PANIE, SPRAW, ABYM PRZEJRZAŁ

PANIE, SPRAW, ABYM PRZEJRZAŁ

14 września 2019 0 przez Fileo

„I przyszli do Jerycha; a gdy wychodził z Jerycha On oraz jego uczniowie i mnóstwo ludu, syn Tymeusza, Bartymeusz, ślepy żebrak, siedział przy drodze. Usłyszawszy, że to Jezus z Nazaretu, począł wołać i mówić: Jezusie, Synu Dawida! Zmiłuj się nade mną! I gromiło go wielu, aby milczał; a on tym więcej wołał: Synu Dawida! Zmiłuj się nade mną! Wtedy Jezus przystanął i rzekł: Zawołajcie go. I zawołali ślepego, mówiąc mu: Ufaj, wstań, woła cię. A on zrzucił swój płaszcz, porwał się z miejsca i przyszedł do Jezusa. A Jezus, odezwawszy się, rzekł mu: Co chcesz, abym ci uczynił? A ślepy odrzekł mu: Mistrzu, abym przejrzał. Tedy mu rzekł Jezus: Idź, wiara twoja uzdrowiła cię.     I wnet odzyskał wzrok, i szedł za nim drogą” (Ewangelia Marka 10,46-52).

Wiele jest miejsc w Piśmie Świętym, w których w kilku zdaniach czy nawet w kilku wierszach lub słowach, podany jest szeroki materiał tematyczny. Cytowana wyżej część rozdziału 10 według Ewangelii św. Marka zawiera w zasadzie opis całej drogi zbawienia. Opisuje rolę Jezusa Chrystusa w dziele zbawienia oraz wspomina o owocach, jakie są wynikiem odrodzenia   i napełnienia Duchem Świętym. Opis uzdrowienia ślepego Bartymeusza zasługuje więc specjalnie na rozważenie. Syn Tymeusza, ślepy Bartymeusz, siedział przy drodze żebrząc. Oto wizerunek grzesznego człowieka, pogrążonego w ciemności, który na skutek swojej ślepoty nie może ujrzeć swojej przyszłości. Nie widzi również drogi, którą ma podążać, nie posiada żadnego celu. Wskazana pozycja – „siedział”, jest właściwym odzwierciedleniem losu ślepca. Oto siedzieć na ziemi i trzymać się jej kurczowo, by się nie przewrócić. Musi siedzieć i czekać na datek, na ochłap. Ślepiec może przybrać jeszcze jedną pozycję – może pełzać, ale i w tym przypadku nie może oderwać się od ziemi i jej spraw, nie może niczego zobaczyć, nie może zrobić ani jednego pewnego kroku. Prorok Izajasz przyrównuje ślepych do umarłych (Księga Izajasza 59,10). Bo czymże może być człowiek grzeszny, jak nie umarłym za życia? Umarłym duchowo.

My, którzy mamy oczy otwarte, którzy z tej strasznej choroby grzechu zostaliśmy wyleczeni i widzimy drogę jasną i cel nieopisanie piękny, musimy pamiętać w jakim stanie byliśmy i że tylko z łaski Bożej, przez zasługi Jezusa Chrystusa, Jego męczeńską śmierć zostaliśmy cudownie uzdrowieni. Do nas też tyczyło się określenie, stwierdzenie:  nie wiesz, że jesteś ślepy (Objawienie Jana 3,17)? Nie ma na ziemi lekarstwa, które uzdrawia ślepych. Nie ma uczynków, które mogą doprowadzić do zbawienia. Nie ma innego sposobu, jak tylko przez łaskę Bożą, przez krzyż na Golgocie „Pan otwiera oczy ślepych” (Psalm 146,8).

Jak wynika z tekstu wersetu 47, ślepiec rozpatrywać musiał swoją godną pożałowania sytuację, musiał dojść do wniosku, że nie ma żadnej perspektywy, że choć żyje – jest umarły. Zapragnął zmiany swojej sytuacji. To pragnienie jest pierwszym krokiem na drodze zbawienia, jest wejściem na tą drogę. Uświadomienie sobie sytuacji ślepca, to nic innego, jak uświadomienie sobie swego grzechu, w następstwie czego można go wyznać i zawołać jak celnik: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu” (Ewangelia Łukasza 18,13). Ślepy człowiek musiał też słyszeć o Jezusie Chrystusie, o Jego cudach, o uzdrawianiu, o Jego naukach i zapewne zapragnął, aby nadeszła taka chwila kiedy i on ślepy Bartymeusz – będzie widział. Wielu z nas tak jak Bartymeusz nie wiedziało, że Pan czeka na nasze westchnienie do Niego, na westchnienie naszego serca; że Pan czeka na nasze pragnienie zmiany sytuacji. Trudno zrozumieć, ale Bóg w swojej niezmierzonej dobroci, w niezmiernej miłości do człowieka, stanie na drodze ślepca – grzesznika pełen swych łask i dobrodziejstw, gdy tylko będzie pragnienie. „I przyszli do Jerycha”. Przyszedł Jezus Chrystus na spotkanie z Bartymeuszem, aby z nim rozmawiać, tak, jak rozmawiał z Tobą i ze mną. Przyszedł, aby otworzyć oczy ślepym (Księga Izajasza 42,7). Czyż mógł przypuszczać biedny, ślepy żebrak, że Pan nad panami i Król nad królami przyjdzie do niego, będzie jego osobistym Lekarzem, będzie jego osobistym Zbawicielem? Więc „usłyszawszy, że to Jezus z Nazaretu”, uwierzył, że i on – podobnie jak wielu innych – może być uzdrowiony. Że może to uczynić Jezus. Wiara – to możliwość przyjęcia zbawienia („łaską zbawieni jesteście przez wiarę” – powiada Pismo Święte; List do Efezjan 2,8). Ta sama wiara, która była podstawą uzdrowienia wielu – również dla Ciebie i dla mnie – dała Bartymeuszowi możliwość przyjęcia zbawienia – uzdrowienia. To nic innego, jak ta właśnie wiara dała siłę otwarcia serca Bartymeuszowi i zawołania: „Jezusie, Synu Dawida! Zmiłuj się nade mną!”. Żebrak nie pytał tak, jak bogaty, wykształcony młodzieniec: „co mam czynić, aby odziedziczyć żywot wieczny” (Ewangelia Marka 10,17). Nie szukał układnych, schlebiających słów: „Nauczycielu dobry” (Mar. 10,17). Nie chciał się przypodobać Jezusowi, on wołał z pełną wiarą, tak, jak mu kazało jego serce, a nie rozum. To serce, które już oddał Jezusowi. Wołał nie wiedząc, że później, pod natchnieniem Bożym apostoł Paweł napisze w liście do Rzymian: „każdy bowiem, kto wzywa imienia Pańskiego, zbawiony będzie” (List do Rzymian 10,13). Na wołanie to zareagował także duch ciemności i to zareagował natychmiast. Wiedział, że jeszcze moment i dusza żebraka będzie dla niego stracona. On tyle napracował się, by utrzymać ją dla siebie w ciemności,  w grzechu, wyłącznie w sprawach ziemskich. To za namową szatana „gromiło go wielu, aby milczał”. Pan jest miłosierny i litościwy. Pan jest pełen miłości do ludzi, którzy są stworzeni na Jego wzór i podobieństwo. Pan wysłuchuje wołania najgorszego grzesznika. Wysłuchał Pan też wołania żebraka, zgodnie z przepiękną obietnicą, że nie odrzuci Pan precz nikogo, kto do Niego woła. „Wtedy Jezus przystanął i rzekł: zawołajcie go”. Biedny Bartymeusz żył w ciemności. Siedział i żebrał. Przyszedł w jego życiu taki moment, że zaczął rozpamiętywać swoją nędzną sytuację, pragnął innego życia, jasnego, z wyraźnym celem, życia w którym nie musiałby być przywiązany do ziemi i tkwić w tej beznadziejnej pozycji. Wówczas usłyszał tą dobrą nowinę, że jest Zbawiciel, Jezus Chrystus, który przyszedł, aby uzdrawiać, aby leczyć. Zatem gdzie jest ten najlepszy lekarz? Właśnie w tym momencie, kiedy było trzeba, w sam czas, w najodpowiedniejszej porze, Jezus staje koło Bartymeusza i woła go. Któż oprze się temu wołaniu? Więc Bartymeusz „porwał się z miejsca i przyszedł  do Jezusa”. Jakie to prośby miał żebrak do przedłożenia Temu, który mógł  uczynić wszystko? Jakie było jego życzenie? Miał o co prosić. Nie miał niczego – ani domu, ani majątku, ani rodziny. Był zapewne głodny. Nie miał właściwego odzienia, pewno był bosy. Ale on nie chce tego wszystkiego. Oto dość miał spraw ziemskich. Zawołał: „Mistrzu, abym przejrzał”. Tęsknił tylko za jednym – za jasnością. Chcę innego życia, życia w jasności. Oto wierzę w to, Panie Jezu, że jesteś wszechmogący, że ta prośba będzie wysłuchana. „Tedy mu rzekł Jezus: idź, wiara twoja uzdrowiła cię”. W odpowiedzi na to wezwanie, Bartymeusz „wnet odzyskał wzrok, i szedł za Nim drogą”.

W rozmowie z bogatym młodzieńcem – na pytanie, jak być zbawionym – Jezus naucza: „Idź, sprzedaj wszystko, co masz (…) przyjdź i naśladuj Mnie” (Ewangelia Marka 10,21). Żebraka nie trzeba było nauczać, co ma robić. Sam wiedział; stał się bowiem – po spotkaniu z Panem – innym, nowym człowiekiem. Na nowo się narodził. Nie odszedł smutny jak ów młodzieniec, który był bardzo bogaty. Nie sprzedawał tego co miał, lecz zostawił innym. Miał tylko jedną rzecz: płaszcz, który był mu okryciem, mieszkaniem, schronieniem przed zimnem nocy i deszczem. Tą jedną jedyną rzecz, którą miał, zostawił: porzuciwszy swój płaszcz – poszedł na rozmowę ze swoim Panem, Jezusem Chrystusem i poszedł dalej – za Nim. Nie mówił mu również Jezus: „Chodź za Mną”. Bartymeusz wiedział, że ma iść za Panem, że to jest jego powinność, że to jest – od chwili spotkania z Panem – celem jego życia. To był nakaz wewnętrzny, głos ożywionego ducha, ożywionego przez Ducha Świętego, który zstąpił na niego w momencie kontaktu z Panem. Poszedł  więc Bartymeusz za Panem, aby Mu służyć, by Go naśladować!

Pamiętaj, kim byłeś! Pamiętaj, że i Ty byłeś ślepy! Pamiętaj, że i Ty z łaski Pana Jezusa zostałeś uzdrowiony, że On na siebie wziął Twój grzech! Pamiętaj, by Mu za to dziękować bez przerwy! Tak więc służ Panu  z weselem!