SKRZYŻOWANIE DRÓG

Werset przewodni: „I rzekł Pan do Abrama: Wyjdź z ziemi swojej i od rodziny swojej, i z domu ojca swego do ziemi, którą ci wskażę” (I Księga Mojżeszowa 12,1).

Przed wyruszeniem w wędrówkę do ziemi obiecanej, patriarcha Abram zamieszkał wraz z swoją rodziną w miejscowości Haran. Nazwa Haran wykłada się „skrzyżowaniem dróg”. Mieszkańcy Haranu nie służyli jedynemu Bogu. Panujące tam religie pogańskie uznawały wielu bogów. Ich zasady życia   i obyczaje dalekie były od praw ustanowionych przez naszego Stwórcę. Przebywając w Haranie, Abram usłyszał głos Boży. Bóg rozkazywał mu opuścić miejsce i środowisko, w którym się znajdował i iść do ziemi kanaanejskiej. Ziemię tę obiecał Bóg dać Abramowi w posiadanie. Abram posłuchał Boga   i poszedł do nieznanej mu ziemi.

W duchowym sensie i dzisiaj Bóg zwraca się do każdego człowieka (List do Hebrajczyków 3,7-8). Znajdujemy bowiem często się na „skrzyżowaniu dróg”. Tym skrzyżowaniem dróg może być nasza sytuacja życiowa. Widzimy niekiedy, z jednej strony, jak grzech i nieposłuszeństwo Bogu opanowało szerokie warstwy społeczeństwa. Idą one szeroką drogą, której końcem jest wieczne potępienie. Z drugiej strony, Bóg pokazuje nam drogę, która prowadzi do nowego życia. To życie przynosi wewnętrzny pokój, a polega ono na naśladowaniu Pana Jezusa Chrystusa. Droga za Panem rozpoczyna się od momentu wyznania grzechów i przyjęcia wiary zbawienia. Ofiara za nasze grzechy wykonała się na Golgocie. Przyjmując zbawienie podejmujemy jednocześnie decyzję, aby kroczyć wąską drogą. Wąską droga prowadzi do życia wiecznego. Krocząc tą drogą spotykamy się często z trudnościami, bowiem jest to ciernista droga. Koniec jej jest jednak wspaniały. Bóg zachęca nas, abyśmy poszli tą drogą. Do nas należy decyzja.

Oto przeżycia pewnego człowieka, który nie mógł zdecydować się na opuszczenie swego środowiska i naśladowanie Pana Jezusa:

Zdarzyło się to podczas jednej z wielkich kampanii ewangelizacyjnych, na przełomie XIX i XX wieku w Stanach Zjednoczonych. Na zakończenie pewnego nabożeństwa ewangelista zapytał, czy ktoś ze słuchaczy nie chciałby oddać swego życia Chrystusowi? Wtedy wstał jeden mężczyzna, który był osobiście znajomy ewangeliście. Ewangelista z radością uchwycił go za rękę  i powiedział: „Więc nareszcie zdecydowałeś się powierzyć swoje życie Bogu!”. Mężczyzna wyraził swoją aprobatę, jednakże przy tym wyznał szczerze, że nasuwają mu się pewne obawy, mianowicie jak zareagują na wiadomość o jego decyzji bliscy przyjaciele. Ewangelista zachęcał do uczynienia zdecydowanego kroku. Wskazywał on na postać Chrystusa. Mówił o tym, że niewątpliwie nasz Pan Jezus jest godny, abyśmy dla Niego porzucili wszystko i pozostali przy Nim. Pomimo słów otuchy, strach aby nie wyśmiali go przyjaciele, nie opuścił tego człowieka. Ewangelista modlił się za nim i zdawało się, że człowiek ten znajdował się przed bramami nieba. Jednakże nie doszło w życiu tego człowieka do definitywnego przełomu. Po krótkim czasie powrócił on do dawnego środowiska swoich kolegów i prowadził nadal grzeszne życie. Po upływie sześciu miesięcy ewangelista otrzymał od niego wezwanie, aby zechciał jak najszybciej go odwiedzić. Zachorował on bowiem ciężko i zdawało się, że może wkrótce umrzeć. W tej sytuacji, nurtowało go pytanie, czy może jeszcze zostać zbawiony od wiecznej śmierci. Ewangelista przyszedł do niego i na podstawie Słowa Bożego wyjaśnił mu, że nie jest jeszcze za późno na pokutę i przyjęcie Pana Jezusa. Przez wiele dni ewangelista systematycznie odwiedzał go i modlił się za nim. Nieoczekiwanie wprost człowiek ten wyzdrowiał. Gdy zdrowie jego powróciło do normy, ewangelista zapytał go, czy jest zdecydowany pójść na nabożeństwo i tam otwarcie wyznać, że zdecydował iść drogą Bożą. Wtedy usłyszał odpowiedź, że jest on wprawdzie zdecydowany służyć Bogu, jednakże tego postanowienia od razu nie może wypełnić. Uczyni to jednak w przyszłym roku, gdy zakupi farmę i osiedli się nad jeziorem Michigan. Przypuszczał on, że w nowym środowisku będzie w stanie stać się dobrym chrześcijaninem. Ewangelista odpowiedział, że przecież nikt z nas nie może być pewny, że dożyje następnego dnia, a co dopiero odkładanie tak ważnej sprawy aż na rok czasu. Na to usłyszał wyjaśnienie swego rozmówcy, że nigdy się nie czuł tak dobrze jak właśnie teraz i ma nadzieję, że teraz pożyje jeszcze przez dłuższy okres. Nie pomogły nalegania i wyjaśnienia ewangelisty. W końcu człowiek ten jasno stwierdził, że żal mu porzucić swoich przyjaciół. Z gniewem oświadczył on, że ewangelista nie musi troszczyć się o jego duszę, bo przecież jeżeli on zginie to jest jego osobistą sprawą. Dodał, że bierze świadomie odpowiedzialność na siebie za swój los. Ewangelista musiał odejść nie widząc właściwego rezultatu swojej pracy.

Po ośmiu dniach do ewangelisty przyszła zapłakana żona tego człowieka. Opowiedziała ona o ciężkim stanie zdrowia męża. Mówiła, że lekarze stwierdzili, że nie ma pomocy dla niego i że będzie musiał umrzeć. Ewangelista zapytał, czy mąż jej chce się z nim widzieć. Ona odparła, że co prawda nie wyraża takiego pragnienia, jednakże ona nie może patrzeć na beznadziejny duchowy stan swego męża. Mówiła, że mąż stale powtarza z rozpaczą, że jest zgubiony i wkrótce znajdzie się w miejscu potępienia. Ulegając namowie żony chorego, ewangelista postanowił pójść do tego człowieka, aby jeszcze raz z nim porozmawiać. Gdy wszedł do pokoju. w którym leżał chory, zauważył że ten odwraca się od niego, aby na niego nie patrzeć. Na pytania ewangelisty chory nie odpowiadał wcale. Po pewnym czasie wskazując na metalowy piec, oświadczył, że jego serce jest twarde jak ten metal. Mówił, że zginienie jest już dla niego przeznaczone i że nic nie może dopomóc jemu w tej strasznej sytuacji. Ewangelista usiłował wzbudzić w nim iskierkę wiary, wskazując że jeszcze teraz może być zbawiony, jeżeli tylko zechce. Przedstawiał mu szereg obietnic Bożych, które mogłyby wzbudzić w nim nadzieję, wszystko to jednak na próżno. Chory odpowiedział, że Chrystus już nieraz go pociągał, ale on go świadomie odrzucał. Teraz jest już za późno. Nie widząc możliwości przekonania chorego, ewangelista uklęknął i zaczął modlić się do Boga o zbawienie chorego. Ten jednak trwając w niewierze powtarzał, że za późno dla niego jest myśleć o zbawieniu. Mimo to ewangelista modlił się nadal. Odczuł jednak, że jak gdyby niebo było zamknięte i modlitwa nie odnosi pożądanego skutku. Ewangelista wstał z kolan i ze smutkiem pożegnał się z umierającym. Biedny ten człowiek umarł w strachu przed straszną przyszłością.

Taki oto los spotyka tych, którzy nie mogą zdecydować się, aby opuścić drogę grzechu. Gdy znajdziemy się w podobnej sytuacji, na „skrzyżowaniu dróg”, nie wahajmy się, jaką drogę obrać. Posłuchajmy głosu i rady Bożej. Uczynił tak Abram. Poszedł on do ziemi, którą Bóg mu wskazał i dostąpił błogosławieństwa. Nas czeka życie wieczne, gdy obierzemy drogę za Panem Jezusem. Pójdźmy więc tą drogą, nie wahając się pozostawić wszystko, co by nas mogło powstrzymywać od naśladowania Zbawcy.

                                                                           M. S.

image_pdfimage_print

Chrześcijańska Misja Ewangeliczna"FILEO"

„Ja prosić będę Ojca i da wam innego Pocieszyciela, aby był z wami na wieki – Ducha prawdy, którego świat przyjąć nie może, bo go nie widzi i nie zna; wy go znacie, bo przebywa wśród was i w was będzie” Ewangelia Jana 14,16-17

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: