swojej przyszłości, dla nich „czas to pieniądz”. Jest to jedna z metod odwracania chrześcijan od naśladowania Pana Jezusa Chrystusa. Wcale nie nowa, znana już Pawłowi, który przeżył gorycz odejścia Demasa  (por. II List do Tymoteusza 4,10). Czy znajdując się w takiej sytuacji, człowiek nie potrzebuje rozwiązania i uwolnienia? Czy nie potrzebuje odnowienia swych pragnień, tęsknot i myśli? Sądzę, że tak! Nasz umysł, nasze serce musi być zwrócone w inną stronę (por. Ewangelia Mateusza 6,24-34). I w tym względzie należy skorzystać z dobrodziejstwa Dobrej Nowiny. Człowiek skrępowany obawami, troskami, lękiem przed jutrem, ciągłą narastającą chęcią posiadania, zmieniony w niewolnika swych żądz i nałogów, może być rozwiązany. Król królów, Pan Jezus Chrystus w Swoim „programie” powiedział: „…abym uciśnionych wypuścił na wolność…” (Ewangelia Łukasza 4,18).

Przedstawiając Ci, Drogi Czytelniku, ten wspaniały plan działania Pana Jezusa Chrystusa, potwierdzony później w praktyce przez działanie, zachęcam abyś z niego skorzystał. Jest wielką radością stać się człowiekiem naprawdę wolnym, a uczynić to może tylko Ten, który powiedział: „Jeśli więc Syn was wyswobodzi, prawdziwie wolnymi będziecie” (Ewangelia Jana 8,36).

                                                                  M. H.

image_pdfimage_print

Chrześcijańska Misja Ewangeliczna"FILEO"

„Ja prosić będę Ojca i da wam innego Pocieszyciela, aby był z wami na wieki – Ducha prawdy, którego świat przyjąć nie może, bo go nie widzi i nie zna; wy go znacie, bo przebywa wśród was i w was będzie” Ewangelia Jana 14,16-17

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: